Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

(Zasłyszane w poczekalni Przychodni Rejonowej)

Ściszcie chwilę swe pogwarki siostry me glebogryzarki,

W opowieści o chorobie z konieczności czynię skrót,

byłam blada jak bielizna, już bym dawno ziemię gryzła

lecz on przyszedł i morderczy podjął trud.

W marcu, kwietniu? sama nie wiem, czułam ból pod piątym żebrem,

on badania zrobił wprzód.

 

Nie gadałam o tym z nikim, chociaż słabe mam wyniki;

czy to cysta, czy to kamień, czy to rak?

To wprost w głowie się nie mieści, on rozpoznał te boleści,

badał w ruchu, na siedząco i na wznak,

by doszukać się choroby dotknął serca i wątroby

i już wiedział co mi brak.

 

Znany chirurg spod Krakowa, ach jak on mnie operował,

mistrz skalpela i lancetu, najstraszniejszych chorób wróg,

porachował moje kości, poukładał mi wnętrzności,

potem zaszył, zrobił wszystko to co mógł,

Wiele ze mną się natrudził, kiedy wreszcie mnie obudził,

byłam zdrowa, to był cud!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Masz rację. Poezja to nie dziennikarstwo i nie polega na dosłownym opisywaniu rzeczywistości, ale na jej przetwarzaniu. Może nawet chodzi o to, aby odrobinę zełgać. Byleby mechanizm tego łgarstwa nie zgrzytał zbyt natarczywie. 

Piękne dzięki za wizytę i komentarz.  :) 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @iwonaroma No i tak to czasem bywa z czasem. A niech tam sobie zostanie w wierszach.  Iwono, bardzo gustownie spięłaś słowem jak broszką, winszuję :) A huśtawka wytrzyma?
    • @Arsis    piękno, smutek, symbol,   forma graficzna - która mi się podoba    i tak zwane lśnienie (promyk - idąc za L.M.Montgomery)  
    • @Gra-Budzi-ka Oj,

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      jakie fajne! 
    • @Poezja to życie   oby perfekcyjnie zabijał ! I bezboleśnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam !
    • Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju. W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści, pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.   I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.   Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją. Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie. Albo szepczą jak wiatr na przekór milczenia. Albo stwarzają się od początku. I znowu. I wiecznie…   Dręczy mnie ta struna. Zaciska się coraz ciaśniej.   W bolesnym skowycie powolnego rozpadu.   W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka. Szkielet obsypany piórami. I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka, lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.   I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci. Tej samej, która naznaczyła spojrzenia mojej matki i ojca, kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi. Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.   A więc rozbił się przed wiekami ten ptak, nie-ptak.   Roztrzaskał w koszącym locie. W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...