Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Możecie nazwać to jak chcecie. Załamanie, depresja, schizofrenia, a nawet pozerstwo. Całe życie wydawało mi się, że jestem sztuczny, nie zrobi to na mnie żadnego wrażenia. A może po prostu nigdy nie byłem tym, kim zawsze chciałem być. Tylko, że ja właściwie to nie wiem kim chciałbym być. Jest tego zbyt wiele. Ot... przemyślenia dziewiętnastowiecznej duszy. Wkładam maski jak aktor w antycznym teatrze. Raz jestem zły, to znów dobry; smutny lub wesoły... Czasem jestem nikim... Dobrze jest mieć chociaż po co żyć. Albo dla kogo. A co jak ten ktoś odchodzi? Co, kiedy Twoje skrajne dobro, kryte tylko dla tej jednej okazuje się być złem? Co, gdy wszystko już całkiem traci sens i logikę? Gdy rzeczywistość staje się gorsza niż sen, a czas i miejsca zacierają się jak czerń i biel tego w co wierzysz? Tak naprawdę, nie wiesz czy żyjesz. Niby pada deszcz, ale to przecież może być i sen. A jeśli to tylko mara, to co jest prawdą? Jestem przecież dziewiętnastowieczną duszą. Idę ulicą. Czyli kim jestem? Pionkiem w przestrzeni i czasie? Spotkał mnie dziś ktoś spacerującego w parku? I czy w dziewiętnastym wieku jest tu park? Może był kiedyś, ale dziś? Którego właściwie dziś mamy? Odkąd odeszła, wszystkie dni są takie same... sztuczne... znów sztuczność... łazi to za mną jak jakiś smród... jak swąd. A przecież się myję. Dziwi mnie to czasem... Czasem wszystko mnie dziwi. Jak małe dziecko, chodzę z wybałuszonymi oczami i dziwię się. Ale naprawdę ciągle dzieje się to samo. Dni zlewają się w jedną ciągnącą się szarą maź... No może prawie to samo. But mi się dziś rozwalił. Schowałem go do torby i poszedłem dalej w jednym. Co za różnica? I tak zaraz wlezę w to żelastwo. Kto to wymyślił w ogóle?... zbroja, też coś. Ale przecież zawsze chciałem zostać rycerzem, żyć prosto jak średniowieczny chłop, zabijać smoki i ratować księżniczki z wież... Znów sztuczne... jak schemat... to chyba z jakiegoś filmu. A może jakaś pieśń trubadura. Która godzina? Mam wrażenie, że żyję od wieków... taki nieskończony... Dziś znów mamy się bić z germanami. Nie lubię ich. Zabili mi matkę i zgwałcili siostrę. Dziwne to czasy. Ale pracę mam dobrą – wielu mi zazdrości. Straż przyboczna księcia. Nie byle co. Pytają o co mi jeszcze chodzi... No nie wiem... O nic... Tylko czasem czuję się, jakbym widział kiedyś Egipt, budował piramidy. A może tylko z plakatów go znam i zdjęć z gazety? Tylko z jakiej? „Monitor”? No tak, przecież nie ma jeszcze prasy i mediów. Trzeba by jakiś pergamin od franciszkanów pożyczyć i poczytać... Która to może być godzina?... Może choć słoneczny zegar? Te już chyba wcześniej wymyślili? Tylko, że słońca dzisiaj nie ma. Jakoś tak bardzo chce mi się spać... Głodny byłem ostatnio. Ale przeszło mi. Po czterech dniach organizm się przyzwyczaja. Mógłbym coś zjeść. Te hot-dogi wyglądały pysznie... i jak pachniały... mniam... Jak tak siedzę bezczynnie i czekam aż dojadę, zawsze o głupotach myślę i gapię się w to okno. Zupełnie jakbym miał coś za nim zobaczyć. Coś nowego. Czasem migną mi jakieś oczy. Tylko czyje? Jej? Chyba nie raczej. Zresztą tak naprawdę to, powinienem tylko własne oczy widzieć... Jak idę chodnikiem i mijam przechodniów, to czasem poczuję jej zapach. Przeszła chyba tędy. Tylko kto? Ta która mnie zabiła, czy ta której jeszcze nie spotkałem i raczej nie spotkam z powodu śmierci mojej? I po co mi właściwie jej oczy?... eee... pomyliło mi się chyba. To były światła samochodu. To już się ciemno zrobiło? Nawet nie zauważyłem kiedy. Ależ ten czas szybko leci. Ciekawe która godzina? W sumie to mi się nie spieszy. Bo i gdzie? Ach tak... miałem do sklepu z książkami iść. Mickiewicz wiersze wydał. Może będzie już tomik... gdzieś już go czytałem... Czasem przeżywam takie wielkie dejavu. Że moje życie już się zdarzyło kiedyś. Tylko gdzie ja wtedy byłem, kiedy ono się działo? Chyba w tym Egipcie. Te kamienne bloki pchałem. A może to było później? Najpierw chyba mieszkałem w lesie. Też zawsze chciałem. Jadłem jagody i grzyby. Jak Tarzan. Nie pamiętam skąd go znam. Ale zawsze mi się podobało, że był takim naturystą. Tak na lianach przemierzać odległość i rozmawiać ze zwierzętami. Fajnie było. Albo Robin Hood. Strzelał z łuku i zabierał bogatym a dawał biednym. Ktoś by mnie lubił przynajmniej. A tak. Jakoś tak dziwnie na mnie patrzą. Może to przez ten but?... Tylko czy im zimno w nocy nie było? Bo mi było jak spałem na kamiennych blokach – tych nieociosanych jeszcze. A wczoraj to chyba już mróz był. Dziwne bo październik dopiero. Ciekawiło mnie zawsze, skąd oni je tu przytaszczyli. Ktoś kiedyś powiedział, że piramidy zbudowali kosmici... tego kamienia chyba kosmita nie pchał. Jak taki mały, chudy, szarozielonkawy ludek o dużych oczach i głowie mógłby wepchać taki głaz? Chyba, że było ich więcej niż nas przy jednym bloku. Ale nie widziałem ich tu... Ktoś mnie „szturcha”. Nie lubię być „szturchany”. Denerwuje mnie to. Zwłaszcza jak się na mnie pchają w autobusie czy tramwaju. Mógłbym mieć w końcu samochód... Dalej mnie „szturcha” – mógłby się odczepić... aaa... końcowy już. Dalej pieszo. No daleko nie mam. Pięć minut drogi. Kiedyś się dalej wędrowało. Jak trzeba było jakąś pocztę dostarczyć. Tygodniami w górę Nilu dreptałem. A czasem i biegłem bo wielu było takich, którzy tylko czekali na kogoś takiego jak ja. Może i dziś dostanę jakąś pocztę do dostarczenia. W sumie to spacer dobrze by mi zrobił. Powietrza trochę bym zażył. Może i opalę się przed zimą jeszcze. Jak tak maszeruję sobie z tymi listami, to czas nawet mi się na chwilę nie dłuży... dziwne to. Kiedyś wyobrażałem sobie czas jako taki długi tunel albo korytarz w kształcie rury czy czegoś takiego. Potem jako wstążkę w kształcie znaku nieskończoności. A dziś?... hmm... sam nie wiem. Czas przecieka mi jak woda między palcami. Jak u Daliego. A jednak czuję w sobie tą setletniość... Jestem duszą dziewiętnastowieczną. Często wydaje mi się, że się zgubiłem gdzieś, że nie pasuję do tego świata. Może Bóg się kiedyś pomylił? A może w szpitalu się pomylili? Która jest teraz godzina? Mam wrażenie jakby była już północ. A przecież niedawno było południe... Dobrze, że mieszkam sam. Mogę spokojnie wejść do domu, zamknąć drzwi i nie martwić się, że ktoś wejdzie niespodziewanie. Może gaz sobie odkręcę? Tak zasnąć to całkiem przyjemne. Ale mógłbym wybuch spowodować. A przecież to ja chcę się zabić a nie pół bloku... No bo po co żyć? I kiedy? Gdzie? Położę się po prostu i poczekam na śmierć. W końcu przyjdzie. Nie dziś to jutro. Tylko okno najpierw okno otworzę, bo duszno tu... Dzwoni telefon... zawsze drażni mnie ten dzwonek. Zawsze go zmieniam i zawsze mnie wkurza.
- Tak? ... Co? ... A? Dobrze... Może być.... nie narzekam.... Jak dziwnie?... heh.... Jak mówią „bywa”... nie, jakoś sobie poradzę... Nie, naprawdę nie trzeba.... Ale ja lubię izolację.... A tam zwariować... znasz mnie trochę.... wiesz przecież, że taka już moja natura... No... No tak... Tak, czas... hehe.... Dobra, muszę kończyć bo obiad się przypala.... No... dzięki, że zadzwoniłaś... Miłej pracy.... Dzięki... na razie...
No i znów trzeba się tłumaczyć i opowiadać... po co oni to robią? Nie mogą dać mi spokoju? Przecież istnieją póki ja istnieję. Jeśli umrę, znikną i oni. To dobrze. Nie będą łazić za mną. Wczoraj pies za mną chodził. Śmieszny był, zwłaszcza jak go w czołgu woziliśmy... Ale na wojnie taki pies to tylko kłopot. Wróg tylko czeka na jakiś hałas. Znów Niemcy. Uparli się czy co? Co ja im przeszkadzam. Mam wrażenie, że czyhają właśnie na moje życie. Nie lubię ich. Nie podoba mi się ich język. Wczoraj krzyczał jakiś SS-man jak granatem dostał. Urwało mu nogi... Zawsze chciałem wygrać jakąś bitwę z Niemcami. Ale ich zawsze było więcej. Pan Kapitan mówi, że może jest ich więcej ale w nas duch silniejszy... Może i ma rację. Ale mi już całkiem ręce przemarzły od deszczu i karabin przemókł. Nie ma co się dziwić, że się potem zacina... Jak ja nie lubię stać na warcie... Ciekawe która godzina. Jeszcze chyba trochę czasu zostało do końca... Czasem słychać krzyki jeńców zabijanych. Dobrze jak zabiją. Zdarzało się, że jednemu odcięli żywcem dłonie i stopy i wypuścili. A ten czołgał się do nas przez front i krzyczał. Nie mogliśmy po niego pójść bo Niemcy tylko na to czekali. Dziwny to naród. Cała ta wojna jakaś taka dziwna. Wydaje mi się sztuczna... Wydawało mi się, że słońce już zachodziło. Może drugi raz zachodzi? Tylko po co?... Może jutro coś namaluję. Jak się skończy nareszcie noc... Zresztą nocą strach trochę... Jak byłem dzieckiem to zawsze bałem się ciemności. Zwłaszcza jak horror jakiś obejrzałem. Nawet do piwnicy bałem się zejść. A teraz proszę... sam po pustyni chodzę z listami. Mama byłaby dumna... Ale widząc leżącego z nożem w ręku na podłodze chyba by się wkurzyła. Cały dywan we krwi. Przecież to by się nie sprało. Zresztą kto to widział tak na podłodze leżeć i czekać na śmierć. Dobrze, że jej tu nie ma. Tylko przykrość bym jej sprawił.... Gdzie ja mam zegarek? Jasno się już robi. A mi się spać chce... Taki niewyspany znowu... Trochę tu zimno... Ale na bruku zwykle jest zimno... Latarnik latarnie gasi. Może choć mnie kopnie przechodząc. Zawsze tylko spluwają wzrokiem. Ale czy mi wypada leżeć na ulicy. Miałem jakiś obrazek namalować. Może wyjdę dziś poza miasto. Do jakiejś wsi się wybiorę. Taki ładny dzień się zapowiada... Ale nie mam siły wstać... Nie mogę się ruszyć... To chyba z głodu... A może męczy mnie już ta wieczność. Jest jej we mnie tyle, że nie sposób się jej pozbyć. Może razem z krwią wypłynie? Razem z duszą uleci? Muszę odpocząć od tego. Może jutro się prześpię dłużej. Albo złapię samolot na Florydę i zostawię to wszystko... Dziś jednak się przespaceruję do wsi. Tylko muszę wstać. Ten nóż mi przeszkadza... Ale już zimno przynajmniej nie jest...
Mam nadzieję, że teraz nikt w ostatniej chwili nie wejdzie, jak na jakimś amerykańskim filmie. Gotowi pomyśleć, że chcę kogoś nastraszyć czy uwagę zwrócić. A po co mi ich uwaga? Telewizor patrzy na mnie z uwagą... wystarczy chyba... A ja bardzo chciałbym iść dziś na ten spacer do wsi... Jak ona się nazywała? Wahlheim? Jakoś tak. To chyba jakaś Niemiecka nazwa. Ale wieś ładna... Znów ciemno się zrobiło... A przed chwilką było jasno. Dziwna ta pogoda... Wszystko to jakieś dziwne. Ale wieś jak w dziewiętnastym wieku... I te drzewa... Więc jednak wybrałem się na spacer...

Opublikowano

genialne!
czytałam z zapartym tchem!
heh, moja druga w prozie 20 :) (znaczy się punktowa)

no, Panie poeto, wspaniałe wejście, sobie Pan napisał :)

błędy? oj nie dziś, chyba zresztą nie było? może raz "wydawało mi się" się powtórzyło obok siebie.

rewelacja, wciąż jestem pod wrażeniem, chyba sobie jeszcze kiedyś przeczytam, a przyznaję, że rzadko wracam do raz czytanego tekstu, musi być wyjątkowy, a ten jest!

szczerze? to nic nie zapowiadało takiego obrotu sprawy i tytuł i pierwsze zdania, a tu proszę..
hmm, mam nadzieję, że nie tylko mi przypadnie do gustu :)

witam na forum i zapraszam częściej!

Opublikowano

po pierwszym czytaniu, wnioski podobne jak natalia - jutro na swiezszym umysle przeczytam raz jeszcze... a teraz tylko jedno pytanie: wahleheim? co to znaczy, wszystkie inne aluzje chyba zlapalem a tego nie moge... (z braku lepszych pomyslow stawialem na valhallie, - ze jednak chlop sie skonczyl od tego telewizora :) ale nie wiem czy dobrze, a mnie to zaciekawilo...)

pozdr

Opublikowano

Bardzo dziękuję za miłe słowa. Nawet nie wiecie jak mnie one cieszą... A nazwa wsi jest aluzją do wsi w utworze Goethego "Cierpienia młodego Wertera"... Jeszcze raz ogromnie dziękuję za ciepłe słowa.

Opublikowano

Nic tak nie drażni nie czytającego jak milion siedemset tysięcy sześćset czternaście wielokropków; istnieje mnóstwo innych sposobów odwzorowania swobodnego przepływu myśli. Nie podoba mi się też, że zestawiłeś bodaj najbardziej konwencjonalne i oczywiste postaci i nawiązania: Mickiewicz, Tarzan, Robin Hood; zgoda, taka już może być uroda narratora, ale skoro już wstawiłeś odniesienia biograficzne (nie zaprzeczysz, do pewnego stopnia tak jest) to mogłeś się nieco bardziej wychylić, a tekst mógł nawiązać dialog z nieco szerszym wachlarzem utworów, osób itd.

Z czasu wywiązałeś się ładnie, przejścia są płynne i często zaskakujące, walka z Germanami, potem walka z Niemcami etc. etc.; samobójstwo mnie nie urzekło, może po prostu tekst "zza grobu" wydaje mi się ogranym patentem.

Naturystą zamiast naturystom - bezwzględnie do poprawy.

Czołem :)

Opublikowano

Ja przepraszam najmocniej, ale chciałem zapytać szanowne grono, czy można poprosić o jakieś konkrety? bo na razie konkretów brak, dowiedzieliśmy się tylko, że genialne; sorry, ale o tekście można rozmawiać w sposób w miarę obiektywny.

Gdzie tu genialność jest?

Opublikowano

Tekst prowadzi dialog z utworami i bohaterami mającymi w mniejszym lub większym stopniu wpływ na życie bohatera. Wielokropki to moja forma pokazania przepływu myśli. Być może Ty masz inną. Zresztą to tekst o myśleniu chyba. A umieszczenie kilkunastu sposobów pokazania przepływu myśli byłoby śmieszne i niejako "pstrokate". A tak zachowuje spójność. Przynajmniej jak dla mnie. Samobójstwo nie wszystkich porusza. Ale pytanie tylko czy porusza (lub nie) inaczej gdy się czyta a inaczej gdy próbuje się wniknąć w psychikę samobójcy. Za błędy ort. przepraszam ale nie jestem w niej najlepszy. Ogromnie dziękuję za krytyczne uwagi i pozdrawiam.

Opublikowano

hehe ale koniec koncow i tak dobrze wykombinowalem ze bohater zakonczyl zywot :))
(nigdy nie mialem glowy do nazw - zwlaszcza miejscowosci :))

Freney - bohaterem utworu jest koles, ktory spedza pol zycia przed telewizorem i z czasem pomieszaly mu sie swiaty, w dodatku filmy uksztaltowaly jego pojecie o szczesciu... czyli wszystko czym jest, chce byc, o czym marzy, a nawet sposoby w jaki jest w stanie myslec, to sceny czy "algorytmy" z fimów...
w dodatku skoro juz mowa o werterze, czy innych mickiewiczach, bohater romantyczny to takowy co to sie na romansidlach wychowal i stracil poczucie rzeczywistosci... a wiec mozna zaryzykowac ze to celowo autor zrobil... i ze jest to przyklad xxi wiecznego wertera i lotty marki sony...

innymi slowy tekst serio genialny...
pozdrawiam

Opublikowano

Czyli księgi zbójeckie część osiemset czwarta ;) o takim odczytaniu nie pomyślałem.

Pozwolę sobie zdradzić, dlaczego kolega Poeta2000 napisał ten tekst: niejaki Marcholt Czyścizadek zainicjował czwartkowe (ćwiartkowe) spotkania, na których złazimy się w osób kilka i czytamy co też tam kto wypłodził przez tydzień. Moje koniuchy i co niektóre próby Marcholtowe powstały w podobny sposób. Na ostatnim spotkaniu umówiliśmy się na temat "manipulacja czasem". Dlatego nie pomyślałem o powyższym odczytaniu. Tym bardziej zatem je cenię :)

Tak jak powiedziałem Poeta wywiązał się z przepływu czasu zupełnie zadowalająco; dla mnie jednak nie jest to wystarczające kryterium genialności. Wirtuozerii tu nie widzę, psze państwa, ani formalnej (a tę da się chyba zmierzyć w miarę obiektywnie?), ani też w wyrażaniu. Co nie oznacza, że uważam tekst za nieudany.

Opublikowano

No do formy koniucha to z pewnością się nie umywa ale mnie Grochowiak nie pociąga wybacz :)...
A tekst powstał bo ja tak chciałem i czwartkowe spotkania (obiady) nie mają nic do rzeczy...
Czas ma tu znaczenie ale drugorzędne. Ale o tym jeśli pozwolisz porozmawiam z Tobą w czwartek osobiście i wszystko szerzej wyjaśnię.

Opublikowano

po pierwsze primo:
panie Klaudiuszu! jeżeli bohater "spędziłżycie przed telewizorem" to skąd u diabła wie o werterze cokolwiek? Pegazy oglądał? Dobre Książki? Teatr telewizji? bez przesady! TVP - KULTURA rusza dopiero w kwietniu. On sobie raz usiadł chyba...
po drugie primo:
co do wielokropkowego przepływu myśli, chopie (poeto2000) co to za przepływ myśli: "Pytają o co mi jeszcze chodzi... No nie wiem... O nic..." a potem "Ale nie widziałem ich tu... Ktoś mnie „szturcha”." W pierwszym przypadku moglyby być naprawdę śmiało kropki. Bo w drugim widać jakiś przeskok, niech więc tam bedą. Ale u ciebie wielokropki to i przeskok, i płuynne przejście, i chwila zastanowienia. Jakbyś nie znał interpunkcji poza tymi wielokropkami. Szarża to jest, bezsensowna... tak myślę... chyba...
po...trzecie... primo:
To jest nieciekawe jak dla mnie. Nie ma "klimatu", nawet. Nie ma nic przyciągającego uwagę czytelnika. Ględzenie dla ględzenia. Flaki z olejem. Płytkie (i nie chodzi o to, ze tematu samobójstwa nie lubię) w treści, nieciekawe w formie. Nawet łzawe nie jest! Jest nijakie. I zdecydowanie zadługie jak na nijaki tekst.
Aż przykro pisać. Mnie to nie rusza. A już na pewno nie powala, panie kolego. A słowo na g... które można by wypowiedzieć, to napewno nie genialność.
Reaguję ostro, pewnie się zaraz kto obruszy znów, że za ostro, ale że cię znam to walę bez ogródek. Tym bardziej, panie kolego, że Ci tu nasłodzili i od geniuszów nakadzili.
Że co, jak poeta, jak w tekście romantycy się pojawiają, to już zalążków geniuszu się dopatrywać trzeba?

Acha - panie kolego, jak to na warsztaty tekst, to chyba się zabiję.

Ale nie zniechęcaj się, następnym razm będzie lepiej, pisz, trening czyni mistrza, fajnie że lubisz literaturę, tu chodzi tylko o zabawę, niektórym się podobało, nie jest najgożej, pozdrawiam, etc.

Opublikowano

Cóż panie M. Ty jak mnie krytykujesz (by kolokwialnie "pojedziesz" nie powiedzieć) to zawsze pisać się odechciewa. Ale cóż... nie ja wygrywam nagrody lecz Ty. A tak na marginesie to pragnę zauważyć, że nie zawsze tekst musi mieć bohatera (a nawet -ów) i akcję wartką... by zwyczajnie w tym miejscu przywołać "Dzień Świra", w którym chyba po niekąd można doszukiwać się wzoru.

Interpunkcja jak i gramatyka jak i ortografia są mi obce owszem. Piszę na tyle poprawnie na ile mózg mi pozwala i słownik w Wordzie. Staram się jak mogę nie robić błędów ale zasad nie znam i błędy robię niestety często... Ale uczę się robić ich jak najmniej.

A i owszem. Tekst ten przedstawię na spotkaniach... i to będzie moje ostatnie tam wystąpienie. Nie przystaję ani do grona liderów (jak i ich światopoglądu), ani nie mogę doświadczyć tam nauki pisania (a tak to chyba miało wyglądać). A po waszej ostatniej próbie bojkotu tematu Samuela naprawdę już nawet śmiać mi się nie chce... Ale pewnie powiesz teraz, że krytyki nie zniosłem. Cóż... idea jak zawsze okazała się inna niż rzeczywistość.
Teksty nadal będę pisał... a jakże. I będziecie mogli je sobie w swoim czteroosobowym gronie wykpiwać czy co tam chcecie :)

Opublikowano

Marcholt to potrafi mieć własne zdanie. No i dobrze! Ja się nie czepiam technik narracyjnych, czy czegoś podobnego, ale ta genialność to naprawdę przesada! Przecież wybór czasów, epok, bohaterów jest schematyczny, jakby ktoś otworzył "Cogito" i przygotowywał się do matury.

Opublikowano

Nie mirmiłuj poeto2000. Przejdzie ci jeszcze. (a ja nie zasadzę orchideii na twym grobie).
Dramatyzujesz w malignie.
Tekst nie musi mieć bohatera ani akcji. Oczywiście. Ale wtedy MNIE się nie podoba. To chyba jasne, że mówię onli za siebie, a nie wytyczam tu dróg rozwoju współczesnej literaturze polskiej.
A po za tym - z "dniem świra" to twój tekst ma tyle co... no, co nic.

I nie stawiaj mnie, prtagmatyka, w takiej sytuacji, żebym musiał ciebie, idealistę, przekonywac, że jednak warto (pisać, chodzić na wary, - chocby po to, aby zwalczać moje chore antyidealistyczne wizje!).
no.
to pojechalim.

Opublikowano

Czyta się jak sen lub jak majaczenia kogoś bardzo sennego. Forma, owszem, jest ciekawa, jednak text trochę za długi. Jako studium może być, jako część większej całości - dobre. Jednak będąc kompletnym dziełem okazuje się nużące. Właściwie moja opinia pokrywa się z tą wyrażoną przez Marcholta - trzeba ją tylko trochę rozmydlić, rozwodnić, załagodzić. Bo coś jednak w tym tkwi, jakiś potencjał, jakaś zapowiedź przyszłyszch dobrych, bardzo dobrych dzieł. Po tym utworze powiedzieć mogę, że będę czytał kolejne.

I mimo wszystko tytuł by się przydał.

Opublikowano

Ogromnie dziękuję za uwagi... postaram się je wykorzystać przy pisaniu przyszłych tekstów. A tytuł przecież jest... "Możecie nazwać to jak chcecie" i ma on swoje znaczenie.
Konwencja snu czy majaków odgadnięta doskonale. Dziękuję i pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leona okrutnie smutne... i bolesne. Ufam, że PL ma się dobrze, naprawdę.
    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...