Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zapraszasz mnie na dzień z Tobą.
To niby takie kochane.
Otwierasz drzwi, witasz uśmiechem.
Przytulasz, bierzesz mokry płaszcz.
Odwzajemniam uśmiech, ale w środku tak bardzo boli.
Robię to dla Ciebie, pomimo tego, że czuje dyskomfort.
Siadam, patrzę na Twoje ręce, obserwuję każdy ruch gdy kroisz owoce, które lądują w wysokim naczyniu, żeby zginąć zmasakrowane przez ostrze.
Dociera do mnie, że to samo dzieje się z moim sercem, właśnie trafia do blendera (czyt. Ciebie) i jest ciachane kawałek po kawałku.
Ale cóż, piję ten napój, jest niby słodki, niby zdrowy.
A może to właśnie cukier mnie zabije.
Bo po szklance napoju moja asertywność słabnie.

Przytulam Cię, robię to zachłannie, brakowało mi Twojego ciepła.
Zastygam, zaskakuje mnie, że Ty przytulasz tak jak wcześniej, tak jak przed tym wszystkim.
Ciekawe czy to moja wyobraźnia, czy Tobie także brakowało mnie.
Leżę wieczorem, rozbierając i analizując każdy element naszego spotkania.
I chciałabym podziękować Tobie za koktajl.
Choć wiem, że teraz i w przyszłości będę za to cierpiała.

  • 1 miesiąc temu...
Opublikowano

@Poezja_zmeczonamiloscia cześć. Najfajniejsza na tym forum jest możliwość popatrzenia na świat oczami kogoś innego. Nie jestem fanką wierszy o miłości, ale Twoje teksty podobają mi się. Wygląda mi to na takie katharsis, potrzebę wygadania tego, co boli.Też tak robię - i często to pomaga. No, chyba że nie identyfikujesz się z peelką...

Pisz, będę zaglądać. Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Nasz dom był po prostu ruiną. Ale nie taką, której gruzy porasta roślinność i która niesie jeszcze echo dostojeństwa. Nie, była to ruina nie dająca się zdmuchnąć, ruina, której żadna cegła nawet nie skruszała. Stała w pobliżu bagna, rzeki i łąki, gdzie niebo tak zwalało się człowiekowi na głowę, że musiał je podtrzymywać. A jak się wówczas prężyły muskuły, jak łzy kapały z oczu! Kiedy niebo nareszcie odpoczęło, człowiek kładł się na trawę i raz jeszcze płakał ze śmiechu.    Pewnego dnia zapomniałem, że chcę iść na łąkę. Zupełnie wyleciało mi to z głowy.                                       * * *        — Wyrósł jak na drożdżach.      — Imponujące.     — Kiedy tak wyrósł?    — Musiało to być przedwczoraj?     Obszedłem dom dokoła i raz jeszcze spojrzałem na jegomościa w kraciastej kamizelce i okularach na bulwiastym nosie.    — Nie, nie przedwczoraj — rzekłem. — Przed godziną ten dom był ru... Był, cóż, zwyczajnych rozmiarów.    — Nie może być!    — Kim pan jest, jeśli mogę wiedzieć...?    — Architektem.    — Ach.    — Pańska mamusia jest w domu. — Poklepał mnie po plecach i lekko pchnął ku drzwiom.    Wnętrze domu również było odmienione.  Wszędzie walały się —rzecz jasna — śmieci, ale spomiędzy tych smrodliwych stert wystawał gdzie niegdzie rożek aksamitnej sofy albo odbijała światło srebrna papierośnica.    Matka leżała na szezlongu przy szafie grającej, wyciągnięta jak rzęsa. Na jej wychudłej twarzy majaczył uśmiech.    — A kiedy to mamusia się tak urządziła?    Otworzyła oczy tak nagle, że aż się wystraszyłem.    — O! jesteś. Każ Eulali przynieść mi kawę.    — Zatrudnia mamusia służbę...?    Łypnęła na mnie, podniosła się i zniknęła w progu. Delikatnie wziąłem w palce dwa eklerki z tacy przy szezlongu i wróciłem na zewnątrz.    Architekt nie stał już przed domem, zapatrzony w któreś z okien; teraz mierzył cyrklem okrągłe zielone kamyki w dolnej części fasady. Na mój widok okręcił cyrkiel i schował go do kieszonki kamizelki.     Poczęstowałem go eklerkiem.    — Co powiedziała? — zagaił, puszczając mi oko.    Zacytowałem matkę słowo w słowo.   — No tak — pokiwał głową architekt. — Wyśmienite są te eklerki. Gdzie takie robią? — zastanawiał się z cyrklem w ręku.        
    • @Intersubiektywny ,  @WiatrŚwietlny,  @lavlla nisu , dziękuję :)
    • @wiedźma ja kocham też czarny bez:) ten zapach mnie nęci i mam miłe wspomnienia:)
    • @A.Between   Wspomnienie w ładnej ramce, a dla mnie ten szczegół.  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...