Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Witamy serdecznie,

rozpoczynamy dziś ostatnią w tym miesiącu bitwę limerykową
dostępną dla wszystkich chętnych. Zbliża się pora, kiedy bydlątka
będą mówiły ludzkim głosem, zatem tematem dzisiejszej bitwy są
-Limeryki o zwierzętach. Swoje poprawnie zbudowane
limeryki (góra dwa) umieszczają Państwo w tym dziale -
Piaskownica/ Limeryki, oznaczone w tytule dopiskiem [limeryk
konkursowy].

Bitwa trwa do 20 grudnia, godziny 22.00.
Wyniki 22 grudnia. Przypominamy, że tym samym ogłosimy ostateczną
listę uczestników zakwalifikowanych do Bitwy Miesiąca.

Wszystkim życzymy powodzenia!
Im nas więcej, tym weselej :)

Ewelina Tarkowska i Piotr Mogri


................................................................

Witamy przedświątecznie!

Mimo zabiegania znaleźli Państwo czas na przyjemność układania limeryków a 12 uczestników pokusiło się o wystartowanie w bitwie tygodnia. Tematem przewodnim były zwierzęta, a miejsce pierwsze zajął limeryk Migele pt."Karp Józef" za m.in. wdzięczne nawiązanie do zbliżających się świąt i sporą dozę humoru :)

Pomysły mieli Państwo naprawdę zaskakujące a wyróżnieniem postanowiliśmy nagrodzić:

- Franka Klimka za "limeryk kolędowy"
- czarną za "kocie zaloty"
- oraz Jacka P za obydwa



Serdecznie dziękujemy za czynny udział:

- amandalei
- Antoniemu Leszczycowi
- e-m-e-m
- Lady Supay
- Markowi Hipnotyzerowi
- Messalinowi Nagietka
- Piotrowi Sanockiemu
- oraz Tdk Crew

Chcielibyśmy również gorąco podziękować wszystkim tegorocznym uczestnikom za zaangażowanie, za cierpliwość przy opóźnieniach, za wyrozumiałość przy błędach, wreszcie za wspaniałe limeryki, którymi co tydzień nas Państwo zasypywali, niejednokrotnie pomysłem i słowami rozśmieszając do łez :) Zawiązała się tutaj swoista tradycja i bardzo nas ona cieszy. Mamy nadzieję, że nadchodzący rok będzie równie owocny :) tak w uczestników jak i coraz lepsze limeryki.

Już dziś zapraszamy do Bitwy Miesiąca, która rozpocznie się 27 grudnia ok. g. 22.00. i trwać będzie do końca roku :) A zmierzą się w niej najlepsi!

- Jacek P
- Wuren
- e-m-e-m
- Franek Klimek
- czarna
- Migele


Z pewnością zgotują nam oni pasjonującą bitwę :)

Dziękujemy za uwagę, życzymy wszystkim ciepłych i uśmiechniętych świąt oraz szczęścia i pomyślności w nowym roku.

Ewelina Tarkowska i Piotr Mogri


======================================================

Serdecznie witam,

rozpoczynamy drugą w tym miesiącu Bitwę Limerykową, która będzie
trwać najprawdopodobniej do godziny 22.00. 13 grudnia.
Myślę, że nie powinniśmy ciągle tylko mężczyznami się zajmować :)
więc dziś tematem przewodnim będą:

Przechwałki Marioli z Trzebniby

Przypominam, że w bitwie udział może wziąć każdy, wystarczy
napisać dwa poprawnie zbudowane limeryki na zadany temat i do
poniedziałku dodać je tutaj, w Piaskownicy, przed tytułem
umieszczając [limeryk konkursowy].

Życząc wszystkim dobrej zabawy pozdrawiam ciepło
Ewelina

..............................................................................

Witamy wszystkich,

co tydzień przybywa nam nowych uczestników stających dzielnie do walki limerykowej, jest to bardzo pozytywne zjawisko :)
Ponieważ Święty Mikołaj wyruszył już ze swymi podarkami w świat to niestety nie będziemy mieli przez jakiś czas dostępu do jego worka. Mam nadzieję, że nie popsuje to nastrojów nikomu a osoby wygrywające i wróżniane nie będą się czuły pokrzywdzone, przez brak nagród rzeczowych. A teraz czas na wyniki.

W drugiej bitwie grudniowej, której patronowała chalipięta Mariola, wygrał pierwszy limeryk Jacka P. za poetycką pamięć o rybach przedstawioną z zacięciem godnym złośliwego limerykopisa w trybach gorącego okresu przedświątecznego... Serdeczne gratulacje :)

Swoimi limerykami zasłużyli sobie na wyróżnienie: Wuren, e-m-e-m oraz Franek Klimek. Gratulujemy!

Jak już się Państwo domyślają do bitwy miesiąca dołączył dziś Wuren, którego z miłą chęcią do tej bitwy zapraszamy :)

Gorąco dziękujemy za udział:
- czarnej
- dziunkowi
- Maksymilianowi Traderowi
- Markowi Hipnotyzerowki
- Mesalinowi Nagietka
- Migele
- Oskarro
- Tdk crew

Serdecznie zapraszamy do kolejnej bitwy 17 grudnia o 22.00.
Ewelina Tarkowska i Piotr Mogri

ps. Trzebniba zbyt dobrze się przyjęła by ją degradować do Trzebnicy :)


===================================================

Witam serdecznie,

Wielkimi krokami zbliżamy się do Świąt, zatem i temat będzie spokrewniony. Ponieważ lepiej sprawdzają się bitwy trwające do poniedziałku, to i tym razem konkurs kończymy 6 grudnia w Mikołajki :) tradycyjnie o godzinie 22.00. Tematem pierwszej w tym miesiącu bitwy jest:

"Urzędowanie Mikołaja z Laponii"

Wyniki najprawdopodobniej zostaną ogłoszone 8 grudnia. Przypominam, że każdy może wziąć udział w konkursie, pisząc na podany temat limeryk, lub dwa.

czas, start!

Życzę wszystkim powodzenia :)
Ewelina

Opublikowano

Witam serdecznie,

Pan Messalin widzę uważnie pilnuje wyników :), a więc oto i one:

Pierwszą grudniową bitwę limerykową na temat "Urzędowania Mikołaja z Laponii" wygrywa limeryk e-m-e-m "Nissan". Za zgodne z duchem czasu procesy mechanizacji, które objęły nawet świętości jakimi niewątpliwie są Mikołaj i jego pociąg... do prezentów.

Nagrodą główną, ufundowaną przez Jana Polskiego, jest świeżutki tomik wierszy Andrzeja Bernardyna pt: "Kolekcja przeżyć".

Postanowiliśmy również wyróżnić limeryk 2 Franka Klimka za popularyzację spożywania napojów niskowyskokowych i górnolotnych, po których zapewne i limeryki lepiej się pisze.


Za zaciętą rywalizację i pomysłowość w ujęciu tematu należą się gorące podziękowania dla (alfabetycznie):
- Antoniego Leszczyca
- czarnej
- Jacka P
- Kenshina
- Lefskiego
- Marion
- Marka Hipnotyzera
- Messalina Nagietka

Wszystkim uczestnikom serdecznie gratulujemy i zapraszamy do udziału w kolejnych bitwach :)

Ewelina Tarkowska & Piotr Mogri



Niestety dwa tygodnie temu w wyniku nieuwagi i ogólnego zamieszania została pominięta Bitwa Miesiąca. Chciałabym bardzo przeprosić za to niedopatrzenie i zapewnić, że więcej się to nie powtórzy.
Do Bitwy Miesiąca będą zapraszani laureaci bitw cotygodniowych. Już dziś zostają zaproszeni do tej bitwy e-m-e-m i Franek Klimek, gratulacje!
Dla jasności, od teraz miesiąc limerykowy będzie się składał z 3 bitew zwykłych i z bitwy miesiąca, dla najlepszych.

Ewelina Tarkowska

Opublikowano

Wraca człowiek z pracy, zmęczony a tam
" kolekcja przeżyć " :) i jak tu nie być
szczęśliwym

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ech , rozmarzyłem się !

Ps. Podziękowania za list i słowa wsparcia !

Serdecznie Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
    • @Charismafilos  wiersz nie jest o tym:)) .Zaskakujące skojarzenie ;) Dziękuję  @Marek.zak1

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dziękuję, nie znałam tego. Sprawdziłam i rozumiem aluzję . Spokojnej nocki;))  @Mel666 Bardzo trafne odczytanie.  Serdecznie dziękuję.  Uściski.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @wiedźma nie wiem czy się nie mylę, ale dla mnie jest to wiersz o przemocy. Psychicznej, fizycznej....ale ukrytej. Tak o nim mysle po pierwszym czytaniu. Jest świetny!
    • ?trwałość pamięci*   upłynnij wymowę cz chupa chups w kwiatek czy chmurkę   od lat podnosi  poziom serotoniny staś dla nel zdobyłby chupsa zamiast chininy    logo zbyt  późno powstało avida słodycz salvadora dolar   galowe logo którego nie czupiają się zegary co zostało  osiemdziesiąt dziewięć    przełom zabrał malarza cukierek poszedł do kosza  papierek pozostał  w dłoni   * Nawiązanie do tytułu jednego z obrazów S.Dalego.
    • @Poet Ka i dziękuję za wszystkie lajki i komentarze. Wiele dla mnie znacza
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...