Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

byly wiersze o milosci a teraz mam pytanie wasz najbardziej ulubiony wiersz jaki czytaliscie czytacie 

 

Moj jak wiadomo Galopem  A.L.Tennysona

 

Galopem, galopem. 
Galopem... 
Nieś się! 
Hej po dolinie śmierci 
Jedzie ich sześćset. 
„Do szarży!" - rozkaz brzmiał- 
„Lekka Brygado, w cwał!" 
Oto w dolinę śmierci 
Zjeżdża ich sześćset. 
„Brygado Lekka, w cwał!" 
Czy który zbladł lub drżał? 
Że wodza błąd tu był 
Wiedzieli jeźdźce. 
Nie im - komendy prym, 
Badać, co? jak? - nie im, 
Ich rzecz - iść w bitew dym. 
W czarną dolinę śmierci 
Wjechało sześćset. 
Na prawo - ogień dział 
Na lewo - ogień dział, 
Naprzeciw - ogień dział 
Grzmi, pluje, zmieść chce! 
Poprzez granatów grad, 
Mężnie, przy bracie brat, 
W rozwarty śmierci pysk, 
W gardło piekielnych krat 
Pędzi tych sześćset! 
Ognistych szabel huf 
Zalśnił, wzniósł się, i znów 
Runął na armię luf, 
Rąbiąc baterie, aż 
Świat zamarł w geście. 
Pędzą przez dym i żar, 
Łamią front wrażych chmar; 
Kozak i Ruski, w łeb 
Rażony szablą, marł, 
Padał w ucieczce. 
Wraca Brygada - lecz 
Już ich nie sześćset! 
Naprawo - ogień dział, 
Na lewo ogień dział, 
Za nimi - ogień dział 
Grzmi, wali, zgnieść chce; 
Przez ten granatów grad 
Niejeden jeździec padł. 
Żołnierz, w chwata chwat! 
Widzieli śmierci pysk, 
Z gardła piekielnych krat 
Wracają! - może stu? 
A było sześćset... 
Uderzcie w mosiądz surm! 
Ta szarża - to był szturm! 
Świat zamarł w geście. 
Grzmij chwałę wielkich spraw! 
Lekką Brygadę sław! 
Rycerzy sześćset! 


 

Opublikowano (edytowane)

Najlepszego nie ma. Ten jest mój ulubiony:


A Spell For Creation

Kathleen Raine

 

Within the flower there lies a seed,
Within the seed there springs a tree,
Within the tree there spreads a wood.

 

In the wood there burns a fire,
And in the fire there melts a stone,
Within the stone a ring of iron.

 

Within the ring there lies an O,
Within the O there looks an eye,
In the eye there swims a sea,

 

And in the sea reflected sky,
And in the sky there shines the sun,
Within the sun a bird of gold.

 

Within the bird there beats a heart,
And from the heart there flows a song,
And in the song there sings a word.

 

In the word there speaks a world,
A world of joy, a world of grief,
From joy and grief there springs my love.

 

Oh love, my love, there springs a world,
And on the world there shines a sun,
And in the sun there burns a fire,

 

Within the fire consumes my heart,
And in my heart there beats a bird,
And in the bird there wakes an eye,

 

Within the eye, earth, sea and sky,
Earth, sky and sea within an O
Lie like the seed within the flower.

Edytowane przez Jakub Adamczyk (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Jeden tylko? To nie wiem, ale ostatnio myślę o:

 

List do ludożerców
Tadeusz Różewicz

 

 

        Kochani ludożercy
        Nie patrzcie wilkiem
        Na człowieka
        Który pyta o wolne miejsce
        W przedziale kolejowym
        Zrozumcie
        Inni ludzie też mają
        Dwie nogi i siedzenie

        Kochani ludożercy
        Poczekajcie chwilę
        Nie depczcie słabszych
        Nie zgrzytajcie zębami

        Zrozumcie
        Ludzi jest dużo
        będzie jeszcze więcej
        więc posuńcie się trochę
        Ustąpcie

        Kochani ludożercy
        Nie wykupujcie wszystkich
        Świec, sznurowadeł i makaronu
        Nie mówcie odwróceni tyłem:
        Ja mnie mój moje
        Mój żołądek mój włos
        Mój odcisk moje spodnie
        Moja żona moje dzieci
        Moje zdanie

        Kochani ludożercy
        Nie zjadajmy się
        Dobrze
        Bo nie zmartwychwstaniemy
        Naprawdę

 

 

 

Opublikowano

bajka o dwóch dzbanach

Alicja_Wysocka

 

pewien sługa, od lat dwóch
dla swojego pana,
nosił wodę ze źródełka,
nosił ją w dwóch dzbanach.

jeden z dzbanów dobry, cały
chełpił się przed drugim:
- słuchaj stary, tyś nieszczelny
na cóż twe posługi?

 

a pęknięty wciąż się martwił,
aż duchem zgnębionym,
zaczął sługę tak przepraszać:
- wstyd mi z każdej strony.

słudze żal wnet się zrobiło,
więc objął go czulej,
ach mój drogi, nie rozpaczaj
nie martw się w ogóle

 

gdy będziemy już wracali

spójrz tylko na kwiaty,
zobacz właśnie ślicznie kwitną,
i ścieżka w bławaty.

tak też było i z powrotem
poweselał – krótko,
bo popatrzył na dzban pełen
i znów jest mu smutno.

 

dosyć smętów, widzisz kwiaty
rosną z twojej strony,
kiedy ciekniesz, to podlewasz
fantastyczny pomysł

dzięki tobie od lat kilku
wszak szczęście, nie dramat
dekoruję pałacowe
stoły mego pana!

 

***

morał łatwy opowiastki
każdy sam dopowie,
ten, co zdatny jest zupełnie,
oraz ten w połowie.


Na podstawie opowiadania  „Dzbany”

2005

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Wiem, a ten jest moim ulubionym, bo nie nie może mi wypaść z głowy, tak samo jak wiele innych wspaniałych wierszy tutaj. Dobry wiersz ma coś wspólnego z efektem "radia" i piosenki co "zapadła w głowie" , tylko na ogół nie trwa to tylko przez jeden dzień ;) 

 

Co do ulubionego wiersza spośród sławnych, to nie mam wyrobionego zdania i w sumie zasada jest taka sama jak powyżej :) 

 

Wkleję pierwszy wiersz, który zupełnie zmienił moje spojrzenie na poezję:

 

Pierwsza fotografia Hitlera

Wisława Szymborska 

 

A któż to jest ten dzidziuś w kaftaniku?

Toż to mały Adolfek, syn państwa Hitlerów!

Może wyrośnie na doktora praw?

Albo będzie tenorem w operze wiedeńskiej?

Czyja to rączka, czyja, uszko, oczko, nosek?

Czyj brzuszek pełen mleka, nie wiadomo jeszcze:

drukarza, konsyliarza, kupca, księdza?

Dokąd te śmieszne nóżki zawędrują, dokąd?

Do ogródka, do szkoły, do biura, na ślub

może z córką burmistrza?

 

Bobo, aniołek, kruszyna, promyczek,

kiedy rok temu przychodził na świat,

nie brakło znaków na niebie i ziemi:

wiosenne słońce, w oknach pelargonie,

muzyka katarynki na podwórku,

pomyślna wróżba w bibułce różowej,

tuż przed porodem proroczy sen matki:

gołąbka we śnie widać – radosna nowina,

tegoż schwytać – przybędzie gość długo czekany.

Puk, puk, kto tam, to stuka serduszko Adolfka.

 

Smoczek, pieluszka, śliniaczek, grzechotka,

chłopczyna, chwalić Boga i odpukać zdrów,

podobny do rodziców, do kotka w koszyku,

do dzieci z wszystkich innych rodzinnych albumów.

No, nie będziemy chyba teraz płakać,

pan fotograf pod czarną płachtą zrobi pstryk.

 

Atelier Klinger, Grabenstrasse Braunau,

a Braunau to niewielkie, ale godne miasto,

solidne firmy, poczciwi sąsiedzi,

woń ciasta drożdżowego i szarego mydła.

Nie słychać wycia psów i kroków przeznaczenia.

Nauczyciel historii rozluźnia kołnierzyk

i ziewa nad zeszytami.

 

Edytowane przez Gość (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Mam wiele ulubionych wierszy. Jeden z nich to;

 

William Szekspir
 

Sonet 49
XLIX
Przeciw tej chwili, jeżeli nadejdzie,
Gdy ujrzę, że się martwisz na me wady,
Gdy miłość twoja jak rozrzutność przejdzie,
A pokierują nią względy i rady,
Przeciw tej chwili, gdy przyjdzie ta chwila,
Że ledwie dojrzysz mnie okiem słonecznym,
A miłość, nie chcąc już być tym, czym była,
Każe poważnym ci być i statecznym;
Przeciw tej chwili me szańce sposobię,
Wiedząc, że własne zasługi mam winić,
I oto wznoszę rękę przeciw sobie,
By przysiąc, że masz tak prawo uczynić.
   Rzucić mnie prawo nie wzbrania ci żadne;
   A czemu kochać masz, tego nie zgadnę.
   Wiliam Szekspir   tł.Maciej Słomczyński

49
Przeciw temu czasowi, jeśli ów nastanie,
Kiedy poczną cię mierzić wszystkie moje wady,
Kiedy miłość rozliczy, na twoje żądanie,
Nas obu - dzieląc zyski i sumując straty,
Przeciw temu czasowi, kiedy mnie wyminiesz,
Ledwie okiem rzuciwszy grosik pozdrowienia,
Kiedy miłość zmienionym korytem odpłynie
I ważne dla niej znajdziesz usprawiedliwienia,
Przeciw temu czasowi umacniam się teraz
W wyniosłych murach wiedzy o mojej wartości;
Tę oto prawą rękę podnoszę, niech wspiera
Przysięgą słuszny powód do nowej miłości.
   Chcąc porzucić mnie bowiem, prawa przywołujesz,
   A ja orzec nie umiem, czemu mnie miłujesz.
   William Szekspir   tł. Jerzy S. Sito

Edytowane przez Mateusz
poprawka kolorów :) (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Życzenie na dzień dobry

Michał Witold Gajda (Misza)

Jeszcze październik - chmury ponad miastem
rzeźbią na niebie przedziwny ornament.
Krąży wietrzysko, buty ma za ciasne
lub jest pijane.

Komin kotłowni jak wielki peryskop
wstaje z głębiny i we mgle się chowa.
Przez niego dojrzę, za matową szybką,
śpiącego boga.

Dzień biorę w ciemno, wezmę go po kosztach.
I tę ulicę - zmokniętą i smutną.
Nie pragnę wiele, chciałbym tylko dostać
następne jutro.

Opublikowano

Ku chwale ruchu!
 

Tłumaczenie z rosyjskiego

Autor: Igor Irteniew, przełożył Aleksander Oniszko

Po niebie latają sterowce,
Po szynach pociągi gdzieś mkną
Po morzu błękitnym parowce
Pływają i w słońcu i w sztorm.

Ruch ma bardzo wielkie znaczenie
To źródło i sens wszystkich dzieł
Natura i sedno istnienia,
Wszechświata podstawa i cel.

A jeżeli wnet podczas ruchu,
Ty przejdziesz, kolego, po mnie
Na takie moje stanowisko
Narzekać nie będę, o nie!

Lecz czując na wgiętej swej piersi,
Ślad twego obcasa (och-och...)
Zawołam: "Niech żyją nam ludzie!
I lekki niech będzie ich krok!"

Wszystkie prawa zastrzeżone. (c) 2012 Aleksander Oniszko
Opublikowano

Julian Tuwim

 

Do prostego człowieka

 

Gdy znów do mu­rów klaj­strem świe­żym
Przy­le­piać za­czną ob­wiesz­cze­nia,
Gdy "do lud­no­ści", "do żoł­nie­rzy"
Na alarm czar­ny druk ude­rzy
I byle drab, i byle szcze­niak
W od­wiecz­ne kłam­stwo ich uwie­rzy,
Że trze­ba iść i z ar­mat wa­lić,
Mor­do­wać, gra­bić, truć i pa­lić;
Gdy za­czną na ty­sięcz­ną mo­dłę
Oj­czy­znę szar­pać de­kli­na­cją
I łu­dzić ko­lo­ro­wym go­dłem,
I ju­dzić "hi­sto­rycz­ną ra­cją",
O pię­dzi, chwa­le i ru­bie­ży,
O oj­cach, dzia­dach i sztan­da­rach,
O bo­ha­te­rach i ofia­rach;
Gdy wyj­dzie bi­skup, pa­stor, ra­bin
Po­bło­go­sła­wić twój ka­ra­bin,
Bo mu sam Pan Bóg szep­nął z nie­ba,
Że za oj­czy­znę - bić się trze­ba;
Kie­dy roz­ścier­wi się, roz­cha­mi
Wrzask li­ter pierw­szych stron dzien­ni­ków,
A sta­do dzi­kich bab - kwia­ta­mi
Ob­rzu­cać za­cznie "żoł­nie­rzy­ków". -
- O, przy­ja­cie­lu nie­uczo­ny,
Mój bliź­ni z tej czy in­nej zie­mi!
Wiedz, że na trwo­gę biją w dzwo­ny
Kró­le z pa­na­mi brzu­cha­te­mi;
Wiedz, że to buj­da, gran­da zwy­kła,
Gdy ci wo­ła­ją: "Broń na ra­mię!",
Że im gdzieś naf­ta z zie­mi si­kła
I ob­ro­dzi­ła do­la­ra­mi;
Że coś im w ban­kach nie szty­mu­je,
Że gdzieś zwę­szy­li kasy peł­ne
Lub upa­trzy­ły tłu­ste szu­je
Cło ja­kieś grub­sze na ba­weł­nę.
Rżnij ka­ra­bi­nem w bruk uli­cy!
Two­ja jest krew, a ich jest naf­ta!
I od sto­li­cy do sto­li­cy
Za­wo­łaj bro­niąc swej krwa­wi­cy:
"Bu­jać - to my, pa­no­wie szlach­ta!"

Opublikowano

Krajobraz morski - A. Rimbaud

 

Wozy ze srebra i miedzi —

Dzioby ze stali i srebra —

Młócą pianę, —

Podnoszą korzenie jeżyn.

Prądy wrzosowisk

I wielkie koleiny odpływu

Ciągną koliście na wschód,

Do filarów lasu, —

Do pni nadbrzeża,

W którego krawędź biją wiry światła.

 

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Wierszem, który naprawdę wpłynął na moje życie jest jeden z Liryków lozańskich Adama Mickiewicza:

 

Polały się łzy me czyste, rzęsiste,
Na me dzieciństwo sielskie, anielskie,
Na moją młodość górną i chmurną,
Na mój wiek męski, wiek klęski;
Polały się łzy me czyste, rzęsiste!

 

Opublikowano

jeden z wielu jaki zrobił na mnie wrażenie;

 

Villanella czterdziestosześciolatki, wpuszczającej licealistę do pokoju hotelowego Jacek Dahnel

 

Gdy będziesz to wspominał po latach (a będziesz),
gdzieś w niewyobrażalnych, syntetycznych światach,
nie bądź dla mnie niemiły. Tyle, i nic więcej.

Przed światłem chińskiej lampki z sinawym łabędziem
brzydkie meble z paździerza i, tak, mnie osłaniaj,
gdy będziesz to wspominał po latach (a będziesz).

Pamiętaj wzór tapety. Kruche szyi zgięcie.
Wyświetlając je kiedyś na dalekich ścianach,
nie bądź dla mnie niemiły. Tyle, i nic więcej.

Zrób mnie piękniejszą, lepszą (lecz zniszcz moje zdjęcie),
niech żałują, że wtedy tylko ciebie znałam,
gdy będziesz to wspominał po latach (a będziesz),

żebym - gdybym tam była, choć już mnie nie będzie -
w tych słowach się za żadne skarby nie poznała,
nie bądź dla mnie niemiły. Tyle, i nic więcej.

Przecież i tak nie skłamiesz. Będziesz opowiadał
nie mnie, a dym i ogień, i szadź, i kurz w szparach,
gdy będziesz to wspominał po latach (a będziesz).
Nie bądź dla mnie niemiły. Tyle, i nic więcej.

Wrocław, 19-20 IV 2012

 

żród;

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • 5 tygodni później...
Opublikowano (edytowane)

 

 

Samotny ze wszystkimi - Charles Bukowski

Ciało pokrywa kości
I wpychają tam
Umysł
I czasem też duszę
I kobieta rozbija
Wazony o ściany
A mężczyzna pije
Za dużo
I nikt nie znajduje
Tego jedynego
Ale ciągle szuka
Czołgając się z łóżka
I do łóżka
Ciało pokrywa kości
I ciało szuka czegoś
Więcej niż ciała.

Nie ma szans
Wszyscy uwięzieni
Przez jedno
Przeznaczenie


Nikt nigdy nie znajduje
Tego jedynego


Miejskie śmietniki się zapełniają
Złomowiska się zapełniają
Psychiatryki się zapełniają
Szpitale się zapełniają
Cmentarze się zapełniają

Nic więcej się nie zapełnia.

 

 

 

 

Edytowane przez ais (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Marcin Krzysica

 

Ten wiersz jest jednym z moich ulubionych, zawsze na czasie!

Daremne żale

Autorem wiersza jest ADAM ASNYK
 

Da­rem­ne żale - próż­ny trud,
Bez­sil­ne zło­rze­cze­nia!
Prze­ży­tych kształ­tów ża­den cud
Nie wró­ci do ist­nie­nia.
Świat wam nie odda, idąc wstecz,
Zni­ko­mych mar sze­re­gu -
Nie zdo­ła ogień ani miecz
Po­wstrzy­mać my­śli w bie­gu.
Trze­ba z ży­wy­mi na­przód iść,
Po ży­cie się­gać nowe...
A nie w uwię­dłych lau­rów liść
Z upo­rem stro­ić gło­wę.
Wy nie cof­nie­cie ży­cia fal!
Nic skar­gi nie po­mo­gą -
Bez­sil­ne gnie­wy, próż­ny żal!
Świat pój­dzie swo­ją dro­gą.

1 kwiet­nia 1877

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...