Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

już wszystkie
łzy zlizałeś

z przedwczorajszej
szyby mojego serca

sól cierpienia
cię zatruła

żelazne powieki
już zostaną

aby nikt twych
oczu nie przestrzelił

mistyczny deszcz
rdzą pokryje wzrok

-nieme kolory
zagórują na wieki

*
strzała cię przebiła
-łucznik niezwyciężony

krew ciemnieje
na powietrzu

lecz nie
twoja

Opublikowano

kall- naprawdę mnie zaskoczyłaś i to bardzo przyjemnie. cieszę się niezmiernie, że podoba Ci się jak piszę, mam nadzieję, że sprostam Twoim dalszym oczekiwaniom :) pozdrawiam bardzo serdecznie

Pansy- dziękuję za zajrzenie, tak szczerze mówiąc to mi się tez najbardziej podoba właśnie ten fragment- to od niego się zaczęło:) również pozdrawiam mocniutko i cieplutko

a tu takie ogólne pozdrowienia:)

zielona jak najbardziej

Opublikowano

Jay Jay- skomentowałeś w trakcie jak ja komentowałam więc dostaniesz podziękowania osobno (ale zaszczyt Cię kopnął:)) Ja też jestem zadowolona, że mogłam odrzucić pomarańczowy- po pierwsze to zdecydowanie nie jest mój kolor, po drugie zdawałam sobie sprawę, że to nie trybi :). Cieszę się, że opinii nie zmieniłeś bo z tego co pamiętam była pozytywna

Pozdrawiam wieczorowo

Opublikowano

naprawdę wszystkim bardzo dziękuję.

Arkadiuszu- cieszę się, że dla Ciebie to rewelacja:) nawet nie wiesz jak mi miło, że tak mówisz, tym bardziej mi miło, że powędrował do ulubionych. pozdrawiam gorąco

Aniu- zwroty mają się zapisywać i cieszę się, że mi się to udało. Miło mi, że Ci sie podoba. rownież pozdrawiam gorąco

zielona-talia

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...