Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Poważne modern ! Ewidentnie chciałeś tą "dłoń dziecka" ? Czytając dwa pierwsze wersy [wiesz, że to są ułamki sekund], byłam pewna : "ślad małej dłoni" ! No cóż, nie pozostawiłeś miejsca na "dociekanie"..., ale i tak miło przeczytać kolejne "Twoje" !
:-) serdecznie pozdrawiam
aneta
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Poważne modern ! Ewidentnie chciałeś tą "dłoń dziecka" ? Czytając dwa pierwsze wersy [wiesz, że to są ułamki sekund], byłam pewna : "ślad małej dłoni" ! No cóż, nie pozostawiłeś miejsca na "dociekanie"..., ale i tak miło przeczytać kolejne "Twoje" !
:-) serdecznie pozdrawiam
aneta
Ewidentnie dla Ciebie Aneta--- nie zmieni to momentu postrzegania a pozostawi "mały" niedosyt. Dzięki "kumpelko".
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nawet jak na prześmiewczy komentarz to jest .......................Następne może będzie lepsze. Dobrze nie będę łamał ołówka :-).
Opublikowano

Żartujesz? To nie powód do obrazy. Nie masz poczucia humoru?
Spójrz na to z innej strony. Jeśli sobie nie życzysz, nie muszę
komentować ani pisać Tobie. Dlaczego zaraz podejrzewasz
o złą wolę? Nie bardzo rozumiem.

siadł na szynach
czerwony - już wiadomo, że tramwaj


mały ślad szronem - to zupełnie zrozumiałe, można dodać dłoni ale uważałem,
że tak jest ciekawiej.

Co w tym złego? Może wytłumaczysz. Mój komentarz jest pisany w ten a nie w inny sposób.
Pozdrawiam. NN

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Zauważ uśmiech na końcu mojego komentarza--oczywiście i ja troszkę sobie pozwoliłem na małą prowokację. Pisz co chcesz masz prawo ;-).
Opublikowano

"Dobrze nie będę marnował "atramentu" :-)." - chyba wystarczyło, bym wyjaśnił,
bo w takim przypadku uśmiech nie ma nic do rzeczy. Każdy jest w pewnym
stopniu uczulony na opinie. Jeśli komentuję, to staram się to robić w miarę
dobrze i uczciwie. Gdybym chciał kogoś obśmiać - to wierz mi, potrafię to zrobić.

Nie ma sprawy. Mam nadzieje, że wyjaśniliśmy sobie. Pozdrawiam. NN

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...