Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Tkwimy na przeciwnych rogach
okrągłego stołu.
stół jest bardzo duży.
bardzo dobrze dzieli.

Nerwowo trzymam się blatu.
wbijam białe palce
w stoicyzm dębiny.

Zmęczone źrenice
szare czarne lufy
mierzą się wzajemnie.

*

Szczotką do kibla grzmocę w stół.
przez łzy i zęby syczę
kochaj kochaj.

Opublikowano

piękne!

mam kilka pytań:
*gdzie okrągły stół ma rogi?
*szare źrenice?
*kropki, po co? (ale nie aż tak "po co?" żeby nie zachwycała całość)
* s pokojem - to zdaje się specjalnie? w tytule?

pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


odpowiem za Autora :DD
to oczywiscie celowo bylo... i ja kupuje takie jakie jest..
a rogi okraglego stolu (ze wszystkimi alegoriami odniesieniami i kontekstami) to juz nawet bardzo... :))

:))
pozdr
Opublikowano

Ach! S-pokój tchnie z tego wiersza, gęsty i zawiesisty.
Kwadraturą koła powiewa w sposób wspaniały.
Szczotką klozetową w stół - Szczyt obrazoburstwa!
Dębina wszystko wytrzyma.
Puenta super!
Do Ulubionych, do Almanachu.
Brawo!
Pozdrawiam bardzo.
Ja.

Opublikowano

Gwiazdka musi bardzo dużo wytrzymać - tak czuję :)

Umiejętność napisania ciągiem-ruchem o tym, co zawieszone (w sensie: przyczajone). Trzecia zwrotka najoczywistsza - ale nic nie razi, bo "mierzenie się" zdecydowanie na swoim miejscu.

Pozdrawiam.

Opublikowano

nie kupuje, nie biore za dpolata... po co w ogole np. 3ci wers? wbija sie palce czy paznokcie? bom zglupial... po syczeniu moze cudzyslow, albo jakis znak sugerujacy, np ":" ? tytul tez wcale a wcale...

niemniej regards ;-)

pees. przyznaje, pomysl ciekawy, jeno wykonanie jest takie...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To może ja odpowiem.
1. Trzeci wers: stół jest bardzo duży. Chodzi o dystans dzielący Peela od Obiektu. Mogłoby też być długi, ale wtedy kłóciłoby się z okrągłością.
2. Paznokcie wbija się delikatnie. Następnym stadium są palce.
3. To wcale nie musi być dopowiedziane, że to Peel syczy. Do interpretacji. On może po prostu syczeć syczliwie, (antonim do "życzliwie"), a "kochaj kochaj" może być tylko w myślach. Więc po co cudzysłów?
4. A tytuł - jak obraz namalowany - sytuacyjny, z podtekstem.
Dla mnie w dziesiątkę.
Pozdrawiam
Ja.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To może ja odpowiem.
1. Trzeci wers: stół jest bardzo duży. Chodzi o dystans dzielący Peela od Obiektu. Mogłoby też być długi, ale wtedy kłóciłoby się z okrągłością.
2. Paznokcie wbija się delikatnie. Następnym stadium są palce.
3. To wcale nie musi być dopowiedziane, że to Peel syczy. Do interpretacji. On może po prostu syczeć syczliwie, (antonim do "życzliwie"), a "kochaj kochaj" może być tylko w myślach. Więc po co cudzysłów?
4. A tytuł - jak obraz namalowany - sytuacyjny, z podtekstem.
Dla mnie w dziesiątkę.
Pozdrawiam
Ja.

1. to w takim razie po co wers czwarty? bo to powtarzanie tego samego.
2. stadium? to jakis zart? czy za duzo scen z filmu pt. "Indiana Jones"?
3.
trupią się naprzeciw i głaszczą spuść
dziecko pokraczne wciąż łkają.
Gdzie tu sens? dopiero przy cudzyslowiu sie moze pojawic. tak samo jak i w tekscie. Albo sie z interpunkcji itepe rezygnuje calkiem, albo trzyma sie konsekwentnie... podobno :P
4. tytulu nie kupie, z przekory, za jego dlugosc i efekciarstwo ;-)

regards.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


1. Nie powtarzanie, tylko dopowiedzenie. Niekonieczne, ale możliwe i sensowne.
2. Jeżeli na stwierdzenie, że komuś nogi wrosły w ziemię, prostujemy, że nie nogi, tylko stopy, rozmówca ma prawo uznać, że się czepiamy. Indiana Jones - Fakt. Ten się znał na żartach.
3. Cudzysłów, jak już to powiedziałem, tutaj jest zbędny, bo jego brak stwarza możliwość szerszej interpretacji. Jeżeli chodzi o interpunkcję, to przyznaję rację - możnaby wyrzucić wszystkie kropki i duże litery. Co do konsekwencji trzymania się - w wierszach istnieje daleko posunięta dowolność interpunkcyjna.
4. Jedni lubią długie i efektowne, inni krótkie i wyblakłe.
5. Kończę tę dyskusję, jako że nie widzę sensu dalszego kontynuowania. To już zaczyna być rozmowa o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy.
Pozdrawiam.
Ja.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


1. Nie powtarzanie, tylko dopowiedzenie. Niekonieczne, ale możliwe i sensowne.
2. Jeżeli na stwierdzenie, że komuś nogi wrosły w ziemię, prostujemy, że nie nogi, tylko stopy, rozmówca ma prawo uznać, że się czepiamy. Indiana Jones - Fakt. Ten się znał na żartach.
3. Cudzysłów, jak już to powiedziałem, tutaj jest zbędny, bo jego brak stwarza możliwość szerszej interpretacji. Jeżeli chodzi o interpunkcję, to przyznaję rację - możnaby wyrzucić wszystkie kropki i duże litery. Co do konsekwencji trzymania się - w wierszach istnieje daleko posunięta dowolność interpunkcyjna.
4. Jedni lubią długie i efektowne, inni krótkie i wyblakłe.
5. Kończę tę dyskusję, jako że nie widzę sensu dalszego kontynuowania. To już zaczyna być rozmowa o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy.
Pozdrawiam.
Ja.


1. Ooo wlasnie, to mialem na mysli, dlatego trzeci wers uwazam za pomylke, bo i po co mowic cos, co sie dopowiada?
2. W "Indianie" najpierw wbijali paznokcie, pozniej palce, na samym koncu wyjmowali serduszka. A stwierdzenie "nogi wrosly w ziemie" jest nie na miejscu, to tak jak "zgrabialy mi rece", ja natomiast nigdzie nie slyszalem "wbijac palce"(poza Indiana), czy juz jestem ignorantem?
3. Jakiej szerszej interpretacji, gdzie? dla mnie wprowadza zamieszanie... jaka Odbiorca(alias Ty) widzi druga warstwe wiersza dzieki pominieciu ""?
4. Efektowne? gdzie efekt? dla mnie osobiscie efekciarstwo, jak mowilem, o "s pokojem" sie glownie rozbiega. Krotkie nie znaczy wyblakle... prosze mi wierzyc, albo prosze poczytac troche dobrej poezji wspolczesnej ;)
5. a zatem fin? Wesolych majowek, coby zejsc moze kilka metrow ponizej Boga ;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...