Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)
Kraina horroru spod stołu - wyzwolenie
 
Kraina jest pod stołem, lecz patrząc, to tam pusto.
Miejscem poza widocznością dnia i nocy...
Wymiar to niedorzeczny, załamujący normy,
gdzie ser w łapce na szczury daje nam ucztę.
Jego nieuświadomienie jest twoim szczęściem.
Przy tym miejscu Bastylia to plac zabaw.
 
Nagle smok zjawił się rozjuszony...,
jak zjawa z za grobu, kościsty przyjaciel,
i wyprostował tory nadziei na pierwszy wschód.
- Ten tu, w odmętach wymiarów niewidzialnych,
pod stołem, gdzie spadają resztki od królów,
gdzie trwam przy gwardii opętanych czartów..
 
I w ogniu nienawiści smoczym utonęły
- sępy nie odpuszczające nigdy...
Zapach spalonych ciał strażników wywołał wizję,
mogła być niepowstałym obrazem Bruegla.
Wisi teraz w moim pokoju, łkającym o zapomnienie,
w domu pamięci i niepamięci.
 
Autor: Dawid Rzeszutek
Edytowane przez Dawid Rzeszutek (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Witaj -  no właśnie  - uświadom o czym wiersz a może ja nie potrafię zrozumieć - 

                                                                                                                                                           Pozd.

                                                                                         

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Wiersz  jest o wymiarze piekielnym, poza piekłem, w świecie duchowym przylegającym do naszego, które jest niewidzialne dla nas i nie tylko nas ( dni i noce ), w którym się umiejscawiam z innymi potępionymi, choć skupiam się w wierszu tylko na sobie. Jest pod stołem, gdzie spadają królewskie resztki , których energia karmi upadłych ( choćby uczta z serka, który jest przyczepiony do łapki na szczury).

O potwornym miejscu, gorszym od Bastylii. W tym miejscu jednak pojawia się "nadzieja" - smok, który ratuje z opresji, gdyż zabija strażników i pozwala na wschód słońca, którego nigdy wcześniej nie było - co jakby tłumaczy zmianę na lepsze. Ostatni fragment mówi o głowie " Wisi w moim pokoju, łkającym o zapomnienie, w domu pamięci i niepamięci" - ten fragment jest bardzo abstrakcyjny. "Dom pamięci i niepamięci" - to umysł, mój pokój - to część umysłu, w której wizja staje się niepowstałym obrazem Bruegla i tam wisi. Tym pokojem jest pamięć. A łka o zapomnienie, bo nie była to miła wizja. Czy coś jeszcze mógłbym wyjaśnić ? 

 

Dodam jeszcze tylko, że chodzi tu o  cierpienie ( piekło) i nadzieję  - (smok -  anioł ). Jak ktoś się interesuje ezoteryką i New Age, rozwojem duchowym, to wie, że istnieją wymiary przyległe do naszego, światy, które nie są miłe. Często do ludzi nieświadomie się przyklejają istoty w nich żyjące i w ten sposób ( być może irracjonalnie) tłumaczy się różne schorzenia.  Ale wracając do rzeczy.. Chodzi w wierszu o Dobro i Zło, cierpienie i wyzwolenie. Dodałem pewne obrazy, by podkreślić tragizm ( Bastylia, spalone ciała strażników, Bruegel, Łapka na szczury etc. ). Zasadniczo skupiam się na tragizmie..

 

W razie konkretnych pytań służę pomocą. Pozdrawiam.

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Trzeba posiadać wyobraźnię i nieco zrozumienia abstrakcji oraz znać trochę pojęć, wtedy można dobudować tło i zrozumieć to co jest napisane, bo mechanizm ( wyzwolenie z piekła, bólu, marności) raczej nie jest skomplikowany. Ubarwiłem różnymi pojęciami nasuwającymi skojarzenia. Wydaje mi się, że  mam niekonwencjonalne podejście do pisania, to na pewno jest moim piętnem a może i gratyfikacją, to już oceni historia. Muszę jednak przyznać, że nie jestem mistrzem słowa i ciągle się uczę - co pewnie widać. Z tego względu prosiłbym o sugestię, rady, które nakierują mnie na odpowiedni kierunek..

Kłaniam się nisko, pozdrawiam grono czytelników i poetów.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dziękuję za wyjaśnienie. W takim razie nie warto czytać Twoich wierszy, bo piszesz sam dla siebie, żyjesz we własnym wewnętrznym niepojętym dla innych świecie i właśnie ten świat opisujesz. Piszesz, że trzeba posiadać wyobraźnię, ale żadna wyobraźnia nie jest w stanie wyobrazić sobie, co Ty sobie wyobrażasz, myślisz, przetwarzasz w głowie.

Określenie wymiar piekielny poza piekłem - co to jest? Co to za bzdury? Kogo to ochodzi? Przecież to są Twoje fanaberie, nie mające podstaw ani w naukach kościoła, ani w filozofii, ani w naukach humanistów! 

Zadałam pytanie: o czym jest ten wiersz, ponieważ w pierwszym odczuciu przyszła mi na myśl trauma podmiotu lirycznego z dzieciństwa, gdzie ojciec - pijak, nałogowy alkoholik, wraca do domu, a wszyscy pod stół uciekają. Ten smok rozjuszony, kościsty przyjaciel tworzy świat rodzinie gorszy niż Bastlia. Myliłam się,

@W.M.Gordon napisał o Twoim wierszu: „wiersz, który jest odmętem w niedorzecznym wymiarze” 

podpisuję się pod jego stwierdzeniem

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Po pierwsze, czy wiersz musi mieć odniesienie do mojego życia ? Czy nie może być jakąś wizją, która została wymyślona ?

Takie wizje również są wartościowe, tylko trzeba umieć odszukać w niej wartość, ale nie można mieć klapek na oczach.

 Jeżeli nie rozumiesz moich wierszy i uważasz, że nie warto ich czytać, to rezygnujesz z czegoś innego niż to, co wszyscy piszą.

Tylko trzeba się trochę namęczyć..., bo moje wiersze można traktować jako łamigłówki. Myślę, że ludzie są niezwykle leniwi i potrzebują wszystko mieć podane pod nos na srebrnej tacy - u mnie tego nie uświadczy.

Jeżeli nie rozumiesz i nie chcesz zrozumieć, to nie czytaj - piszę do każdego, komu brakuje zrozumienia.

Co do filozofii i nauk humanistów to uważam, że świat jest jeszcze w powijakach i nawet nie wiesz do czego może dorosnąć. Nie wiem tego ja ani ty, ale ja jestem chyba bliżej prawdy. Przyszłość i nasza historia to zweryfikuje. Religia uznaje istnienie demonów, czy to zbyt abstrakcyjne ? Chyba pisałem o czartach w tekście... Co do wymiarów... ( piekielnych czy innych) to jest to teorią fizyczną, że istnieją inne wymiary ( np. równoległe), to czy nie może być wymiaru, w którym są opisane przeze mnie scenerie ?

Wystarczy mieć szersze spektrum świadomości rzeczywistości i nie zaprzeczać wszystkiemu, czego się nie rozumie, a próbować zrozumieć. Wykazać się dobrą wolą.

Nawet kiedyś był serial SLIDERS - polecam się zapoznać, a "wymiar piekielny poza piekłem" - Piekielny oznacza charakter miejsca, czyli coś podobnego do  piekła ( piekielny scenariusz, piekielny urok) , a nie odnosi się do "piekielny" jako mówiący o pochodzeniu z tamtego miejsca bądź o samym piekle . Dwuznaczność słów. Chodzi o to, że słowo piekielny opisuje same cechy porównywalne do piekła i po to tego słowa użyłem.

Jestem tu jednak po to, by się rozwijać, lecz nie zamierzam zrezygnować z wyobraźni.

 

 

Opublikowano

Z pewnością nie jest to tekst prosty w odbiorze,

ale moim zdaniem to go nie przekreśla.

 

Jest tu dużo specyficznych symboli i hermetycznych metafor,

które wymagają od czytelnika wiedzy i wysiłku intelektualnego,

dopóki nie przeczytałam Twojego objaśnienia mój odbiór nieco odbiegał od autorskiej wizji.

 

To, co czyni ten tekst trudno dostępnym, to błędy stylistyczne, rozciągłość treści (paradoksalnie) i osobisty charakter powodujący rozstrzał w postrzeganiu pewnych obrazów.

Poniżej wyszczególnię:

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Wyjątkowo niezgrabnie sformułowane. A można by np.tak:

pod stołem jest kraina, lecz gdy tam patrzę, widzę pustkę - miejsce poza widocznością dnia i nocy

 

Moim zdaniem lepiej brzmiało by np.: Szczęśliwy, kto nie jest tego świadom;  Bo tutaj, zaimek dzierżawczy na początku wersu jest mylący, brzmi jakby odnosił się do sera, a nie do wymiaru.

 

Za dużo tu tych zjawień, jak dla mnie. Poza tym, smok kojarzy mi się dosyć pejoratywnie, tym bardziej kościsty,

ale rozumiem, że po wyjściu z grobu się inaczej nie wygląda ;p Do zwierzaka symbolizującego nadzieję jest mu (wg mnie) daleko.

O ile rozumiem, że wschód jest symbolem nadziei, zmartwychwstania, odmiany losu,

to te "tory nadziei" w tym konkretnym wersie mi nie pasują. Może "tory losu/życia" ?

Wg mnie bez tego fragmentu wiersz zyskał by na urodzie, bo tu jest tylko patetyczna dramaturgia burząca spójność tekstu.

Ale to moje widzimisię, nie chcę, byś robił cokolwiek wbrew sobie, bo być może swoim rzemiosłem wyrzynam artyzm z Twojego utworu :)

 

Sztuczna inwersja, jak dla mnie. Osobiście napisałabym: I utonęły w smoczym ogniu nienawiści;

 

Tu z kolei napisałabym albo: nieodpuszczające nigdy sępy albo nieodpuszczające sępy;

 

Tu po przecinku dodałabym słowo "która" i wykreśliła "niepowstałym".

 

I tyle jak na razie ode mnie,

pozdrawiam :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witaj, serdecznie dzięki za treściwy komentarz. Później przeanalizuje dogłębnie i odniosę się do niego , bo teraz mam pare spraw na głowie  ;). Jeszcze raz dzięki za zaangażowanie... Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Witaj, Jeszcze raz dziękuję za poświęcenie, które wykazałaś. Po pierwsze przeczytałaś tekst, który wymaga nieco więcej zaangażowania, a po drugie dokonałaś analizy i technicznego sprostowania błędów, za co jestem naprawdę wdzięczny.

Twój wstęp w pewien sposób odpowiada temu, co wcześniej w komentarzu napisałem, więc nie będę się do niego odnosił. Cieszę się, że się zgadzamy - to mnie najbardziej zadziwia, biorąc pod uwagę burzę, która się wywołała pod tekstem.
Odniosę się teraz do błędów stylistycznych:

 

pod stołem jest kraina, lecz gdy tam patrzę, widzę pustkę - miejsce poza widocznością dnia i nocy - jest to na pewno zgrabniejsze i co dziwne chodziło  mi po głowie, by podobnie napisać, lecz nie chciałem zbytnio rozciągać, skupiłem się na szerokości wersu i długości strofy i dłuższe opisanie tego zajmowało mi więcej przestrzeni, przez co musiałem kombinować z treścią.

Za bardzo się tym przejąłem chyba...

 

- Szczęśliwy, kto nie jest tego świadom; - Tak, zgadzam się, w ten sposób wyglądałoby lepiej. 

 

A co do SMOKA....

 

Smok ( symbolika pozytywna za Wikipedią ) - 

Smok podobnie jak wąż wiązał się z symboliką wody. W starożytnym Rzymie traktowany był niekiedy jako istota podziemna czuwająca nad urodzajem. Był symbolem autorytetu i potęgi, wiązanym ze słońcem i symboliką królewską, podobnie jak lew i orzeł. Stanowił alegorię wiedzy, mądrości, czujności i dobrej straży. Plujący ogniem mógł przedstawiać lato. W heraldyce był oznaką waleczności, a jego zawinięty w pętle ogon świadczył o sile i energii. Smoka ukazywano także gryzącego własny ogon, jak węża Uroborosa, wówczas był emblematem wiecznego ruchu, cykliczności i odnowy. W psychologii smok w jaskini mógł być symbolem aktu seksualnego. Wiązano go także z Wielką Matką. 

 

 - Wielu Chińczyków używa terminu "Potomkowie Smoka" jako swej identyfikacji etnicznej.

 

Idąc za tym, co napisano, to symbolika smoka nie ma tylko negatywnej strony, a posiada masę pozytywnych odniesień.

Dodam, że sam jestem zodiakalnym smokiem i trochę o tym czytałem już jakiś czas temu.

 

O ile rozumiem, że wschód jest symbolem nadziei, zmartwychwstania, odmiany losu,

to te "tory nadziei" w tym konkretnym wersie mi nie pasują. Może "tory losu/życia" ? Myślałem o tym, ale wydał mi się to truizm.

 

Sztuczna inwersja, jak dla mnie. Osobiście napisałabym: I utonęły w smoczym ogniu nienawiści; - Zgadzam się, jest to dobra opcja.

 

Tu po przecinku dodaabym słowo "która" i wykreśliła "niepowstałym". - Tu też się zgodzę, bo to słowo jest stwierdzeniem oczywistości.

 

Słowem zakończenia - Pisałem już, że bardzo cenię Twój szacunek dla "człowieka" i jego "tekstu", co chciałbym podkreślić raz jeszcze.

Poprawnej stylistyki nauczyć się nie można inaczej, jak przez kontakt ze sztuką pisaną i to mój cel na przyszłość ; zgłębiać klasykę.

Jeśli mogłabyś zaproponować kogoś, kto w sposób treściwy naprostowałby mój sposób myślenia i postrzegania poprawności słowa, byłbym wdzięczny... 

Serdecznie pozdrawiam i życzę pomyślnych łowów literackich ;)

Kłaniam się nisko.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Bardzo mi miło, że z takim pietyzmem podszedłeś do moich uwag,

naprawdę - sprawiłeś, że poczułam się potrzebna :)

 

Dziękuję za objaśnienie mi symboliki smoka, zapomniałam jakoś o starożytnych Chinach,

a o postrzeganiu smoków w antyku (tym europejskim) nie miałam dostatecznej wiedzy (oj, wstyd, wstyd ;p)

 

Co do truizmu "torów życia/losu" - tak, masz rację, można tu wstawić coś innego,

chodziło mi tylko o to, że w kontekście Twojego wiersza nadzieja raczej nie może być utorowana, bo dopiero się pojawia (i tu wschód jest jej bardzo dobrym symbolem, nie trzeba tego dodatkowo podkreślać - moim zdaniem, oczywiście :)), pokusiłabym się tu o zostawienie samych "torów",  bez dopełnienia.

 

Co do "prostowania" - trudno mi jednoznacznie powiedzieć, jestem samoukiem,

choć dużo zawdzięczam Czytelnikom z tutejszego forum. Najwięcej nauczyłam się chyba poprzez czytanie komentarzy

i to najczęściej pod tekstami innych autorów. W związku z tym, nie jestem w stanie polecić Ci nikogo konkretnego, bo im szersza grupa odbiorców, tym większa szansa, że dowiesz się od nich czegoś ciekawego/ważnego.

 

Serdecznie dziękuję za życzenia i odwzajemniam :)

Kłaniam się.

 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Poet Ka   dzięki:)   dodałem jeszcze muzyczkę:)    
    • @Migrena

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

              jej pies ma w sobie coś z bezrobotnego ochroniarza który od piętnastu lat pilnuje magazynu w którym nigdy niczego nie ukradli leży pod drzwiami jak porzucony projekt ustawy na który nikt o zdrowych zmysłach nie chce zagłosować ale wystarczy że na klatce schodowej kichnie sąsiad wtedy zrywa się nagle jakby właśnie dostał anonim że nadchodzi koniec świata albo kontrola skarbowa co dla niego jest właściwie tym samym biegnie do drzwi ślizga się na panelach jak pijany łyżwiarz figurowy wpada bokiem w witrażkę z głuchym odgosem klęski szczeka z taką furią jakby chciał wypluć własne płuca i ulepić z nich barierę przeciwlotniczą przeciwko listonoszowi który jest dla niego jedynym autentycznym wcieleniem szatana jej pies uważa że całe mieszkanie należy do niego ona jest tylko personifikacją otwieracza do puszek kobietą która płaci za prąd i czasem przez pomyłkę próbuje usiąść na jego prywatnym tronie czyli kanapie którą ona kupiła na raty kiedy wraca do domu on już stoi przy drzwiach trzęsie się cały jak pralka na wirowaniu w trakcie trzęsienia ziemi macha ogonem z taką prędkością, że gdyby podpiąć go do sieci cała gmina miałaby darmowy prąd do końca świata a on sam zaraz oderwie się od ziemi jak włochaty helikopter ratunkowy który leci na ratunek tonącej w samotności parówce jakby nie widział jej od ośmiu wieków jakby właśnie wróciła z frontu pod teheranem albo z biedronki co dla niego jest tą samą krwawą jatką potem skacze na nią z gracją fortepianu któremu w locie pękły wszystkie struny liże ją po twarzy z pasją godną inkwizytora poleruje jej łokieć na śmierć jakby to była relikwia która pachnie perfumami i kradzionym kabanosem jej pies ma też ten wzrok którym patrzy kiedy ona bierze do ręki smycz nagle zamienia się w cząstkę w akceleratorze która za chwilę rozbije rzeczywistość na atomy jak opętany prorok który właśnie zobaczył Boga i okazało się że Bog idzie do parku gdzie kwitną fijołki biega po mieszkaniu jak odbezpieczony granat w poszukiwaniu sensu ostatecznego o zapachu trawy sam staje się obrożą i smyczą sam jest pędem który nie mieści się w futrze sam prawie wypada przez okno bo usłyszał słowo spacer – to jedyne imię Boga które wolno wymawiać na głos przed południem bo spacer jest dla niego jak objawienie narodowe jak pielgrzymka podczas której trzeba nanieść poprawkę do konstytucji i obiskać siedem drzew trzy opony starego opla i ten sam słup który w nocy stał się znów podejrzany bo pachniał kimś kto ma więcej niż on pewności siebie na dworze jej pies idzie dumny jak generał prowadzący armię złożoną wyłącznie z własnych lęków ciągnie ją przez chodnik przez błoto przez kałuże które uważa za swoje osobiste zwycięstwa terytorialne czasem zatrzymuje się nagle i patrzy w jeden punkt z taką powagą jakby właśnie usłyszał że w krzakach siedzi pluton egzekucyjny po czym okazuje się że to tylko liść ale liść który poruszył się bez pisemnego zezwolenia jej pies potrafi obszczekać ciszę z taką nienawiścią jakby właśnie podsłuchał że w próżni kosmicznej ktoś obraża jego rodowód i podważa prawo do drapania się za uchem ale czasem na chodniku wydarza się coś gorszego reklamówka z żabki hulajnoga albo jamnik który spojrzał na niego jak księgowy w trakcie rozwodu wtedy jej pies przestaje być psem staje się galaretą z lęku która próbuje wpełznąć jej pod skórę walącą się kamienicą strachu w której każda cegła krzyczy w inną stronę wskakuje jej na ręce i wisi na niej z godnością mokrego ręcznika zamienia się w sejsmograf strachu o masie piętnastu kilogramów patrzy na potwora zza jej ramienia jak świadek koronny który właśnie rozpoznał bandytę na okazaniu ona stoi z nim na środku chodnika z unieruchomioną histerią przyklejoną do kurtki a on obejmuje ją łapami z miną człowieka który właśnie przeżył wybuch elektrowni atomowej choć przestraszył go tylko plastikowy worek na śmieci jej pies nienawidzi też wszystkiego co się rusza kurierów śmieciarek dzieci rowerzystów i własnego odbicia w piekarniku czasem stoi przed tą szybą i szczeka na siebie z furią kogoś kto spotkał w barze gnoja co dwadzieścia lat temu odbił mu dziewczynę i życie w nocy śpi tak jakby umarł na polu chwały rozlany przez pół łóżka jak futrzasta katastrofa lotnicza ale wystarczy że ona o świcie poruszy małym palcem wtedy natychmiast otwiera jedno oko pełne pretensji że śmie oddychać bez pozwolenia na jego materacu bo jej pies kocha ją miłością totalną głupią bezdenną i absolutnie cudowną miłością stworzenia które oddałoby za nią życie ale nie oddałoby tej jednej kanapki z szynką którą ukradł ze stołu kiedy mrugnęła powieką bo jej pies to biologiczny błąd w systemie wszechświata czarna dziura która wciąga całą czułość i wypluwa kłaki mały terrorysta sypiający w różowej obroży który co noc modli się do lodówki by wreszcie ogłosiła niepodległość potem siedzi obok własnego sumienia które ma kształt tłustej plamy na dywanie i patrzy na nią z taką raną w oczach jakby to ona była autorką całego zła na ziemi a on tylko niewinną ofiarą systemu braku szynki a ona stoi obok i nie może się ruszyć bo w oczach psa widzi całą wojnę światów i całe swoje życie które należy do niego choć on za chwilę znowu przestraszy się własnego ogona kocha go  tak mocno że aż chce się wyć do piekarnika on nie widzi w niej człowieka on widzi w niej jedyny błąd w obliczeniach wszechświata który sprawił że miłość jest jadalna i ma ręce pachnące płynem do naczyń jest dla niego ostatnią instancją odwoławczą od wyroku śmierci jakim jest każda minuta bez głaskania a kiedy ona płacze on kładzie jej łeb na kolanach z ciężarem jakby deponował tam wszystkie niewypały świata patrzy wtedy wzrokiem tak starym że w jego źrenicach dogasają ostatnie słońca i stygną herbaty wszystkich samotnych kobiet próbuje zlizać jej smutek z policzka jakby to była darmowa próbka wieczności którą ktoś przez pomyłkę zostawił na wycieraczce pod numerem czternastym bo jej pies jest jedynym dowodem na to że Bóg ma poczucie humoru ostre jak żyletka a jej pies to mały mesjasz w brudnym futrze który przyszedł zbawić świat od logiki i zamienić jej życie w jedno wielkie uśmiechnięte piekło                  
    • @viola arvensis   Dziękuję :)
    • @andrew jeden z Twoich najlepszych liryków
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...