Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Shakespeare's grave-diggers from the Hamlet are immortal and international. A parody of songs and the very way of their performance in a style of the Russian chanson, so called "prison chansons", one of the currents of the pop music in Russia.

Mikhailov, Leps, Trofim are the respectable pop stars singing in that vein, Mikhailov is considered to be a sentimental singer for women. 

 

Grabarze Szekspira z "Hamleta" są  nieśmiertelni i międzynarodowi. Parodia piosenek i ich wykonania w stylu rosyjskiego chansona,  czyli tzw. "chansona więzienia", jednego z nurtów  muzyki popularnej w Rosji. Michajłow, Leps, Trofim to szanowane gwiazdy popu śpiewające w tym stylu, Michajłow jest uważany za sentymentalnego piosenkarza dla kobiet. 

 

 

Lyrics by Semyon Slepakov & Javid Kurbanov
Composed and sung by Semyon Slepakov

THE RED HOT CHILI PEPPERS
All our villagers listen to the chansons,
They listen to Mikhailov, Leps, Trofim and others
As for me I reckon that all of them are dreck,
I am a fan of music they don`t reck.

 

I love the Red Hot Chili Peppers,
Red Hot Chili Peppers!
The Red Hot Chili Peppers
That`s what I really love.

 

I dig graves for people, yes, I bury them all day,
Afterwards the whole bunch drinks late into the night,
Late at night the grave-diggers sing their merry songs,
Our tastes don`t differ on the whole,

 

Apart the Red Hot Chili Peppers,
Red Hot Chili Peppers.
The Red Hot Chili Peppers
That`s what I sing alone!

 

Once upon a time my friends hit me with the spade,
After coming to myself I went to a bistrot,
A jerk was singing on the stage a chanson from the jail.
`Look here, dude!` I offered him some kale


If he would only play for me
The Red Hot Chili Peppers!
The Red Hot Chili Peppers,
That was the task I`d set!

 

The dude said: `I`m at a loss, never heard of them.
Man, I only know Mikhailov, Leps, Trofim
As to your whatchamacallit, they must be no stars,
They haven`t been established so far!`

 

Who are those Hot Bad Chilly Weapons?
What kinda jolly crowd?
The Mad Hot Silly Beavers!
And what are those cubs for?

 

Country bumpkins round us were creating hell,
Could not get their mad heads round why the chanson stopped,
Why did an unknown freak stabbed with spade to death
Have the cheek to disregard their mems?

 

And what does mean that unfamiliar, English-speaking title?
Why has it so nasty and offensive words?

 

I drew the spade out of my back and as a soldier charged!
They reminded me about my spade in proper time!
I told them I woudn`t stand such insults any more,
For my proof I would chop off
Their own Red Hot Chili Peppers,
In turns, one after another,
Their own Red Hot Chili Peppers, so that they couldn`t fuck.

 

Then the bumpkins outcried, `We are kidding, bro!
We don`t give a damn about Leps, Trofim, Mikhailov,
Stas Mikhailov
has prestige with the dames and kids,
As to us they are not our scenes.

 

We love the Red Hot Chili Peppers,
We swear by our mothers!
We love the Red Hot Chili Peppers,
Cross our manly hearts!

 

We love their greatest single,
`Californication`,
We love both their Tony Kiedis
And their bass Mike `Flea`.

 

'Dear members of the group `Red Hot Chili Peppers`,
Our villagers are all fans of your great group,
We often sing your songs with males late into the night
But gonna trouble you a bit for a pure trifle:
' We`d like you, our people, the Red Hot Chili Peppers,
One day to write for us a song about a jail'.'

 

***

 

Słowa: Siemion Slepakow i Javid Kurbanow
Muzyka i wokal: Siemion Slepakow

HOT RED CHILI PEPPERS
A u nas  w dieriewnie wsie słuszajuc chanson,
Słuszajuc Michaiłowa, Lepsa i Trofima,
Nu a ja szchitaju, szto wsio eto otstoj,
Ja pokłonnik muzyki drugoj.

 

Wszyscy nasi wieśniacy słuchają chanson.
Słuchają Michajłowa, Lepsa i Trofima.
Jeśli chodzi o mnie, uważam, że to wszystko jest szajs.
Jestem fanem innej muzyki.

 

Lublu ja "Red Hot Chili Peppers"! 
"Red Hot Chili Peppers"!
"Red Hot Chili Peppers"
Oćeń ja lublu.

 

Uwielbiam "Red Hot Chili Peppers" ,
"Red Hot Chili Peppers"!
"Red Hot Chili Peppers"
Jest to, со bardzo lubię.

 

Ja rabotaju s lud'mi, ja ich chorońu.
A potom s kolegami my idiom buchać,
A potom na kładbiszcze piesni my pojom,
Naszi wkusy schodijaca wo wsiom,
Pomimo "Red Hot Chili Peppers",
"Red Hot Chili Peppers"!
"Red Hot Chili Peppers"
Ja poju odin.

 

Pracuję z ludźmi, grzebię ich cały dzień,
Potem z kolegami idziemy chlać po północy
Potem śpiewamy wesołe piosenki na cmentarzu.
Nasze gusta nie różnią się na ogół,
Oprócz "Red Hot Chili Peppers",
"Red Hot Chili Peppers".
"Red Hot Chili Peppers"
Jest to, co śpiewam sam!

 

Kak-to raz druzija meńa udarili łopatoj,
Ja ochnułsia i poszoł w riestoran "Wiesna".
Tam igral kakoj-to ćort pesńu pro ciur'mu.
"Slyszisz, ćort! - bazariju ja jemu, -
Ty sbacaj "Red Hot Chili Peppers",
Wot ciebie zadaćka!
"Red Hot Chili Peppers",
Wot ciebie połtos".

 

Kiedyś moi przyjaciele uderzyli mnie łopatą,
Obudziłem się i poszedłem do restauracji "Wiosna".
Jakiś facet śpiewał na scenie piosenka o więzieniu.
"Słyszysz, koleś! - pieprzę mu, -
Mam dla tobie trochę trudne zadanie!
Zagraj dla mnie "Red Hot Chili Peppers"!
"Red Hot Chili Peppers",
To 5 tysięcy ode mnie!"

 

Ciort skazał: "Nie obiessud', nie słychał takich!

Znaju ya Michaiłowa, Lepsa i Trofima,
A pro etich, kak ich tam, słyszu w pierwyj raz,
Widno, nie wysok poka ich klass.

 

Palant powiedział: "Przepraszam, koleś, jestem zagubiony:
Znam Michajłowa, Lepsa i Trofima.
A o tych, jak tam są, słyszę po raz pierwszy,
Najwyraźniej ich klasa nie jest jeszcze wysoka".

 

Cio tam za "Hot Bad Chilly Weapons"? 
Cio za kolektiwćik?
Cio za "Mad Hot Silly Beavers",
Cio za mołodńak?

 

Co za "Hot Bad Chilly Weapons" ?
Co to jest za zespółek?
"Hot Mad Silly Beavers" ?!
Kim są tę młodziki?

 

Wozmuszczaca naćali muźiki wokrug,
Poćemu ostanowiłaś piesńa pro ciur'mu,
I cio za chrien s łopatoju, torćaszczej iz spiny,
Sbił nas s nostalgicheskoj wołny?

 

Wieśniacy wokół zaczęli się oburzać:
"Dlaczego piosenka o więzieniu się zatrzymała?"
"Co za kurwa z łopatą, wystającą z tyłu,
Wytrąciła nas z nostalgicznej fali?"

 

I cio za nieznakomoje anglijskoje nazwańje?
Cio za nieprijatnyje, obidnyje słowa?

 

"Co za nieznana angielska nazwa?" 
"Co za nieprzyjemne, bolesne słowa?" 

 

Wychwatił łopatu ja i na nich poszoł.
Wowriemia napomnili oni mnie pro niejo.
Goworiu im:  "Ja takich słow nie pocierplu,
Ja siejćas łopatoj otrublu
Wam waszi Red Hot Chili Peppers
Wsiem poocheriodno,
Waszi Red Hot Chili Peppers na cher otrublu!"

 

Wyciągnąłem łopatę i rzuciłem się do nich.
W porę przypomnieli mi ją!
Powiedziałem im: "Nie będę tolerować takich słów,
Teraz оdetnę łopatą
Wasze własne Red Hot Chili Peppers,
Wszyscy po kolei,
Wasze  Red Hot Chili Peppers,
Odetnę, kurwa mać"!

 

Zakrićali muźiki: «Szutim my, bratan!
Pofig nam na tworćestwo Lepsa i Trofima!
Stas Michailow lisz sriedi bab awtoritiet,
A u nas drugoj prioritiet.

 

Wieśniacy zakrzyczeli: "Żartujemy, brachu!
Nie obchodzą nas Leps, Trofim, Mikhailov,
Staś Michajłow ma prestiż tylko wśród kobiet!
Co do nas, to mamy inny priorytet.

 

My lubim "Red Hot Chili Peppers",
Mamoju klańomsia,
Lubim "Red Hot Chili Peppers",
Zub ciebie dajom!

 

Uwielbiamy "Red Hot Chili Peppers"
Przysięgamy na matkę!
Uwielbiamy "Red Hot Chili Peppers"
Bóg świadkiem!

 

My lubim singł ich wielikij,
"Californication ,
Lubim Toni Kidisa
I ich bassista Fli!

 

Uwielbiamy ich świetny singiel,
"Californication",
Uwielbiamy Tony'ego Kiedisa
I ich basistą "Flea"!"

 

"Uważajemaja gruppa "Red Hot Chili Peppers",
Wsie u nas tieper' w dieriewnie lubijac tolko was,
Waszi piesni s muźikami ćasto my pojom,
Prosijat muźiki lisz ob odnom:
"My prosim was, rodnyje Red Hot Chili Peppers,
Napiszite choć odnu wy piesńu pro ciur'mu!"

 

"Szanowno  grupo "Red Hot Chili Peppers"! 
Wszyscy w naszej wiosce teraz są  fanami  waszei grupy,
Często śpiewamy wasze piosenki po północy.
Ale nasi wieśniacy pytają tylko o jedno:
"Prosimy was, kochane "Red Hot Chili Peppers",
Napisać dla nas przynajmniej jedną piosenkę o więzieniu"!


***

 

Composé et écrit par Semion Slepakoff et Javid Kurbanoff
Chanté par Semion Slepakoff

LES RED HOT CHILI PEPPERS 
Tous nos villageois écoutent les chansons,
Ils écoutent Mikhailoff, Leps, Trofim et d'autres
Quant à moi, je pense que tous chansons sont merde,
Je suis un fan de musique qu'ils ne comprennent pas.

 

J'aime les Red Hot Chili Peppers,
Red Hot Chili Peppers!
Les Red Hot Chili Peppers
C'est ce que j'aime vraiment.

 

Je creuse des tombes pour les gens, oui, je les enterre toute la journée,
Ensuite, toute la équipe boit jusque tard dans la nuit,
Les fossoyeurs chantent leurs joyeuses chansons jusque tard dans la nuit,
Nos goûts ne diffèrent pas dans l'ensemble,


À part les Red Hot Chili Peppers,
Red Hot Chili Peppers.

Les Red Hot Chili Peppers
C'est ce que je chante seul!

 

Il était une fois mes amis m'a frappé avec la pelle,
Après être venu à moi-même je suis allé à un bistrot,
Un mec chantait sur la scène une chanson d'une prison
"Regardez ici, mec!" Je lui ai offert du fric
S'il voulait seulement jouer pour moi
Red Hot Chili Peppers,
Red Hot Chili Peppers,
C'était la tâche que j'ai été fixé pour lui!

 

Le mec a dit: `Je suis à perte, jamais entendu parler d'eux.
Homme, je ne connais que Mikhailoff, Leps, Trofim
Quant à votre équipe , quels sont leurs noms, ils ne doivent pas être des vedettes,
Ou ils n'ont pas été établis jusqu'à présent!

 

Qui sont ces Hautes Bâtes Chilly Babies?
Quelle sorte de foule joyeuse?
Qui sont ces Hautes Mâts Sveltes Bébels!
Et à quoi servent ces petits zizis?

 

Les gars du pays autour nous créaient l'enfer,
Ils ne pouvaient pas comprendre pourquoi la chanson s'était arrêtée,
Pourquoi un monstre inconnu a poignardé avec la pelle à mort
Avait eu le courage de ne pas tenir compte de leurs airs nostalgiques?

 

Et que signifie ce titre anglophone non familier?
Pourquoi a-t-il des mots si désagréables et offensants?

 

J'ai sorti la pelle de mon dos et comme un soldat a chargé!
Ils m'ont rappelé ma pelle en temps voulu!
Je leur ai dit que je ne supporterais plus de telles insultes,
Pour ma preuve je couperais
Leurs propres Red Hot Chili Peppers (poivrons, piments rouges),
L'un après l'autre,
Leurs propres Red Hot Chili Peppers
Afin qu'ils ne puissent plus faire l'amour!

 

Alors les gars du pays ont crié, `Nous plaisantons, frèro!
On se fout de Leps, Trofim, Mikhailoff,
Stas Mikhailoff a du prestige avec les dames et les enfants,
Quant à nous, ce ne sont pas nos chansonniers.

 

Nous adorons les Red Hot Chili Peppers,
Nous ne jurons que par nos mères!
Nous adorons les Red Hot Chili Peppers,
Croisez nos cœurs virils!

 

Nous aimons leur plus grand single,
`Californication`,
Nous aimons leurs Tony Kiedis
Ainsi que leur bassiste Mike `Flea.

 

'Chers membres de la équipe `Red Hot Chili Peppers`. 

Nos villageois sont tous fans de votre grande équipe ,
Nous chantons souvent vos chansons avec des mecs jusque tard dans la nuit,
Mais nous ça va vous déranger un peu pour une bagatelle:

' Nous aimerions que vous, nos copains, les Red Hot Chili Peppers,
Un jour à composer pour nous une chanson sur une prison' .'


***

由西蒙Slepakov, Javid Kurbanov音乐和词
由西蒙Slepakov演唱

[呛辣红椒] (RED HOT CHILI PEPPERS)摇滚乐团 
我们所有的村民都听歌,
他们听米哈伊洛夫,莱普斯,特罗菲姆 (Mikhailov,Leps,Trofim) 和其他人
至于我,我觉得他们所有的歌都是狗屎,
我是一个他们听不懂的音乐迷。

我喜欢[呛辣红椒]摇滚乐团,
[呛辣红椒]摇滚乐团!
[呛辣红椒]摇滚乐团
这就是我真正喜欢的。

我为人们挖掘坟墓,是的,我整天埋葬他们,
然后整个团队深夜喝酒,
掘墓人一直唱到他们的快乐歌曲,直到深夜,
我们的味道总体上没有差异,
除了[呛辣红椒]摇滚乐团,
[呛辣红椒]摇滚乐团。
[呛辣红椒]摇滚乐团
这就是我一个人唱的。

曾几何时,我朋友用刺刀铁锹击中我了,
来到我自己后,我去了一家小酒馆,
一个家伙在台上唱了一首关于监狱生活歌
"看,伙计!" 我给了他金钱
为了他给我打球
[呛辣红椒]摇滚乐团,
[呛辣红椒]滚乐团,
这是我为他设定的任务!

那家伙说了:"我很茫然,从来没有听说过他们。
男人,我只知道米哈伊洛夫,莱普斯,特罗菲姆夫
至于你的摇滚乐团,他们的名字是什么,他们不应该是明星,
或者到目前为止还没有建立!

谁是这个翔爸红佳结伙?
什么样的快乐小伙们?
谁是这个江达红加帮派!
这个抢答宏嘉摇滚乐团是为了什么?

来自我们周围的人创造了地狱,
他们不明白了为什么他们首歌停下来了,
为什么一个用刺刀铁锹刺死了的未知的怪物
有了勇气忽视他们的怀旧风格?

这个不熟悉的英文标题是什么意思?
为什么它会有这样不愉快和令人反感的话?

我把刺刀铁锹从背上拉下来,
我作为一名士兵进行了攻击!
他们在适当的时候提醒了我的刺刀铁锹!
我告诉了他们我再也忍受不了这种侮辱,
为了证明这个我威胁他们我会削减
他们自己的呛辣红椒,一个又一个,
他们自己的呛辣红椒, 所以他们不能再做爱了!

所以人人喊道:"我们在开玩笑,伙计!
我们不关心米哈伊洛夫,莱普斯,特罗菲姆
斯塔斯 米哈伊洛夫只是个妇女和儿童的最爱,
至于我们,他们不是我们的流行偶像。

我们喜欢[呛辣红椒]摇滚乐团,
我们能由我们的母亲发誓!
我们喜欢[呛辣红椒]摇滚乐团,
我们亲吻我们的十字架!

我们都喜欢他们最大的单曲,
[加州淘金夢] (Californication),
我们都爱Tony Kiedis
和贝司手Mike`Flea`。

[呛辣红椒]摇滚乐团的亲爱成员们,
我们的村民都是你们大摇滚乐团的粉丝,
我们经常与人一起唱你们歌,直到深夜,
但是我们打扰你们一下一件小事:
我们希望你,我们伙们,[呛辣红椒]摇滚乐团,
有一天你们会为我们撰写一首关于一个监狱的歌曲。

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • ───

      I. Moskwa – Odessa
      Który już raz lecę z Moskwy do Odessy –
      I znów złapali mnie w nie linii lot!
      Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy,
      Niezawodna niby Wołga wszystkich flot.

      Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów,
      I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie,
      albo w Trieście...
      Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów,
      Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie...

      Mówili mi: „Nie licz na te adresy,
      Na żaden z niebios komunizmu dar”.
      A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy –
      Teraz jest oblodzony pas na start!

      A w Leningradzie z dachu woda kapie,
      Więc może mi pisane lecieć do Leningradu?
      Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie,
      Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie!

      Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs!
      A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy,
      Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy,
      I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust!

      Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód,
      Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg,
      Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród,
      To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg!
      Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam,
      Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic –
      Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam,
      A z góry na nas patrzy tej całej floty widz!

      Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort,
      Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą.
      Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port!
      I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę.

      No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom,
      Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak,
      Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą!
      Znajdą powody nawet, gdy powodów brak...

      Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła,
      Gdzie jutro gradobicie zapowiadają.
      Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają,
      Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra!

      Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach,
      I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot –
      I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa,
      Tak przystępna, jak ten cały fłot,

      Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk,
      A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg,

      Mam tego dość już, psia kość,
      I lecę tam, gdzie mi pozwalają!
      Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość,
      I lecę tam, gdzie mi otwierają!
      II. Polowanie na wilki
      Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem,
      Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem
      Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem
      Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty.

      Dwururki schowały się w cień jódł
      Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą;
      Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł
      Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów,

      Refren:
      Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie!
      Na szare samce, matki i szczenięta.
      Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -.
      To na śniegu krew i plamy krwawych flag.

      W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw,
      Strzelającym nie zadrży ręka,
      Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami,
      Biją bez litości, a ich kula celu sięga.

      Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej;
      Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione
      Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak
      Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!”

      Refren 

      Łapy u nas i szczęki wytrwałe.
      Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi,
      Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem,
      Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić!

      Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo.
      A moje dni już są policzone.
      Myśliwy już broń ujął w rękę prawą
      Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną.

      Refren

      Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag —
      Chęć życia jest we mnie silniejsza!
      I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask
      I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza.

      Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna,
      Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze.
      Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach,
      Ale gończym nic nie zostanie w rękach!

      Refren
      III. Polowanie z helikopterów
      Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy,
      I otwarła się brama hangaru,
      A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy
      Most chrzęsci pod naszym ciężarem.

      A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą,
      A śnieg wolno spada z gałęzi świerków.
      A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką,
      Śmigłowca huk był jak psa warkot.

      Refren:
      Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!!
      Na wilki szare, uparte i gniewne
      Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch,
      Już zapomnieli o litości pewnie—

      A kule koszą wsio stworzenie.
      Biegnę i wdycham te mroźne opary,
      Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem.

      Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary.
      A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk,
      Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej,
      A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg
      Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!”

      I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz.

      Refren

      Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się;
      Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku.
      I niech ci na górze próżno szukają mnie –
      Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku!

      A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem;
      Znów śnieg na bagnach wolno pada;
      Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę,
      Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady!

      ───
       

       

      @Michał PawicaWstęp:

       

      Cień Arbacie, Cień Łubianki

       

      Bułat miał rację, mówiąc o Polsce z tym swoim melancholijnym, moskiewskim zachwytem.

       

      Widział nas przez pryzmat hejnału mariackiego, znoszonych garniturów siedemnastolatków idących na barykady i rzewnych łez Jarosławny.

       

      Dla niego byliśmy mądrzy, muzykalni, subtelni – jakbyśmy wszyscy zostali ulepieni z tej samej gliny, z której Agnieszka wycinała swoje najpiękniejsze strofy. To była miłość bezgraniczna, sygnał alarmowy czysty i wyraźny, grany na trąbce przez zamordowanego rzemieślnika historii.

       

      Ale Bułat pisał swoje eposy, gdy nad Moskwą szalała zaledwie majowa burza. Nie mógł przewidzieć, że jego ukochany, boczny cygański trakt z Arbacie skręci kiedyś gwałtownie w ponure korytarze Łubianki, a dym z płonącej planety uniesie się nad naszą ziemią jak nad gorejącym krzewem. Że jego dziesiąty, desantowy batalion – ten, który szedł w noc od Kurska i Orła – zamiast wolności przyniesie swastykę Ruskiego Mira, a zamiast bitnych pieśni rozbrzmiewać będzie tępy śmiech chłopców z Omonotworu pałujących kobiety na placach Pitera.

       

      Kiedy mit pęka, język zaczyna dychać coraz ciszej. Zamiast czułej struny akordeonu dostajemy mokry worek nadziany na dumną głowę i ślady paralizatora na dłoniach.

       

      Wujek Wołodia – ten swojski sąsiad z bloku, były szpieg i perełka z korytka KGB – zaczął dokręcać nam śruby tak mocno, że nasza wspólna, wątła nić zaczęła pić krew. Kręci je dalej, w szale, bez rozkazu, aż po sam grób.

       

      Dlatego ta opowieść nie ma dialogów. Jest jak powieść historyczna pisana przez emerytowanego porucznika w cieniu zatrutej róży, wciśniętej w oszroniony kufel po tanim, importowanym piwie. To mit, w którym człowiek pisze, co Bóg jeszcze ledwo słyszy przez ryk silników i dym Nord-Ost. Wszystko to minie, powtarzamy jak mantrę, łykając czarny, więzienny chleb.

       

      Zanim jednak bramy Lefortowa runą, a dyktator stanie się zimnym trupem w kostnicy, musimy wykrzyczeć słowa podejrzanej konduity. Nawet jeśli nasz rym już ledwo dyszy. Nawet jeśli przyjdzie nam krzyczeć z całych płuc, prosto w twarz tej bladej godzinie, która z miłości zostawiła nam tylko swąd...

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren  Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───     @Michał PawicaWstęp:   Cień Arbacie, Cień Łubianki   Bułat miał rację, mówiąc o Polsce z tym swoim melancholijnym, moskiewskim zachwytem.   Widział nas przez pryzmat hejnału mariackiego, znoszonych garniturów siedemnastolatków idących na barykady i rzewnych łez Jarosławny.   Dla niego byliśmy mądrzy, muzykalni, subtelni – jakbyśmy wszyscy zostali ulepieni z tej samej gliny, z której Agnieszka wycinała swoje najpiękniejsze strofy. To była miłość bezgraniczna, sygnał alarmowy czysty i wyraźny, grany na trąbce przez zamordowanego rzemieślnika historii.   Ale Bułat pisał swoje eposy, gdy nad Moskwą szalała zaledwie majowa burza. Nie mógł przewidzieć, że jego ukochany, boczny cygański trakt z Arbacie skręci kiedyś gwałtownie w ponure korytarze Łubianki, a dym z płonącej planety uniesie się nad naszą ziemią jak nad gorejącym krzewem. Że jego dziesiąty, desantowy batalion – ten, który szedł w noc od Kurska i Orła – zamiast wolności przyniesie swastykę Ruskiego Mira, a zamiast bitnych pieśni rozbrzmiewać będzie tępy śmiech chłopców z Omonotworu pałujących kobiety na placach Pitera.   Kiedy mit pęka, język zaczyna dychać coraz ciszej. Zamiast czułej struny akordeonu dostajemy mokry worek nadziany na dumną głowę i ślady paralizatora na dłoniach.   Wujek Wołodia – ten swojski sąsiad z bloku, były szpieg i perełka z korytka KGB – zaczął dokręcać nam śruby tak mocno, że nasza wspólna, wątła nić zaczęła pić krew. Kręci je dalej, w szale, bez rozkazu, aż po sam grób.   Dlatego ta opowieść nie ma dialogów. Jest jak powieść historyczna pisana przez emerytowanego porucznika w cieniu zatrutej róży, wciśniętej w oszroniony kufel po tanim, importowanym piwie. To mit, w którym człowiek pisze, co Bóg jeszcze ledwo słyszy przez ryk silników i dym Nord-Ost. Wszystko to minie, powtarzamy jak mantrę, łykając czarny, więzienny chleb.   Zanim jednak bramy Lefortowa runą, a dyktator stanie się zimnym trupem w kostnicy, musimy wykrzyczeć słowa podejrzanej konduity. Nawet jeśli nasz rym już ledwo dyszy. Nawet jeśli przyjdzie nam krzyczeć z całych płuc, prosto w twarz tej bladej godzinie, która z miłości zostawiła nam tylko swąd...
    • ,, Eucharystia jednoczy  przyjmujących ją ,, 1 Kor.10 , 16-17    jak ocean łączy kropel wiele  tak Eucharystia  wiąże ludzi w kościele    dar wolności  Bóg nie wymusza  zaprasza    lubimy kochamy  po swojemu    świat  zamiast się radować  walczy    a jest  jest ... cudem  cudem  wartym miłości szacunku   rysy skazy rany widać z daleka  wolna wola … problemem   komunia łączy  owoc  życie w zgodzie  z sobą z Bogiem   Jezu ufam Tobie    6.2026 andrew  Czwartek, święto Bożego Ciała  
    • @hania kluseczka Peelek taki, że jednej chciałby dać miłość, a resztę nienawidzić.
    • @Alicja_Wysocka

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Wiesz dziś nie modliłem się do Boga.  Wiesz byłem w takim stanie, tak bardzo pod wpływem że zapomniałem modlitwę. Zgubiłem już drugi wers po Ojcze Nasz. Więc do Lucyfera pomodliłem się. Trochę mi go szkoda, trochę wierzę że jego wojna ze Stworcą, z wolą Boga może zostać zakończona, że wciąż pamięta Raj, Niebo, skrzydła które miał. Że i Bóg słyszy i widzi jako wszechobecny jego słowa czyny myśli i wierzę że jest w stanie mieć chęć wrócić w ciepło Bożych objęć, trafić znów do miejsc gdzie grzeje miłość ognia Stwórcy serc. Że jest w stanie gdzie opanowanie się by ludzkość robiła źle by nie karmił go grzech, by nie rósł z kolejną z łez co jak duszy krew po policzku płynie, leje się. Że ma w pamięci dobro, które uspokaja i że ma dość rozedrgania wibracjami wojny, że się uspokoi i będąc spokojnym powtórzy słowa których nauczył nas Syn a potem doda kilka swych gdzie wprowadzą zachwyt Boskie myśli i za uczuciami (Bóg wciąż kocha zbuntowanych) pójdą czyny i wróci pokój między nimi. I przykład weźmie człowiek.  Koniec wojen.  Miłość w sobie noszę.  Pamiętając grzech który rani niematerię wnętrz.   
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...