Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

To może inaczej opiszę mój punkt widzenia: jestem dość skoncentrowana - Ja versus Świat Zewnętrzny.

Pisanie wierszy to uwaga skupiona na myśli, przekazie, formie. To potrzeba. Ornament na tipsie to również potrzeba. Podążania, akceptacji, pozycji, estetyki itp. Co komu gra.

Czym się różnią dwa obrazki? Dlaczego jeden jest lepszy od drugiego, skoro dotyczy różnych osób zatem różnych potrzeb? 

bb

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Wyjęłaś mi to spod opuszków palców :)

Ten wiersz, a raczej komentarze przybliżyły mnie do odpowiedzi na pytanie "Co Jezus mógł, pisał na piasku?". (Pytanie z mojego wiersza "Muzeum kamienia")

Edytowane przez 8fun (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Nie napisałam, że tylko ja ją mam.

Odniosłam się jedynie do tych, którzy tej świadomości nie posiadają,

nie wykluczam przecież istnienia osób świadomych.

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

A żeś się uczepił. Jestem może egocentryczna,

ale nie aż tak. Inni ludzie ogólnie, nie potrafię dokładnie określić ilu i kto,

ale chyba jasne być powinno, że ci do tej pory nieświadomi.

Świadomych raczej nie trzeba uświadamiać.

Przepraszam, jeśli Cię uraziłam, naprawdę nie miałam zamiaru się wywyższać.

Edytowane przez Deonix_ (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

chcesz by uświadamiać „innych” tych nie świadomych, być może ktoś z tych “nieświadomych myśli podobnie i chciałby uświadomić ciebie. Ja myśle ze problem nie leży w tym ze, ludzie maja różne “zainteresowania” ale ze zawsze znajdzie się ktoś, kto chce ich uświadomić 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

To tylko nadmienię, że w kwestii uświadamiania miałam na myśli przede wszystkim ekshibicjonizm i jego konsekwencje,

w mniejszym stopniu produktywne/bezproduktywne zajęcia (co jest mglistym pojęciem) czy zainteresowania.

 

I zgadzam się co do nieokreśloności hierarchii potrzeb, o której napisała w swoim komentarzu Beta.

 

Być może wściekłabym się będąc potencjalną ofiarą uświadamiania, a nie wzięłam pod uwagę wydźwięku jednej ze swoich wypowiedzi i objawił się tu mój cholerny egocentryzm. Ale nie chciałam nikogo urazić, przepraszam raz jeszcze.

Nie będę Cię przekonywać do swoich racji, to nie w moim stylu. Przedstawiam tu tylko swój punkt widzenia,

ostatni raz zresztą. Nie chciałam, by jakikolwiek mój komentarz wybrzmiał jak pouczanie ex cathedra,

ale najwyraźniej mi nie wyszło.

 

Pozdrawiam Ciebie i innych komentujących,

a wszystkich urażonych  - przepraszam.

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

To źle, czy dobrze według Ciebie. Bo na ten przykład ja, jak czegoś nie wiem, nie rozumiem, to chciałabym być poinformowana/ uświadomiona. Piszę tu subiektywnie, inni może wolą być nieświadomi skutków, konsekwencji jakiegoś zachowania czy postępowania/ łamania przepisów ruchu drogowego chociażby.

Pozdrawiam :))

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Założenie wiersza i Twój komentarz nie miał na celu uświadamiać, ale ośmieszyć, to całe uświadamianie to tylko ucieczka przed moimi niewygodnymi pytaniami. Takie jest moje zdanie
Co byś nie miała na myśli,  nic nam do tego jak ktoś "inny" spędza wolny czas i jakie ma zainteresowania. Obśmiewanie tego, że ktoś znajduje zadowolenie robiąc inne rzeczy niźli Ty czy ja jest bardzo słabe. 

 

Nie wiem dlaczego przepraszasz.

 

Myślę, że byłoby Ci trudno przekonać mnie do obśmiewania kogoś za to, że żyje inaczej jak ja.

Słowo klucz -„Tolerancja - poszanowanie czyichś poglądów, wierzeń, upodobań, różniących się od własnych”

 


To jest pewna słabość, która siedzi w nas ludziach, szukanie wspólnego wroga, żeby poczuć się w stadzie, lepiej. Szukamy wymówek, zakładamy, że to my mamy racje i musimy "innych" uświadomić, ale gdy spojrzymy na trzeźwo, widzimy, że jesteśmy niesprawiedliwi w ocenie.
Może mamy to w genach, jako biali europejczycy "uświadomiliśmy" Indian z dwóch ameryk, część Afryki, Inuitów, tych widuje każdego dnia, uświadomionych do tego stopnia, że nie mogą chodzić o własnych siłach (alkoholizm)
Dużo by można pisać o uświadamianiu, nawracaniu niewiernych itp. Pozdrawiam

 

                                                                          "Żyj i daj żyć innym"
 

 

 

 

Edytowane przez 8fun (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


"I znowu pochyliwszy się, rysował po ziemi.  Gdy oni to usłyszeli, zaczęli jeden po drugim odchodzić, zaczynając od starszych. Został sam i ta kobieta, stojąca pośrodku."

 

Oskarżyciele nie uzyskali oczekiwanego dowodu. Uważali, że chodzą w świetle prawdy, a okazało się, że żyją w ciemności własnych nieprawości.

Opublikowano (edytowane)

Serdecznie wszyskich witam!

Przepraszam najmocniej, że dopiero. Życie rodzinne skutecznie odciągnęło mnie od internetów.

Na początek bardzo dziękuję głosującym i komentującym @Deonix_, @Niewygodna, @Marcin Krzysica, @MaksMara,, @Anastazja Sokołowska, @Annie_M, @Wojciech Bieluń -Targosz, @Ithiel, @Polman, @AnDante, @Joachim Burbank, @Jacek_K, @8fun, @beta_b, @Waldemar_Talar_Talar, @WarszawiAnka. Każdemu z osobna przesyłam głębokie ukłony i szeroki uśmiech.

 

Nawiązując do rozgożałej dyskusji to sam, ostatnio coraz rzadziej kożystam z Facebooka, ale opisuję w wierszu sytuację, w której mamy osobę od społecznościówek uzależnioną.

Stały się one sceną, na której występujemy zdobywając cyfrowy poklask, a wg. ekspertów rosną tendencje narcystyczne w społeczeństwie. Poziom narcyzmu w ostatnich 20 latach wzrósł o 65 procent, a ludzie urodzeni po 1982 roku to najbardziej narcystyczna generacja w historii. Młode pokolenie jest zapatrzone  w siebie i przekonane o własnej niepowtarzalności, oczekuje więc podziwu otoczenia. Eksperci wykazali ścisły związek między narcystyczną naturą i zaniżonym poczuciem własnej wartości,a ilością czasu spędzanego w mediach społecznościowych. Kolejne lajki podnoszą nam samoocenę, ale chcemy ich więcej i więcej.

Młodzi ludzie wychowali się w internecie i na mediach społecznościowych z przeświadczeniem, że jeśli tylko czegoś im się zachce, to im się to należy.

Media społecznościowe doprowadzają do polaryzcji, wyodrębnienia się jednostek, przekładania indywidualnych potrzeb nad potrzeby ogółu. Moje potrzeby, moja popularność, mój wizerunek — to jest najważniejsze, inni ludzie już niekoniecznie. Obym się mylił. Niestety badania nad moralnością w internecie spięte z zachowaniami użytkowników mediów społecznościowych dają obraz przesówania się w stronę narcystycznego, egoistycznego społeczeństwa. Jeżeli odpowiednio szybko nie uświadomimy sobie tego, w jakim kierunku idziemy, za jakiś czas możemy jako społeczeństwo obódzić się w miejscu, w którym nie chcieliśmy być.
Co do wyrażania siebie kolejnym selfie, czy szlaczkiem na paznokciu to jestem przekonany, że gdyby ludzie w poszukiwaniu samoakceptacji, czy poklasku potrafili, bądź próbowali osiągnąć to poprzez jakikolwiek bardziej twórczy sposób niż przez strojenie min i dzubków do aparatu, czy nowy wzorek na paznokciu świat byłby lepszym i ciekawszym miejscem. Tyle tylko, że do wyrażenia siebie w taki sposób potrzeba czegoś więcej niż selfie stick. 

Dlatego „potępiam zainteresowania” o takim wymiarze, bo może nie ograniczają czyjejś wolności w jej szerokim pojmowaniu, ale mają wpływ na to jak będzie wyglądać społeczeństwo przyszłości, a to zaczyna już mieć i będzie mieć jeszcze większy wpływ na wszyskich w nim żyjących.

Poza tym wiersz z założenia to satyra w pełni swej istoty — wyrażeniu krytycznej postawy autora wobec rzeczywistości, ukazywanie jej w krzywym zwierciadle poprze negację i ośmieszenie. Czy zatem idąc tropem miłościwie panującego w kraju nieRządu powinniśmy twórczość takich jak np. Horacy, Molier, Rej, Kochanowski, Żeleński, Tuwim, Lechoń, Gałczyński, Przybora, Młynarski ocenzurować, bo wyśmiewają?

 

Z pozdrowieniami i wyrazami szacunku :)
 

Edytowane przez Czarek Płatak (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

byłby lepszym i ciekawszym miejscem - Dla Ciebie, może dla mnie, ale nie koniecznie dla tych co stroją dziubki.

Zabrałem wczoraj do restauracji siostrzenicę nastolatkę i siostrzeńca dziewięć lat, ona wystrojona włosy paznokcie i inne, on w dresach podartych. Gdy nam podali jedzenie, siostrzenica wyjęła telefon i zrobiła fote, nie nam tylko jedzeniu. Zdziwiło mnie to, ale jak przemyślałem, to doszedłem do wniosku, że zachowywaliśmy się podobnie, gdy bylem w ich wieku, tylko nie mieliśmy takiej technologi do dzielenia się naszymi momentami z życia.
Ja, po zauroczeniu się pięknie podanymi daniami, jedyne co mogłem to o tym opowiedzieć bądź napisać wiersz
Dzisiaj to wygląda inaczej, obrazy zapisywane w telefonach itd. świat się zmienia, a ocena moralna jest względna i zależna od miejsca, czasu, osoby bądź grupy, która ją wydaje. Dziś w jednej gazecie jest więcej informacji niż przeciętny człowiek w średniowieczu posiadł przez całe życie.

Oczywiście, że zgadzam się, że spędzanie wolnego czasu twórczo rozwija bardziej intelekt od oglądania seriali w TV itd. ale tego się nie zmieni, taka jest kolej rzeczy na tym świecie. 

 

 

 

Dla mnie wiersz i część komentarzy to Hipokryzja i ochota podbudowania własnego ego + szukanie wspólnego wroga, żeby poczuć się lepiej, tchórzliwy atak na "społeczność" która się nie może bronic, bo jej tu nie ma na tym portalu (mają inne zainteresowani) 

Pozdrawiam
 

 

Edytowane przez 8fun (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Ithiel

Niestety,  siecioholizm, czyli zespół uzależnienia od intermetu jest na tyle powszechnym zjawiskiem, że zajmuje się nim psychiatria, tym samym w związku ze zjawiskiem powstają m.in. statystyki. Jest uzależnieniem, które jak inne uzależnienia nie pozostaje bez wpływu na osobę uzależnioną jak i jej otoczenie.

 

@MaksMara

Nie miałem na celu nikogo uświadamiać :) To satyra, ze wszystkimi jej celami w kontekście społeczno-obyczajowym.

 

@8fun

Wychodzi na to, że wszyscy wielcy wymienieni przeze mnie powyżej plus wielu, wielu więcej to niecni hipokryci o rozdmuchanym ego (nie można wykluczyć, heheh), bo jak przed ostrzem ich satyry mieli się bronić im współcześni? Dajmy na to pijacy obśmiewani w niejednej satyrze? Rzucić bukłaki, antałki i butelki, a brać się do piór i kałamarzy? A taki na przykład Raczkowski, czy Andrzej Rysuje, bez dwóch zdań satyrycy - jak przed ostrzami ich satyry mają bronić się ich liczne „ofiary”? Och, hipokryci, sami hipokryci i tchórze.

Dobrze, niech zatem i ja zostanę dla Ciebie tchórzem i hipokrytą. Moje ego pozwala mi jeszcze się z tym pogodzić ;)

Pozwolę sobie tylko zacytować jeszcze jednego możliwe, że również tchórza i hipokrytę jednak wyśmienitego polskiego satyryka:

 

„Satyryk takie posiada oko,

Co patrzy czujnie i widzi głęboko,

kpi z biurokracji, tępi nieróbstwo,

za nic ma pychę, wyszydza głupstwo,

próżność ośmiesza, błędy wytyka —

Czyż milszy lizus od satyryka?

Lizus wam schlebia, kpiarz się naraża —

Obywatele! Miejsce dla kpiarza!”

 

Z nieustającymi pozdrowieniami

 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Po czym wnosisz, że wszyscy pisali "fraszki" z tego samego powodu? :)))

Powodów mogło być równie dużo, jak samych wierszy.

Idąc dalej Twoim tokiem rozumowania np. gdy stwierdzę, że byłeś pod wpływem alkoholu, gdy spowodowałeś wypadek, na swoją obronę wymienisz setkę innych kierowców, którzy mieli wypadki, a nie byli pod wpływem a ja powiem "no tak, jak oni nie byli pod wpływem, to on też nie może być". Kompletna bzdura. 

Tu jest odpowiedźMożna by rzec, strzał w kolano.

 

Czy lizus, czy kpiarz, w tym przypadku wskazuje, że lizus. Jeszcze raz posłużę się przykładem.

Załóżmy, że widzisz skandujących rasistowskie hasła, podchodzisz do nich i recytujesz Swoją fraszkę obśmiewającą tych ludzi. Kim będziesz, odważnym kpiarzem czy lizusem?

Druga sytuacja analogiczna tylko recytujesz  fraszkę na boku, ludziom potępiającym rasizm. Kim będziesz, odważnym kpiarzem czy lizusem?

Wklejając tu ten wiersz nie spodziewałeś się, że ktoś go może skrytykować i tak by było, gdyby nie mój komentarz, tylko kamienie do reki i rzucać we wspólnego wroga, żeby się poczuć lepiej.

Pozdrawiam

 

 

 

 

Edytowane przez 8fun (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Ithiel

I niech im idzie na zdrowie. 

Zaiste, możliwie że to tylko sztuka dla sztuki, choć nożyczki zabrzęczały w kilku miejscach, w które wiersz trafił. Jeśli zatem udało się tą satyrą ukłuć kogoś jednak oznacza to, że i w takich świątyniach wrażliwości jak fora poświęcone poezji znajdują się osoby, którym tekst utworu nadepnął na odcisk.

I dobrze. Taka jest rola satyry. 

Edytowane przez Czarek Płatak (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@8fun

Wklejając tu ten wiersz, jak każdy inny zresztą zawsze liczę się z ewentualnością krytyki, która nota bene równie zawsze mnie cieszy :))) 

Nie poszukuję akceptacji, piszę z potrzeby tworzenia i dla przyjemności jaką sprawia mi zabawa w tworzenie wierszowanych opowieści. 

Wszelkie satyry wymienionych przeze mnie twórców jak satyra zawsze miały na celu to samo - napiętnowanie i wyśmianie pewnych cech i postaw. Nie widzę związku z Twoim porównaniem o jeździe po pijaku. Satyra rządzi się swoimi prawami i ja te prawa zastosowałem pisząc taką na współczesne uzależnienie od mediów społecznościowych. 

Również argument o strzale w kolano jest pozbawiony sensu, bo jak widać i tu, w Twojej szanownej postaci znalazła się osoba, która zapałała świętym oburzeniem, której się najwidoczniej naraziłem. I dobrze. Taka rola satyry. 

A już argumenty o odczytywaniu wiersza antyrasistowskich treści... 

Czyli publikować, czy też upowszechniać swoje krytyczne uwagi każdy z twórców może, a właściwe powinien jedynie pośród tych których waży się krytykować? 

Zdaje się, że raczej wszem i wobec, co ja również na miarę moich skromnych możliwości staram się czynić :))) 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 Twoje uprzedzenia wcale nie świadczą źle o nich, ale o Tobie.
Zanim zaczniesz oceniać życie innych ludzi, skup się na własnym, pomyśl czy krytykujesz w innych to, czego sam w sobie nie lubisz.  Być może  problem rodzi się w umyśle, w tym samym, który przeprowadza ocenę

W ten sposób definiujesz siebie i stawiasz na pozycji kogoś o zamkniętym umyśle, nieprzyjaznego dla innych.

Czy warto marnować swoją energię, zastanawiając się nad życiem innych ludzi, czy lepiej skupić się na osiągnięciu czegoś pozytywnego u siebie? 

 

Poczytaj np. wiersz "Żydzi" i o problemach Tuwima z poczuciem narodowości. 

Kiedy cos sobie wyobrażamy, tworzymy możliwość wyraźnego zobaczenia w kimś tego, czego nie widzimy w sobie. Lub czego nie chcemy widzieć.


Czarni, chytrzy, brodaci,
Z obłąkanymi oczyma,
W których jest wieczny lęk,
W których jest wieków spuścizna,
Ludzie,
Którzy nie wiedzą, co znaczy ojczyzna,
Bo żyją wszędy,
Tragiczni, nerwowi ludzie,
Przybłędy.

Szwargocą, wiecznie szwargocą
Wymachując długimi rękoma,
Opowiadają sobie jakieś trwożne rzeczy
I uśmiechają się chytrze,
Tajnie posiedli najskrytsze
Z miliarda czarnych, pokracznych literek
Ci chorzy obłąkańcy,
Wybrany Ród człowieczy!
Pomazańcy!

Wieki wyryły im na twarzach
Bolesny grymas cierpienia,
Bo noszą w duszy wspomnienia
O murach Jerozolimy,
O jakimś czarnym pogrzebie,
O rykach na cmentarzach...

Spodziewałem się, że zostanę niezrozumiany. Tam, gdzie panuje hipokryzja, szczerość jest źle rozumiana.
Nie gniewaj się, ale nie będę kontynuował tej rozmowy.
W pewnym sensie wiem, że to przegrana bitwa. Rozmowa z człowiekiem, który nie jest uczciwy nawet z samym sobą, jest bardzo trudnym wyzwaniem. Samo obrażanie kogoś prawdą też nie jest przyjemne.

Pozdrawiam

"Kiedy oceniamy, dotykając człowieka, staje się on jak kamień, martwy. Nasz dotyk przytępia wszystko, ponieważ wiąże się z ocenianiem. To dotyk wroga, a nie przyjaciela."
Osho – Księga zrozumienia

Edytowane przez 8fun (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...