Zatrzymaj, nie zatrzymasz
-
Ostatnio w Warsztacie
-
Waldemar_Talar_Talar 20 720
Świat bez miłości
nie byłby światem
nie byłoby majów
ładnej pogody
Miłość jest kwiatem
światłem dni i nocy
świat bez niej kuleje
jest smutny
Miłość jak chleb
zawsze smakuje nie
wstydzi się łez to
potęga aż po kres
Miłość to świat
marzeń i snów
to one otwierają
lepszemu drzwi
Świat bez miłości
to jak jesień bez
babiego lata
to ciemne dni
1
-
-
Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach
-
- 29 odpowiedzi
- 564 wyświetleń
-
- 28 odpowiedzi
- 1 254 wyświetleń
-
- 26 odpowiedzi
- 499 wyświetleń
-
- 24 odpowiedzi
- 564 wyświetleń
-
- 24 odpowiedzi
- 371 wyświetleń
-
-
Zarejestruj się. To bardzo proste!
Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.
-
Ostatnio dodane
-
Ostatnie komentarze
-
Przez Michał Pawica · Opublikowano
MINITEL: 6996 (Port d'aborygène) Kocham cię tak O, jak w locie ptak! Ja ciebie też nie Och, miła ma W fal odwieczny cień Idę i dochodzę wnet W lędźwie twe Bo ja Kocham cię Kocham tak O tak, kocham cię! Ja też nie Och, miła ma... Ty to fala, ja ziemi trud Więc, wpłyñ mi już Na mój brzeg Na brzeg mych zeschłych ud Więc ja biegnę, by Na spotkanie wyjść ci Kocham Cię Kocham Cię Ja też nie Och, miła ma... W fal odwieczny cień Idę i wchodzę wnet W Twój lepki mrok Wstrzymuję krok Ty bijesz o mój szczyt Czubek miłości mej Ja idę, by Hołd złożyć ci Złożyć perły dżdżu W dolinie Twych ust A Ty idziesz w mój ślad Kocham Cię Kocham Cię O tak, kocham na wznak! Ja też nie Miłośi ciał zamknięty pas Lecz ląduję i tak Gdzie twego łona port Orczyk mój ściągnąć chcę, Lecz nie, schodzę w poziom zerr To Ty mój trzymasz ster... Nachodzi, ziemi fort... Nie! Terra... terr! Terrain ahead, pull up! Przyziemienia spaz.. Je t'aime de pluie Moi non plus Je te kiffe Même diff... RICHARD 1004. (Tu i tu, i tam) Kochał pałac tak (Boga palec mniej) Że porwał go żelazny ptak, W las antycznych ciał... I w ostry historii cień Wbił dziób swój, w ziemi krew... Gdy wzbili się w dech małpiej mgły W pagonów, tóg werbli rytm To stary wilk wciąż dzierżył ster, Lecz w dziobie niósł Elbrusu cień O konia dam na sławy żer! My też nie Och, ziemio ma... To tylko zakłócenia fal, Przecie wciąż kochasz mnie Chcę wpłynąć znów w Victorii dal Więc zlecę tam, gdzie chcesz, By Vox Populi skrył mnie deszcz Osiodłam znów mit krwistych burz... Czy wyjdziesz znów Na spotkanie mi? Wciąż kocham Twój Blado-krwawy róż, Dam kres dniom swym By być jeszcze miłym ci.. Och, miła ma... Na fali twej Ulecieć chcę nawet tam, Gdzie Aerofłot Wstrzymuje lot Biję w wąwozu szczyt Lodowej góry Twej, I idę, by hołd złożyć Im I łożyć perły ciał Na ołtarz tronu łez O miła ma, zetnę tysiąc brzóz By wpiąć je w dolinę Twych ust Jeśli Ty też nie trafisz w pas W mój kurs i szlak "Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj w tym tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Mu Obiecuję ci Wyssać perły krwi Z ciebie l ziemi tej, Gdzie pada żelaza deszcz I z najkrwawszej z ziem Wycisnąć choć metr Stopę... Stop tlen... I skryłem już ciało swe W całun błót, w martwy liść Kocham Cię Kocham Cię O daj mi znak Że kochasz mnie . Leżę tam, gdzie stoi znak... (My też przez chwilę tak) Miłości ciał zamknięty pas Lecz ja ląduję i tak Jak te jedwabne drzwi Gdzie mój ostatni port Wolant próżno ściągam, bo Wciąż poziom na tysiąc sto I ster już trzyma On; "Pо правильной дороге. Na верном пути" Sixty, fifty, fort... Nie! Ziemia...ziem! Kur!!! Uniżenia dno (w dur) Wniebowzięcia dreszcz... Pравильнa дорогa. Na верно Pути..." Wiary dochowałem Ci, Ukończyłem lot Wzbiłem się w Majestatat Flot Wstrzymałem dech Wbiłem się W wąwozu szczyt Zdradzony świt Góry Kości tej Kur zapiał (X3) Я люблю тебя, туман. И я. Я сошёл с ума, Я сошёл c телa Я, туман. YFD: 0-911 (Sullied van Dyjk) Kochał tak przygody smak (I inshallah też) Że porwał go żelazny ptak W ten tumult szklanych wież ... "Yes; the book and orders were onboard, Quite quiet men, and riot squads His cutting edge was not stored And came quite handy down the road; Tak; księgę i przekaz na pokład wziął, Ludy niemyte, i ICE w gorącej krwi, I ostry wzrok, co niejeden róg ściął I był poręczny w zręcznym locie tym; His learning did not go as far As mooring at the quai: He only sought to know the start; The rest, he'll find on the fly Nauka go zawiodła tylko w ten las, Nie wola go bezpieczny port Chce wiedzieć, jak mar zerwać czas, Jak się poderwać w lot" Nocy nie zrywałem, by wejść w ten lot I w szklany sufit historii się wbić I wyspy podbrzusze spowić w 2x piał Kur I Ziemię Zer zatopić we krwi I paszczę zatkać Ul. Mur, By betonu konkret wspiął się w poezji mgłę, Epoletów belki wzniosły w rytm serc, By morski wilk utracił ster, A w rufę wszedł mu Hudson cień Wlatuję w wąwóz ten wrażych wież Sodomy mur, co niesie śmierć. Pozbędę się ich, jak z LEGO ścian, Gdzie Rzece w drogę wchodzi Brzeg I złożę kolię ciała perł, Tam, gdzie króluje Wieprz Daj skrzydlatego konia mi, by los pożywił się! I w ziemii zer jedność z tym, co jeden jest To tylko wzburzenie fal, jak w majowy dzień Uleciałem zburzyć płaczu mur Rozciąłem ziemię tam, gdzie حسب położył cień By صوت الله ognia deszcz spuścił z chmur Czy wyjdzie On, by spotkać nas, gdzie seraju próg? Wciąż kocham Twą zieleń i biel, Życie dam im, jeśli tak chce Bóg… Panie zielonooki mój, swój los powierzam Ci, Lecz na mych kompanów czeka wciąż Air Virgin 93 ... „Nie zostawiaj mnie, Nie zostaw w tej mgle Nie wystaw na wiatr… Niech się skończy świat, Zrobię, czego chcesz Ty Obiecuję ci, Oddać perłę krwi, Z pustki tej wydobyć dreszcz, Spuścić ognia deszcz, By z tej maci ran Nie pozostał cal, Odłączyć tlen, Włączyć stali mgłę, By fortepian ciał Wpiął się w bruku brud I w welonów proch, i w liści śmierć Kocham cię Panie, ześlij wieść O, Panie, daj mi znak... Kocham cię aż tak, Że mój ostatni dech Poświęciłem Ci: Pogrążyłem świt, By zmazać grzech Domów i szkół Wymazanych z map I dni złamanych na pół Płomień zapiał (x2) I z tych niewiernych wież Stworzył Twej uczty stół A ich ziemską moc obrócił w perz Przywrócił w (/.5) Kocham cię Idę w mgłę Ufam ci Seraj dal mi آخ ضباب Żyję, póki ścieżka trwa… Póki ścieżka twa… Ciało me składam do Twych ram حب الجسد قد وصل إلى أبوابك Miękko wyląduje znów W ramionach Twych Ciała mego MiG I złoży się w miękkość twą, Jedwabi szyk الرحلة ١١ (اتجه برج المراقبة شمالاً) الرحلة ١٧٥ (اتجه برج المراقبة جنوباً) الرحلة ٧٧ (شكل النجمة الخماسية) الرحلة ٩٣ (انقطعت طائرة بنسلفانيا فيلد عن الطيرا[ (The impure candle by your wind blown out The Minus Minaret forever gone south Babylon's pentagram handed up its hair Devil's Pen's stroke lost in the field, out of air) (برج مكة المجهولة يجذبه الريح شمالاً بفظاظة المئذنة الصغرى اتجهت جنوباً نجمة بابل الخماسية اختفت من بين أيدينا ضربة قلم الشيطان في الحقل، من الهواء) هنا يرقد قديسي حسبحس الرحلة (ال برج اا (Wieże Mnie-Mekki na północ wlecze wiatr, Minął Minaret, na południe otwarł świat, Babilonu pięść spadła w przepaść zła Szatana ostrze ostrz zawisło w powietrza brak.) Ruszam na oparach pamięci w lot, Gdzie czekają święci, mimo, że wciąż noc (Międzylądowanie mam w drogi ćwierć, Tam, gdzie Wieżę Pieśni miała do wczoraj Śmierć). تسحب الرياح أبراج مكة الزائفة شمالًا. سقطت المآذن من زيفها، والريح تهب من الجنوب. وسقط نجم بابل الشرير في غياهب التاريخ. ريشة الشيطان، أشد السيوف حدة، معلقة في الفراغ السحيق. هنا يرقد قديسي. هذه رحلة على بقايا وقود الذاكرة المتقلب. (هنا كان يقف برج الموت.) البرج رقم سبعة فيّ، مع ربي، تسعة برج برج ا ا (اثنان 0 0 واحد) أصعد سلم العذرا في الخليفة في برج 0 تسعة اا في داخلي أنا مع ربي، في داخلي أنا مع ربي أنا أصعد سلم العذراء حسبحس في خليفيدخليفياخلي في اا في ll Łez zamknięty krąg, Kroplę ٥... REKOLEKCJE PARYSKIE ANNO DIAVOLI ... (.... Czyli nigdzie) Tak bardzo kochała blichtr (I Charlie’ego dryg), Że wyniósł ją żelaza cykl Ciężkiego niby MiG... Tak dobrze kreślili śmiech (Przecież to nie grzech), Że poniosło ich chyba trzech W pieca miech. Tak mocno śpiewali śmierć, Że śmierć ruszyła w ich skład wejść I w ich z metalu śmieć Doniosła –126. Wynieśli się w rytm diesla mgły, W Staccato AK-33, W Solingen ostateczny sztych – Jak kiedyś ja i ty. Czy w szykach tóg od chez Dior, Czy w czerni Crayon d’Or, Czy w logo Revenge of Thor, Peu importe: ils sont morts; Wpadł im już z rąk życia ster, Kierownica odcień camembert, Podkład dla wrażliwych cer, Kredka marki 0.0. Same diff, they have deferred, Czy dosiedli Rossiniego niższych sfer, Czy Rossinanta La Manche, Czy Rossinskiego plansz, Liczy się, że są jak Edam ser. Ziemia, tu planeta Metal Mars, Tu patria Allah en marche, Tu księstwo Mówisz i Masz. Gdziekolwiek, trzy muchomory w barszcz, Czy wzburzone grafiki szkło, Czy podburzenie a la Monroe, Czy mur zburzony Behemotha czcią, Non importa, sono senza brio... Czy krwawego bata klan, Czy czarno-biały świata plan, Czy arabski z drugiej ręki flan, Egal, sind raus aus dem Lebens Autobahn. Ech, życie, kocham cię, cię życie nad... O, wskaż mi szlak. Kładę się tam, gdzie jest znak… Ciała wrota już zamknęły się. Tu mój Na Zawsze Dom, gdzie ta cafe, Ten jedwabny tunel Salmy mej, Ostatnia kreska kredki HB. Wciągam kabel kamery, będzieZaloguj się, aby zobaczyć zawartość.
, Lecz to On trzyma linii ster, pobiera ciał cło. „Na właściwej drodze". „Wierną Ścieżką Twą”. 16, dziewiczyć od i do… Daj, Lady Die, idź w dół Vis Charlie III i ½ Nielot Kogut wzleciał nad świata dach, W głębię pokory (w dur skal). Dreszcz Wniebowzięcia… tylko ten strach. Ścieżka prowadzi, Pasażer Nikt ginie w dal. ─ Na wiernej ścieżce ja, Pana Głosu bot Doniosłem lot, spełniłem każdą z iot Wznoszę się w Majestatat Twych flot GOŚĆ. 14 : 92 GOSP³. (Część I: W kakaowe oko kawiarenki) 'Ten mroczny afekt, co mnie wiedzie w noc I toczy tak jak ty tę mroźną łzę, A biodra Twe mają dżungli moc I buszu żar, co w twej kawie wrze, By porwać mnie z śnieżnej lektyki mej I na barw skalanie wieść' L. Mackerel-Ling, The Road to Mandate, Ay Pierwszy był Chris, a może Leif Albo pewnie jakiś Czukcz Na pewno przedtem ktoś w czas Trias (Proszę, nie wycieraj ust u rąbka historii uczt: Chcę by wrócil Victorii czarny szyk By znów wpłynął w podbrzusze ziem Drake By spłynął herbatą Prince Polo dryg. 'First we grab Hong Kong, then Garcia's steak' Więc płynę, gdzie chcesz, aż w historii błąd Czy spotkasz mnie choć w drogi pół? Co noc budzi mnie twój duch koloru blond Twych lędźwi trzcin wciąż dziki ląd Million dusz oddał bym, by je wziąć na stół..." Był jeszcze Jacques de Mauvais-Quartier Co świata ćwierć dzielił na dwie I (później już) kowboje z GRC, Co w gardła wciskali tlenu biel I żeglarze ci z Mają Kwiat, Co zaszczepili Nowy Świat Przeciwciałem na Ale, na Jak I ludem wybranym, bo właśnie tak Co później tylko parę chwil Dzikich żywili, serwując im Znoszone płaszcze, których styl Dusze niemyte zmielił w pył A simiesques, skorych do psot Mieszkańców Kwiatów Cnot Wdrożyć chcieli w smutek błot (Też kulą w płot) I Nuevo Julius Court-Caesar, Ten, co to zęby złote zżarl Na piramidalny wręcz czar Dżungli, gdzie ciągle Maj Inni też się chcieli wbić W twój wąwóz, i tam rosę spić Gdzie Kilim Nadziei żarł szczyt, Co zanurza stopę w gęsty żar, Gdzie Czarnej Królowej spoczywa Staw I im także powiem cześć, Jak Stanley'owi dr Sam: [Wyst. Zesp. 'Grobów Jard i Żołądka Treść'] "To wam śpiewam tę pieśń, Coście dobyli pereł deszcz Twardych jak słonia kość, Nie szczędząc cudzych łez" [Do czarnej polewki z łez Przygrywa Bastion White Power Band I jego Scoutesses]: (Zdradzonych powtórnie, gdy Jacek K., dla bliskich Kur, Pomalował je na świeżokrwisty rouge, I po raz trzeci, gdy chłopcy z ZHR Wbili je na przaśny krzyż) „Jak chcesz, to weźmij mnie Samej nie pozostaw. Nie Tak. Oczywiście chcę… Tak, ja pragnę cię..." "A ja dam ci Drążyć aż po świt Ziemi czarnej dni Travail te hicera free ! Obiecuję też, Gdzie nie pada deszcz, Dobyć strumień łez 'K-46 I Twych krwistych ziem Każdy orać metr, Stopę… niechaj płynie krew!" (To mówiłem ja: Rudy-Yard, Lew, Co nieswoim gościom kazał nieść Brzemię przecież przeznaczone mu) Był Ferdek, co nie przeżył jamais vu Zamiast on im, oni kęsim kęs zrobili mu I Vasco (ten kto?), i Half-Cooked Lord Sandwich z białych mięs (A, zapomniałem: jeszcze i Król Lew, Co swego jądra pół porzucił w śmiech...) (Częściowo II: DOKRĘCANIE ŚRUBEK) Tak mocno w swe bagna wbili pal, Że nawet wszechmocny poczuł lekki żal, Bo nic to pomocnych ofiara ciał, Lecz jego krajobraz nie taki być miał... I choć siwą hordę obrócili w śmiech (Przecież to nie grzech) To wnet wzięli pod mordy nie dwóch, nie trzech I zadęli w imperialny miech: Święta Samotrzecia jęła eksportować śmierć Komponując ją w marsz tam, Gdzie nie stąpnęła stopy biel: Wpierw Planetę Czukcz wzięła na cel, Potem zapadł wyrok, by raźniej, we trzech: (Lecz wychodzę przed -) najpierw wstąpienie w dół, By dosiąść góry chociaż pół I czarnego złota złóż I krainy złotych zbóż I winogrona złocistą kiść (Gdzie tu dalej iść? Zgubiłem rym, w łoskocie tym: Gdzie Rzym... A tu Krym! Więc na niecki dom wzięli kurs Choćbym mieli stracić/'stracili Kursk (Lecz to dalej, w sukurs mi pójdź, Wiem:) na razie tylko czarnego morza ресурс, 126p w Moskwicza mgle (Nie no, nie: znów jak maluch rozpędziłem się, A więc ad REM): Serce im stawało w rytm silników T- (Nie, też jeszcze nie!) W staccato AK-Sorok Siem (To później, jak koń pojony w la Seine) Więc wracam do ad REMu rzecz (Co jeszcze mogę rzec? A, już wiem;) Teraz ze sto lat bez (Taki tyci Francuzik przyszedł, odszedł precz) I wreszcie Odin Siem (To już było, tak wiem) I prawie pokój wsiem Gdyby nie cud Varsovie,(quand même!) A potem nie swój pokój znów Aż sojusz orłów dwóch (Czy krzyży łamanych na słuch) Złamany przez wojsk ruch... Wsio rawno, bo czasu duch Solingen ostatni nóż w brzuch, Wyparł, I wraży régime zdmuchnął go w puch I kres położył drugiej z dwóch Lecz o tym za chwilę już (Jak na razie, uch - Dotarłem do sorok piat'! Błagadarion, bliat': Po polsku: kocham twą nać) Potem znów spokój, ludów brać Przez następne sorok piat' (Z interludium na "Wrogów ludu brać, Cisza nocna w Bloku ma trwać!") ( A, jeszcze w Kabulu kaboom Kursk (znów), północno-wschodni rząd trumn, A tak przy Abchazji na szkoły boom I w Groźnym mieście stali szum (A gdzie jest dwadcat dwa? A fourteen? Krzywi się widz:) Jeszcze nie, na razie jak gdyby niby nic (Dobra, bloki poszły w gaz, A telewizor sobie i Łabędziom grał, I w krainie win sumo w gimnastyk czas), Lecz to nic na miarę zehn und vier: (Ich weiß, wartest nich aut dwadcat dwa) Więc najpierw idzie walka o żwir - Betoniarek z Donu niecki dna I od morza czarnych plaż ( Czekałeś, czekałeś, aż:) Voici deux douzaines du mois volage! "No a potem już niebo, to niebo nieb Im wzięło i runęło na ich ten łbów łeb No a potem to już tylko gleba gleb I potem tylko jeden czarnej Wołgi żleb! A potem ich porwał bomb żelazny cykl I los ciężki jak MiG... (Nie, ich porwał In the Sky Gigue Nie, ich nie Samsona fryzjer strzygł Czy to będzie wreszcie Żukowa Rżew, (Za skalania Żdanowa grzech), Z Steinera w pieca futra zew Czy salomonowe przecięcie wszystkich trzech? Na dziś dzień mamy w połowie tłusty Lew, Ich dekompozycję (coś a la Lech), Zstąpienie w hutniczego pieca miech, A w ich metalu oddech death... Gnębi ich po nocach General Pech Poniosło ich pono MMMMMCLX i ½ Czyżby czarno-bialski grzyb Zatonął całkiem bez ech W ukraiński barszcz? W prawowierny kult? ("Ah, Я сошёл c сил Я сошёл c УПА Я сошёл c тела Я сошёл с") W jedność przemienienia cud Karnego szeregu w khaki zer, Lecz to ty już trzymasz ster; („Na kursie, na ścieżce" Na „przedwojennej stopie” wciąż) Tysięcy dziesięć, dwadzieścia, czterdzieści… Idą w piach czwórkami, lecz jak żaden mąż, Tam gdzie Atlantydy ląd… Utopii płaczu mur Lekcja zarobiona (w bemol dur) Lekcje nie odrobione choć przez pół W niebo wzięty dreszcz… Sprawiedliwy deszcz "Dotrzymałem wiary, ukończyłem bieg Złóżcie kwiat, gdzie mój ziemi z niebem ścieg Czasie, powstrzymaj dech" (Kogut pieje x luda 1000003) Трепет Вознесения… Путь Справедливости. Дождь Бестелесности. Путь от смертности Я люблю тебя, туман to. И я. Я люблю тебя, Я люблю тебя, Я люблю тебя, туман. Я, туман Zrzesz. III: (i CZEŚĆ) A obok zaraz, zrzeszenie ziem, Co od czarnego orla nauczyły się, Że nie trzeba rzucać się wpław Aby powiększyć swój za mały świat I po co łódź, jak o krok jest Lēcbargs? Zaczęli od kradzieży Bramy Bram, Potem już poszło: choć przykaz brzmiał: "Na południe patrz", cichcem zaszli od Tannenberg (I znów pospieszyłem się:) Na razie w domu im się zrobił bardak, I jeszcze Stowarzyszenie Czarny Krzyż O, taki kurdupel wywiózł w Zielony Las To o tym mówiłem wyż. Więc na razie cała Ganz pomada aż do siebzehn x sto, Gdy we trzech, bo raźniej (wyżej patrz) I na trzy pas, schrupali całkiem pospolitą Rzecz, W rzeczy samej, jej połówki dwie, Albo nawet trzy (lecz o tym za chwilę dowiesz się, Jeśli nie znuży sur le côté le côté le cię krotochwila ma), Dalej tylko HKT, nad Neisse bez zmian I chociaż nie chcieli grać postaci Schwarz (Nie, to nie ten od mroku jądr) Jednak zbudowali sobie Boot I wzięli kęsa pół, gdzie Opalony Ląd Aż do eins neun eins und vier, AKA Wielka/Number 1, Wtedy ten malarz ten (za chwilę już, wohl, ja!) D spakował w trok, jak jego Heimat (X2): Tak dostali w kość, że rzucili w kąt politykę Ost A dalej, sam już wiesz co: artysta, co w pokoju swym Zmalował wszystkie surówki spusty do rynn, (Czego mu nigdy nie wybaczył Wien) Więc on puścił pół królestwa w dym I zrobił nam 3, 9, 4, 5, (Lecz to na inny dzień) Aha, zaczął pieczeń piec (Lecz to horror z cyklu B, Albo z naszej klasy X) A potem 45, nie, nawet z mendla pół (Tym razem już sprowadzali gaz, Zamiast nim puszczać dym) A, historia zrobiła ich w kolo kół: Na kolonie wzięli ich ich właśni Gast, A Żelaznego, K. wyeksportowali jako barter za gaz... I to na tyle, bo nudnie Żelastwo kuł i Schulz i Merc Aż do Febr zwanzig i/und vier, Gdy w gaz dała śmierć (Nie mogę sobie dać przetrwać wciąż, Więc jeszcze:) ANEKS, CZYLI OSTATNI REJS: Był tu już lew, to teraz wiązka Lilii Trzech Zobaczmy: jest Gdzie Rzeka Zwęża Się, (I gdzie mój niespokojnej -ości dom I jeszcze jest Nowy Dziewicy Kąt, Piotruś-i-Michel-Ange,no i to Wyspy Pół Gdzie Nie Rośnie Las, Za to w ustach rośnie czas od dizwit sans toi (To muszę włożyć w poniższą część: Tam też w białe bije czarne bawimy się) I oczywiście Słoniowej Kości Róg, I bombowy wymarsz Czarnych Stóp, ("W wiatr Historii portki im trzęsły się"), I pola, gdzie ryż motyla nogę dal, Gdzie rośnie pieprz, itp itd Itd itp aż stronica skończy się (Lecz, by sprawiedliwość dać: CZĘŚCI I ad C, Co tworzyły dyskretne tło Dla Króla słońc, Białego Lwa, Nad którym nie zachodził mrok Od Kolumbii B. Aż po Bang- Cock): Więc: byli sobie też raz; Dong (50M), Pot (ledwie 2), Idi (kto liczy to), Hutich chuć do nie-ja Mogę liczyć da.... Я сошёл с, Я сошёл c тел Eh, human, ty sk... (Części IV i ⅓: "JAK NIE W TRZECH, TO W DWÓCH") A na deser zostawiłem sobie (lub Tak wyszło mi z historii tej map) Tego, co "Ledwie na sahiba pół Nada się, lub ćwierć, lub 0 razy 2 (Zależy, kogo spytać się) Bo niby nie, lecz raczej tak Wpisujemy się do sztambucha łat Niby za Waszą, i takie Tu tam, Lecz w zasadzie komponujemy się W ogólny plan: najpierw weszliśmy w tył Jąć-Wikingów, potem Gie-Dymiło wręcz: Zaczadziliśmy je w blichtru srebrny sen (Aa, po drodze niemych łamaliśmy w ten rym: "Sok żywica kołomyja młyn", I kilku pejsatych zmieliliśmy na kwaszony chleb, I kto jeszcze wziął w łeb?) A, ci z podrzędnej krainy, te Dzikusy z Pszenicznych Pól: Najpierw сорок вісім, i na poprawkę сім, (Wiem, oni na nas bardziej ostrzyli apetyt swój, I tańczyli w rytm muzyki pił, Ale po co robić igłę z widl? A, tak à propos:) Też akurat w сорок, też вісім, Lecz tym razem później lat 2 x sto, Wystawił nam kwit ciemny lud Za stulecia wiszenia jak bezpański krzyż I grania w Bambo, tylko, że w inny rytm (A, jak mowa o kolorze lic:) "Każdy cygan to żyd, musi pływać jak karp", Więc zrobiliśmy im basen tylko dla nur W Mieście trzech gett: najpierw w Alma Matr Z ławek wznieśliśmy mur, I wciąż cieszymy się, że karuzela gra, (Nie jednak czterech:) забув сорок сім, I ostateczne rozwiązanie w kwestii מערץ, Święto Docentów Wszech Stron... (A, zapominał bym, że to rok, Anus Horribilis Hańb tych Trzech: Zdradzony żak, żyd, i Czech, Aż zamilkł kur, gdy Wiesław pluł Stek nienawistnych bzdur. Czterech, jeśli liczyć, że Lech), Stodół jedwabny szlak, czy bliżej naszych lat Czas, gdy tęczy marsz rozbija się o brzeg, Gdzie jego brunatny brat Czyni aryjski szczęścia znak, Albo zamawia fünf piw, więc nie mów mi, Że Grudzień i Czerwiec, i Za Waszą, i Polin raj! Ja wciąż pamiętam ten kraj: Madagaskaru żar, i bilet bez wróć w dom, I to, jak Grubo Malowany Ptak, Musiał odlecieć do lepszych stron... Więc pociągam wyciągnika drut, By wyjść na poziom 303, (Lech nawet ze skrzydeł zrobi stodoły drzwi) I szybuję, gdzie obcości cud. Lecz ona wciąż trzyma ster; I ciągle szepce: "Wróć Na właściwą ścieżkę, weź kurs Na rzekę szarą jak stal, Na niebo ciężkie od kul..." I powtarza wciąż banal ten: "Albo trzymasz pion, albo prostują cię". Czterdzieści, pięćdziesiąt, sześćdziesiąt wnet, Nowego lądu biel Powtarza się jak zużyta strona B: "To jest Twój port, tu skończysz bieg..." Wstrzymuję dech, nurzam się w jej mrok W szary świt, pożyczony sen I będę, choć zatykam nos Choćby kur piał (x100) Kocham cię, mgło. Ja też nie Kocham, Kochałem się, (Znów odwołali lot). -
Przez Poet Ka · Opublikowano
@viola arvensis serdecznie dziękujęZaloguj się, aby zobaczyć zawartość.
-
Przez Migrena · Opublikowano
@viola arvensis sugestia pięknej kobiety........ale co tam jakieś kobiety - Twoja sugestia jest dla mnie rozkazem. czyli.... ruki po szwam, majorze. tak jest , Szefowo! @LessLove Matko Boża! mój język......doktoratów? pisz tak do mnie dalej to się do Ciebie przeprowadzę:) dziękuję serdecznie za piękne słowa:) bardzo mi miło:) pozdrawiam mocno:) -
Przez LessLove · Opublikowano
@karenka Słuszne wyrzuty, z serca. Nasz czas jest za krótki i powinniśmy go traktować jak codzienne święto, a w nim adorujmy prawdziwe skarby szczerości, wiary, piękna, mądrości, którymi możemy się cieszyć i obdarowywać nimi, dzięki Bogu. W praktyce najbliższe otoczenie jest naszym "światem", dbajmy o nie, tak jak Ty, delikatnie napominając i przypominając. Dziękuję za piękny i ważny wiersz :-)
-
-
Najczęściej komentowane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się