Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Annuszka... miło, że ktoś 'nowy' mnie odwiedza. Fajnie, że dla Cebie ciekawie... co do "bo"...

mnie się wydaje, że bez niego były skok rytmiczny, więc lepiej zosawić... :)

 

Marcinie K.. jeżeli opłaciło się, zostawiam Ci.. :) za miłe słówko.   Pozdrawiam Was.

Opublikowano

Jacek K.. "miętoszenie" (?), hmm... ciekawe....

Grzegorz... moim zdaniem, to nie.. ona.. zabiera, to jej zabierają, jeśli dobrze czytam Twój pościk.

 

Lily Hamon... dziękuję za cichutką obecność.

 

Pozdrawiam Was.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

... to przede wszystkim, Grzegorzu... lubię jego książki.

 

beta_b ... Beato.. tak, to ważny fragmencik dla całości... :) Dziękuję 'za słowo' pod...

 

Michał 78 ... tak, może aż za dużo tej prawdy. Dałam słowo Matki, mając na myśli

Ojczyznę, inne słowa nie pasowały mi. 

Pewnie przeminie wszystko to, co powyżej wersu.. to przemijanie itd. to co poniżej,

to ogólna refleksja, nadzieja po raz enty...
Racja, natura sama się odrodzi nawet po największych kataklizmach, gorzej z ludźmi,

a niby tacy mądrzy. Uczucia, dla mnie, to pewnego rodzaju karma, można ją przesyłać

innym, tak coś czuję. Cieszę, się, że przystanąłeś tutaj i dziękuję za komentarz.

ps. zmienię przedrostek w jednym słowie.. nie wy.. a, zapuszczać jady. Chyba lepiej.

 

lena_2 .... dziękuję za czytanie... :)

 

Ślę pozdrowienie dla Was.

 

 

Edytowane przez Nata_Kruk (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Nat, wchodzisz w wiersz niezwykle wieloznacznym wersem, później także jest wiele smaczków, można je interpretować na różnych płaszczyznach. Ja zrobię to po swojemu. Dla mnie cały wiersz jest jedną wielką metaforą. Tak bardzo ogólnie — metaforą roli człowieka w życiu doczesnym.

   

Warstwa wierzchnia utworu prowadzi przez pola, grunty, miejsca w których człowiek ma swój wkład, swój udział. Jesteśmy częścią tego świata i częścią natury, częścią swojej ojczyzny. Jesteśmy różni. 
Twój wiersz jest na tyle refleksyjny Nat, że drążąc głębiej, można nawet nawiązać do Biblii życie moje jak nicość przed Tobą (Księga Psalmów)Również pomyślałam o Księdze Koheleta (Stary Testament) Marność nad marnościami, wszystko marność ale to tak gwoli przemijania, krótkości żywota. Ten wiatr obrazuje ogromne szkody, myślę, że to właśnie on wprowadza tutaj element nicości. Te skargi zmierzchów i bezgłos piskląt, to jak personifikacja, jęk ciężko utrapionego, udręczonego człowieka. Nawet jeśli zapuściłam się za daleko Nat, warto było tu przystanąć. Pozdrawiam. 
 

 

Edytowane przez tetu (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zapuszczanie ci się zdublowało w pierwszej zwrotce, nie wiem czy to celowo.

 

Tak sobie myślę nad treścią, że wczoraj trudno jest odpuścić, bo jednak te głowy w odgałęzieniach zostały i są jak przestrogi, jak te przestawione ścieżki, a czas prowadzi do wzrostu bywa, że chwastów (od tyłu jakoś mi łatwiej). Rola na której jednak bez nawozu marne są plony i tu chwasty mogą się przydać.

Wiersz wart przemyślenia.

 

Pozdrawiam :)

Opublikowano (edytowane)

Natuskaa ... wielkie dzięki za wskazanie.. :) gdzie tam celowo, nie zauważyłam, a to

ogromny błąd.!  Zło z wczoraj niełatwo odpuścić, zależy jeszcze jakiego kalibru, a głowy,

jak zauważasz, zasadziły się tu i ówdzie i kontrolują. Trzeba chyba kataklizmu

na wielką skalę, żeby docenić drobiazgi... a chwasty, jeśli za dużo - wyrwać, praca uszlachetnia, podobno, a przy okazji powdychać naturę, np. we własnym ogrodzie. 

Dziękuję za pisane odwiedziny... :)

 

Dag ... tak, wszyscy bez wyjątku będziemy nawozem i warto czasem pomyśleć..

jakim siewcą jestem... odpowiedź we własnym zakresie... :)  

Miło, że wpadłaś do mnie, dziękuję.

 

 

Edytowane przez Nata_Kruk (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

tetu' ... cieszę się bardzo na Twój komentarz i wdzięczna jestem, że aż tyle szczegółów wyłapałaś,

plus ciekawe nawiązanie do Biblii, bo dlaczego nie... 
Tak, jesteśmy różni, co na pewno jest ozdobą świata, ale przyczynia się także do wielu konfliktów, ogólnie.
Tytuł... rola a... rola, co powinno być w symbiozie, a często nie jest, o czym piszesz...
Miło mi czytać, że treść refleksyjna i dziękuję, że chciało Ci się "pokopać" pomiędzy wersami, bowiem

mniej więcej to próbowałam zobrazować. Lubię nie za długie formy i.. ciągle próbuję, jak mam ku temu sposobność.
Jednym słowem, poszłaś dobrym tropem. Dzięki.!

 

Jo Shakti... Somalija... dziękuję i Paniom za zatrzymanie... :)

error - erros ... :( dzięki, ale.. ale.. ja Tobie tyle pisania, a Ty... pac i sio... :P. Sorry i.. dzięki.

 

Pozdrowienie dla Was.

Opublikowano

@Nata_Kruk Jakoś tak co najmniej dwuznacznie zabrzmiał mi ten wiersz: przyrodniczo, historycznie. Nie będę rozkminiać za bardzo, ale...

wiatr historii dmie kędy chce i w naszym kraju często kamienie rozrzucał. Chwasty na żyznych polach bywało, że się pleniły. Deptanie piskląt biednej Matki również nie było wydarzeniem okazjonalnym.

Z każdego zdeptanego, zniszczonego, zdawałoby się zgnilego i nie do odzyskania ziarna, czasem nie szybko, ale plon uzyskiwano obfity. Każde zbutwiałe źdźbło pomagało rosnąć...

Pozdrawiam :)

 

Opublikowano (edytowane)

corival... że dwuznacznie, chyba dobrze i sporo racji, że.. "wiatr historii dmie kędy chce"...

lub tam gdzie go inni kierują, a wtedy leci grad kamieni i to właśnie,

komuś być może obojętne, a mnie tak jakoś plącze się po głowie. Ziemia trawi od dekad,

może wreszcie doczekamy lepszych plonów, tylko kto rzuci w ziemię te właściwe,

dobre ziarna... no cóż, pomarzyć dobra rzecz.  Dziękuję za refleksję... :) i pozdrawiam.

 

huzarc ... dziękuję... :)

 

Edytowane przez Nata_Kruk (wyświetl historię edycji)
  • Nata_Kruk zmienił(a) tytuł na To mój kraj - Rola

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   - Oby Njord podarował nam dobre wiatry, moje dzieci – mawiał ojciec do Vivian i Hespera przed każdym wejściem na statek. Łowili dorsze i halibuty, czasem homary. Morze zazwyczaj było spokojne. 

        W domu nie głodowali. Nawet jeśli dzieciom po wielu godzinach rejsu zaczynała doskwierać monotonia i rozrabiały na pokładzie, to pracę ojca darzyły szacunkiem. Co dzień na stół trafiała świeża ryba. 

        Hesper był kłopotliwym chłopcem. Wspinał się na maszty i pokazywał język wołającym za nim marynarzom. Bujał się na linach, rozplątywał supły. Nierzadko przemycał na pokład farby i pędzle, skrzętnie ukryte pod kamizelką.  Każdego popołudnia ktoś zmywał mopem namalowane przez niego murale. Załoga pokpiwała z jego dzieł inspirowanych Alidą Withoos. Jemu mówili, że niewieścieje, a między sobą szeptali o jego talentach. Twierdzili, że ma potencjał na wielkiego artystę, lecz nikt nigdy nie powiedział mu tego w twarz.

        Vivian na morzu odnajdywała spokój, którego nie mogła zaznać na lądzie. Uwielbiała wpatrywać się w bezkresne wody i słuchać ich szumu. Wyobrażała sobie, co kryje się za horyzontem. Dopiero gdy jod dostawał się do jej nozdrzy czuła, że naprawdę oddycha. Ścigali się z Hesperem w ilości złowionych ryb. Przed zmrokiem ojciec ważył ich zdobycze. Zwycięzca otrzymywał tabliczkę czekolady. Hesper przeważał siłą fizyczną i niemal zawsze pokonywał starszą siostrę.

        Ojciec dbał, by jego dzieci miały fach w ręku. Uczył ich wiązać węzły, sprawdzał czy pamiętają ich nazwy i zastosowanie; pokazywał jak zarzucać sieci i jak uniknąć szkorbutu, kazał im uczyć się na pamięć każdej części pokładu. Tym samym zapewniał im przyszłość, wyjście awaryjne, gdyby ich plany się nie powiodły.

        Przed zachodem słońca, kierując się do portu, stawali we trójkę na dziobie i podziwiali horyzont. Pewnego razu zadał im pytanie poprzedzone ociężałym westchnieniem, jak gdyby przez długi raz zbierał się do tego, co ma powiedzieć.

        - Powiedzcie mi, dziatki, macie jakieś marzenia?

        - Być bogatym! – wykrzyknął od razu Hesper, którego sny o zostaniu światłym malarzem zostały stłamszone przez złośliwości marynarzy. 

        Vivian zastanawiała się przez moment. Do tej pory nie rozmyślała nad swym losem, nie szukała sensu istnienia. Do szczęścia wystarczyły jej wyprawy w morze i słuchanie szumu fal. Cieszyło ją, że rodziny nie dotyka głód. 

        - Pragnę spokojnej duszy, tato – powiedziała. Uśmiechu ojca nie było widać pod gęstym wąsem, ale zawsze wiedziała, kiedy się pojawiał – A ty? 

        - Ja już mam wszystko, co miałem… choć jest jedna rzecz, o której marzę skrycie każdej nocy…

        - Co to takiego? – spytało równocześnie rodzeństwo. Nie mogli doczekać się, aż usłyszą nową historię.

        - Jak myślicie, co znajduje się za horyzontem? – każdą opowieść ojciec poprzedzał pytaniem. 

        Nieznane lądy? Nowe cywilizacje? Dzikusy? Skarby? Koniec świata?, padały odpowiedzi i fakt – każda z nich mogła być tą poprawną, lecz on na myśli miał tylko jedną. 

        - Zgadza się, moi mali. Mnóstwo, mnóstwo skarbów…

        - Co to za skarby? – Hesperowi oczy zabłysły na wieść o bezpańskich bogactwach.

        Ojciec roześmiał się ciepło.

        - Oczka ci się świecą, synku – pogładził chłopca po głowie – Pewnie widzisz już te wszystkie skrzynie ze złotem i klejnotami, które zostawili po sobie piraci. Tak, to też znajdziemy na wyspie Hollowstone, lecz prawdziwy skarb kryje się w jaskini przy brzegu.

        Dzieci milczały, w napięciu czekając na to, co dalej usłyszą; zachwycały się obrazami tworzącymi się w ich głowach.

        - Można tam wpłynąć tylko łodzią. Podobno na środku jeziora rośnie drzewo o liściach czerwonych jak krew i miękkiej, brunatnej korze. Mówi się, że jego sok zapewnia zdrowie na pięćdziesiąt lat! Żadna choroba nie jest ci straszna! 

        Zapał ostygł w sekundę. Vivian i Hesper spodziewali się usłyszeć o górach monet. Zdrowia oboje mieli w dostatku.

        - Teraz mnie nie rozumiecie, ale z czasem… z czasem sami dojdziecie do tego, jak bardzo jest to ważne.

        - Jak tam się dostać, tato? - zapytała Vivian po kilku minutach ciszy, podczas których ojciec wpatrywał się markotnie w horyzont. Z westchnieniem wyprostował plecy.

        - I to, moja córeczko, jest najtrudniejsze do wykonania… Otóż drogę na wyspę mogą wskazać jedynie duchy żeglujące po Morzu Dusz od początku istnienia. Kiedyś powstała pieśń, która przywołuje je i wszystkich, którzy spoczęli pod falami, chcąc napić się soku z drzewa Arbivon. 

        - Dlaczego ten sok nie daje nieśmiertelności. Ja nie chcę umierać! - zawołał rozczarowany Hesper, na co ojciec roześmiał się serdecznie. 

        - Prędzej, czy później wszystko obróci się w proch. Poza tym, gdzieś tam czeka na nas lepsze miejsce - powiedział, spoglądając w niebo.

        Wszystkich bywających w porcie ludzi Vivian i Hesper znali od najmłodszych lat. Kiedy przychodzili z ojcem, marynarze i ich żony głaskali ich czule po łowach, pytając o zdrowie. Przed wejściem na statek ojciec lubił uciąć sobie pogawędkę z kobietami żegnającymi mężów. Rodzeństwo oglądało wtedy kilkumetrowy, strzelisty monolit. Czytali na głos wyryty na nim cytat: Pamięci tym, co wybrali Morze i spoczęli na jego dnie. Pod spodem spisano nazwiska żeglarzy, którzy nie powrócili ze swoich wypraw i zostawili rodziny.

        Nocami ojciec chwytał za lupę i przy świetle kilku świeczek studiował mapy. Latami szukał informacji o Hollowstone. Wertował książki, wypytywał kolegów i co jakiś czas zagajał starego Hermita, nie skorego do wspominek. Jak trafił na właściwy trop, nigdy rodzinie nie ujawnił. Pewnego poranka wszedł do kuchni z tobołkiem na plecach i oznajmił, że zbiera załogę. Ucałował żonę, pokrzepił dzieci i rzucił na stół garść monet i zwinięty w rulon papier - testament mający wejść w życie po roku jego nieobecności. 

        Vivian co świt i po zmierzchu wyruszała z latarnią na plażę. Wypatrywała statków powracających do portu. Składała modły, by na którymś pokładzie wracał do niej jej ojciec. Bogowie jednak nie byli łaskawi. Dni mijały, ewoluując w tygodnie, miesiące, aż w końcu i lata. Dopiero skończywszy osiemnaście lat, Hesper przestał wypytywać w każde urodziny, czy tata zjawi się z prezentem. Dorosłość rodzeństwo osiągnęło pod okiem jedynie matczynym, pod okiem smutnym i wyczerpanym. Nazwisko Carsena Vissera zostało wyryte na monolicie na wieki.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...