Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Po co komu schody do nieba? Stąpamy po ziemi, nie dlatego, że w wyśnionym niebie zabrakło miejsc. Oddychamy nie dlatego, by tam egzystować na bezdechu, trwamy, nie dlatego by trwanie urywało się w chmurach... obudziłem się, szklanka wody topi suchotę, zanim pozbędę się powiewu niedokończonego snu popatrzę na Ciebie. Znowu byłaś obok, znowu do niczego nie doszło, po raz kolejny przyklejona do ściany w kącie wąskiego łóżka, szeptałaś, dyszałaś w bezsenności. Zakrywam rękoma twarz, to co się pomarszczyło pod oczami, na czole, w policzkowym zmęczeniu, rozcieram powoli. Znowu milczysz, zapomniałaś słów, albo dusisz w sobie żal... na pewno to drugie, bo pierwszego zapominamy wtedy, kiedy schodami do nieba... koniec tego ! albo zjemy to cholerne śniadanie, albo Twoje przekwitłe ubrania wyrzucę za okno, sam stanę na wycieraczce za własnymi drzwiami, by nie słyszeć przekleństw wydzierających się z skrzeczącego gardła. Cisza, tak bardzo jej nie lubię, za oknem to samo, zatykam uszy, rozmawiam ze sobą, ruchami warg wytwarzam tarcie, już jest inaczej. Może zaproszę znajomych, nie będzie nam tak samotnie we dwoje, albo lepiej nie, włączę muzykę, jej nie trzeba odpowiadać, ominiemy trudności językowe. Co Ty na to? Nie odpowiadasz, ale wiem, że Ci to zupełnie obojętne, ulegasz moim zachciankom, otwierasz drzwi tysiącom pretekstów, by się ubrać i wyjść. Dziś niedziela czy poniedziałek? Zgubiłem rachubę po ostatnim milczeniu, nie przeczytałem ulubionej gazety, nie wysłuchałem codziennej audycji, nawet msza w kościele nie przedarła się przez szczelne okna. Hermetycznie zamknięci w moich czterech kątach zaprosiliśmy nieśmiałość, tylko po jaką cholerę wdarła się w łóżkowe igraszki ?! Chyba ktoś tu był, nawet nie chyba, tylko na pewno, prześcieradło pachnie obco, drzwi uchylone na korytarz, domykają się powoli jakby właśnie ktoś wyzionął ducha. Nie przyznajesz się, a milczenie zawsze jest zgodą, wiesz o tym, zastawiłem logiczną pułapkę, na Ciebie, na nas, na niedomówienia... jęki przecież nie są słowami, wyrażają jedynie to co zamierzasz za chwile powiedzieć, jeśli nadal milczysz, znaczy, że udajesz. Kto jest reżyserem Twojego spektaklu jednego aktora? Widownia bez widza daje więcej pewności. A jeśli wszyscy wyszli na balkon i patrzą w nasze okno? Jeśli pod drzwiami warują konfidenci, spragnieni życiowej osobistości? Zagramy dla nich? Pokażemy zdradę, albo dzikie żądze, pokażemy artyzm życiowego nieszczęścia, stłuczemy drogie kieliszki do szampana dla realizmu, przecież i tak już szampana nie pijamy, to przez brak okazji, albo po prostu nie lubimy szampana. To już chyba nie istotne, co i po co. Nie mówimy nic, to wszystko to moje wyobrażenia, taki monolog umysłowy, brak pewności i zdecydowania. Podejmowanie tematu o schodach do nieba najbardziej okrężną drogą z możliwych. Brak zdecydowania, albo zbyt dużo książek wsiąkło w moje dłonie. Żeby wspomnieć o krzywym palcu u nogi, pisze się książki, poezja zbyt dosłowna, albo nie dosłowna, zabrudzona metaforami. Masz problem, napisz o tym książkę, romans z sąsiadką? Wszystko załatwi stustronicowy rozdział w biografii własnej próżności, a ja zaczynam temat rzekę o „schodach do nieba” o których nawet słowa nie umiem napisać.

Opublikowano

najpierw parę uwag na temat tego, co się rzucało w oczy: "dyszałaś w bezsenności" - brzmi nieco dziwnie.
w następnym zdaniu można by trochę zmienić: Zakrywam rękoma twarz. Rozcieram powoli to, co się pomarszczyło zmęczeniem pod oczami, na czole i policzkach.
"Brak zdecydowania, albo zbyt dużo książek wsiąkło w moje dłonie." - też pewnie można by zmienić.
i jeszcze sporo podobnych rzeczy, nie będę wypisywał wszystkich.

całość czyta się nieco ciężko, może przez brak podziału na akapity. zdania też jakby przydługie.
jeśli chodzi o treść, cóż, może komuś się bardziej spodoba.

Opublikowano

A dla mnie całkiem całkiem :) Powoli specjalizujesz się w poetyzowaniu prozy. Zastanawia mnie tylko czy prezentowane przez ciebie fragmenty i rozmaitości kiedyś stworzą, jakąś spójnię, czy tylko się bawisz od czasu do czasu.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • nieistotne czy to mieszkanie w bloku willa z egzotycznym ogrodem jurta igloo wiejska chatka otoczona malwami   może być z cegieł desek lodu skór rozpiętych na drewnianych palach tęcz w kroplach rosy odbijających jutrzenkę   solidnie wymurowany od fundamentów po dach albo unoszący się na wodzie z sennymi łodziami wykopany w ziemi nieruchomy na śnieżnych polach przeniesiony na niebo między gwiazdy   nie ma znaczenia rzeczywistość i budulec czasem jest jedynie napisany w wierszu zapamiętany z baśni noszony na dnie serca codziennie wymyślany od nowa a czasem mocno wrośnięty w ziemię rodzinną   rozmawiamy w nim przytulamy się modlimy pieczemy chleb głaszczemy kota lub psa usypiamy w kolebkach naszych wewnętrznych wszechświatów   lecz najważniejsze że to  nie tylko przestrzeń na spokojny głęboki oddech który nie męczy się bliskością   ale także miejsce gdzie zawsze wolno płakać bez obaw przed ucieczką i wszystkimi rodzajami samotności   wtedy dopiero jest naprawdę bezpieczny      
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Simon Tracy Simonie, zgadzam się z @Berenika97,że jesteś mistrzem tego mrocznego gatunku literackiego. Pozdrawiam!
    • Prostokątna twarz parapetu. Bęc. Prosto w nos. Pierwsza szkicuje cząstkę wziętych przestworzy.    Bęc. Druga prosto w rdzawe oko.     Trzecia. Bęc. W zaschniętą kupę po gołębiu.    Nagle tysiące w powtórzeniach. Każda gdzie indziej siada.    Kap. Kap. Coraz szybciej i więcej.    Mini fontanny, spływają poza krawędź. Werble bębniące kawałkami chmur. Tylko sisiolków z blachy nie ugnieciono.   Na szybie strumienie chaosu.     Wiją się na zamazanym prześwicie, niczym wnętrze żywego stworzenia.    Każda żyłka z bąbelkiem na szpicy.    Tylko krew przezroczysta, i prochy z kości rozmyte.    Arterie drgające. Wilgotne pulsacyjki. Bez drogowskazów. W rytm stukania o metalową połać.    Puk. Puk.     Coraz głośniejszy i szybszy wododzirej. Pociesznie rozbryzguje. Jakby w każdej kropli, dziecko roześmiane biegało.    Za taflą rozmazane kształty światłowodów, zamglone całunem wykręcanej chmury.    Okalają wszystko. Zniekształcają obrazy. Spływają krawędzie parodią przezroczystości. Liście chłoną wodę. Na krótko. Za chwilę inna.    Kap. Kap. Stuk puk. W plumplane kółka okrągłych fal zabawa. O kształtach niewyraźnych.   A tam strumyczki, niczym foliowe węże, z powtarzalną falą grzbietową.    W kałużach zatopione światy, rozjeżdżane kołami samochodów.    Rzucane na boki, w radykalnym wytryśnięciu, na przemoczonych pieszych.    Przylepione zebry, nie mogą się schować. Nie dosyć że mokną, to jeszcze przygniatane pospieszną cywilizacją.    Różnorodne wodospady, szumią deszczoświatem, A każdy w innym, zamgleniu widoczny.    Szara płynność, nasączona migoczącym lśnieniem kostek brukowych, przytula światłem niechciane odbicia.     I cholera wie, gdzie woda w końcu spłynie.
    • @GosławaWspaniały wiersz, w którym każda metafora świeci niezwykłym blaskiem. Ten świat jest trochę zbyt mocno wystylizowany, ale umiejętne posługiwanie się potencjałem języka, że się tak kolokwialnie wyrażę, 'robi robotę', przede wszystkim poprzez wykreowanie gęstego, kleistego nastroju, idealnie współgrającego z emocjonalnością obrazów. ;)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Ta faza miłości jest najtrudniejsza do osiągnięcia, gdy dopamina już nie musuje w głowie i trzeba bliskość zbudować na innych podstawach, bardziej namacalnych i solidnych - szukać innej chemii, która utrwali związek.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...