Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Postacie:

Otellina - kobieta na poziomie, zarabiająca około 3 razy tyle, co jej mąż. Zaczyna powoli słyszeć głośne bicie swojego biologicznego zegara ( czyli ok. 30-letnia )
don Adamo - już nie taki młody - yuppie. Młody małżonek Otelliny.
Sąsiadka - postać naprawdę epizodyczna.

miejsce akcji : mieszkanie w bloku, jednak dosyć nowocześnie urządzone.
czas akcji: Boże Narodzenie - 25 grudnia, godziny poranne.

Scena pierwsza;
Znajdujemy się na kladce schodowej. Młode małżeństwo po powrocie z kościoła. Obydwoje elegancko ubrani idą po schodach na drugie piętro.




Otellina

Ciekawe kazanie, mój drogi.
Nie sądze by ksiądż był pedałem, jak wspominała Ania.

don Adamo

Pewnie przyzwoity człowiek.
( ziewa )

Jestem śpiący, małżonko.

Otellina

A jednak! Nie uważałeś na kazaniu!

don Adamo

( na stronie ) Nic mi się nie chce, seks mnie nie łechce.
Oby tylko była cisza i spokój


( na schodach mija ich sąsiadka w dosyć swobodnym stroju, niezbyt zadbana.
Prowadzona jest przez kudłatego kundla )


Otellina

Nie to co nasz rodwajler, mężu.
( otwiera drzwi )
A ta sąsiadka wygląda jak kurwa.
( drzwi już zamknięte )

don Adamo

Nic mi się nie chce.



Scena druga ;
15 minut później w mieszkaniu młodej pary.


Otellina

Wygląda jak kurwa, jak kurwa.
Widziałeś jak była umalowana?

don Adamo

Nie zwróciłem uwagi.


Otellina

No, jak kurwa.


don Adamo
( zrezygnowany )
Idę spać.


Otellina

To na pewno kurwa. Kurwy robią to za darmo, a prostytutki za pieniądze
przynajmniej, czysto, bez ciąży. Kurwa, na pewno kurwa, przesiaduje
tu do południa z psami.

( na stronie )

....a ja jestem wtedy w pracy.

A ty? ( krzyczy ) Ty jesteś wtedy w domu, taka to już jest twoja "swobodna
praca" przedstawiciela handlowego.
Będzie tu do ciebie przychodziła do południa i będziecie się pierdolili, a potem ja
będę komuś dziecko opłacała, a sama nie mam. Kurwa, nudzić się będzie i Cię
poderwie. Potem znowu nie będziesz miał energii na seks.


don Adamo

ocipiałaś?


Otellina

Zdradzasz mnie. Ciągle mnie zdradzasz, w kólko mnie zdradzasz.
I teraz też z tą kurwą.

don Adamo

( w zrezygnowanej furii )

Chcesz w ryj?


Otellina

( bełkocze cośtam, cośtam, cośtam...)



komunikat z radia :

"...minister Magdalena Środa,niestety, nie zostala odwołana za swoje haniebne słowa
o przemocy w kulturze katolickiej. Niech będzie pochwalony..."


Koniec

Opublikowano

nie wiem. myślę, jak to normalny człowiek, że klimakterium zaczyna się ok. 50-ki.
przekwitanie, jako określenie brzmiące bardziej metaforycznie, stosuje po prostu jako kolejny synonim wolnego starzenia się, szczególnie psychicznego. chodzi mi o okres, w którym kobieta zaczyna zrzędzić.

absolutnie nie miałem na celu obrażania kobiet, szczególnie 30- letnich. po prostu scenka którą tutaj nieudolnie i karykaturalnie przedstawiam, wydarzyła się naprawdę.

jeszcze jedno o mojej nieudolności. żeby była jasność: jakby mnie ktoś zapytał, broniłbym pani M. Środy - zgadzam się z nią...

w sumie nie chodziło mi o 30 - latki, tylko o, szybko się starzejące, tzw. biznes łumen.

Opublikowano

o, widzę, że nie wygłupiłabym się komentarzem, jaki napisałam tuż po przeczytaniu tego tekstu jaaaaakiś czas temu. Żałuję, no naprawdę ta przkwitaniowa 30 sporo burzliwych emocji wywołała i różne rzeczy do głowy przyszły, np coś w stylu "Marku jakbyś czytał ten tekst stojąc obok mnie to: Właśnie byś leciał, upadał, leżał, jakoś tak, niemrawo." itp bzdury. Cóż, poszło z dymem :)
Słuchaj Marku, użycie takiego tekstu naprawdę grozi dłuższym urazem fizycznym, jeśli nie trwałym.
Ok, ten temat już zostawmy, widzę wykasowany.

literówek masz trochę

Otellina to chyba sfrustrowana kobieta była, tak kląć bez większej przyczyny?

pierwszy dialog (dwie wypowiedzi) są trochę chaotczne, najpierw żona stwierdza, że kazanie było dobre, ale tak, jakby to jej mąż je wygłosił; następnie komentarz o księdzu, czyli wykluczenie męża-księdza, a potem flegmatyczna i niemal enigmatyczna odpowiedź męża, który właściwie nie wiadomo jak wypowiada te słowa, brak jakiegokolwiek podpowiadającego znaku graficznego, czy to przecinka, czy znaku zapytania, pozostawiasz czytelnika w niewiedzy, a skoro jest to sztuka, taka rzecz miejsca mieć nie powinna.

i końcowy komunikat z radia, trochę mnie zdystansował, bo nie bardzo rozumiem jak on się właściwie ma mieć do przedstawionej scenki, czy adekwatnie, czy kontrastująco?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




.... no cóz ..podobno jestem biznes łumen i nic zlego w tym nie widze , nie wydaje mi sie bym starzala sie szybciej od innych i nie zrzedze.. zrzedzenie raczej nie zalezy od wieku.. mysle ,że to kwestia charakteru albo.. partnera... z ktorym przyszło nam iść przez zycie.. to tyle w tej kwestii

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   - Oby Njord podarował nam dobre wiatry, moje dzieci – mawiał ojciec do Vivian i Hespera przed każdym wejściem na statek. Łowili dorsze i halibuty, czasem homary. Morze zazwyczaj było spokojne. 

        W domu nie głodowali. Nawet jeśli dzieciom po wielu godzinach rejsu zaczynała doskwierać monotonia i rozrabiały na pokładzie, to pracę ojca darzyły szacunkiem. Co dzień na stół trafiała świeża ryba. 

        Hesper był kłopotliwym chłopcem. Wspinał się na maszty i pokazywał język wołającym za nim marynarzom. Bujał się na linach, rozplątywał supły. Nierzadko przemycał na pokład farby i pędzle, skrzętnie ukryte pod kamizelką.  Każdego popołudnia ktoś zmywał mopem namalowane przez niego murale. Załoga pokpiwała z jego dzieł inspirowanych Alidą Withoos. Jemu mówili, że niewieścieje, a między sobą szeptali o jego talentach. Twierdzili, że ma potencjał na wielkiego artystę, lecz nikt nigdy nie powiedział mu tego w twarz.

        Vivian na morzu odnajdywała spokój, którego nie mogła zaznać na lądzie. Uwielbiała wpatrywać się w bezkresne wody i słuchać ich szumu. Wyobrażała sobie, co kryje się za horyzontem. Dopiero gdy jod dostawał się do jej nozdrzy czuła, że naprawdę oddycha. Ścigali się z Hesperem w ilości złowionych ryb. Przed zmrokiem ojciec ważył ich zdobycze. Zwycięzca otrzymywał tabliczkę czekolady. Hesper przeważał siłą fizyczną i niemal zawsze pokonywał starszą siostrę.

        Ojciec dbał, by jego dzieci miały fach w ręku. Uczył ich wiązać węzły, sprawdzał czy pamiętają ich nazwy i zastosowanie; pokazywał jak zarzucać sieci i jak uniknąć szkorbutu, kazał im uczyć się na pamięć każdej części pokładu. Tym samym zapewniał im przyszłość, wyjście awaryjne, gdyby ich plany się nie powiodły.

        Przed zachodem słońca, kierując się do portu, stawali we trójkę na dziobie i podziwiali horyzont. Pewnego razu zadał im pytanie poprzedzone ociężałym westchnieniem, jak gdyby przez długi raz zbierał się do tego, co ma powiedzieć.

        - Powiedzcie mi, dziatki, macie jakieś marzenia?

        - Być bogatym! – wykrzyknął od razu Hesper, którego sny o zostaniu światłym malarzem zostały stłamszone przez złośliwości marynarzy. 

        Vivian zastanawiała się przez moment. Do tej pory nie rozmyślała nad swym losem, nie szukała sensu istnienia. Do szczęścia wystarczyły jej wyprawy w morze i słuchanie szumu fal. Cieszyło ją, że rodziny nie dotyka głód. 

        - Pragnę spokojnej duszy, tato – powiedziała. Uśmiechu ojca nie było widać pod gęstym wąsem, ale zawsze wiedziała, kiedy się pojawiał – A ty? 

        - Ja już mam wszystko, co miałem… choć jest jedna rzecz, o której marzę skrycie każdej nocy…

        - Co to takiego? – spytało równocześnie rodzeństwo. Nie mogli doczekać się, aż usłyszą nową historię.

        - Jak myślicie, co znajduje się za horyzontem? – każdą opowieść ojciec poprzedzał pytaniem. 

        Nieznane lądy? Nowe cywilizacje? Dzikusy? Skarby? Koniec świata?, padały odpowiedzi i fakt – każda z nich mogła być tą poprawną, lecz on na myśli miał tylko jedną. 

        - Zgadza się, moi mali. Mnóstwo, mnóstwo skarbów…

        - Co to za skarby? – Hesperowi oczy zabłysły na wieść o bezpańskich bogactwach.

        Ojciec roześmiał się ciepło.

        - Oczka ci się świecą, synku – pogładził chłopca po głowie – Pewnie widzisz już te wszystkie skrzynie ze złotem i klejnotami, które zostawili po sobie piraci. Tak, to też znajdziemy na wyspie Hollowstone, lecz prawdziwy skarb kryje się w jaskini przy brzegu.

        Dzieci milczały, w napięciu czekając na to, co dalej usłyszą; zachwycały się obrazami tworzącymi się w ich głowach.

        - Można tam wpłynąć tylko łodzią. Podobno na środku jeziora rośnie drzewo o liściach czerwonych jak krew i miękkiej, brunatnej korze. Mówi się, że jego sok zapewnia zdrowie na pięćdziesiąt lat! Żadna choroba nie jest ci straszna! 

        Zapał ostygł w sekundę. Vivian i Hesper spodziewali się usłyszeć o górach monet. Zdrowia oboje mieli w dostatku.

        - Teraz mnie nie rozumiecie, ale z czasem… z czasem sami dojdziecie do tego, jak bardzo jest to ważne.

        - Jak tam się dostać, tato? - zapytała Vivian po kilku minutach ciszy, podczas których ojciec wpatrywał się markotnie w horyzont. Z westchnieniem wyprostował plecy.

        - I to, moja córeczko, jest najtrudniejsze do wykonania… Otóż drogę na wyspę mogą wskazać jedynie duchy żeglujące po Morzu Dusz od początku istnienia. Kiedyś powstała pieśń, która przywołuje je i wszystkich, którzy spoczęli pod falami, chcąc napić się soku z drzewa Arbivon. 

        - Dlaczego ten sok nie daje nieśmiertelności. Ja nie chcę umierać! - zawołał rozczarowany Hesper, na co ojciec roześmiał się serdecznie. 

        - Prędzej, czy później wszystko obróci się w proch. Poza tym, gdzieś tam czeka na nas lepsze miejsce - powiedział, spoglądając w niebo.

        Wszystkich bywających w porcie ludzi Vivian i Hesper znali od najmłodszych lat. Kiedy przychodzili z ojcem, marynarze i ich żony głaskali ich czule po łowach, pytając o zdrowie. Przed wejściem na statek ojciec lubił uciąć sobie pogawędkę z kobietami żegnającymi mężów. Rodzeństwo oglądało wtedy kilkumetrowy, strzelisty monolit. Czytali na głos wyryty na nim cytat: Pamięci tym, co wybrali Morze i spoczęli na jego dnie. Pod spodem spisano nazwiska żeglarzy, którzy nie powrócili ze swoich wypraw i zostawili rodziny.

        Nocami ojciec chwytał za lupę i przy świetle kilku świeczek studiował mapy. Latami szukał informacji o Hollowstone. Wertował książki, wypytywał kolegów i co jakiś czas zagajał starego Hermita, nie skorego do wspominek. Jak trafił na właściwy trop, nigdy rodzinie nie ujawnił. Pewnego poranka wszedł do kuchni z tobołkiem na plecach i oznajmił, że zbiera załogę. Ucałował żonę, pokrzepił dzieci i rzucił na stół garść monet i zwinięty w rulon papier - testament mający wejść w życie po roku jego nieobecności. 

        Vivian co świt i po zmierzchu wyruszała z latarnią na plażę. Wypatrywała statków powracających do portu. Składała modły, by na którymś pokładzie wracał do niej jej ojciec. Bogowie jednak nie byli łaskawi. Dni mijały, ewoluując w tygodnie, miesiące, aż w końcu i lata. Dopiero skończywszy osiemnaście lat, Hesper przestał wypytywać w każde urodziny, czy tata zjawi się z prezentem. Dorosłość rodzeństwo osiągnęło pod okiem jedynie matczynym, pod okiem smutnym i wyczerpanym. Nazwisko Carsena Vissera zostało wyryte na monolicie na wieki.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...