Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Fajny zabieg z tym drugim.

Ciężko jest być takim jak Herbert, Różewicz, Białoszewski, nawet Szymborska nie wymieniając całego szeregu innych polskich i zagranicznych. W sumie całe życie do dupy, ale obcowanie z poezją- to jednak pierwsza klasa. Lepiej mieć życie podłe (lub takie sobie) niż żyć dobrze (lub w miarę dobrze) ale  nie wg swojej drogi.

Sorry

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

tak mnie wzięło na górnolotność :)

Opublikowano (edytowane)

@iwonaroma Wiesz, cały czas myślę tam samo i chcę w to wierzyć. Ale kilka dni temu miałem rozmowę z emerytowanym wojskowym, który dzisiaj z perspektywy czasu żałuje dwóch decyzji. Pierwszej, że jako młody żołnierz zakwestionował pisemnie i listownie rozkaz przełożonego, który został pozytywnie rozpatrzony przez centralne biuro wojskowe (nie wiem czy na pewno tak się ono nazywało ;) przez co miał problemy z uzyskaniem przydziału na mieszkanie i kosztowało go to bardzo dużo stresu i zdrowia jego żona wówczas była w 7 miesiącu ciąży. A drugiej to - nie wstąpienia do partii i skorzystania ze wszystkich przywilejów i apanaży. Wszyscy, którzy to zrobili podarabiali się i mięciutko weszli w okresie treansformacji z kapitałem na start własnej działalności gospodarczej. I weź takiemu powiedz, że ideały są ważniejsze... sam już nie wiem co o tym wszystkim myśleć...

 

Pozdrawiam

Pan Ropuch

Edytowane przez Pan Ropuch (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

"jadłodajnie", 'Herbert'? Widzę, że może i chyba zahaczyłeś o tą burleskę   

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 , i trochę wzięło ciebie na deliberacje. To stary tekst, ma ponad cztery lata ;) Ale fakt, świat absmaków daleki jest od ideałów. Ok wiersz.

Opublikowano (edytowane)

Myślę, że czasy się zmieniają. Niemniej jednak dla artystów, często wybitnych, rzadko kiedy bywały przychylne. Fakt. 

Zauważyłam, że wywiązała się dyskusja porównująca ideały z materializmem. Cóż, od siebie mogę dodać, że w zasadzie nie widzę wielkiej sprzeczności między nimi. Pasja jedno, praca drugie. Kiedy nie przymierasz głodem, choćbyś był zmęczony, wena cię chwyci, o ile dasz jej szansę. Gdy jest na odwrót, możesz okazać się jednak nie tak samo produktywnym. Piramida Maslowa.

Warto pamiętać, że pieniądze są zawsze środkiem, a nigdy celem samym w sobie. Nie ma co tracić twarzy przed samym sobą za trzydzieści srebrników, tak samo jak i nie ma co na siłę buntować się przeciw przełożonemu w sprawie, która warta jest tyle samo co wspomniane srebrniki. Zwłaszcza w perspektywie poczucia bezpieczeństwa, stanowiącego dobre podłoże do rozwijania samego siebie, swoich pasji i swoich idei, które w przyszłości - być może - przyniosą nam fortunę, o której nawet nie marzyliśmy. Czym by ona nie była. Taka ekonomia pozwalająca zachować balans między wiernością ideałom a naszym celem (nie ma co za bardzo pastwić się nad niektórymi detalami, warto się pytać: co jest moim celem?), inaczej - to tak jakby marnować energię na walkę z mrówkami (które w zasadzie nie wyrządzą nam wielkiej krzywdy) zamiast szykować się na starcie z... nie wiem, prusakami chociażby czy co tam po kuchni może nam chodzić, czy gdziekolwiek. W sumie mrówki w kuchni to też poważna sprawa, no ale mam nadzieję, że czaicie bazę. 

Da się to wszystko wypośrodkować, zwłaszcza w 2020 roku, bo - o ile mi wiadomo - żyjemy w niepodległym państwie, więc świat - tym bardziej - nie jest czarno-biały. Indywidualiści mają trudniej, ale drogą, którą wybrali, da im większą wiedzę - więc i te trudności szybciej pokonają. 

Będzie dobrze, trzymaj się.
Pozdro!

Edytowane przez Sekret (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Tomasz Kucina Może i stary, ale trzyma się świetnie.

 

@Sekret Być czy mieć? jeszcze nie tak dawno, tak sprawę stawiano ;) Ty zaproponowałeś - byciomieć :DDD z czym się poniekąd zgadzam. Otóż głód, czy też lekkie przymieranie głodem jest chyba najproduktywniejszym czasem artysty, tak gdzieś to wyczytałem :D ale mogę się mylić. Kiedy patrzę na szklankę z wodą, której linia przebiaga idealnie w połowie - widzę szklankę od dna do połowy pełną wodą i od połowy do bezkońca wypełnioną pustką :DDD How about that??? :DDD

 

Pozdrawiam

TuTam Ropuch

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Spodobało mi się jak to ująłeś:) I cała koncepcja wiersza także, jak i dalsze rozważania. Trudny temat. Idea a ustawienie się w życiu/ unikanie zagrożenia. Może z wyrzutami sumienia, ale z pełnym portfelem/bezpiecznie. Serce podpowiada to pierwsze, ale no właśnie, nie każdy ma siłę i ochotę na trudy i niejako masochizm. Szczególnie, gdy ma się rodzinę do utrzymania. I w drugą stronę - różnie się potem znosi patrzenie w lustro, gdy wybierze się oportunizm. Myślę, że każda sytuacja jest inna, jak i waga problemu/wyboru. 

 

Pamiętam jak czytałam dawno temu wywiad z poetą, który przypadkiem zagrał Wojaczka w filmie. I jak potem zaproponowali mu reklamę za pieniądze, za które mógłby spłacić właśnie zaciągnięty kredyt. Jak chodził od znajomych do znajomych pytając co o tym sądzą, czy warto się sprzedać. Nie zrobił tego, i pamiętam, że byłam wtedy z niego dumna. Ale teraz przypomina mi się to co jakiś czas, patrząc na reklamy, widząc kto i za ile, że może jednak mógł zapewnić sobie trochę komfortu? Ale czy wtedy nie zostałby odtrącony przez resztę? Nie ma jednej odpowiedzi, i dziś przy wielu sytuacjach trudniej mi się określić twardo po jednej, tej "wzniosłej" stronie. 

 

PS. Gdyby wszyscy artyści, malarze, pisarze etc. poddali się po chwili życia w nędzy, czy po prostu na gorszej stopie życia niż każdy inny robotnik, myślę, że nie byłoby ponad połowy wielkich dzieł, jeśli nie więcej...

 

Pozdrawiam. Wiersz jest zgrabny, do tego zaprasza do refleksji i rozmowy, także chyba dobrze wyszło:) 

Opublikowano (edytowane)

@Luule Dziękuję, że wpadłaś i za kawał mięsistego komentarza też dziękuję! To jest właśnie najtrudniejsze - podejmować w życiu nie dobre, a słuszne wybory. Tak to właśnie widzę i dzielę na słuszne-niesłuszne wybory. Gdyż dobry jest zbyt odległy od złego tak jakby to były jakieś ekstrema, a często bywa i tak, że ta granica pomiędzy nimi jest praktycznie niezauważalna. Naprawdę fajny przykład z tym aktorem i tym jego dylematem. Niewielu potrafiło odmówić, nawet najwybitniejszy aktor według wielu i mnie zresztą też - Pan Gajos nie potrafił w tej kwestii odmawiać w nieskończoność. 

 

Pozdrawiam

Pan Ropuch

Edytowane przez Pan Ropuch (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Jakub Adamczyk Dziękuję!

@Lily Hamon Dziękuję!

@Jan Paweł D. (Krakelura) Dziękuję!

@Tomasz Kucina Dziękuję!

@Radosław Dziękuję!

@Luule Dziękuję!

@huzarc Dziękuję!

@Sekret Dziękuję!

@iwonaroma Dziękuję!

@dmnkgl Dziękuję!

@Somalija Dziękuję!

@Franek K Dziękuję!

@Czarek Płatak Dziękuję!

@Marek.zak1 Dziękuję!

@Nata_Kruk Dziękuję!

@Marcin Krzysica Dziękuję!

@beta_b Dziękuję!

@MIROSŁAW C. Dziękuję!

 

za SERDUCHA! :DDD

 

Pozdrawiam całą Osiemnastkę!

Pan Ropuch

 

 

Edytowane przez Pan Ropuch (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Pan Ropuch 'Pedros? Nie, Gajos'?;) ja od niedawna staram się już tego nie oceniać, ale niegdyś surowo odburkiwałam pod nosem 'o, ten też się sprzedał'. Trzeba by znać wszystkie aspekty, żeby w ogóle móc oceniać czyjeś wybory i pamiętać, że sami do końca nie wiemy co zrobilibyśmy w danej sytuacji. Ja mam notoryczny problem, że jestem gdzieś pomiędzy, argumentami i kontrargumentami, mój znak zodiaku wpił się we mnie na maxa;) Iść swoją drogą chciałoby wielu, ale każdemu trafia się inne podłoże i ilość schodów czy pięter, inne nogi i kręgosłup. 

 

Z pojęciem 'słuszny wybór' mam chyba więcej problemu, jakby miał kilka oblicz. Niby kojarzy mi się właśnie z odpowiedniością, poprawnością, a więc ideą. Zaś w bardzo opresyjnych sytuacjach już widzę to.. elastyczniej;) oczywiście do granic. Panie Ropuch, kończę, bo toć to teraz i rozprawkę możnaby napisać

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Opublikowano

@Luule Pisz pisz, wiedz, że Pan Ropuch lubi czytać :D Czyli jesteś wagą?? albo bliźniakiem, że tak odważę się pozgadywać. Z tymi schodami ładnie napisałaś, obawiam się, że to gdzieś wykorzystam ;) chyba, że sama coś nam napiszesz. :) Ja próbuję przeprojektować te moje wybory na słuszne-niesłuszne co jeszcze mi nie do końca wychodzi. Pierwsze wnioski: znacznie mniej moralności, wyrzutów sumienia, ale i żalu czy retorsji. Zdecydowanie więcej spokuju ducha i mniej pośpiechu. Z tą moralnością wiem brzmi strasznie, ale jak ma się kurs obrany na słuszne to proszę mi wierzyć, wciąż jest daleko jeszcze do upadku :DDD

 

Pozdrawiam

Pan Ropuch

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Waga;) hehe ze schodami możesz zapożyczać, ale powiem Ci, że po napisaniu tego też miałam zalążek pomysłu i już miałam wykasować to zdanie, ale stwierdziłam, że w najbliższym czasie raczej nie wykorzystam. Przyznaję, że podczas komentowania wiele razy wpadała mi metafora, którą usuwałam, żeby zaraz napisać wiersz hehe także orgowanie było mi, swego czasu, samonapędzającą się machiną weny;)

No to życzę jak najwięcej słuszno-dobrych wyborów:P

Opublikowano

@Luule Mi to komentowanie, czytanie i interakcja - szalenie pomaga. Nie wiem już sam ile wierszy poleciało dzięki temu na pewno więcej niż kilka. Dziękuję za życzenia, póki co ciągle mnie się trzymają te zmiany językowe, które siłą rzeczy będą wprowadzane do języka. W Nowym Jorku jest obecnie 31 różnych tożsamości płciowych usankcjonowanych prawem, czeka nas dużo pracy z przyswojeniem tego wszystkiego. ;)

 

Pozdrawiam

Pan Ropuch

@Czarek Płatak Dzięki za obecność i ślad!

 

Pozdrawiam

Pan Ropuch

Opublikowano

Niektórzy rodzą się poetami, choć niekoniecznie musi się to przekładać na pisanie wierszy. Jak się przekłada, to dobrze. Jak nie, to mamy problem, bo poetyckie nastawienie do życia nie daje większych szans na odniesienie sukcesu zawodowego, ani tym bardziej finansowego. Ktoś o naturze poety raczej nie będzie dobrym inżynierem czy menadżerem, a zatem nie będzie opływał w dostatki (choć oczywiście są wyjątki). Cóż zatem pozostaje? Pisać. A nuż napisze się coś wiekopomnego? Nigdy nie wiadomo.

Opublikowano (edytowane)

Dzisiaj chyba jest niebywale trudno być i poetą czy pisarzem. Myślę, że introwertycy nie mają najmniejszych szans się wybić. Trzeba niestety brylować w mediach, komentować wydarzenia, pisać felietony okołopolityczne czy okołoświatopoglądowe i być ciągle obecnym w socjal mediach. To jedyna droga by wwiercać się w podświadomość i mechaniczne odruchowe skojarzenia, jak wrócimy w pełni do sytuacji z przedlockdownowej, znów o wyborze książki będzie decydowała jej ekspozycja i skojarzenie nazwiska czyli kilkusekundowa historia. No bo jak ma się do tego inaczej i na jakiej innej zasadzie funkcjonuje Pani Blanka Lipińska. To ma być jak cheeseburger ze złotych łuków, podany w kilka sekund w okienku szybkoobsługowym, z dumną nazwą samego przybytku - restauracja.

 

Pozdrawiam

Pan Ropuch

Edytowane przez Pan Ropuch (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Pan Ropuch

 

No właśnie. Można by na ten temat godzinami... Weźmy np. zespół KSU. Chłopaki grają ponad 40 lat i w zasadzie niczego się nie dorobili. Grają koncerty za "czapkę gruszek". A tu pojawia się np. taki M. Szpak, który jest produktem popkultury. Trzeba go wypromować, sprzedać i zarobić. I są ludzie, którzy to (go) kupują. Świat splastikowiał do reszty. Smutne to. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Moje dziewczyny go uwielbiają, a ja jako niedoszły śpiewak powiem, że po Górniak jest pierwszym piosenkarzem, który ma głos i umie śpiewać, zna wokalizę, panuje nad emisją i oddechem. 

Pozdrawiam

Opublikowano

@Marek.zak1

 

Ha. To mnie przyłapałeś :) Na muzyce od strony technicznej się nie znam, więc jego możliwości wokalnych nie neguję. Chodziło mi raczej o otoczkę - promocja, marketing, image itp..

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   - Oby Njord podarował nam dobre wiatry, moje dzieci – mawiał ojciec do Vivian i Hespera przed każdym wejściem na statek. Łowili dorsze i halibuty, czasem homary. Morze zazwyczaj było spokojne. 

        W domu nie głodowali. Nawet jeśli dzieciom po wielu godzinach rejsu zaczynała doskwierać monotonia i rozrabiały na pokładzie, to pracę ojca darzyły szacunkiem. Co dzień na stół trafiała świeża ryba. 

        Hesper był kłopotliwym chłopcem. Wspinał się na maszty i pokazywał język wołającym za nim marynarzom. Bujał się na linach, rozplątywał supły. Nierzadko przemycał na pokład farby i pędzle, skrzętnie ukryte pod kamizelką.  Każdego popołudnia ktoś zmywał mopem namalowane przez niego murale. Załoga pokpiwała z jego dzieł inspirowanych Alidą Withoos. Jemu mówili, że niewieścieje, a między sobą szeptali o jego talentach. Twierdzili, że ma potencjał na wielkiego artystę, lecz nikt nigdy nie powiedział mu tego w twarz.

        Vivian na morzu odnajdywała spokój, którego nie mogła zaznać na lądzie. Uwielbiała wpatrywać się w bezkresne wody i słuchać ich szumu. Wyobrażała sobie, co kryje się za horyzontem. Dopiero gdy jod dostawał się do jej nozdrzy czuła, że naprawdę oddycha. Ścigali się z Hesperem w ilości złowionych ryb. Przed zmrokiem ojciec ważył ich zdobycze. Zwycięzca otrzymywał tabliczkę czekolady. Hesper przeważał siłą fizyczną i niemal zawsze pokonywał starszą siostrę.

        Ojciec dbał, by jego dzieci miały fach w ręku. Uczył ich wiązać węzły, sprawdzał czy pamiętają ich nazwy i zastosowanie; pokazywał jak zarzucać sieci i jak uniknąć szkorbutu, kazał im uczyć się na pamięć każdej części pokładu. Tym samym zapewniał im przyszłość, wyjście awaryjne, gdyby ich plany się nie powiodły.

        Przed zachodem słońca, kierując się do portu, stawali we trójkę na dziobie i podziwiali horyzont. Pewnego razu zadał im pytanie poprzedzone ociężałym westchnieniem, jak gdyby przez długi raz zbierał się do tego, co ma powiedzieć.

        - Powiedzcie mi, dziatki, macie jakieś marzenia?

        - Być bogatym! – wykrzyknął od razu Hesper, którego sny o zostaniu światłym malarzem zostały stłamszone przez złośliwości marynarzy. 

        Vivian zastanawiała się przez moment. Do tej pory nie rozmyślała nad swym losem, nie szukała sensu istnienia. Do szczęścia wystarczyły jej wyprawy w morze i słuchanie szumu fal. Cieszyło ją, że rodziny nie dotyka głód. 

        - Pragnę spokojnej duszy, tato – powiedziała. Uśmiechu ojca nie było widać pod gęstym wąsem, ale zawsze wiedziała, kiedy się pojawiał – A ty? 

        - Ja już mam wszystko, co miałem… choć jest jedna rzecz, o której marzę skrycie każdej nocy…

        - Co to takiego? – spytało równocześnie rodzeństwo. Nie mogli doczekać się, aż usłyszą nową historię.

        - Jak myślicie, co znajduje się za horyzontem? – każdą opowieść ojciec poprzedzał pytaniem. 

        Nieznane lądy? Nowe cywilizacje? Dzikusy? Skarby? Koniec świata?, padały odpowiedzi i fakt – każda z nich mogła być tą poprawną, lecz on na myśli miał tylko jedną. 

        - Zgadza się, moi mali. Mnóstwo, mnóstwo skarbów…

        - Co to za skarby? – Hesperowi oczy zabłysły na wieść o bezpańskich bogactwach.

        Ojciec roześmiał się ciepło.

        - Oczka ci się świecą, synku – pogładził chłopca po głowie – Pewnie widzisz już te wszystkie skrzynie ze złotem i klejnotami, które zostawili po sobie piraci. Tak, to też znajdziemy na wyspie Hollowstone, lecz prawdziwy skarb kryje się w jaskini przy brzegu.

        Dzieci milczały, w napięciu czekając na to, co dalej usłyszą; zachwycały się obrazami tworzącymi się w ich głowach.

        - Można tam wpłynąć tylko łodzią. Podobno na środku jeziora rośnie drzewo o liściach czerwonych jak krew i miękkiej, brunatnej korze. Mówi się, że jego sok zapewnia zdrowie na pięćdziesiąt lat! Żadna choroba nie jest ci straszna! 

        Zapał ostygł w sekundę. Vivian i Hesper spodziewali się usłyszeć o górach monet. Zdrowia oboje mieli w dostatku.

        - Teraz mnie nie rozumiecie, ale z czasem… z czasem sami dojdziecie do tego, jak bardzo jest to ważne.

        - Jak tam się dostać, tato? - zapytała Vivian po kilku minutach ciszy, podczas których ojciec wpatrywał się markotnie w horyzont. Z westchnieniem wyprostował plecy.

        - I to, moja córeczko, jest najtrudniejsze do wykonania… Otóż drogę na wyspę mogą wskazać jedynie duchy żeglujące po Morzu Dusz od początku istnienia. Kiedyś powstała pieśń, która przywołuje je i wszystkich, którzy spoczęli pod falami, chcąc napić się soku z drzewa Arbivon. 

        - Dlaczego ten sok nie daje nieśmiertelności. Ja nie chcę umierać! - zawołał rozczarowany Hesper, na co ojciec roześmiał się serdecznie. 

        - Prędzej, czy później wszystko obróci się w proch. Poza tym, gdzieś tam czeka na nas lepsze miejsce - powiedział, spoglądając w niebo.

        Wszystkich bywających w porcie ludzi Vivian i Hesper znali od najmłodszych lat. Kiedy przychodzili z ojcem, marynarze i ich żony głaskali ich czule po łowach, pytając o zdrowie. Przed wejściem na statek ojciec lubił uciąć sobie pogawędkę z kobietami żegnającymi mężów. Rodzeństwo oglądało wtedy kilkumetrowy, strzelisty monolit. Czytali na głos wyryty na nim cytat: Pamięci tym, co wybrali Morze i spoczęli na jego dnie. Pod spodem spisano nazwiska żeglarzy, którzy nie powrócili ze swoich wypraw i zostawili rodziny.

        Nocami ojciec chwytał za lupę i przy świetle kilku świeczek studiował mapy. Latami szukał informacji o Hollowstone. Wertował książki, wypytywał kolegów i co jakiś czas zagajał starego Hermita, nie skorego do wspominek. Jak trafił na właściwy trop, nigdy rodzinie nie ujawnił. Pewnego poranka wszedł do kuchni z tobołkiem na plecach i oznajmił, że zbiera załogę. Ucałował żonę, pokrzepił dzieci i rzucił na stół garść monet i zwinięty w rulon papier - testament mający wejść w życie po roku jego nieobecności. 

        Vivian co świt i po zmierzchu wyruszała z latarnią na plażę. Wypatrywała statków powracających do portu. Składała modły, by na którymś pokładzie wracał do niej jej ojciec. Bogowie jednak nie byli łaskawi. Dni mijały, ewoluując w tygodnie, miesiące, aż w końcu i lata. Dopiero skończywszy osiemnaście lat, Hesper przestał wypytywać w każde urodziny, czy tata zjawi się z prezentem. Dorosłość rodzeństwo osiągnęło pod okiem jedynie matczynym, pod okiem smutnym i wyczerpanym. Nazwisko Carsena Vissera zostało wyryte na monolicie na wieki.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...