Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

U mnie z biegiem czasu  marzenia zamieniają się w nadzieję, która jest bliższa rzeczywistości, i  jest dla mnie pewnego rodzaju ufnością wobec niej. Czasem wydaje mi się, że nasze marzenia próbują naciskać, czy "popychać" życie (jak napisałam dzisiaj w wierszu), zamiast pozwolić mu rosnąć według własnej, zawartej w nim mądrości... Pozdrawiam :)

Opublikowano

Przyjemny, optymistyczny i relaksujący wiersz. Po krótkim namyśle nie mogę się jednak z Peelem tak do końca zgodzić. Marzenia mogą kosztować - i to dużo - gdy zauroczeni nimi nie zauważamy, że czas ucieka i omijają nas sytuacje, w których powinniśmy uczestniczyć, aby iść naprzód. Marzenia mogą działać jak narkotyk.

 

Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witam -  zgadzam się że marzenia to nadzieja  na spełnienie -  dziękuje

za czytanie miły duszku.

                                                                                                                             Radości życzę

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witam cię serdecznie - miło żeś spojrzała na ten wiersz.

Nie wiem jak się mam odnieść co do ceny  marzeń -  ale wydaje

mi się że są bezcenne - samo marzenie  w moim mniemaniu    jest

czymś  co  nic nie kosztuje...a zresztą co mi do tego  - marzenie

jest marzeniem i nie ma definicji.

                                                                                                                     Udanego wieczoru życzę

                                                                                                                      ozdobionego uśmiechem

                                                 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ja również cię witam i dziękuje że zajrzałaś do mych marzeń.

                                                                                                                           Wesołego wieczoru życzę

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witaj -  dziękuje za czytanie i pozytywny odbiór - miło że byłeś.

                                                                                                                               Pozd.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Alicja_Wysocka tak  :)   Moje opowiadania mają to do siebie, że szybko się kończą. Myślę, że to głównie przez nieufność do zakończeń z puentą i duszę miniaturzysty :^⁠)   Dziękuję za czytanie!  
    • @MIROSŁAW C. Witam na starociach i dziękuję za odwiedziny :)
    • Nasz dom był po prostu ruiną. Ale nie taką, której gruzy porasta roślinność i która niesie jeszcze echo dostojeństwa. Nie, to była ruina nie dająca się zdmuchnąć, ruina, której żadna cegła nawet nie skruszała. Stała w pobliżu bagna, rzeki i łąki — gdzie niebo tak zwalało się człowiekowi na głowę, że musiał je podtrzymywać. A jak się wówczas prężyły muskuły, jak łzy kapały z oczu! Kiedy niebo nareszcie odpoczęło, człowiek kładł się na trawę i raz jeszcze płakał ze śmiechu.    Pewnego dnia zapomniałem, że chcę iść na łąkę. Zupełnie wyleciało mi to z głowy.                                               * * *        — Wyrósł jak na drożdżach.      — Imponujące.     — Kiedy tak wyrósł?    — Musiało to być przedwczoraj?     Obszedłem dom dokoła i raz jeszcze spojrzałem na jegomościa w kraciastej kamizelce i okularach na bulwiastym nosie.    — Nie, nie przedwczoraj — rzekłem. — Przed godziną ten dom był ru... Był, cóż, zwyczajnych rozmiarów.    — Nie może być!    — Kim pan jest, jeśli mogę wiedzieć...?    — Architektem.    — Ach.    — Pańska mamusia jest w domu. — Poklepał mnie po plecach i lekko pchnął ku drzwiom.    Wnętrze domu również było odmienione.  Wszędzie walały się — rzecz jasna — śmieci, ale spomiędzy tych smrodliwych stert wystawał gdzie niegdzie rożek aksamitnej sofy albo odbijała światło srebrna papierośnica.    Matka leżała na szezlongu przy szafie grającej, wyciągnięta jak rzęsa. Na jej wychudłej twarzy majaczył uśmiech.    — A kiedy to mamusia się tak urządziła?    Otworzyła oczy tak nagle, że aż się wystraszyłem.    — O! jesteś. Każ Eulali przynieść mi kawę.    — Zatrudnia mamusia służbę...?    Łypnęła na mnie, podniosła się i zniknęła w progu. Delikatnie wziąłem w palce dwa eklerki z tacy przy szezlongu i wróciłem na zewnątrz.    Architekt nie stał już przed domem, zapatrzony w któreś z okien; teraz mierzył cyrklem okrągłe zielone kamyki w dolnej części fasady. Na mój widok okręcił cyrkiel i schował go do kieszonki kamizelki.     Poczęstowałem go eklerkiem.    — Co powiedziała? — zagaił, puszczając mi oko.    Zacytowałem matkę słowo w słowo.   — No tak — pokiwał głową architekt. — Wyśmienite są te eklerki. Gdzie takie robią? — zastanawiał się z cyrklem w ręku.                
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...