Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Słońce kryło się już za lasem po drugiej stronie jeziora. Łódka leniwie przybliżała się do brzegu. Chłodny podmuch wiatru niosący zapach wody i krzyk mewy, przeniknął przez cienki sweter Matiasa. Chłopak zadrżał. Potem podciągnął nogawki spodni, wskoczył do wody i wypchnął łódkę na piasek.
Stary Rumar wygramolił się z łódki, przez chwilę stał patrząc na grę płomiennych refleksów na wodzie.
- Fest już czuć jesień w powietrzu – powiedział. - Chodźmy chłopcze, bo taka zimnica się zrobiła, że aż w kościach łamie.
Matias położył się na skórze białego niedźwiedzia obok kominka i otworzył gruby atlas dziadka. Wertował strony oglądając mapy i rysunki miast całego kontynentu. Bardzo lubił to robić i zawsze na dłużej zatrzymywał się na stronie sto dwudziestej, gdzie zamieszczony był szkic Isilionu. Wyobrażał sobie jak pięknie musi wyglądać srebrne miasto, Latarnia Północy, jak je nazywano.
Rumar wszedł do izby. Widząc wnuka wertującego atlas, uśmiechnął się lekko. Rozsiadł się w fotelu i zapalił fajkę.
- Dziadku, czy mógłbyś mi opowiedzieć coś o Isilionie? - zapytał Matias, siadając obok fotela.
- Ależ chłopcze, opowiedziałem ci już wszystko co wiem po kilkadziesiąt razy.
- Nieprawda – chłopak zmarszczył brwi. - Za każdym razem była to inna opowieść. Chciałbym usłyszeć coś jeszcze.
Rumar przez dłuższą chwilę milczał zapatrzony w ogień, a Matias spokojnie czekał, wiedząc, że za chwilę usłyszy kolejną historię.
- Opowiem ci o Zamkniętym w Butelce – odezwał się w końcu dziadek. - Nikt już nie pamiętaj jego prawdziwego imienia. Był niewiele starszy od ciebie. Należał do isiliońskiej gildii złodziei, której w tamtych czasach przewodził jego starszy brat. Chłopak chciał koniecznie udowodnić, że zasługuje, by być kimś więcej, niż tylko kieszonkowcem. Postanowił ukraść magiczną kulę potężnego czarodzieja Arna. Bardzo długo się przygotowywał. Obserwował maga kilka miesięcy i po tym czasie znał wszystkie jego przyzwyczajenia. Wiedział, że w czwartkowe wieczory wychodził do tawerny „Róża Wiatrów”, by dopilnować swoich półlegalnych interesów.
Młody złodziej postanowił, że właśnie w czwartek pod nieobecność czarodzieja ukradnie kulę. Dostał się do jego wieży, udało mu się nawet wyminąć chochlika pilnującego domu. Kiedy już miał kulę w ręce, do komnaty wszedł Arn. Wrócił wcześniej, niż chłopak się spodziewał. Stary czarodziej bardzo się rozgniewał i uwięził go w butelce.
- Pamiętaj, że każdy krok w życiu ma swoje konsekwencje – powiedział mag. - Próbowałeś mnie okraść, a przy tym dałeś się złapać. Nie unikniesz kary. Pozostaniesz w tej butelce przez dziesięć lat. Nikt nie jest w stanie jej stłuc, czy otworzyć. Dam Ci młoteczek i kiedy minie czas kary, wystarczy że lekko uderzysz w ściankę i będziesz wolny – to mówiąc wyrzucił butelkę z okna wieży.
Chłopak strasznie się poobijał, kiedy butelka uderzyła w bruk. Chłopiec całą noc stukał młoteczkiem w szkło, jednak nie udało się mu uwolnić. Z czasem nauczył się poruszać butelką, wystarczyło wziąć rozpęd i biec, a ona toczyła się powoli w wybranym kierunku. Starał się wołać ludzi, chciał zostać zauważony, ale nikt go nie słyszał. W końcu butelkę podniósł kupiec z południa. Widząc w środku małego człowieka bardzo się zdziwił. Wziął go ze sobą.
Mijały lata, a chłopak wiele podróżował z kupcem. Zwiedzał krainy, o których nawet nie słyszał. Słyszał to, co mężczyzna do niego mówił, on mógł jedynie odpowiadać mu gestami. Stali się przyjaciółmi. W chłodne wieczory na pustkowiu, kupiec kładł butelkę przy ognisku, w upalne dni, chował ją do plecaka, lub zanurzał w zimnym źródełku.
Chłopak stał się mężczyzną. Za kilka dni mijało dziesięć lat od chwili uwięzienia. Nie mógł się doczekać, kiedy wyjdzie i odetchnie świeżym powietrzem. Niestety którejś nocy kupiec został napadnięty i zabity. Jednym z bandytów był jego brat. Złodzieje zabrali wszystko oprócz butelki, która wydawała im się bezwartościowa. Kiedy mieli już odejść, brat cisnął butelkę do morza. Młodzieniec patrzył jak brzeg wciąż się oddala. Potem widział już tylko bezkresny błękit.
Nikt nie wie, co się z nim dalej działo, chociaż powiadają, że do dziś dnia pływa po oceanach świata, starając się dopłynąć do brzegu i uwolnić się z więzienia... - Rumar zakończył opowieść i pyknął fajką.
- Może udało mu się już uwolnić – powiedział zadumany Matias.
Zaraz jednak się ożywił.
- Dziadku, jutro ruszam do Isilionu! Chcę zobaczyć srebrne miasto, bo potem może być za późno.
Rumar głośno się roześmiał.
- Nie dojdziesz do Isilionu przed zimą. Chcesz wędrować po pas w śniegu? Poczekaj do wiosny. Jeśli nie będzie mnie zbytnio łamać w kościach, pójdę razem z tobą. Kto wie, może to będzie ostatnia podróż w moim życiu...
- Nie mów tak dziadku – oburzył się Matias. - Będziesz jeszcze długo żył. A z Isilionu pójdziemy do Mooren, a potem jeszcze dalej – chłopak wziął atlas i zaczął wodzić palcem po mapie kontynentu.
Dziadek i wnuk przeglądali mapy do późna w nocy, planując wielką podróż. Ogień w kominku wesoło płonął.
Gdzieś na falach oceanu dryfowała zapomniana przez wszystkich butelka.

Opublikowano

Dziękuję za komentarze i cieszę się, że się podobało. Co do spotkania z magiem, to rzeczywiście mogłoby być dłuższe, ale czasami myślę, żeby nie przesadzać z rozmiarem tekstu, bo nikt nie przeczyta:)
Jakoś ostatnio piszę tylko bajki, ale podobno nigdy się z nich nie wyrasta;)
Pozdrawiam.

Opublikowano

Czasem zaczynając pisać nie wiem jeszcze co to ma być... W tym przypadku też tak było. Opisałam jezioro, a jakiś czas potem dopiero napisałam resztę i powstało to coś:)
Dzięki Asher.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Rzeczywiście te dodatki nie są konieczne. Chyba bardziej napisałam je dla siebie, bo piszę już od kilku lat książkę i cykl opowiadań o Isilionie (bardziej w klimacie fantasy niż baśniowym), tam pojawiają się bohaterowie z tego krótkiego tekstu, również wspomniany tutaj czarodziej jest ważną personą w książeczce:) Lubię ze sobą wiązać postaci ich losy. Ale kiedy będę tutaj wklejać jakieś fragmenty, to postaram się wyciąć to, co zbędne, albo nie do końca zrozumiałe.
Dziękuję i pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...