Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Włóczył się po dworcu kompletnie bez celu. Od razu było widać, że jest tu nowy, że nie zna reguł, że tylko się prosi, żeby dostać w mordę. Zbyt śmiało patrzy ludziom w twarz, zbyt ciekawie. Ludzie tego nie lubią, zwłaszcza tutaj, gdzie każdy musi chronić swoje reklamówki i swoją tożsamość zębami pazurami. Byłem ciekawy czego tu chce. Miał dobrą kurtkę, tylko trochę brudną, dobre buty, za dobre. Może jest na dnie od niedawna, ale nie wyglądał na kogoś, kto by pił, kto by dawał w żyłę, wyglądał na na kogoś, kto tu czegoś chce.
Kiedy przyczepił się do Dziada i zaczął go wypytywać, dostałem chyba jakiegoś ataku wielkoduszności, bo gdy Pętak i Dziad z kolei przyczepili się do niego, podszedłem bliżej i powiedziałem:
- Spadajcie kurwa, to jest mój kolega.
- Jest nam winien pieniądze - na to Dziad tym swoim przepitym głosikiem.
- Gówno jest wam winien - odpowiedziałem - zabierajcie dupy, bo powiem słówko Mrekowi i ten wam pokaże.
Chcąc nie chcąc zabrali swoje śmierdzące torby i brudne cielska, a ja wziąłem pod ramię mojego nowego przyjaciela i w kolejnym ataku łaskawości zaprosiłem go na piwo. Do baru dworcowego oczywiście, no bo i gdzie indziej. Nic nie powiedział, tylko poszedł za mną, co miał lepszego do roboty. Zostało mi jeszcze pół godziny czasu, więc chętnie sobie pogadałem, zwłaszcza, że jego historia była całkiem zajmująca, żadne tam sraczki o bankructwie, wspólnikach oszustach, żonie kurwie czy jak-to-było-dobrze-za-komunistów; jego historia była całkiem oryginalna i uwierzyłem mu.
Miał rozszerzone źrenice, jak po koksie, ale to była innego rodzaju gorączka. Jestem młody, ale potrafię ją rozpoznać, to nie są żarty, kiedy człowieka dopadnie, wtedy trzeba coś zrobić, inaczej zgiń przepadnij, spalisz się na amen. Spojrzałem mu więc w oczy i powiedziałem:
- Mogę się dowiedzieć, kto to zrobił.
- Tak - zainteresował się - a skąd?
- No, to się przecież stało w naszym rejonie, tu nawet piórko nie spadnie na ziemię bez naszej wiedzy - odparłem.
- Wiesz, kto to zrobił!? - wykrzyknął tym swoim zachrypniętym głosem. Zdenerwował się nie na żarty, musiałem go uspokajać:
- Nie tak szybko, Rambo, jeszcze nie wiem, ale dla ciebie się dowiem - szeptałem obiecującym tonem - znam Mreka, a Mrek zna tu wszystkich, dowiemy się raz dwa, jesteśmy lepsi niż policja, wierz mi, człowieku.
Chyba mi wierzył, bo się trochę uspokoił, ale ja już musiałem uciekać, pożegnałem się prędko i obiecałem, że znajdę go jutro. Kazał mi przysięgać, trzymał mnie za klapy i trząsł mną jak wiechciem słomy, ale ja się nie wyrywałem. Na koniec jeszcze spojrzałem mu głęboko w oczy, były ciemnogranatowe, uparte. Byłem zadowolony z tego, co ujrzałem.
Na peronie już czekał Mrek, przywitał mnie ledwo dostrzegalnym uśmiechem. Dobrze jest mieć takiego Mreka, dobrze jest mieć siłę, a nie być słabym, oj dobrze, nawet jeśli jest to cudza siła. Mrek kątem oka wskazał klienta, który stał w długim czarnym płaszczu koło budki z fast foodem.
- Guten morgen – powiedziałem. Czarny płaszcz wziął mnie za łokieć, spuściłem oczy.

Mrek jest niby moim szefem, pośrednikiem, jak ładnie mówią niektórzy (inni wyrażają się znacznie gorzej), ale tak naprawdę zrobiłby dla mnie wszystko, wystarczy, że go obejmę, położę mu głowę na ramieniu i szeptem poproszę: potrzebuję parę baniek. Jest we mnie do szaleństwa zakochany, ten stary twardziel, który w niejednym pierdlu gwałcił młode mięsko, za komuchów i po nich, teraz bierze trzydzieści procent, ale gdybym zechciał, brałby dwadzieścia. Zresztą on chciałby mnie zachować tylko dla siebie, ale ja nie chcę, potrzebuję kasy, poza tym zanudziłbym się na śmierć. Mrek jest dla mnie czymś w rodzaju ojca, a zważywszy, że mój własny jest już w piekle, możecie zrozumieć temperaturę moich uczuć do Mreka; tym niemniej Mrek przydaje się, jego sprężyna jest lepszą gwarancją bezpieczeństwa niż kordon policji, na dworcu srają do portek na sam dźwięk jego imienia, nic dziwnego - już kilku takich Dziadów wyprawił na tamten świat. A oprócz tego Mrek miał zawsze dobre informacje. Kiedy po wszystkim wyszedłem z hotelu, czekał na mnie jak zwykle na dole, oddałem mu jego część i wypytałem go.
Zaraz następnego dnia rano wyruszyłem na dworzec, żeby znaleźć Ramba. Leżał pijany jak bela za przechowalnią bagażu, miał szkliste oczy, a smugi brudu na jego szyi znacznie się rozszerzyły.
- Hej, bracie, wstawaj - zawołałem łagodnie i potrząsnąłem nim. Opił się pewnie jakiegoś taniego wina, rzygał jak kot, nieprzyjemny widok, trzymałem mu głowę, jak kiedyś mojej starszej siostrze. To wspomnienie mnie rozrzewniło, nawet go pogłaskałem po włosach. Ale ze mnie sentymentalny szczeniak, pomyślałem z dezaprobatą, więc dla odmiany przypomniałem sobie braci, tych nieznośnych smarków, którzy nic nie rozumieli, zanim nie dostali po głowie. Zaraz mi się polepszyło. Ale jemu nie, skurwielowi biednemu, własne flaki o mało nie wyrzygał.
- Rambo, Rambo, i po co tyle pić? - kręciłem nad nim głową, prowadząc go do baru na kawę, - I jak ty, durniu, chcesz się mścić, pijany jak bela, nigdy nie widziałeś jakiegoś dobrego filmu o zemście, na przykład z Van Dammem, trzeba trenować, głupku, jakieś karate by się przydało, a nie zalewanie pały, przecież w tym stanie ta świnia mogłaby cię skopać albo urządzić podobnie jak twoją żoneczkę, musisz być czujny, zawsze przygotowany, człowieku, ty nie masz zielonego pojęcia o tych rzeczach, żółtodziób z ciebie, ot co, będę musiał wszystkiego cię nauczyć, ja, młodszy od ciebie pewnie z dziesięć lat, jak się będziesz dalej tak staczał, nie dożyjesz zimy, przede wszystkim nie możesz spać w tym gównie, masz jakieś pieniądze, jakieś mieszkanie, odpowiadaj...
Nie skończyłem nawet, kiedy złapał mnie na klapy kurtki:
- Wiesz, kto to zrobił? - wykrzyknął; znowu ta gorączka rozpaliła jego ciało.
- Spokojnie pijaku - odparłem i odepchnąłem go - wiesz ile ta kurtka kosztowała? Wlej w siebie tę kawę, bo w tym stanie i tak zapomnisz, co ci za chwilę powiem.
I wtedy stało się coś nieoczekiwanego: ten miejski szczur, ten wymuskany japiszon chciał mnie uderzyć, chyba za to, że nazwałem go durniem. Na moje szczęście był jeszcze pijany i zdążyłem odskoczyć, inaczej mógłbym się spotykać z klientami z fioletowym cieniem pod okiem. Zresztą, może by ich to podniecało, więc w sumie szkoda, że nie oberwałem.
- Uspokój się - powiedziałem. Patrzył na mnie teraz już całkiem przytomnie, żądał prawdy.
- Wiesz, kto to zrobił? - wycharczał.
- Coś wiem - odparłem - ale nie znam jego adresu, człowieku, nie potrafiłbym ci go wskazać, ale mniej więcej wiem, gdzie go szukać, znam ludzi, którzy nas mogą pokierować...
- Pomożesz mi? - zapytał trochę uprzejmiejszym tonem, i zaraz dodał:
- To, że spałem na dworcu nie znaczy, że nie mam już całkiem pieniędzy, zapłacę ci za pomoc.
Myślicie pewnie, że zaświeciły mi się oczy, co? To mnie jeszcze nie znacie.
- Zostaw sobie swoją forsę. – powiedziałem mrużąc oczy.
- Więc czego chcesz? - zapytał.
- Potem ci powiem - odpowiedziałem dość przekornie, ale za chwilkę dodałem z uśmiechem:
- Nie martw się, to będzie łatwe do spełnienia: będę chciał pierwszej rzeczy, którą ujrzysz po powrocie do swego królestwa.
- Co? - spytał, najwyraźniej nie zrozumiał, więc już mu nie tłumaczyłem, dureń z niego. Ale co chcecie, przecież dopiero zaczyna, nie da rady nauczyć się wszystkiego od razu. Więc powiedziałem mu tylko:
- Szukałeś przyjaciela, już go znalazłeś, doceń to chłopie, bo rzadko się zdarza, żeby ktoś chciał komuś pomóc za friko, a ja cię zaprowadzę do tego faceta. Dobrze wiesz, że to może być niebezpieczne, będziesz potrzebował towarzysza, sekundanta, partnera, powinieneś się przygotować, Rambo, a przede wszystkim zastanowić, co chcesz mu zrobić.
- To jasne - odparł. - Zabić go. Oko za oko. Tak mówi biblia.


Zaprowadziłem go do mojego mieszkanka. Ela jak zwykle leżała rozwalona na fotelu z pilotem w ręku, ucałowałem jej zaśnione powieki na powitanie. Wymamrotała coś i spojrzała na mnie przez szparki, miała zwężone źrenice, a kąciki pełne ropy. Ostrożnie ją wyjąłem, Rambo tymczasem rozwalił się na dywanie, nieludzko śmierdział, ale nie miałem siły go umyć. Zawlokłem go tylko do łóżka, rozebrałem i przykryłem. Spał jak dziecko. Jego powieki też ucałowałem.
Miał wydęte wargi, kiedy spał, polizałem je leciutko, było to trochę podstępne z mojej strony. Jakby się obudził, spluwałby pewnie z obrzydzeniem, heteryk jeden mały. Zaśmiałem się cichutko na samą myśl o tym, a potem wziąłem prysznic, przebrałem się i ruszyłem na Miasto.
Długo jechałem szalenie smutnym autobusem, gromada umalowanych dziewuszek wysiadła przy najbliższej dyskotece, byłem zmęczony, ale nie poddawałem się, miałem nieokreśloną ochotę zrobić coś, trudno mi określić co, coś krwawego, ale to nie oznacza, że chciałem kogoś zabić, raczej już ugryźć kogoś w usta, albo w tyłek. Ta tęsknota dopada mnie bardzo często. Teraz kiedy jestem starszy i spokojniejszy, i bardziej rozumiem sam siebie, potrafię ją poskromić, ale wcześniej, kiedy byłem smarkiem....
Ale lepiej o takich rzeczach nie mówić, przynajmniej nie głośno, nie przed porządnymi obywatelami tego Miasta.

W pierwszej knajpie już sączyli piwo znajomi, byli jacyś smutni, przygnębieni. Z projektem nie wyszło, powiedzieli mi. Chcieli robić eksperymentalny teatr, ale miasto nie dało im lokalu, płakałem razem z nimi. W drugiej knajpie spotkałem Ogórka, też był przygnębiony, dostałem się na studia, odparł, kiedy go spytałem, no to super, zawołałem i zamówiłem parę piw, wcale nie super, odparł, teraz będę musiał pięć lat się męczyć; naprawdę płakał, płakałem razem z nim. W trzeciej knajpie przy stole w kącie siedziała pani Alinka, tym razem bez swego grabarza, miała spuchniętą twarz, no, z nią nie było tak lekko, musieliśmy wlać w siebie parę wódek na mój koszt, zanim wydobyłem z niej co się stało: grabarz odszedł z jakąś kurwą, a kiedy pani Alinka przyszła po niego, trochę ją stłukł. Długo pocieszałem panią Alinkę, aż do północy, bardzo źle odbiło się to na moim zdrowiu i trzeźwości, więc do czwartej knajpy już się ledwo dowlokłem, a tam nikogo, nikogo nie było, siedziałem sam przy pustym stole, od okna szedł przeciąg, było mi bardzo bardzo smutno, myślałem o Rambo, o jego zemście, potem o jego żonie, potem o moim nożu, który noszę w kieszeni, a potem o sobie, a potem o moich grzechach.
Pomyślałem o Księdzu. Potrzebowałem go.

ciąg dalszy się pisze i nastąpi:)

Opublikowano

Nieźle.
Jednakowoż... stawiajże więcej kropek na Boga! Wiecej oddechu tekst weźmie, jak zamienisz garśc przecinków na dwie garście kropek. Serio.
Nie podoba mi się ten hihot (to mnie jeszcze nie znacie, hihi). Psuje efekt. Bez hihotu jest git. hihot infantylizuje bezsensu. Nie pasuje.
Nie lubię tez słowa ćpać. Wygląda na szybko tracące na wartości. (ale swiadom jestem, ze do tej uwagi nikt poza mna już się raczej nie przychyli, więc...)
A okreslenie "Rambo" też jakieś takie... wyswiechtane i trochę niweczy mi urok tego tekstu. Ale podejżewam że przy dłuższej partii tekstu, ten efekt zniknie.
Ale wcześniej chyba jednak wolałbym, żeby znikł z tytułu.
A teraz, nie błąd, ale coś intrygujacego:
"na miasto, w miasto, do miasta. "
Zdradź intencje tego. Pliz. Czy to pokłosie niedawnej dyskusji na tych stronach?
No to się poczepiałem.
A teraz wracam do pochwał:
Naprawdę nieźle.

Opublikowano

Dzięki wszystkim, zwłaszcza marchołtowi:)
Jeśli chodzi o styl... Kiedy piszę w pierwszej osobie często używam takiego bezkropkowego stylu, wydaje mi się, że lepiej oddaje tok przemowy, jakby imituje zywą mowę. Ale zdaję sobie sprawę, że w czytaniu to może przeszkadzać. POstaram się popoprawiać, ale pare "długaśnych" (jak to kiedyś okresliła natalka) zdań sobie zostawię...
Z hihotem masz całkowitą rację, wywalę.
Słowo "ćpać" tez mi sie nie podoba. Ale nie mam aż takiego kontaktu ze slangiem abym znała najaktualniejsze słowo na tego typu czynnośc:) Jeśli ktos ma jakieś sugestie, będą mile widziane...
"Rambo" jest tylko jakims śródtytułem, niestety nie mam jeszcze tytułu dla całości. Może rzeczywiście jest to jakieś toporne i psuje efekt... Pomyślę o tym jeszcze.
"Na miasto, w miasto, do miasta" nie miało by sprawdzaniem gramatycznych form, ale w zamyśle miało pokazać ważność tego słowa (czy pojęcia) dla bohatera, takie powtórzenie, jakby litania. Że on chce się dostać i na powierzchnię miasta, i do jego wnętrza (symbolicznie rzecz jasna). Ale przyznaję, że raczej nie wyszło, więc dam tam "miasto" tylko raz, ale za to z dużej litery. Efekt będzie lepszy, mam nadzieję.
Szczere dzięki za uwagi,

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • jakoś tak bez celu i sensu nijak się uwznioślić wszystko wydaje się błache wobec trudnej codzienności program drugi szuka nut cisza w wielkiej symfonii
    • Z pamiętnika bezdomnego             Posłuchaj, niebo, posłuchaj: oto Twój syn, bezdomny, niepełnosprawny - niesłyszący, jednak: myślący, słuchaj, niebo, słuchaj - uważnie: główna przyczyna Jego dramatycznego losu leży w chorym systemie państwowym - Archiwum Akt Nowych (różne grupy wpływu - towarzystwa wzajemnej adoracji), wcześniej: jako legalny pracownik Zakładu Pracy Chronionej - funkcjonował On normalnie, potem: przez głęboko zakonspirowanego tchórza z jakże rudą brodą (teraz - białą) - stracił On kolegów, znajomych i przyjaciół, wtedy zorganizował sobie intelektualne życie w domowym zaciszu - zrównoważone, stabilne i opanowane, rozwijał osobiste zainteresowania - poezję, filozofię, aforyzmy, krytykę i recenzje, słuchaj, niebo, słuchaj - uważnie: pokonał On państwo, została wtedy uruchomiona intryga - szyta grubymi nićmi przez miasto stołeczne Warszawę, ona: prezydentka - była pracownica angielskiego banku - użyła swoich wpływów w Ministerstwie Finansów, Związku Banków Polskich i Ministerstwie Sprawiedliwości - narzędziem była administracja spółdzielcza, opieka społeczna i służby specjalne, miał On być pożyczkowym słupem - zlikwidowanym, adwokatka na Centralnej dostała polecenie z góry: Jego dokumenty należy wrzucić do niszczarki, a Jego samego należy wyrzucić na Dworzec Centralny - dożywotne odszkodowanie za utratę słuchu należy przelać na tajne konto Alior Banku (posiadam formalne dowody), była to próba ukradzenia Jego tożsamości z PESEL-em, niestety: On zawsze uprzedza fakty, które dopiero mają nastąpić, jest On zapobiegliwy - przewidujący, przekorny i przenikliwy, nadal żyje, posiwiał (36 lat) - napisał już testament, On doskonale wie, że nie wygra z nimi: walczy na miarę swoich możliwości, On nie odczuwa jakiegokolwiek strachu - gardzi nimi, On nigdy w życiu nie pęknie - posiada rogatą duszę, tak więc: związek przyczynowo-skutkowy wygląda w sposób następujący, jakby inaczej: kościół, rodzina, archiwum, samorząd, komornik, policja, opieka, skarbówka i lichwa - bankierzy, posłuchaj, niebo, posłuchaj: oto Twój syn, bezdomny...           Co mam jeszcze zrobić? Pracować? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Wziąć ślub kościelny? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Uznać bezprawny wyrok sądu najwyższego? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Wszystkich naokoło słuchać i przepraszać i szanować? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Codziennie kupować kobietom kwiaty? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Udawać osobę słyszącą? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznawać wszystkim rację? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Kochać wielkie pieniądze? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Mam zrobić prawo jazdy? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Zrezygnować z własnych poglądów życiowych - doświadczenia? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Milczeć? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Uznawać wyższość głupoty nad mądrością? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem cwanym złodziejem? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem osobą karaną? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem lekomanem i alkoholikiem i narkomanem? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że mam długi finansowe? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem chory psychicznie? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem ojcem nieznanego mi dziecka? Zgoda! Co mam jeszcze zrobić? Przyznać, że jestem odpowiedzialny za tą Kurwę - Polskę!!!? Potem: chodzić wesoły i zadowolony i miły!!!? Jak najbardziej porządku - zgoda, pamiętajcie: robiąc coś wbrew własnej woli - jestem wtedy smutny i zrezygnowany i obojętny, moje ciało i umysł i dusza odrzuci tzw: narodową integrację społeczną, tak po prostu reaguje mój organizm - instynkt, więc: zgoda!!!?           Oto ten to: wielki Szymon Maler lub Miler, to tak zwany: opiekun, wychowawca i taki jaki - ważniak, a jego zewnętrzny wygląd: głowa - paskudnie podgolony mop, ciemne okulary - kokaina niszczy wzrok, kuleje - strzykawki, zęby - żółtawe i broda - żydowski krasnal, psikutas na krótkiej smyczy psów i jak mówi, to: wydziela gówno i pluje śliną - miałem odruchy wymiotowania, matkojebca - lubi poniżać takich jak ja, śmieć - jego ciuchy służą mu za maskę ochronną, ukrywa podziurawione ciało od narkotyzowania własnego życia, teraz: z bagna awansował i wszyscy muszą słuchać jego bełkotliwego wycia - obrzydliwej gęby.           Wczoraj padał obfity deszcz, podwórko schroniska zostało zalane do głębokości kostki stopowej, a za bramą kompletne bagno, on do mnie wrzaskiem:   - Śmiecie z kuchni do śmietnika lub natychmiastowa wyprowadzka!             Wybrałem to drugie, nie będzie moralny śmieć łamał mi moralnego kręgosłupa - gnoił i poniżał i gnębił i jeszcze ty, panie Sławku, kucharczyku - z takimi wielkimi oczami jak zboczeniec: lubisz temu śmieciowi obciągać, przecież: już dwa razy mnie bezpodstawnie zakapowałeś, a za pana Romana siedziałeś cicho na tchórzliwej dupie, bo on był po mojej stronie? I co mi zrobicie, obywatele trzeciego świata, złożycie pozew do najwyższego sądu rzeczypospolitej o obrazę godności osobistej? Najpierw: czy w ogóle ją macie - wartość i godność i wolność? Wy!?           Kim tak naprawdę jestem - ja? Byłym pracownikiem Archiwum Akt Nowych - miałem tutaj kontakt z Krzysztofem Naimskim, a w tym czasie jego ojciec był członkiem Biura Bezpieczeństwa Narodowego przy prezydencie Lechu Kaczyńskim, mogłem powyższą znajomość wykorzystać w osobistych celach życiowych, jednak: nie zrobiłem tego - nie akceptuję rodzinnego nepotyzmu na każdym szczeblu władzy państwowej, samorządowej i kościelnej, ukończyłem również kurs archiwalno-kancelaryjny pierwszego stopnia z dobrą oceną, więc: posiadam upoważnienie do wglądu niejawnych dokumentów państwowych, samorządowych i kościelnych - duplikat, oryginał został mi ukradziony, tak: obowiązuje mnie do końca życia tajemnica służbowa nawet jako osobę prywatną, dalej: każdy zainteresowany może sprawdzić dostępny życiorys Piotra Naimskiego, jasne: mam zamiar wysłać podanie o pracę finansową do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego po otrzymaniu należnego lokalu, teraz już wiecie, jestem mocno odporny na każdą intrygę miłosną, werbunkową i hakową. Kim tak naprawdę jestem - ja? Osobą aktualnie bezdomną, niepełnosprawną - niesłyszącą, jednak: myślącą...           Prowokatorzy polityczni posiadają parasol - ochronny, ludziom myślącym wmawiają - paranoję, tak: nie przyjmują merytorycznych argumentów, jęczą: tobie nic nie można powiedzieć, przeciwnie, powiedzieć - można, jednak: wpłynąć na mnie - nie można, inaczej: przejąć nade mną kontrolę w celu kształtowania mi osobistego życia, dalej: wmawiać mi różne pierdoły - nie można, ostrzeżenie: pierwsze poczucie winy i psychologia wstydu i drugie poczucie winy - jest charakterystyczne dla każdej monoteistycznej sekty: judaizmu, chrześcijaństwa i islamu - nie można mnie zwerbować, ogłupić i nawrócić.           A oto ofiara terroru politycznego - cielesnego i umysłowego i duchowego - niewiarygodnie wtórnych analfabetów: biurokratów, a tak poważnie - oni: cały czas stosują wobec mnie przemoc psychiczną (nękanie, plotkowanie, znęcanie, wyśmiewanie i okłamywanie, także: ciągłe odwlekanie mojej sprawy - odkładanie formalnych dokumentów na archiwalną półkę urzędniczą, również: robienie nieprzyjemnych złośliwości), więc: co ma robić w tej sytuacji zdrowy, silny i mądry człowiek? Po prostu nic - zaczyna pić, a oni: patrzcie, oto to ten pijak... Tak, ostatnio jestem pijakiem, a jakie ma wyjście motyl wśród stada much, które lecą do każdego gówna?           I dostałem niezły spadek: moja ukochana babcia w testamencie przekazała mi ponad milion polskich złotych, potem: zrobiłem dobry interes - kupiłem cztery mieszkania w największym mieście polskim, płacę comiesięczny czynsz: pięćset polskich złotych za sześćdziesiąt metrów kwadratowych, moja mamusia jest komornikiem, mój tatuś jest radcą, mój wujek jest policjantem i dodam jeszcze dziadka - jest on sędzią, ładnie poprosiłem ukochaną rodzinę o dobrowolną pomoc wolnorynkową - mieszkaniową, kochani: potrzebuję dziesięciu ludzi bezdomnych, aby wynajmować im moje drogie lokale - czterdzieści metrów kwadratowych za tysiąc polskich złotych, pięćdziesiąt metrów kwadratowych za tysiąc pięćset polskich złotych i sześćdziesiąt metrów kwadratowych za dwa tysiące polskich złotych, więc: pomożecie? Tak, synku, pomożemy - powyrzucamy niewinnych obywateli: nieźle będziesz zarabiał...           W dzisiejszych czasach człowiek jest bezwzględnie wykorzystywany jako zniewolony przedmiot gospodarczy: jego ciało służy firmom ubraniowym i kosmetycznym i tatuażowym, jego umysł służy firmom reklamowym i propagandowym i muzycznym, jego dusza służy firmom sekciarskim i dogmatycznym i religijnym i to wszystko jest jego - tak mu wmawiają: to twój wybór, więc: chowajcie zarobione pieniądze do bardzo głębokiej kieszeni, a najlepiej nie pracujcie na ich konto, tak: aktualnie jestem bez złamanego grosza, niestety: póki nie otrzymam lokalu - fundamentu i dachu i bezpieczeństwa - nie będę pracował: prędzej wybiorę śmierć, inaczej: duma czy głód - prawda czy fałsz?           A jak mi zawieszą dożywotnie odszkodowanie za utratę zdrowego słuchu, to: powinni mieć pełną świadomość - decyzja będzie nieodwracalna, inaczej: nie będę już chciał tych pieniędzy razem z należnym lokalem socjalnym - piętnaście metrów kwadratowych za dwieście złotych miesięcznie, a jeszcze tym bardziej - nie będę pracował, dalej: jeśli ktokolwiek będzie sobie wypłacał moje dożywotnie odszkodowanie, także: głodową łaskę podatników - będzie doskonale wiedział, że jest najgorszego miotu skurwysynem - złodziejem, słowem: okradł osobę niesłyszącą i bezdomną i osamotnioną, tak: mentalnie jest po prostu głęboko zakonspirowanym tchórzem - ludziom bogatym włazi w niemiłosiernie brudną dupę, natomiast - biednych: okrada, jasne - ja: będę miał czyste sumienie jak święta łza duszy, oczywiście: ich będzie gryzło i śmierdziało i gniło - po pewnym czasie będą wyjątkowo mocno agresywni - na siłę będą szukać winnego: ofiary - mnie, niestety: będzie - za późno, nie wiem: skąd będziecie comiesięcznie brać tysiąc trzysta złotych na utrzymanie osoby bezdomnej - silnej i zdrowej i mądrej, nie wiem: skąd będziecie comiesięcznie brać pięćset złotych na wynajęcie jakiegoś pokoju na wolnym rynku mieszkaniowym, nie wiem: skąd będziecie comiesięcznie brać na opłaty cudzego gospodarstwa - gaz i wodę i prąd, wiem: nie będę pracował jako osoba bezdomna - całkowicie bezprawnie wyrzucona, zapewniam: mogą mi odebrać powyżej wymienione pieniądze bez żadnej podstawy prawnej - będą używać argumentu: pan nigdzie nie mieszka, moich: merytorycznych dowodów opartych na formalnych dokumentach urzędowych - nie będą przyjmować i najprawdopodobniej taki będzie rozwój mojej życiowej sytuacji - same fakty mówią za siebie, świadczą - na całkowitą moją korzyść i po tym co przeżyję - naprawdę będę chciał powrotu do poprzedniego stylu życia - bytu?           Proszę pamiętać, że istnieje instytucja obrony koniecznej: artykuł prawny zezwalający obywatelom używać samoobrony fizycznej i werbalnej i psychicznej w celu ratowania osobistego życia, więc: mam święte prawo odpierać ataki, jeden: używając argumentów logicznych i dwa: używając argumentów filozoficznych i trzy: używając argumentów poetyckich i cztery: używając argumentów merytorycznych i pięć: używając argumentów prawnych i sześć: używając argumentów konstytucyjnych i siedem: używając argumentów psychicznych i osiem: używając argumentów duchowych i dziewięć: używając argumentów werbalnych i dziesięć: używając argumentów erotycznych, dalej: na samym końcu - fizycznych, włącznie: pozbawiając agresora życia, pytanie: czy nieczuły psychopata i żywy trup i niedojrzały emocjonalnie dwunożny ssak agresywny jest ze swojej natury człowiekiem?           Po pierwsze: jestem osobą samodzielną, po drugie: jestem osobą świadomą i po trzecie: moja bezdomność jest całkowicie nielegalna, której pod każdym względem nie akceptuję - zostałem bezprawnie wyrzucony: sąd rejonowy dla Warszawy Mokotowa (sędzia Agata Puż, ona: ukończyła studia prawnicze na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu - ledwo otrzymała trójkę) - wydał wyrok solidarnie i zastosował zbiorową odpowiedzialność karną, więc: nie uznaję bezprawnego wyroku, czekam tylko i wyłącznie na umowę o najem lokalu socjalnego, wtedy: formalnie przestanę być osobą bezdomną, również: znajdę pracę zarobkową na skromne pół etatu - legalnie, dalej: jak można osobę samodzielną i nielegalnie bezdomną pod pozorem propozycji udzielenia pomocy zmuszać do wzięcia udziału w tak zwanej resocjalizacji - pomagać jej wyjść z tak zwanej bezdomności i uczyć jej tak zwanej samodzielności, przecież: pod tą maską jest coś innego, dokładnie: kontrola - życia osobistego: intelektualnego i seksualnego i materialnego, oczywiście: otrzymane pismo biurokratyczne wylądowało w urzędowym koszu - moja czarna teczka nie będzie już zbierała jakichkolwiek śmieci.           Aktualnie panującą ustawa zasadnicza - Konstytucja: jak najbardziej jasno mówi w kilkudziesięciu artykułach prawnych, dokładnie: osobom niepełnosprawnym przysługuje lokum socjalne (piętnaście metrów kwadratowych) i zasiłek pielęgnacyjny (głodowa łaska podatników) i renta socjalna (dożywotnie odszkodowanie finansowe za utratę zdrowego słuchu z winy państwowego szpitala), dalej: uczciwie pracowałem zarobkowo w Zakładzie Pracy Chronionej i Archiwum Akt Nowych i Narodowym Klubie Libertyńskim, zapewniam: rzetelnie oddawałem podatki na utrzymanie biurokratów systemowych - płaciłem miesięczny czynsz i posiadałem miejską kartę komunikacyjną i robiłem miesięczne zakupy, słowem: byłem jak najbardziej samowystarczalny - posiadałem skromny byt życiowy, tak: posiadam niezłą emeryturę na stare lata, dekada mojej pracy: kolekcja niezłych książek i banknotów i monet, także: filmów, muszę jeszcze dodać - twardy fundament i brata mniejszego i własność intelektualną, niestety: wszystko zostało mi bezprawnie zniszczone - ukradzione, sam - zostałem bezczelnie wyrzucony na warszawską kostkę brukową: całkowitą odpowiedzialność ponoszą za moje Osobiste Życie trzy instytucje - Rodzina i Administracja i Temida, oni - odmawiają mi jakiejkolwiek obowiązkowej pomocy, gorzej: kradną formalne dowody świadczące na moją czystą korzyść, oczywiście: jestem osobą bezdomną, niepełnosprawną - niesłyszącą, jednak: myślącą - samodzielnie i jako ofiara powyższych instytucji - uczciwie pracowałem społecznie, wymieniam: Schronisko Betania i Towarzystwo Pomocy Świętego Brata Alberta i Otwarte Drzwi - Dom Rotacyjny i Stowarzyszenie Monar - Markot i Państwowa Noclegownia Skaryszewska - wyjątkowo piekielnie cierpiałem za obce mi winy i grzechy i błędy, zrozumcie: trzeba mi było pozwolić w styczniu tego roku wyjechać nad morze, potem: emigrować - mielibyście mnie już dawno z własnej: świętej i głupiej i pokornej - głowy, cóż: sami tego chcieliście - teraz będę ostrym kolcem w waszych zakłamanych sumieniach, zapamiętajcie: już nie ustąpię i nie będę pracował jako osoba bezdomna - wyrzucona całkowicie bezprawnie, a jeszcze tym bardziej - utrzymywał darmozjadów urzędowych i po raz kolejny zaczynał wszystko od samego początku i brał odpowiedzialność za to - czego nie zrobiłem, bo: to wy, kurwa, to wy - zniszczyliście mi zrównoważone i opanowane i ustabilizowane Osobiste Życie, pewnie: Praktyka Błędnego Koła to wasz świat bytu - nudzący i śmiertelny i pusty, nie mój, dotarło!?           I nie uznaję bezprawnego wyroku sądu rejonowego dla warszawskiej dzielnicy mokotowskiej w składzie głównego przewodniczącego - sędzi Agaty Puż, tak: wyrok został wydany solidarnie - zastosowano wobec mnie zbiorową odpowiedzialność karną, inaczej: uznając powyższy wyrok - musiałbym wziąć odpowiedzialność za to - czego nie zrobiłem, jednocześnie: musiałbym uznać własną bezdomność, a tym samym: całkowicie świadomie zrezygnować z należnego lokalu socjalnego, słowem: temida złamała kilkanaście praw, artykułów i paragrafów, więc: to ona jest odpowiedzialna za taki stan rzeczy - nie jestem wielbłądem, to znaczy: nie będę udowadniał własnej niewinności, dodam: aktualnie obowiązującą ustawa zasadnicza zezwala mi być oskarżycielem z całkowicie wolnej stopy, oczywiście: dowody złamania prawa cały czas posiadam w mokotowskim urzędzie miejskim - Wiktorska.           Przypominam: zostałem bezprawnie wyrzucony - zastosowano wobec mojej osoby zbiorową odpowiedzialność karną, wyrok został wydany - solidarnie: sędzia Agata Puż i komornik Olga Rogalska-Karakula i protokolant Aleksandra Zawadzka - Sąd Rejonowy Dla Warszawy Mokotowa na wniosek administracji spółdzielczej "Pod Kopcem" - nie znajdą państwo nigdzie danych osobowych powyższych władz publicznych ze spółdzielni mieszkaniowej, tak: człowiek posiadający czyste sumienie - nie ukrywa własnej tożsamości, dalej: jestem osobą nielegalnie bezdomną, niepełnosprawną - niesłysząca, jednak: myślącą - samodzielnie, nie posiadam jakiegokolwiek stałego miejsca zamieszkania - meldunku, jutro idę spełnić obowiązek patriotyczny - oddać głos wyborczy, nie wiem jak to wszystko będzie wyglądało, wiem: nikt nie ma prawa odbierać mi jakichkolwiek praw publicznych, legalna ustawa zasadnicza - konstytucja: każdy ma prawo do pełnej wolności słowa i rozpowszechniania zdobytych informacji, jasne: będę nagrywał skład komisji wyborczej.           Składając formalnoprawny wniosek o odwołanie zaocznego wyroku - musiałbym uznać bezprawny wyrok, a tym samym: wziąć pełną odpowiedzialność za to - czego nie zrobiłem, przypominam: warszawski sąd rejonowy nie udowodnił mi jakiejkolwiek winy, tak: zastosował zasadę zbiorowej odpowiedzialności karnej wobec mojej skromnej osoby - wyrok wydał solidarnie, złamał: kilkanaście artykułów ustawy zasadniczej i kilkanaście paragrafów kodeksu prawa karnego i kilkanaście punktów własnego regulaminu - warszawskiego sądu rejonowego, zignorował rzymską filozofię prawa: nullum crimen sine lege, przyjął - katolicką filozofię prawa: vox populi, dalej: jestem po trzech legalnych pracach - posiadam niezłą emeryturę na odległe stare lata, także: dożywotnie odszkodowanie za utratę słuchu z winy państwowego szpitala w postaci renty socjalnej, przeszedłem trzy pozytywne weryfikacje ze strony następujących podmiotów systemowych: administracyjnej komisji mieszkaniowej i zakładu ubezpieczeń społecznych i agencji bezpieczeństwa wewnętrznego, natomiast: dwadzieścia pięć metrów kwadratowych lokalu socjalnego kosztuje dwieście złotych miesięcznie, jasne: aktualnie panujący system bezkarnie odbiera mi konstytucyjne prawa obywatelskie, potem: świadomie blokuje mi drogę do obrony własnych praw - prowadzi grę na jedną stronę, tak po prostu działa ten system: towarzystwa wzajemnej adoracji - układy i znajomości i wpływy, niestety: wiosną wyjadę na bezpowrotną emigrację - sami tego chcecie, po pewnym czasie: żałujecie - jesteście kompletnie nienormalni: zadajecie ogromny ból niewinnemu człowiekowi, a za chwilę: płaczecie - tak ma wyglądać moje życie, które w rzeczywistości jest waszym życiem?           Najwyższe prawo zasadnicze - konstytucja: zabrania, aby osoby niepełnosprawne mieli na głowie problemy osób pełnosprawnych, jednocześnie: zabrania osobom pełnosprawnym wykorzystywanie osób niepełnosprawnych pod pozorem udzielenia pomocy, dalej: jestem osobą nielegalnie bezdomną, niepełnosprawną - niesłyszącą, jednak: myślącą - samodzielnie, zostałem bezprawnie wyrzucony przez brak jakiejkolwiek odpowiedzialności ze strony matki - Katarzyny Jasińskiej (alkoholizm) i ojca - Wiesława Jasińskiego (alkoholizm) i brata - Jakuba Jasińskiego (bezrobocie), tak: Rodzina i Administracja i Temida - oni są odpowiedzialni za mój życiowy los: oni - odebrali mi trzy podstawowe świętości: twardy fundament i brata mniejszego i własność intelektualną, oni - perfidnie ściągnęli mnie w bardzo głęboki dół, oni - jak najbardziej świadomie zrobili ze mnie systemowego niewolnika i oni - wykorzystują moją witalność cielesną i umysłową i duchową, a ja - jako niewinna ofiara nie mam jakiegokolwiek życia prywatnego i seksualnego i kulturalnego, cierpię - robię coś wbrew własnej wolnej woli, bo: nie mam żadnego wyboru - mam zamieszkać pod warszawskim mostem?           W lutym wyciągnęłam matkę z głębokiego dna bezdomności - teraz mieszka ona w katolickim schronisku wolskim: nie pije alkoholu - pracuje, natomiast: ojciec i brat - uciekli, tak: w tym chorym kraju złodzieje są ponad obowiązującym prawem, gorzej: prawo ich chroni, a ludzie uczciwi nie mają żadnych szans na jakiekolwiek godne życie... Teraz muszę czekać na pisemną informację telefoniczną (SMS) ze strony wydziału lokalowego - wewnętrzna rada urzędników ma podjąć formalną decyzję, które mieszkanie przyznać panu Łukaszowi Jasińskiemu, potem: zaproszenie i obserwacja i decyzja - akceptacja, dopiero: na samym końcu wchodzi ekipa remontowa, nie wiem jak długo będę czekał, wiem: po co mieszkanie osobie wykończonej - cieleśnie i umysłowo i duchowo? Wybieram - emigrację, jeśli nic z tego nie wyjdzie - bezdomność, tak: wolę - schronisko.           W dniu drugiego listopada o godzinie dwunastej dziesięć mój telefon komórkowy został zablokowany przez aktualnie panujący system - nielegalnie zatrudnionego hakera, cały ekran był czarny - robił jasne błyski, nie: nie był to wirus - jego łatwo usunąć, przypominam: taka sytuacja nie pierwszy raz zaistniała w moim osobistym życiu, jasne: ciągle mnie blokują, aby uniemożliwić mi jakąkolwiek walkę - cały czas używam merytorycznych argumentów opartych na formalnych dokumentach biurokratycznych, dalej: wyjątkowo ciężko pojąć ich rozumowanie współczesnego świata - logikę, dokładnie: oni dają tobie jakieś auto, pismo, religię i serial, potem: natychmiast ciebie blokują - całkowicie zabraniają ci zwracania uwagi, także: krytykowania decyzji systemowej władzy, inaczej: samodzielności, zauważ: zostały ci odebrane - formalnoprawne narzędzia samoobrony, ty: nie mając jak odrzucić, uniknąć i odepchnąć niechcianych produktów materialnych, dogmatycznych i komercyjnych - zostajesz workiem na emocjonalne, przeterminowane i ideologiczne śmiecie, twoje ciało, umysł i dusza, jakby inaczej: cud - zaczyna źle funkcjonować, czujesz wtedy obcy ciężar - niestrawny, zaczynasz nieświadomie chorować: atakuje ciebie cywilizacyjna agresja, frustracja i depresja, zrozum: odebrano ci możliwość - społecznej komunikacji obywatelskiej, jednak: posiadasz ogromne pragnienie życia - kupujesz nielegalną broń palną na czarnym rynku warszawskim, bo: tylko ona ci pozostała i tuż za chwilę: o godzinie dwunastej czterdzieści wyjąłem baterię i włożyłem ją - w to samo miejsce, a za pięć minut: mój telefon komórkowy wrócił do normalnego trybu działania.           Na dobry początek - Łukasz Jasiński, zacznijmy więc od bardzo głębokiego źródła przyczyny: w dwutysięcznym siedemnastym roku zostałem bezprawnie wyrzucony na miejski bruk warszawski, a jestem osobą niepełnosprawną o umiarkowanym stopniu - niesłyszącą (posiadam całkowity ubytek słuchu: miałem operację na nosie w dziecinnym wieku - około cztery lata, została źle użyta narkoza - znieczulenie), dalej: odpowiedzialność za moją aktualną sytuację życiową ponoszą trzy publiczne instytucje o charakterze prawnym, wymieniam: Rodzina, Administracja i Temida, po raz kolejny przypominam - światu: zanim doszło do całkowicie bezprawnej eksmisji - próbowałem uprzedzić fakty: zgłosiłem sprawę mokotowskiej policji (Podchorążych i Maszewskiego), zgłosiłem sprawę mokotowskiej opiece społecznej (Iwicka i Sielecka) i zgłosiłem sprawę administracji spółdzielczej (Zwierzyniecka) - nikt nie udzielił mi jakiejkolwiek przysługującej pomocy: organy władzy publicznej postąpiły wbrew kulturze osobistej, prawu karnemu i ustawie zasadniczej - konstytucji (w urzędzie miejskim na Wiktorskiej znajdą państwo Moją Sprawę - Życie, dokładnie: Wydział Zasobów Lokalowych - nr: Sto), natomiast: wy, państwo, wy - jako system Opieki Pomocy Społecznej - świadomie, perfidnie i złośliwie utrudniacie mi normalne funkcjonowanie bytowe - życie (ukrywanie dokumentów, przerzucanie mojej sprawy z dzielnicy na dzielnicę i granie na czas - liczenie na przekroczenie ustalonej granicy dochodu w postaci tysiąc dwieście złotych miesięcznie, wtedy: nie otrzymam lokalu socjalnego), słowem: patrzycie na moją osobę jak na winną - odpowiedzialną za jakąś zbrodnię, każecie mi płacić trzysta złotych miesięcznie za górne łóżko w domu dla osób bezdomnych - schronisku, chociaż: dwadzieścia metrów kwadratowych lokalu socjalnego kosztuje dwieście złotych miesięcznie! Kim wy jesteście, aby decydować o moim życiu!? Nie wiecie!? Powiem wam: jesteście najgorszym miotem biurokratów - prymitywnym, wrednym i upośledzonym - cieleśnie, intelektualnie i duchowo, zaprogramowanymi żywymi trupami - bez jakiegokolwiek serca, jesteście wtórnymi analfabetami - darmozjadami, pasożytami i krwiopijcami i niewolnikami chorego systemu! Mam już dość!!! Proszę więc przyjąć moja rezygnację z bezterminowego zasiłku pielęgnacyjnego w postaci: sto osiemdziesiąt cztery złotych miesięcznie - nie chcę już waszej głodowej łaski!           Przyczyna: zostałem bezprawnie wyrzucony na miejski bruk warszawski - jestem osobą nielegalnie bezdomną, dalej: piętnasty miesiąc czekam na należny lokal socjalny, sito systemu zabija mnie jako zdrowego człowieka - niedługo będę kaleką cielesną, umysłową i duchową z winy aktualnie panującego systemu, tak: takie doświadczenie nauczyło mnie tylko jednego - pogardy dla dwunożnych zwierząt agresywnych bez względu na ilość posiadanych kont bankowych, tymczasem: jako osoba niepełnosprawna o stopniu umiarkowanym - niesłysząca - nie mogę pracować na jakichkolwiek stanowiskach, które zagrażają mojemu bezpieczeństwu - życiu, niestety: moje prawne, merytoryczne i logiczne argumenty nie docierają do jakichkolwiek wtórnych analfabetów - betonu, właściwie: powinien używać siły fizycznej wobec intelektualnych padalców, nawet: zabijać - strzałem w potylicę, nomen omen: taka śmierć jest bezbolesna, szybka i humanitarna, przecież: tu chodzi o moje zagrożone życie, skutek jest jednocześnie diagnozą: "podejrzenie wyrośli chrzęstno-kostnej końca bliższego kości piszczelowej po stronie przyśrodkowej i skręcenie stawu kolanowego - lewego", inaczej: coś mi skacze w lewym kolanie przy szybkich ruchach - muszę nosić opaskę stabilizacyjną, także: nie mogę dźwigać, jasne: bezpośrednim sprawcą bólu na moim ciele jest kierownik schroniska, pośrednim: Rodzina, Administracja i Temida - system, który ponosi odpowiedzialność za moją aktualną sytuację życiową, jednocześnie: pogarsza ją, więc: czego ten system ode mnie jeszcze oczekuje?           Wiesz, przechodniu, prawda wyzwala energię - moc, dzisiaj: skrzyżowanie alei Solidarności i ulicy Żelaznej - miejsce niewybaczalnej zbrodni: sklep, tak: w prostej linii sto metrów - sąd rejonowy dla warszawskiej dzielnicy mokotowskiej - Ogrodowa, dalej: szczegół po szczególe - fakt po fakcie: robię drobne zakupy, płacę kartą bankomatową i wychodzę... Nagle szybki błysk - czerwona lampka w lewym rozumie, inaczej: logicznej półkuli mózgowej, ona: nie oddała mi karty! Wracam i zwracam jej uwagę, ona: oddałam ją panu - pan ją schował! Pokazuję puste kieszenie - nie mam jej! O! Tu leży! Zapomniał pan - wrednym paluchem wskazuje! A ta druga: ma pan jakiś problem!? To wy, kurwa, macie wielki problem! Jesteście paskudnymi złodziejami! A najłatwiej jest okradać bezdomnych - nie wstyd wam!? Sklep posiada kamery - nagrywa wszystkich złodziei, wiesz, przechodniu, prawda wyzwala energię - moc, pamiętaj: sprzedawca posiada obowiązek oddać tobie kartę do twojej łaskawej dłoni, ona - tego nie zrobiła, najpierw: ukradła, potem: zaczęła mi wmawiać, że oddała mi ją - schowałem ją, a na samym końcu: to pan zapomniał! Jest to charakterystyczne dla wszelkiej maści złodziei, jednocześnie: zastosowała ona wobec mojej osoby psychomanipulację - próbowała na mnie wpłynąć, inaczej: zdyskredytować, wzbudzić poczucie winy i zasugerować chorobę psychiczną - pan ma problem! Tak, takie zachowanie jest jak najbardziej dla dwunożnych zwierząt agresywnych, których gryzie sumienie - szukają oni wtedy Boga, przepraszam: ofiary, również: współwinnego - ich winy, grzechu i błędu, tekst jest spójny logicznie: jest tutaj psychologia, teologia i socjologia - zachowanie stadne, religijna wiara i rola społeczna. Szalom, pardon: na wieki wieków święty - Amen!           Powtarzam: zostałem bezprawnie wyrzucony jako osoba niesłysząca o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności na miejski bruk warszawski przez spółdzielczą organizację prawników w składzie głównego przewodniczącego - sędzi Agaty Puż, dalej: wyrok został wydany solidarnie, zastosowano wobec mojej osoby zbiorową odpowiedzialność karną, biegły nie zrobił wywiadu rodzinnego, odmówiono mi prawa do jakiejkolwiek obrony własnych racji i nie przysługuje mi żaden lokal socjalny, tymczasem: nie wolno wydawać wyroków solidarnie, stosować zasady zbiorowej odpowiedzialności karnej, biegły miał obowiązek zrobić wywiad rodzinny, przysługuje mi jako osobie niepełnosprawnej urzędowy adwokat, urzędowy tłumacz języka migowego i urzędowy biegły, przysługuje mi status oskarżyciela z całkowicie wolnej stopy, status świadka koronnego i status ofiary systemu - odszkodowanie i przysługuje mi normalny lokal socjalny - przydział, jasne: jako reprezentanci systemu chcieliście mi dać prawdziwą lekcję życia - bezkarnie, nielegalnie i bezczelnie zniszczyliście życie człowiekowi dojrzałemu: samodzielnemu, odpowiedzialnemu i świadomemu - to wy gotujecie mi niewiarygodne piekło, kończąc: ta wasza lekcja życia nauczyła mnie tylko jednego, dokładnie: POGARDY!   Łukasz Jasiński (Warszawa: 2017-21)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...