Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Gdy serce nasze budzi w nas westchnienie a źródłem jest miłość, szacunek to jest jak symfonia bacha i ten podarunek dostajemy od Boga dla nas wszystkich. Bo to Bóg zsyła pociechę i błogosławi każdy nasz dzień, tchnie też nas naszą cudowną dobrocią, a każde nasze złe moce odsuwa w daleki cień. On chce dla nas tylko jak najlepiej, pośredniczy w naszych wszystkich racjach. Musimy też dawać szacunek innym ludziom, dać go swoim znajomym i bliskim osobą oraz dobro przekazywać swojemu bliźniemu swemu, bo życie to największy skarb jaki mamy i otrzymujemy od Boga oraz szacunek okazywać swojemu Bogu. Dlatego szanujmy siebie i innych żebyśmy mieli szacunek dla każdej osoby oraz u naszego Boga, a oni żeby mieli szacunek dla nas samych. 

Opublikowano (edytowane)

Jednakże,

Bóg daje pociechę i zsyła błogosławieństwo,

Żebyś nie zapomniał co to jest Wiara i Męstwo,

Cienie odgonił z ciernistej korony nałożonej,

Abyś grzechu nie dotykał, waśnie i spory,

Szacunek kończy się tam, jak czujemy,

Gdzie w sytuacjach nie szanujemy,

Bo jak Człowiek ma szanować Innego,

Gdy siebie nie szanuje - zacny Kolego,

Lecz pamiętajmy - Ta Która Go poczęła,

Ze swojego Łona -  Świętego Brzemienia,

Gdzie położyła na skroni swe Ręce,

Święte,

Aby zdrowe, harde, silne ...

... Bogu - w Podzięce.

Nie zapominając jaka jest Ścieżka,

Jakimi zawiłymi jest kręta i błędna,

Jak reguły wciąż wzmacniane,

Żadne przecież słabe i banalne,

Zasady są po to, żeby je szanować,

Umysłem zważając zawsze na złe Słowa,

A katecheza zawsze dobrą lekcją,

Dla tych co na wagarach byli daleko,

Koleżanko i Kolego

 

PS. Stacji było XII

A może XIII lub XIV

 

 

 

Kompozytora Jana Sebastiana Bacha - piszemy z dużej litery. 

 

Pozdrawiam.

Edytowane przez Wolnego (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Już wiem, że to sen. Ta wiedza niczego nie ratuje. Biegnę - a raczej zapadam się w bieg. Jak człowiek w melasie. Ruch istnieje, ale nie ma prędkości. Miasto znam. Na pewno znam. Byłem tu kiedyś. Albo śniłem, że byłem. Ulice rozpoznają mnie szybciej niż ja je. Bruk pamięta ciężar moich stóp, choć nogi mam z opóźnionej decyzji ciała. Próbuję przyspieszyć. Ciało nie wierzy. Każdy krok ciągnie się jak źle postawione zdanie, którego nie da się cofnąć. Asfalt ma temperaturę krwi. Wpija się w podeszwy. Zlizuje moje imię z dokumentów w kieszeni. Oddycha. Przytrzymuje mnie jak dłoń na karku. Wciąga sznurówki, resztki tętna. Miasto bierze mnie małymi porcjami. Ktoś jest za mną. Od pierwszej sekundy mojego snu. Słyszę go w zmianie powietrza. W tym, jak cisza robi się cięższa. To drapieżnik. Poluje. Jego obecność zagęszcza ulice. Oddech ma wagę betonu w ruchu. Nie słyszę kroków. Słyszę, jak pod jego ciężarem pękają cząsteczki powietrza. Jest tak blisko, że moja własna skóra próbuje się odwrócić, by go nie widzieć. Wie, że nie muszę się spieszyć - to ja muszę. Uciekam w kręte uliczki. Znam je. A jednak nie wiem, gdzie jestem. Miasto przesuwa mapę pod stopami. Znajome miejsca gubią nazwy. Nie ma kierunków. Jest tylko przód i to, co jest za mną. Biegnę w miejscu. Nogi mielą noc jak zużyty mechanizm. Powietrze gęstnieje, opiera się płucom, myślom, strachowi. Oddycham za wolno. Przez chwilę sen patrzy na mnie. Krzyczę. Krzyk nie wylatuje. Zastyga w przełyku jak stygnące szkło. Rozrywa płuca od wewnątrz, bo świat nie chce go przyjąć Gardło pęka - ale krzyk wraca, wbity z powrotem w usta jak knebel z własnego ciała. Kamienice nachylają się tak nisko, że czuję na karku ich stęchły oddech. Zamykają powieki fasad. Miasto mnie pamięta. I to jest najgorsze. To miasto śni mnie dokładniej, niż ja potrafię śnić je. Bruk układa się w kształt moich lęków, zanim zdążę o nich pomyśleć. Drzwi są oczami. Okna - jamami ust. Nikt nie pomaga. Wszyscy wiedzą, jak to się kończy. Cień za mną jest cierpliwy. Cień nade mną rozlewa się jak smoła, która zna każdy mój krok i wie, gdzie zwolnię. Upadam. Podnoszę się. Jeszcze wolniej. Drapieżnik już stoi przede mną. Nie goni. Czeka. Aż do niego dojdę na resztkach ruchu. Serce wali w żebra jak pięść w zamknięte od wewnątrz drzwi. Sen dławi mnie ręką z betonu włożoną w gardło. Krzyczę. W nocy. Krzyk przebija sen, ściany, cudze sny. Budzi domowników - obcych świadków mojego pościgu. Pęknięcie. Światło. Budzę się. Sprawdzam dłonie. Pod paznokciami mam pył z tamtego bruku. Cisza w pokoju nie jest pusta. Ma ten sam ciężar, co tam, za rogiem. Z gardłem spalonym od krzyku. Z sercem, które jeszcze biegnie. Leżę w łóżku. Cisza oddycha obok. I nie wiem - czy to miasto istnieje naprawdę, czy tylko wraca nocą po mnie.      
    • Oooooooobażaaaanki! preeeecle! 3 w cenie 2, tylko dziś! Okaaaazja! Oooooooobażaaaankiiiiiii!!!
    • No i fajno. Żegnam ozięble;)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @EsKalisia i tym mnie pokonałaś - zakładam szlafmycę i oddalam się na z góry upatrzone pozycje! Żegnam wywrotowo! ;)
    • przewrót lepszy Niż nawrót  " jesteś lepszy bo nie bierzesz pregabaliny" ;)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...