Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Patrzę na siebie przez szkło okna w dym obłoków.

Zatarty czas, jak kontur na granicy ciała,

przewraca się burzami ognistych krwotoków

w cząstkach źrenicy, gdzie łza frasunkiem spęczniała.

 

Patrzę na siebie przez dno studni, czernią wody

mętnej w zadrach duszy - rzuconej jak ryba

na piaszczysty brzeg wyspy odwiecznej przygody.

Nad jaką wisi nieba spękanego szyba.

 

Patrzę na siebie przez blask boskiego witraża.

W kościele żalu więżę krzyk szczerej niewiary

w barokową moc ikon w podcieniach ołtarza

- strach wabiąc niczym chuć ust kobiecych nektary.

 

Patrzę na siebie poprzez pajęczy lep ekranu,

daremnie poszukując człowieka w tym świecie

bez ludzi, już uśpionych ułudą sześcianu.

I w cybernetycznym wciąż żyję swym kacecie

 

Patrzę na siebie przez kształt lasów, fasadami

zieloności tulących ponure równiny

dni sytych kwaśnym chlebem oraz przesądami

o prawości i prawdzie - bez poczucia winy.

 

Patrzę na siebie przez pism jałowe mądrości.

W nich ryciny aniołów bez dłoni kalekie.

Dokąd wzlecą, czego się chwycą ich nagie kości,

gdy echo zagubione zamruczy dalekie.

 

Patrzę na siebie poprzez ciężar makijażu,

retuszującego dni grymasem uśmiechu,

jak skaczę jako pionek po swym etażu

i klaszczą mi, gdy jestem w ten czas na bezdechu.

 

Patrzę na siebie przez zgrzyt wskazówki zegara.

Ona przebija miąższość myśli ruchem kosy,

wiszącej na wahadle, nim czarna kotara

na łące życia skryje w noc ostatnie kłosy.

 

Już nic więcej nie widzę. Zamykam już skrzynię

oczu i wiem, że ślepcom piękniejsze widoki

maluje wyobraźnia, gdy wichry w pustynię

Obrócą oceany i sens ich głęboki.

Edytowane przez huzarc (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Taki jakiś gotycki ten tekst (to fajnie). Zgadzam się z przedmówcą. 

 

Pozdrawiam. F.K 

  • 1 rok później...
  • 1 rok później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...