Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

nasza muzyka - org.fm


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

Podążam za umarłymi.

Pod moimi stopami chrzęst żwiru i rozgwar usypujących się kamieni na zboczu.

Wspinam się…

 

… pusty stukot kości…

 

Słońce rani moje oczy, wiatr osusza twarz po niedawnym deszczu…

Otwieram i zamykam spierzchnięte gorączką usta…

Jakieś zwidy i mary, skłębione widma…Obłoki na niebie, wykrzywione spazmem śmierci

sine

twarze…

 

… piskliwy szum w mojej głowie,

… … głosy…

 

… … … szepty…

 

Ziemia zatopiona w mroku dziwnej substancji

przeszłego czasu…

Przybywam ni stamtąd,

ni

zowąd…

 

 

Nieustanne stąpania, chrapliwe

oddechy.

W potoku przekleństw uderzenia kilofów rozkuwających lodowe piekło…

Obrzydliwe plaśnięcia upadających ciężko ludzkich tobołów pod rozgwieżdżonym całunem

nieba…

 

 

(Przeszywa mnie prąd, jak po przebytym ataku epilepsji…)

 

 

Przedmioty o niejasnych z początku konturach

wyostrzają teraz swoje kształty…

Wyswobadzają się z półprzejrzystych membran

halucynacje

somnambulików…

 

Złachmaniałym rękawem dziurawego płaszcza przecieram załzawione,

szczypiące oczy…

 

… rozglądam się i widzę…

 

Na obrośniętych suchym bluszczem kamiennych

krzyżach

czarno-białe,

obojętne twarze …

 

Czyjeś nieśpieszne kroki…Szelest rozgarnianych liści…

 

… śmierć

… … podąża

… … … z a

… … … … m n ą…

 

*

 

Huk nacierających fal… Białe języki piany… Wzlatują wysoko rozkrzyczane mewy,

w te gorejące czerwienią zachodu rejony nieba…

Płoną…Przechodzą w ciszę… Odpowiadają sobie po długim milczeniu…

Spadają rozżarzonymi kroplami, aby zgasnąć jeszcze, nim przykryje je woda…

Aby znowu

wzbić się w powietrze…

 

… aby

… … z n o w u…

 

Niezmordowanie,

wytrwale…

… … … m a j e s t a t y c z n i e…

 

 

Horyzont staje się coraz bardziej ciemny…

Liliowa zorza…

Ostatnie prześwity słońca…Zimny wiatr…

Zapach soli…

 

Zatracam się w łoskocie

tego miejsca,

w tej nawale wody,

która wlewa się na plażę

i

c o f a…

 

…pozostawia po sobie wilgotne na piasku

ślady…

 

 

Ważę w dłoni lśniący fragment oceanicznego sanktuarium, zafascynowany odbiciem

zdeformowanej w nim twarzy…

Wydaje mi się, że dostrzegam kątem oka ciebie, jak idziesz powoli

w białej,

rozwianej sukni…

 

… podążam za  t o b ą  w krok…

 

Znikasz w gąszczu starych, betonowych schronów, poczerniałych od straszliwego żaru

nuklearnych testów…

I choć wiem, że nie jesteś żywa,

to wciąż się łudzę, że może jednak…

 

… że

… … m o ż e…

 

Podążam za tobą, a raczej za twoim nieśmiertelnym duchem…

Odwiedzam ponownie znajome mi miejsca…

Rozgarniam porzucone przed dziesięcioleciami

skorodowane resztki…

Przesypujące się przez palce radioaktywnym, rdzawym pyłem

zabójcze

… … artefakty…

 

Lecz nic… Wszystko ginie w tym nieustannym szepcie samotnych widm, co błąkają się

po opuszczonej przystani,

wyczekując czyjegoś przybycia…

 

… przytłoczone ciężarem

samotności…

 

… … … w tajemnicy przed światem…

 

 

 

 

 

 

 

Wiem, że przyszłaś poskarżyć mi się na śmierć… Jesteś tutaj... Stoisz przede mną…

Jesteś obok,

a raczej jest – twoje o tobie wyobrażenie…

 

Spójrz, jak słońce przebija się nieśmiało przez mleczne

niebo…

 

Migoczą w powiewach wiatru wilgotne liście,

skapują z nich krople niedawnego deszczu…

Pójdziemy razem, w sen zagłębiając się głęboki?

 

Przytłacza nas dojmujące milczenie ptaków – i milczenie nasze…

 

…cisza tak wielka,

… …, że aż zagłuszająca myśli...

 

 

Wiatr przesuwa się po niebie, strzępi obłoki, jakby skostniałe z zimna sine twarze…

 

Idziemy przed siebie, przenikając się nawzajem, jak bezcielesne mary

z mgły

i bagiennych oparów…

 

Idziemy przed siebie błotnistą drogą w ostatnim momencie czasu, który zabija zegary

trwogą

przejmującego gongu…

 

… idziemy…

… … opieramy się wciąż przed nieubłaganą nocą…

 

*

 

Nastąpiła już dawno eksplozja gwiazdy…

 

Świetliste szczątki spadają wciąż na szczyty strzelistych topól

płatkami

nieważkiego śniegu…

 

… jest mi zimno

… … tym zimnem przenikającym kości…

 

 

Jest mi zimno tym zimnym dreszczem, co spływa na mnie nitkami nerwów …Zawładnia mną

twoje blade,

falujące oblicze

w wodach płytkiej zatoki…

 

… niesie

mnie,

… … umarłego…

 

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

… krok za krokiem… ― powolny chód…

 

Otaczają mnie wokół

piaszczyste wzgórza,

niczym

― wielbłądzie garby…

 

Tańczą w grającym wietrze

lśniące drobinki kwarcu…uderzają

w

twarz…

 

Kłują

i ― drapią…

 

… ― wybijają rytm…

 

Ogromne słońce… ― rozdęte ― oślepiające… ― osiadający na karku ― na barkach

― jaskrawy żar…

… wtłaczający w ziemię ― rozpalony piec…

 

… idę przed siebie ― idę wciąż… pot zalewa moje oczy… ― szczypiąca sól…

 

Jest mi coraz trudniej… ― zatyka mi dech… Gdzie ja jestem? ― Nie wiem…

― Wiatr osusza skronie i łzy.

Gdzie ja jestem? ― Jestem sam.

 

Poprawiam na plecach bagaż z dotychczasowym życiem… Zwilżam popękane usta

ostatnimi

― kroplami wody…

 

… krok za krokiem… ― powolny chód…

 

Majaczą przede mną złote pałace…

― w migoczących strumieniach

falującego nieba…

 

Tańczą w grającym wietrze

lśniące drobinki kwarcu… uderzają

w

twarz…

 

Kłują

i ― drapią…

 

… ― wybijają rytm…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tańcz ze mną! … Omiatają mnie długie ― pachnące kwiatami

włosy…

 

Pragnę ujrzeć w twoich oczach jaskrawe słońca…

Niech

― wiruje świat…

 

Salsa…

― latynoski rytm…

― gorący oddech

na

twarzy!

 

… szybciej… ― mocniej… ― och, tak!

 

TAŃCZ!

 

TAŃCZ!

 

TAŃCZ!

 

Zbliżasz usta do mojego ucha

― słyszę szept…

Wiatr szeleści w liściach wielkiego drzewa… Energetyczny krok ― puls zjednoczonych ciał!

 

Salsa…

― latynoski rytm…

― gorący oddech

na

twarzy!

 

… szybciej… ― mocniej… ― och, tak!

 

TAŃCZ!

 

TAŃCZ!

 

TAŃCZ!

 

*

 

Idę przed siebie…

 

Migoczą słoneczne prześwity w gałęziach ― pełgające blaski u mych stóp…

… zmagam się w samotności z powracającymi wciąż obrazami…

 

Unoszę twarz… ― chłodny wiatr owiewa skronie… ― osusza łzy…

Rozwiewa

― zwiędnięte już resztki lata…

 

Nade mną

― błękitne niebo

― białe obłoki…

 

Wstrząsa mną ziemista woń umierających kwiatów

w bagnistym rozlewisku krzyczącego świata…

… idę powoli i w pochyleniu… ― za mną ― krok za krokiem ―

idzie

― mój cień…

 

… idzie tak ― krok w krok…

 

… wiatr

― osusza łzy…

 

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Szelest liści ― perlisty szmer strumienia… Dobiega z oddali

― głęboki puls rozgrzanej ziemi ― cichy ― transowy rytm…

… ptasi śpiew

― spoza gęstej otuliny lepkiej mgły…

 

 

W kosmicznej atmosferze halucynogennych oparów

otumaniają dziwaczne zapachy ― wilgotnych roślin

― pachnideł

― aptecznych ziół ― korzeni…

 

… duszne powietrze

spowalnia oddech…

 

Mrugają do mnie porozumiewawczo ―

prześwity całkowitego odprężenia

― jak ― po intensywnym orgazmie…

 

Błogi

― usypiający spokój…

Pod powiekami

― tętnią błękitne plamy nieba…

 

Nie mam siły poruszyć palcem ― a co dopiero ― całym sobą…

 

Bezwład

i

luz…

 

― A b s o l u t n y  r a j!

 

 

Jestem nad przepaścią…Rozpadają się

moje sny

― obrazy jastrzębiego lotu…

 

… wchłania mnie wir unicestwienia…

 

Pękają gwiazdy w orgiastycznym tańcu… Diabelskie baletnice ― koszą tuż przy ziemi

soczyste trawy…

… wytryskująca krew

zamienia się momentalnie w krzepnące płatki róż…

 

Wiję się w sobie

― konam

― umieram…

 

Wchodzę

― raz jeszcze…

 

… w szaleństwo…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nie przerywają gry… Prężą się ― spalone przez słońce ― spocone męskie torsy ― kobiece

uda…

 

… spadająca piłka ― rozsypuje piasek

― wyciska z oczu

łzy…

 

Uniesione w geście tryumfu ręce ― zasłaniają ― opuszczone głowy przegranych…

Oddech oceanu

― przytłacza zapachem soli…

 

… w szalonej kanonadzie bębnów

― czas

― zatacza koło…

 

Cykl…

 

zaczyna się

― od początku…

 

*

 

Tańczą na błyszczącej ― wilgotnej plaży… Rozmywają się w karmazynowej czerwieni

gorącego lata

― w napływającej fali…

 

… wszędzie wokół ― uśmiechnięte twarze…

 

Muzyka

― latynoskie rytmy…

Wesołe

― wołania

 

Samba, samba, samba!

Verão vermelho,

Verão vermelho na praia de Ipanema dançando!*

 

 

Zachodzące powoli słońce

― jest takie ogromne

― pociemniałe

― rozpłomienione…

 

Kołyszą się na falach

― oświetlone lampionami żagle…

 

… wirują bez pamięci ― ludzie-ptaki…

 

Muzyka

― latynoskie rytmy…

Wesołe

― wołania…

 

Samba, samba, samba!

Verão vermelho,

Verão vermelho na praia de Ipanema dançando!

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Budzę się…

 

Ostre słońce oświetla moją twarz… Staję na środku pokoju…

… senna maligna majaczy mi w głowie

― pod zapiaszczonymi ― ciężkimi powiekami…

 

TAŃCZĘ!

 

Podnoszę w górę ramiona

i kręcę się wkoło…

 

… coraz szybciej wiruje świat…

 

Wiruje nade mną żyrandol… Wirują obrazy na ścianach… ― prostokątne ― kwadratowe

plamy…

 

TAŃCZĘ!

 

Oblepia mnie wilgotne

― przesycone kurzem

powietrze…

 

Coś jest nie tak!

― Podłoga ucieka spod mych stóp…

― Nie!

― To ja się osuwam!

 

Zaraz stracę równowagę. ― Lecz nie zwracam uwagi ― na ten niepewny stan

rzeczy!

 

TAŃCZĘ!

 

Ocieram dłonią spocone czoło… ― Przede mną ― OKNO!

Co za wspaniały widok…

― dla kogoś ― po narkotycznym zwidzie!

 

Otwieram pierwszą parę skrzydeł ― otwieram drugą…

Gorące ― przesycone spalinami powietrze zatyka mi dech…

 

TAŃCZĘ!

 

 

Biegnę wzdłuż szumiącej autostrady… ― Ogromne ― płomieniste słońce pali mi kark…

 

Biegnę ― w rozpiętej

― łopoczącej koszuli…

 

Mijają mnie z szelestem samochody…

― jakieś uskrzydlone stwory

― wzniecające z piaszczystych poboczy ― złocisty pył…

 

TAŃCZĘ!

 

Nade mną ― ogromne ― płomieniste słońce … ― Muzyka w mojej głowie…

 

― Ktoś mnie wciąż wita…

― Kogoś wciąż żegnam…

― Ktoś mnie wciąż żegna…

― Kogoś wciąż witam…

 

― Ktoś mnie wciąż…

― Kogoś wciąż…

 

― Ktoś…

 

― Kogoś...

 

TAŃCZĘ!

 

 

 

Opublikowano (edytowane)

 

 

 

 

***

 

 

 

 

 

 

Ałła wykonuje ten utwór do poezji jednej z najwybitniejszych rosyjskich poetek, Mariny Cwietajewej…

 

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

 

 

***

 

 

 

 

 

 

płoń… płoń jak gwiazda, jak kometa w oceanie granatowego nieba… płoń, rozsnuwaj to drgające światło… pozłacaj kwiaty kosmicznym pyłem… płoń, tym płomieniem wieczności… bo jesteś już wolna… całkowicie wolna, mamo…

 

Edytowane przez Arsis (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • SŁOWA, W KTÓRE CIĘ KOCHAM JUŻ NIE

      reż. Serge Gainsbourg

      MINITEL: 6996
      (Hier Schiphol Port)

      Kocham cię tak
      O, jak w locie ptak!
      Ja ciebie też nie

      Och, miła ma...
      W fal odwieczny cień
      Idę i wchodzę wnet
      W lędźwie twe 

      Bo ja
      Kocham cię Kocham tak
      O tak, kocham cię!
      Ja też nie
      Och, miła ma...
      Ty to fala,  ja ziemi trud 
      By, wpłynąć na  brzeg
      Mych zeschłych ud

      Więc ja
      Na spotkanie biegnę ci
      Kocham Cię Kocham Cię
      Ja też nie

      Och, miła ma...
      W fal odwieczny cień
      Idę i wchodzę wnet
      W Twój lepki mrok 

      Wstrzymuję krok 
      Ty bijesz o mój szczyt
      Czubek miłości mej 
      Idę, by hołd złożyć ci
      Złożyć perły dżdżu 
      W dolinie Twych ust
      A Ty idziesz w mój ślad 
       - Kocham Cię Kocham Cię
      O tak, kocham na wznak!
      Ja też nie

      Miłośi ciał  zamknięty pas
      Lecz ląduję i tak 
      Gdzie twego  łona port
      Chcę orczyk ściągnąć, poziom zerr
      Lecz to Ty trzymasz ster 
      Nachodzi, ziemi fort...
      Nie! Terra... terr!
      Terrain ahead, pull up!
      Przyziemienia spaz..

      Je t'aime de pluie
      Moi non plus
      Je te kiffe 
      Même diff...

      RICHARD 1004
      (Tu i tu, i tam)

      Kochał  pałac tak
      (Boga palec mniej)
      Że porwał go żelazny ptak, 
      W las antycznych ciał...
      I w ostry historii cień
      Wbił dziób swój, w ziemi krew

      Więc wzbił się w dech małpiej mgły
      W pagonów, tóg werbli rytm 
      Stary wilk wciąż dzierżył ster, 
      Lecz w dziobie niósł Elbrusu cień

      O konia dam na sławy żer!
      My też nie
      Och, ziemio ma...
      To tylko zakłócenia fal, przecie wciąż kochasz mnie

      Chcę wpłynąć znów w Victorii dal
      Więc zlecę tu, gdzie tylko chcesz,
      By Vox Populi skrył mnie deszcz
      Osiodłam znów mit krwistych burz...
      Czy wyjdziesz na spotkanie  mi?
      Wciąż kocham tak Twój blado-krwawy róż,
      Dam kres swym dniom, by być miłym ci..

      Och, miła ma...
      Na fali twej
      Ulecieć chcę nawet tam,
      Gdzie Aerofłot 
      Wstrzymuje lot

      Biję w wąwozu szczyt,
      Lodowej góry Twej 
      Idę, by hołd złożyć Im
      I łożyć perły  ciał 
      Na ołtarz tronu łez

      O miła ma, zetnę tysiąc brzóz
      By wpiąć je w dolinę Twych ust
      Jeśli Ty też nie trafisz w pas
      W mój kurs i szlak

      "Nie zostawiaj mnie
      Nie zostawiaj w tym tu
      Nie zostawiaj, chcę...
      Nie zostawiaj: Mu

      Obiecuję ci
      Wyssać perły krwi 
      Z ciebie l ziemi tej,
      Gdzie pada żelaza deszcz
      I z najkrwawszej z ziem
      Wycisnąć choć metr 
      Stopę... Stop tlen,
      Skryłem ciało swe
      W całun błót,w martwy liść

      Kocham Cię Kocham Cię
      O daj mi znak
      Kocham je
      Leżę tam, gdzie znak...
      My przez chwilę też tak

      Miłości ciał zamknięty pas
      Lecz ląduję i tak
      Jak te jedwabne drzwi
      Gdzie mój ostatni port
      Orczyk ściągam, poziom sto 
      Lecz ster trzyma On;
      "Pо правильной дороге.
      Na верном пути"
      Sixty , fifty, fort...
      Nie! Ziemia...ziem!
      Kur!!!
      Uniżenia dno (w dur)
      Wniebowzięcia dreszcz...
      Pравильнa дорогa.
      Na верно
       Pути..."

      Wiary dochowałem, ukończyłem lot
      Wzbiłem się w Majestatat Flot
      Wstrzymałem dech
      Wbiłem w wąwozu szczyt
      Zdradzony świt
      Góry Kości tej
      Kur piał (X3)

      Я люблю тебя, туман.
      И я.
      Я сошёл с ума,
      Я сошёл c телa
      Я, туман.

      YFD: 0-911
      (Sullied van)

      Kochał  tak przygody smak
      (I inshallah też)
      Że porwał go żelazny ptak
      W tumult szklanych wież  ...

      "Yes;  the book and orders were onboard,
      Quite quiet men, and riot squads 
      His cutting edge was not stored
      And  came quite handy down the road;
      Tak; księgę i przekaz na pokład wziął,
      Ludy niemyte, i ICE w gorącej krwi,
      I ostry wzrok, co niejeden róg ściął
      I był poręczny w zręcznym locie tym;

      His learning did not go as far
      As safely getting to the quai: 
      He only sought to know how to start;
      The rest, he'll discover on the fly"

      Nauka ma nie zaszła dalej, niż w ten las,
      Nie porywa go, jak znaleźć bezpieczny port
      Chciałem tylko wiedzieć, jak zerwać  czas:
      Nocy nie zrywałem, by wejść w ten lot

      I w szklany sufit  historii się wbić 
      I wyspy podbrzusze spowić w 2x piał Kur
      I Ziemię Zer  zatopić  we krwi 
      I paszczę przymknąć Ul. Mur

      By betonu konkret wspiął się w poezji mgłę 
      Epoletów belki wzniosły w rytm oddechu serc
      Morskiemu wilkowi odebrać ster,
      A rufę mu wszedł  morza Hudson cień

      Wlatuję w dolinę wąwozu wrażych wież
      Tej Sodomy muru, co niesie śmierć.
      Złożę je, jak ściany, gdzie Rzece w paradę wchodzi Brzeg
      Złożę perłę ciała, gdzie króluje Wieprz

      Daj skrzydlatego konia, by los  pożywił się!
      W zero ziemii, jedność z tym co jeden jest

      To tylko wzburzenie fal, jak w majowy dzień
      Uleciałem zburzyć płaczu mur 
      Rozciałem, gdzie On wezwał mnie  
      Żeby Vox Dei deszcz ognia spuścił z chmur

      Czy wyjdzie, by spotkać nas, gdzie seraju próg? Wciąż tak bardzo kocham Twą zieleń i biel,
      Oddam chętnie życie, jeśli tak chce Bóg…

      Panie zielonooki mój spełniłem Twój cel
      Lecz na mych kompanów wciąż czeka Air Virgin 95
      ...


      Na ołtarzu tronu łez. Brzeg
      O, mój drogi, powalę tysiąc wież,
      Aby przywiązać je do doliny twoich ust,
      Na mojej ścieżce i za mną,

      „Nie zostawiaj mnie,
      Nie zostawiaj mnie tutaj,
      Nie zostawiaj mnie, chcę…
      Nie zostawiaj mnie,

      Obiecuję ci,
      Wyssać perły krwi,
      Z ciebie i z tej ziemi,
      Gdzie pada żelazny deszcz,

      I z najkrwawszych krain,
      Utrzymać choćby metr,
      Stopę… Zatrzymać tlen,
      Ukryłem moje ciało,

      W całunie z błota, w martwym liściu.
      Kocham cię, kocham cię
      Och, daj mi znak
      Kocham je


      CHAR 0:  ELEB 1997
      (Paparazzo a Pariggio)

      Tak bardzo kochała blichtr 
      (I Charlie'go dryg)
      Że wyniósł ją żelaza cykl 
      Ciężkiego niby Mig...

      Tak dobrze kreślili śmiech
      (Przecież to nie grzech)
      Że poniosło ich chyba trzech
      W pieca miech

      Tak mocno śpiewali śmierć
      Że śmierć wniosła eich skład Zejść 
      I w ich metalu śmieć 
      Doniosła -126

      Wynieśli się w rytm diesla mgły,
      W Staccato AK-33
      Solingen  ostateczny sztych
      Jak kiedyś ja i ty

      Czy w szykach togi od chez Dior
      Czy w czerni Crayon d'Or
      Czy w logo Revenge of Thor
      Peu importe: ils sont morts;

      Wpadł im z rąk życia ster,
      Kierownica w odcień camembert, 
      Podkład dla wrażliwych cer,
      Kredka  marki 0.0 

      Same diff, they have deferred bardzo kochała blichtr 
      (I Charlie'go dryg)
      Że wyniósł ją żelaza cykl 
      Ciężkiego niby Mig...

      Tak dobrze kreślili śmiech
      (Przecież to nie grzech)
      Że poniosło ich chyba trzech
      W pieca miech

      Tak mocno śpiewali śmierć
      Że śmierć wniosła eich skład Zejść 
      I w ich metalu śmieć 
      Doniosła -126

      Wynieśli się w rytm diesla mgły,
      W Staccato AK-33
      Solingen  ostateczny sztych
      Jak kiedyś ja i ty

      Czy w szykach togi od chez Dior
      Czy w czerni Crayon d'Or
      Czy w logo Revenge of Thor
      Peu importe: ils sont morts;

      Wpadł im z rąk życia ster,
      Kierownica w odcień camembert, 
      Podkład dla wrażliwych cer,
      Kredka  marki 0.0 

      Same diff, they have deferred
      Czy dosiedli Rossiniego niższych sfer
      Czy Rossinanta La Manche
      Czy Rossinskiego plansz 

      Liczy się, że są jak Edam ser
      Ziemia, tu planeta Metal Mars 
      Tu patria Allah en marche
      Tu księstwo  Mówisz i Masz

      Gdziekolwiek, trzy muchomory w barszcz
      Czy podburzone karykatury szkło
      Czy wzburzenie a la Monroe 
      Czy mur zburzony Behemotha czcią

      Non importa, sono senza brio...
      Czy krwawego bata klan 
      Czy czarno-biały ilustracji plan
      Czy arabski z drugiej ręki flan

      Egal, alle sind raus aus dem Lebens Autobahn  
      Ech, życie, kocham cię, kocham cię życie nad
      Och, wskaż mi szlak.
      Kładę się tam, gdzie jest znak…

      Ciała miłości zamknięte są
      Ale i tak ląduję, gdzie jest mój dom
      Jak te  bramy w jedwabny ton
      Gdzie mój ostateczny port?

      Wyciągam kabel pogłębiarki, poziom sto
      Ale to On trzyma ster, poker la pobiera cło
      „Na właściwej drodze. „Wierną Ścieżką swą”
      Sześćdziesiąt, pięćdziesiąt, od i do…

      Nie! Ląd… ląd! Kogut!!! Na dach
      Głębia pokory (durowych shal)
      Dreszcz Wniebowzięcia…i strach
      Ścieżka sprawiedliwości wiedzie w dal 

      Na wiernej ścieżce jak bezpański kot
      Dotrzymałem wiary, ukończyłem lot
      Wzniosłem się w majestacie flot


       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Achilles_Rasti Lubię jedne i drugie.  Jedne karmią duszę.  Drugie - ciało. Pozdrawiam.   
    • @Poezja to życie   czy ląd się zagubił w nocy ma tyle gwiazd do pieszczenia czy może jest łasy na dotyk ciemności która dopełnia :)
    • @Leona pomysłowe   wiem - że ów tekst już mnie zatrzymał więc - strofkę dopiszę tu chyba wiersz - fajny z pomysłem pisany dam - dam serducho dla damy :)
    • @andrew    czy dziś jeszcze  spalać się trzeba  czy jutro    czy odpowiedź  należy do wszystkich  czy tylko nasza własna   Ja się dziś jeszcze spalam, jutro odpoczynek ;) Pozdrawiam. 
    • SŁOWA, W KTÓRE CIĘ KOCHAM JUŻ NIE reż. Serge Gainsbourg MINITEL: 6996 (Hier Schiphol Port) Kocham cię tak O, jak w locie ptak! Ja ciebie też nie Och, miła ma... W fal odwieczny cień Idę i wchodzę wnet W lędźwie twe  Bo ja Kocham cię Kocham tak O tak, kocham cię! Ja też nie Och, miła ma... Ty to fala,  ja ziemi trud  By, wpłynąć na  brzeg Mych zeschłych ud Więc ja Na spotkanie biegnę ci Kocham Cię Kocham Cię Ja też nie Och, miła ma... W fal odwieczny cień Idę i wchodzę wnet W Twój lepki mrok  Wstrzymuję krok  Ty bijesz o mój szczyt Czubek miłości mej  Idę, by hołd złożyć ci Złożyć perły dżdżu  W dolinie Twych ust A Ty idziesz w mój ślad   - Kocham Cię Kocham Cię O tak, kocham na wznak! Ja też nie Miłośi ciał  zamknięty pas Lecz ląduję i tak  Gdzie twego  łona port Chcę orczyk ściągnąć, poziom zerr Lecz to Ty trzymasz ster  Nachodzi, ziemi fort... Nie! Terra... terr! Terrain ahead, pull up! Przyziemienia spaz.. Je t'aime de pluie Moi non plus Je te kiffe  Même diff... RICHARD 1004 (Tu i tu, i tam) Kochał  pałac tak (Boga palec mniej) Że porwał go żelazny ptak,  W las antycznych ciał... I w ostry historii cień Wbił dziób swój, w ziemi krew Więc wzbił się w dech małpiej mgły W pagonów, tóg werbli rytm  Stary wilk wciąż dzierżył ster,  Lecz w dziobie niósł Elbrusu cień O konia dam na sławy żer! My też nie Och, ziemio ma... To tylko zakłócenia fal, przecie wciąż kochasz mnie Chcę wpłynąć znów w Victorii dal Więc zlecę tu, gdzie tylko chcesz, By Vox Populi skrył mnie deszcz Osiodłam znów mit krwistych burz... Czy wyjdziesz na spotkanie  mi? Wciąż kocham tak Twój blado-krwawy róż, Dam kres swym dniom, by być miłym ci.. Och, miła ma... Na fali twej Ulecieć chcę nawet tam, Gdzie Aerofłot  Wstrzymuje lot Biję w wąwozu szczyt, Lodowej góry Twej  Idę, by hołd złożyć Im I łożyć perły  ciał  Na ołtarz tronu łez O miła ma, zetnę tysiąc brzóz By wpiąć je w dolinę Twych ust Jeśli Ty też nie trafisz w pas W mój kurs i szlak "Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj w tym tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Mu Obiecuję ci Wyssać perły krwi  Z ciebie l ziemi tej, Gdzie pada żelaza deszcz I z najkrwawszej z ziem Wycisnąć choć metr  Stopę... Stop tlen, Skryłem ciało swe W całun błót,w martwy liść Kocham Cię Kocham Cię O daj mi znak Kocham je Leżę tam, gdzie znak... My przez chwilę też tak Miłości ciał zamknięty pas Lecz ląduję i tak Jak te jedwabne drzwi Gdzie mój ostatni port Orczyk ściągam, poziom sto  Lecz ster trzyma On; "Pо правильной дороге. Na верном пути" Sixty , fifty, fort... Nie! Ziemia...ziem! Kur!!! Uniżenia dno (w dur) Wniebowzięcia dreszcz... Pравильнa дорогa. Na верно  Pути..." Wiary dochowałem, ukończyłem lot Wzbiłem się w Majestatat Flot Wstrzymałem dech Wbiłem w wąwozu szczyt Zdradzony świt Góry Kości tej Kur piał (X3) Я люблю тебя, туман. И я. Я сошёл с ума, Я сошёл c телa Я, туман. YFD: 0-911 (Sullied van) Kochał  tak przygody smak (I inshallah też) Że porwał go żelazny ptak W tumult szklanych wież  ... "Yes;  the book and orders were onboard, Quite quiet men, and riot squads  His cutting edge was not stored And  came quite handy down the road; Tak; księgę i przekaz na pokład wziął, Ludy niemyte, i ICE w gorącej krwi, I ostry wzrok, co niejeden róg ściął I był poręczny w zręcznym locie tym; His learning did not go as far As safely getting to the quai:  He only sought to know how to start; The rest, he'll discover on the fly" Nauka ma nie zaszła dalej, niż w ten las, Nie porywa go, jak znaleźć bezpieczny port Chciałem tylko wiedzieć, jak zerwać  czas: Nocy nie zrywałem, by wejść w ten lot I w szklany sufit  historii się wbić  I wyspy podbrzusze spowić w 2x piał Kur I Ziemię Zer  zatopić  we krwi  I paszczę przymknąć Ul. Mur By betonu konkret wspiął się w poezji mgłę  Epoletów belki wzniosły w rytm oddechu serc Morskiemu wilkowi odebrać ster, A rufę mu wszedł  morza Hudson cień Wlatuję w dolinę wąwozu wrażych wież Tej Sodomy muru, co niesie śmierć. Złożę je, jak ściany, gdzie Rzece w paradę wchodzi Brzeg Złożę perłę ciała, gdzie króluje Wieprz Daj skrzydlatego konia, by los  pożywił się! W zero ziemii, jedność z tym co jeden jest To tylko wzburzenie fal, jak w majowy dzień Uleciałem zburzyć płaczu mur  Rozciałem, gdzie On wezwał mnie   Żeby Vox Dei deszcz ognia spuścił z chmur Czy wyjdzie, by spotkać nas, gdzie seraju próg? Wciąż tak bardzo kocham Twą zieleń i biel, Oddam chętnie życie, jeśli tak chce Bóg… Panie zielonooki mój spełniłem Twój cel Lecz na mych kompanów wciąż czeka Air Virgin 95 ... Na ołtarzu tronu łez. Brzeg O, mój drogi, powalę tysiąc wież, Aby przywiązać je do doliny twoich ust, Na mojej ścieżce i za mną, „Nie zostawiaj mnie, Nie zostawiaj mnie tutaj, Nie zostawiaj mnie, chcę… Nie zostawiaj mnie, Obiecuję ci, Wyssać perły krwi, Z ciebie i z tej ziemi, Gdzie pada żelazny deszcz, I z najkrwawszych krain, Utrzymać choćby metr, Stopę… Zatrzymać tlen, Ukryłem moje ciało, W całunie z błota, w martwym liściu. Kocham cię, kocham cię Och, daj mi znak Kocham je CHAR 0:  ELEB 1997 (Paparazzo a Pariggio) Tak bardzo kochała blichtr  (I Charlie'go dryg) Że wyniósł ją żelaza cykl  Ciężkiego niby Mig... Tak dobrze kreślili śmiech (Przecież to nie grzech) Że poniosło ich chyba trzech W pieca miech Tak mocno śpiewali śmierć Że śmierć wniosła eich skład Zejść  I w ich metalu śmieć  Doniosła -126 Wynieśli się w rytm diesla mgły, W Staccato AK-33 Solingen  ostateczny sztych Jak kiedyś ja i ty Czy w szykach togi od chez Dior Czy w czerni Crayon d'Or Czy w logo Revenge of Thor Peu importe: ils sont morts; Wpadł im z rąk życia ster, Kierownica w odcień camembert,  Podkład dla wrażliwych cer, Kredka  marki 0.0  Same diff, they have deferred bardzo kochała blichtr  (I Charlie'go dryg) Że wyniósł ją żelaza cykl  Ciężkiego niby Mig... Tak dobrze kreślili śmiech (Przecież to nie grzech) Że poniosło ich chyba trzech W pieca miech Tak mocno śpiewali śmierć Że śmierć wniosła eich skład Zejść  I w ich metalu śmieć  Doniosła -126 Wynieśli się w rytm diesla mgły, W Staccato AK-33 Solingen  ostateczny sztych Jak kiedyś ja i ty Czy w szykach togi od chez Dior Czy w czerni Crayon d'Or Czy w logo Revenge of Thor Peu importe: ils sont morts; Wpadł im z rąk życia ster, Kierownica w odcień camembert,  Podkład dla wrażliwych cer, Kredka  marki 0.0  Same diff, they have deferred Czy dosiedli Rossiniego niższych sfer Czy Rossinanta La Manche Czy Rossinskiego plansz  Liczy się, że są jak Edam ser Ziemia, tu planeta Metal Mars  Tu patria Allah en marche Tu księstwo  Mówisz i Masz Gdziekolwiek, trzy muchomory w barszcz Czy podburzone karykatury szkło Czy wzburzenie a la Monroe  Czy mur zburzony Behemotha czcią Non importa, sono senza brio... Czy krwawego bata klan  Czy czarno-biały ilustracji plan Czy arabski z drugiej ręki flan Egal, alle sind raus aus dem Lebens Autobahn   Ech, życie, kocham cię, kocham cię życie nad Och, wskaż mi szlak. Kładę się tam, gdzie jest znak… Ciała miłości zamknięte są Ale i tak ląduję, gdzie jest mój dom Jak te  bramy w jedwabny ton Gdzie mój ostateczny port? Wyciągam kabel pogłębiarki, poziom sto Ale to On trzyma ster, poker la pobiera cło „Na właściwej drodze. „Wierną Ścieżką swą” Sześćdziesiąt, pięćdziesiąt, od i do… Nie! Ląd… ląd! Kogut!!! Na dach Głębia pokory (durowych shal) Dreszcz Wniebowzięcia…i strach Ścieżka sprawiedliwości wiedzie w dal  Na wiernej ścieżce jak bezpański kot Dotrzymałem wiary, ukończyłem lot Wzniosłem się w majestacie flot    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...