Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

:D...  no... nie po samym, ale łącznie z aurą :) co nie przeczy, że ładny wygląd działa :) aż do czasu... jak to zauważyłeś, otwarcia ust :) 

(dlatego milczące kobiety są szczególnie pociągające ;))

Również pozdrowienia 

 

 

 

 

 

 

 

Dziękuję :)

 

 

 

Być może skorzystam :) jak jutro spojrzę wyspanym wzrokiem ;)

Dzięki 

 

 

 

@Ewa Witek podziękowania :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

:)))

Dzięki 

 

 

 

:) tak, rośliny to żywe stworzenia, o czym czasem zapominamy... komunikacja jest możliwa! :)

Dziękuję i również pozdrawiam

 

 

 

:) tak, czasem drzewa traktujemy 'poziomo', ale one też różnią się pionowo, stopniem uduchowienia. 

'On' dla kobiety ma znaczenie fundamentalne :)

Dzięki i pozdrawiam Ciebie oraz Twoje drzewo! :)

 

 

 

 

@duszka @opal :)

Podziękowania :)

Opublikowano

Bardzo lubię drzewa. :)

Twój wiersz przywołał wspomnienie z wczesnego dzieciństwa: miałam wtedy książeczkę o drzewie, które rosło na ciasnym podwórku wypełniając nieomal całą przestrzeń. Było uwielbiane przez dzieci, które wspinały się na jego gałęzie. Pamiętam wyraźnie ilustrację: zielone drzewo na całą stronę, a w jego koronie otwarte okienka...

 

Pozdrawiam

 

 

Gość Radosław
Opublikowano

Podzialam doświadczenie. Wiersz wywołuje we mnie obrazy, przynosi uczucia. 

 

Zastanawia mnie początek. Czy przypadkiem nie od liczby mnogiej i z pośród wielu, to jedno. 

 

Pozdrawiam. 

Gość Radosław
Opublikowano

Zastanawiam się czy bezpośrednio nawiązywać do tytułu. Jeśli chodzi o formę, to nie wiem. 

  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...