Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dzisiaj kończę 60 lat
nie nie
nie napiszę żadnego wiersza
z tej okazji
będę tylko się bać
o ten koncert na wiatr
i dwa świerszcze

o orkiestrę sierżanta
co wczoraj
malowała mój świat
madonnami
o dwóch panów
ledową purpurę
niebo z niezbyt grzecznymi ptakami

bać się będę że znikną
a grać będzie chochoł
z efemerydami
w oknie zaś
niekończący się taniec
słupów soli z czarnymi dziurami

Dzięki Bogu
serce młode
umysł jasny
ciało wrze
i dopiero
rozpoczynam
po laurowe gówno bieg

Spośród
jest wiele możliwości
wybrałem poezję ambient.
Będę tworzyć.
Mam tytuł pierwszego wiersza:
Dzisiaj kończę 60 lat.

Dobry?

...

Dzisiaj rano otwarłem
sześćdziesiąte powieki
tyleż ukłuć pamięci
zastąpiło skowyt budzika
i posypał się porządek
codziennego szaleństwa

Starości,
nie dokuczaj jeszcze
z wnukami chciałbym pogadać
gdzieś się wspiąć
potarmosić

Ciemnieje niebo wspomnień
przyglądają się drwiąco
Czemu czasie
spierdalasz*
resztki każąc trawić
bez końca

* sorry, takie mamy czasy

Opublikowano

@cyklop
Trudno ocenić wiersze dedykowane ( tym bardziej sobie).
Jest tu kilka ciepłych i wzruszających wersów.
Najważniejsze , że w wierszach jest młody duch.
Co to jest 60 latek , kiedy chce się żyć..?
Wszystkiego najlepszego !!!!!!!!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wiersz to wiersz, zły lub dobry, czasem średni.
Ale rozumiem, że nie chciałaś przyłożyć solenizantowi :)
Dziękuje i pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...