Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

[indent]Był przygnębiony. Myśli krążyły woków spraw, które spędzały mu sen z oczu. Nie pamięta już odkąd, ale chyba wkrótce po urodzinach pierwszego z dzieci podjął poszukiwania lepiej płatnej pracy, aby zadbać o rodzinę. Chciał zapewnić żonie i dzieciom godziwe warunki do życia, zdobywania wykształcenia. Cele te wydawały się mu coraz bardziej nieosiągalne. Kiedy dostrzegł oznaki niedomagań jego organizmu, doszła troska o to, czy zdrowie mu pozwoli dalej zarabiać na jedzenie i stałe opłaty. Niczym refren obmierzłej śpiewki pojawiała się myśl: Gdyby mi się coś coś stało, kto zaopiekuje się moją rodziną? Dostrzegał, że jego kochanej żonie też nie brakowało powodów do zmartwień. Wskutek tego co oboje przeżywali, ich wzajemne stosunki nie stawały się lepsze. Wracał po pracy wykończony, nieskłonny zająć się dziećmi. Niechętnie angażował się w uczenie ich dobrych manier, które sam z trudem okazywał. Żona właśnie o to robiła mu wymówki. Wybuchały kłótnie przy dzieciach. Były nimi zdruzgotane. Winę, że do nich dochodziło brały na siebie. Nie były zdolne pojąć, że podłożem nieporozumień, była troska o to, co będzie gdy któreś z nich się poważnie rozchoruje. Skąd weźmiemy wówczas pieniądze na leczenie? Kwestia ta przerażała ich obojga. Sytuacja wokół nie staje się lepsza - odczuwali to nieomal z dnia na dzień - nawet relacje z krewnymi. Widział, że wszyscy cierpią podobny los do nich. Nie byli wyjątkiem. Nieodparcie nasuwała się myśl: Już nikt nie cieszy się prawdziwym spokojem ducha! Którejś, bezsennej nocy żona zwierzyła mu się, że czuje przemożne pragnienie znalezienia rozwiązania problemów z którymi się borykali. Szlochała, że pragnie wytchnienia i niczym niemąconej radości. On także. Któregoś dnia, w rozmowie przebiegającej w dość spokojnym tonie wyznał: Byłoby cudownie znaleźć drogę do pokoju i szczęścia. Też o niej myślałam... - usłyszał. Ośmielony tym, ciągnął dalej: Jest tyle filozofii życiowych, wierzeń, poglądów. Jak się przekonać, które z nich mają praktyczną, życiową wartość? Nie damy rady zbadać wszystkich zauważyła rezolutnie, i dodała: Każda religia, czy filozofia przedstawia jakieś rozwiązania problemów, lecz, jak widzimy wokoło, żadna zbytnio nie zmieniła życia swoich wyznawców. Myślę, że szkoda czasu na szukanie drogi do lepszego życia. Wolałby się z nią nie zgodzić... Zamilkł.[/indent]

Któregoś dnia zauważyła, że ich nowi sąsiedzi zdają się być dziwnie spokojni, zadowoleni. Pomyślała: Muszę ustalić co sprawia ich odmienny sposób bycia. Przy najbliższej okazji jaka się nadarzyła, w rozmowie z nową sąsiadką usłyszała: Wiesz... w zasadzie mamy te same problemy i kłopoty co wy. Ale odkąd czytamy pewną książkę, coraz bardziej ugruntowujemy się w przeświadczeniu, że jest ona dla nas źródłem praktycznych, życiowych wskazówek. Poza tym ukazuje nam sposób postępowania w życiu - drogę - który wiedzie do pokoju i szczęścia. Ta księga pomaga nam zachowywać radość pomimo trosk. Zaintrygowana słuchała w uważnym milczeniu. Książkę tę spisano w starożytności, na Bliskim Wschodzie, jednak przekonujemy się coraz bardziej, że w istocie jest napisana tak, iż odnieść z niej mogą pożytek wszyscy. Jej orędzie wznosi się ponad podziały na tle religijnym, społecznym i rasowym. Przetłumaczono ją na setki języków, więc czytać ją może właściwie kto tylko zechce. Bezspornie ma wartość edukacyjną, a jej moralnymi wytycznymi posłużyły się liczne systemy prawne wielu krajów świata. Biła się z myślami: Jak to się stało, że jak dotąd o tak zdaje się wyjątkowo cennej książce nie słyszałam? A może ta nowa sąsiadka, to jakaś sekciara, umiejętnie bajerująca wyćwiczoną gadką? Zakończyła wewnętrzne dywagacje trzeźwiącą myślą: To przecież tylko książka. Muszę ją przewertować i sprawdzić, czy w mojej ocenie będzie taka niezwykła. Wówczas pytając poprosiła: Czy mogłaby mi ją Pani pokazać? Była dość gruba. Starannie wydana. Przypadkowo otwarta przemówiła: Ćwicz chłopca stosownie do drogi, która jest dla niego, nie zboczy z niej nawet wtedy, gdy się zestarzeje. Była zdumiona tą, zdawałoby się oczywistą sentencją. Przerzuciła sporo stron, aż wreszcie jej wzrok padł na słowa: Ojcowie, nie drażnijcie swych dzieci. Nieco dalej: Kto kradł, niech już nie kradnie, ale niech raczej ciężko pracuje, wykonując swymi rękami dobrą pracę, aby mieć z czego udzielić będącemu w potrzebie. I jeszcze to: Jeżeli ktoś nie chce pracować, niech również nie je. Była pod wrażeniem. Z żalem musiała zakończyć tę sąsiedzką wizytę, bo te słowa uprzytomniły jej, że niebawem mąż wróci z pracy a ona jeszcze nie zdążyła niczego przygotować na obiad. Po obiedzie odczekała nieco. Przytuliła się do męża (lubił to) i zaczęła mu opowiadać o niezwykłej książce. Widać robiła to z takim przejęciem, że odsunął ją od siebie i badawczo zlustrował. Zamilkli oboje. Ona bo obawiała się, że istotnie wygląda na nawiedzoną - on, bo dostrzegł, iż jego rezolutną żonę przejęła treść jakiejś niezwykłej książki. Nigdy jej takiej nie widziałem - stwierdził w myślach. Minęło kilka pracowitych dni. W jego pamięci mimochodem utrwaliły się powtarzające się epizody, których wspólną częścią była książka w czarnej oprawie. Kiedy przebudził się w weekendowy poranek, jego wzrok przykuła ta książka, która widywał w rękach żony. Leżała na nakastliku. Sięgnął po nią zaintrygowany. Była dość gruba, więc pomyślał, że zacznie czytać tam, gdzie mu się otworzy. Czytał: Człowiek panuje nad człowiekiem ku jego szkodzie. Zadumał się, ugodzony trafnością tego stwierdzenia. Przerzucił kilkadziesiąt kartek. Do męża, który idzie, nie należy nawet kierowanie swym krokiem. W pierwszym momencie żachną się, że to nie prawda... Kiedy jednak dotarło do niego, że może tu chodzić o postępowanie życiowe - życiowe kroki, to w duchu przyznał rację tej myśli. Gdy był młody, zdawało mu się, że pokieruje życiem swoim i najbliższych tak, jak zechce. Teraz wie jak jest. Przewertował kilkadziesiąt stron i jego wzrok padł na słowa: Wiedz, iż w dniach ostatnich nastaną krytyczne czasy trudne do zniesienia. Albowiem ludzie będą rozmiłowani w samych sobie, rozmiłowani w pieniądzach, zarozumiali, wyniośli, bluźniercy, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, nielojalni, wyzuci z naturalnego uczucia, nieskłonni do jakiejkolwiek ugody, oszczercy, nie panujący nad sobą, zajadli, nie miłujący dobroci, zdrajcy, nieprzejednani, nadęci pychą, miłujący bardziej rozkosze niż miłujący Boga, zachowujący formę zbożnego oddania, ale sprzeciwiający się jego mocy Dotarło do niego, że media dezinformują newsami o przyczynach trudności trapiących ludzkość, w tym jego i jego rodzinę. To nie trudności energetyczne, to nie klęski suszy, to nie huragany są powodem kryzysów, ale ludzie - postawy, jakie zajmują względem doznających klęsk żywiołowych, czy innych trudności. Myślał: O wiele częściej niż przez huragan domy rujnuje samolubstwo któregoś członka rodziny lub wszystkich, zanik uczuć naturalnych, nieskłonność do jakiejkolwiek ugody, brak panowania nad sobą, hedonizm. Rozumiał już, dlaczego żona się tak przejęła tą książką. Bezmyślnie otworzył ją w połowie jej objętości i przeczytał: Pobudują domy i będą w nich mieszkać; zasadzą winnice i będą spożywać ich owoce. Nie będą budować, aby ktoś inny mieszkał; nie będą sadzić, aby ktoś inny jadł. Bo dni mego ludu będą jak dni drzewa. Skonstatował, że brzmi to jak najlepsza obietnica, jaką dotąd słyszał. Zaraz potem przemknęło mu przez głowę, że to co czyta, jest wyrywkowe, przypadkowe, a brzmi tak intrygująco, prawdziwie. Ciekawe czego naprawdę uczy ta księga.

Opublikowano

Nie inaczej. Brzmienia cytowanych wersetów w tłumaczeniu zwanym Przekładem Nowego Świata (NWT). Korzystnie zapoznać się z nimi w innych przekładach.

Podoba mi się użycie przez Ciebie słów, cyt.: wydaje mi się. Absolutnie nie kwestionuję tego co Ci się wydaje, ani co Tobie się podoba. Pewnie jest tak jak piszesz. Ciekawi mnie tylko, czy dałaś szansę Biblii przemówić do siebie, tak jak czytam, dałaś przemówić do siebie Nan hua zhen jing.

Mnie osobiście nie uspokaja sen Zhuangzi o motylu, który latał z kwiatka na kwiatek, był lekki, wolny i szczęśliwy. Spekulatywne jest w tej powiastce, że po przebudzeniu - czy to motyl (nie stwierdzono, że miewają sny) czy bardziej Zhuangzi stwierdził różnicę zachodzącą między nim a motylem, którym zdaje się był we śnie. Powiastka ta ma być dowodem na tzw. transformacją rzeczy.

Jakoś nie dała mi spokoju Nan hua zhen jing snująca wywody o uczniu i mistrzu oraz gigantycznym drzewie, przewyższającym bogatą świątynię wybudowaną na cześć drzewa (sic!). Pogląd jakoby mistrza o bezwartościowości drzewa (jedynie dlatego bezwartościowego, że go nikt dotad nie ściął) jest... nie do przyjęcia jak dla mnie. Zawsze miałem i mam więcej zachwytu dla drzewa (które nikt na szczęście nie ściął), niż dla najwspanialszej jakowejś świątyni. Boże dzieła mówią mi więcej o Bogu, niż jakiekolwiek świątynie. Jestem też oburzony tym, że w gonieniu króliczka, czy zwinnej małpy jak w Nan hua zhen jing, nie chodzi o nią (czy też króliczka), lecz o samo gonienie. Bzdura. Podobną jest powiastka o księciu zarzucającym gigantyczną wędkę w oceanie, na którą w końcu złapał gigantyczną rybę, która mogła przez kilka dni wyżywić pobliskie wioski (nie wiadomo czy wyżywiła). Symptomatyczna jest w niej uzasadniona niewiara wędkarzy, którzy łowili małe rybki. Jestem jak oni, jeśli chodzi o gigantyzm czy jakoby nadzwyczajność ludzkich dokonań. W żadnym przypadku nie dorównują one dokonaniom Wspaniałego, którego pomijają książęta i ich poddani... żądni podziwu i chwały dla siebie - jak Szatan. Lansowany w Nan hua zhen jing pogląd, iż natura nie tworzy nic dobrego i złego odpowiada prawdzie. Nie robi tego, bo w rzeczywistości nie jest moralną osobą (respektującą normy dobra i zła). Mowa o naturze jako osobie (personifikacja), to tylko figura stylistyczna. Argument popierający pogląd, że natura nie jest ani dobra ani zła bielą mew i czernią wron, jest.. zabawny, tak samo jak sześciopalczastość.

Gratuluję Ci, że w przeciwieństwie do setek milionów ludzi Dalekiego Wschodu wyczytujesz z Nan hua zhen jing więcej, niż ona w sobie zawiera. Chyba nie czytasz jej wersji komiksowej?! Ale co mi do tego, jesli istotnie daje ci spokój ducha, to niech tak będzie bodaj po czas niezmierzony, na zawsze...

Opublikowano

@Wanda_Zofia_Szczypiorska

(:)

W dniu 07.12.2014 r. o 14:50 po raz pierwszy zauważyłem, że administrator (lub jego moderatorzy) po raz kolejny bezpodstawnie ograniczyli moją wolność słowa, wyrażanego również w tym serwisie. Oto komunikat, który ukazuje się ilekroć usiłuję zamieścić w serwisie www.poezja.org mniej czy bardziej artystyczną wypowiedź:

[color=red]Zostal nalozony ban na to konto.

Ban wygasa za 36693 sekund.

Wiadomosc od moderatora: to portal poetycki, a nie teologiczny

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • CZARNE ŚWIATŁO

       

      Michał spojrzał na tablicę informacyjną przed największym centrum handlowym w jego mieście.

      Miejsc parkingowych 450

      Miejsc wolnych 0.

      Idą święta!

       

      Michał z ławki ustawionej przy wejściu patrzył na tłum klientów centrum osiągający  stan wrzenia. Pełen wózek - to chwila poczucia spełnienia.

      Bo być to kupić!

       

      W te święta rodzina wyznaczyła ich spotykanie w jego domu. Tak będzie też brat z jego bliskimi. Michał rozmawiał z nim o nadchodzących świętach. Brat wspomniał, że bardzo wiele zmieniło się w jego rodzinie od poprzednich świąt. Mówił o braku porozumienia ze swoim najmłodszym synem.

       

      Michał trzyma w dłoniach kupiony w centrum 1000 elementowy zestaw puzzli. Jest to dla niego najważniejszy tegoroczny jego zakup świąteczny.

       

      Przyszedł je tu kupić po tym, gdy wczoraj przypomniał sobie już odległy czasem obraz, kiedy patrzył na swoją żonę i ich córki bawiące się latem na nadmorskiej plaży. Budowały wtedy zamek z piasku. Obok piaskowego zamku usypały wysoki kopczyk ze znalezionych tu kamyków. Zamek stał u podnóża wielkiej góry. Popatrzył wtedy na usypany przez dziewczynki kopiec kamyków. Były tam kamyki jasne i ciemne.

       

      Na wspomnienie rozmowy z bratem, powróciła do niego tamta myśl:

      Czy można podzielić ten kopiec kamyków na dwa kopce? W jednym miałyby być tylko te jasne a w drugim tylko te ciemne. Pytanie śmieszne. Oczywiście, że tak. Ale jest jeden warunek, że zaprzęgniemy do tego materię i myśl. Myśl może mieć różną postać. Może to być myśl córeczek bawiących się kamyczkami albo myśl mechaniczna, zaprogramowana w czujniku, który potrafi rozpoznać jasny lub ciemny przedmiot i zaprogramowanego, sprzężonego z nim manipulatora, który chwyci i przeniesie kamyk na właściwe miejsce. Jest to myśl mechaniczna będąca jednak owocem myśli człowieka inżyniera, konstruktora robota.

       

      A czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą? Wykorzystując na to dowolną ilość czasu, dowolną ilość i postać energii czy zmiany takich parametrów jak ciśnienie, temperatura, wilgotność i temu podobne.

       

      Tamtego dnia snuł dalej swoje rozważania.

      A teraz masz stworzyć strukturę DNA – nośnik informacji genetycznej organizmów żywych. Czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą?

       

       Michał zamierza zadać takie pytania swojemu bratankowi, studentowi renomowanej uczelni.

      Planuje tą właśnie kwestię uczynić zasadniczą osią ich świątecznego dyskursu. Dla niego samego, jego osobiste przekonania w tej kwestii, stanowią fundament jego światopoglądu.

       

      Z informacji przekazanych przez brata wie, że codzienne drogi jego syna nie wiodą go już do kościoła, dołączył do wyznawców teorii o nie istnieniu Boga, wyznawców bankructwa wiary i głosicieli potrzeby wyzwolenia się z jej pęt.

       

      Zestaw puzzli jest Michałowi niezbędny ku temu, by bratankowi pokazać przez porównanie z czymś, czego poziom trudności jest sobie w stanie wyimaginować, poziomu złożoności, jaką niósł w sobie proces powstawania na naszej planecie pierwszych struktur DNA – nośników informacji genetycznej organizmów żywych.  Zestaw puzzli jest mu potrzebny po to, by pomóc bratankowi odpowiedzieć na pytanie, czy zadanie ich ułożenia można wykonać przy wykorzystaniu wszystkiego, co jest dostępne, za wyjątkiem myśli? Tak w zamyśle Michała puzzle mają wspomóc wyobraźnię jego bratanka.

       

      Michał wie, że nie musi objaśniać mu różnicy w poziomach skomplikowania pomiędzy tworzeniem struktury DNA – nośnika informacji genetycznej
      a ułożeniem 1000 elementowych puzzli. Michał wymyślił, jak go zapytać o szansę ułożenia puzzli bez wsparcia  ze strony procesu myślenia.

       

      Michał położy je przed bratankiem, poprosi o ułożenie ich a potem wyłączy światło w pokoju. Bratanek ma to wykonać w całkowitej ciemności. W podobnych realiach prawdopodobieństwa zapewne mogły powstawać kiedyś pierwsze struktury DNA, przy uczynionym założeniu o ich powstawaniu bez udziału myśli stwórczej.

       

      Michał patrząc na nie podlegające zasadom zdrowego rozsądku reguły zachowania przedświątecznego tłumu, problemy brata z jego synem, a także zjawiska społeczne, których doświadczał w ostatnim okresie, nabiera przekonania, iż świat jest spowity w strumieniach czarnego światła.

       

      W strumieniach tego fałszywego światła , to co przez wieki było czarnym dziś staje się białym.

       

      Jego optymizmu nie budują oferowane z regałów galerii najnowszej generacji 50 calowe ekrany czarnego światła.

       

      Czeka nas jeszcze finał. A w nim dotrą do nas rachunki latarników czarnego światła, wystawione za chwile iluzji, które nieuchronnie prowadzą nas ku zgubie – pomyślał Michał.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • CZARNE ŚWIATŁO   Michał spojrzał na tablicę informacyjną przed największym centrum handlowym w jego mieście. Miejsc parkingowych 450 Miejsc wolnych 0. Idą święta!   Michał z ławki ustawionej przy wejściu patrzył na tłum klientów centrum osiągający  stan wrzenia. Pełen wózek - to chwila poczucia spełnienia. Bo być to kupić!   W te święta rodzina wyznaczyła ich spotykanie w jego domu. Tak będzie też brat z jego bliskimi. Michał rozmawiał z nim o nadchodzących świętach. Brat wspomniał, że bardzo wiele zmieniło się w jego rodzinie od poprzednich świąt. Mówił o braku porozumienia ze swoim najmłodszym synem.   Michał trzyma w dłoniach kupiony w centrum 1000 elementowy zestaw puzzli. Jest to dla niego najważniejszy tegoroczny jego zakup świąteczny.   Przyszedł je tu kupić po tym, gdy wczoraj przypomniał sobie już odległy czasem obraz, kiedy patrzył na swoją żonę i ich córki bawiące się latem na nadmorskiej plaży. Budowały wtedy zamek z piasku. Obok piaskowego zamku usypały wysoki kopczyk ze znalezionych tu kamyków. Zamek stał u podnóża wielkiej góry. Popatrzył wtedy na usypany przez dziewczynki kopiec kamyków. Były tam kamyki jasne i ciemne.   Na wspomnienie rozmowy z bratem, powróciła do niego tamta myśl: Czy można podzielić ten kopiec kamyków na dwa kopce? W jednym miałyby być tylko te jasne a w drugim tylko te ciemne. Pytanie śmieszne. Oczywiście, że tak. Ale jest jeden warunek, że zaprzęgniemy do tego materię i myśl. Myśl może mieć różną postać. Może to być myśl córeczek bawiących się kamyczkami albo myśl mechaniczna, zaprogramowana w czujniku, który potrafi rozpoznać jasny lub ciemny przedmiot i zaprogramowanego, sprzężonego z nim manipulatora, który chwyci i przeniesie kamyk na właściwe miejsce. Jest to myśl mechaniczna będąca jednak owocem myśli człowieka inżyniera, konstruktora robota.   A czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą? Wykorzystując na to dowolną ilość czasu, dowolną ilość i postać energii czy zmiany takich parametrów jak ciśnienie, temperatura, wilgotność i temu podobne.   Tamtego dnia snuł dalej swoje rozważania. A teraz masz stworzyć strukturę DNA – nośnik informacji genetycznej organizmów żywych. Czy zadanie to można wykonać wykorzystując wszystko, co jest dostępne poza myślą?    Michał zamierza zadać takie pytania swojemu bratankowi, studentowi renomowanej uczelni. Planuje tą właśnie kwestię uczynić zasadniczą osią ich świątecznego dyskursu. Dla niego samego, jego osobiste przekonania w tej kwestii, stanowią fundament jego światopoglądu.   Z informacji przekazanych przez brata wie, że codzienne drogi jego syna nie wiodą go już do kościoła, dołączył do wyznawców teorii o nie istnieniu Boga, wyznawców bankructwa wiary i głosicieli potrzeby wyzwolenia się z jej pęt.   Zestaw puzzli jest Michałowi niezbędny ku temu, by bratankowi pokazać przez porównanie z czymś, czego poziom trudności jest sobie w stanie wyimaginować, poziomu złożoności, jaką niósł w sobie proces powstawania na naszej planecie pierwszych struktur DNA – nośników informacji genetycznej organizmów żywych.  Zestaw puzzli jest mu potrzebny po to, by pomóc bratankowi odpowiedzieć na pytanie, czy zadanie ich ułożenia można wykonać przy wykorzystaniu wszystkiego, co jest dostępne, za wyjątkiem myśli? Tak w zamyśle Michała puzzle mają wspomóc wyobraźnię jego bratanka.   Michał wie, że nie musi objaśniać mu różnicy w poziomach skomplikowania pomiędzy tworzeniem struktury DNA – nośnika informacji genetycznej a ułożeniem 1000 elementowych puzzli. Michał wymyślił, jak go zapytać o szansę ułożenia puzzli bez wsparcia  ze strony procesu myślenia.   Michał położy je przed bratankiem, poprosi o ułożenie ich a potem wyłączy światło w pokoju. Bratanek ma to wykonać w całkowitej ciemności. W podobnych realiach prawdopodobieństwa zapewne mogły powstawać kiedyś pierwsze struktury DNA, przy uczynionym założeniu o ich powstawaniu bez udziału myśli stwórczej.   Michał patrząc na nie podlegające zasadom zdrowego rozsądku reguły zachowania przedświątecznego tłumu, problemy brata z jego synem, a także zjawiska społeczne, których doświadczał w ostatnim okresie, nabiera przekonania, iż świat jest spowity w strumieniach czarnego światła.   W strumieniach tego fałszywego światła , to co przez wieki było czarnym dziś staje się białym.   Jego optymizmu nie budują oferowane z regałów galerii najnowszej generacji 50 calowe ekrany czarnego światła.   Czeka nas jeszcze finał. A w nim dotrą do nas rachunki latarników czarnego światła, wystawione za chwile iluzji, które nieuchronnie prowadzą nas ku zgubie – pomyślał Michał.  
    • @Annie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Annie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Wiechu J. K. Młodość to nie okres w życiu tylko stan umysłu. Te słowa w Polsce są najbardziej kojarzone z o. Leonem Knabitem OSB, tynieckim benedyktynem, który często powtarzał: „Młodość to nie tylko wiek. Młodość to stan ducha”. Warto jednak wiedzieć, że podobną myśl wyrażało wielu myślicieli, m.in.: Samuel Ullman (amerykański poeta i przedsiębiorca) w swoim słynnym eseju „Youth” napisał: „Młodość to nie okres w życiu, lecz stan umysłu”. Albert Schweitzer (niemiecki filozof i lekarz), który stwierdził: „Młodość to nie czas życia, ale stan ducha”. O. Leon Knabit spopularyzował tę myśl w Polsce, pisząc pod tym tytułem także książkę.
    • Cztery pory wspomnień   dom, chmury i zachód słońca  iskrzą w tęsknotach minione chwile przeszywam wzrokiem dawne czasy wciąż żywe niesenne obrazy   po mroźnym zimy trwaniu witam wiosny odrodzenie co bzami zmysły odurza a potem witam nawały letniej zieleni z błękitem nieba w przestrzeni a później w brązie jesiennym  czarowne barwy życia   witam was o każdej dnia porze wieczorem, gdy sen się zbliża  i nocą, podczas sennego odpoczywania a rankiem kawy aromatem co zmysły ożywia do południa    cieszę się życiem i każdym serca biciem z wdzięcznością i radością  rozmyślając nad tegoż kruchością     
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...