Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

z cyklu: reedycje
____________________




tego roku umarł mój niechciany ojciec
i zapragnąłem przekreślić nadgarstki postrzępioną linią
(a wystarczyło podkreślić kilka słów wyszeptać)

można się przyzwyczaić do siebie
w dalekich bezsensownych podróżach do wietrznych krajów
i w równie bezsensownych lecz znacznie dłuższych powrotach

w wędrówkach do umieralni utkanej ze stęchłych tchnień
gdzie w przewlekłej bezsenności przewleczony przez nazbyt wyrazistą jawę
próbowałem wyobrazić sobie anioła u głowy tego prześwitującego człowieka
z którego nie potrafiłem już wycisnąć nawet odrobiny światła

i którego zostawiłem miękkim dłoniom obcych kobiet


[pierwsza]

no i skończyło się rano jest ranem pisze się ostatnie wiersze
błyszczącą ranę powroty do domu przez cmentarz zbyt ogromny
dla tych wszystkich śmierci (każda osobna najmniejsza)
rosnące w przycmentarnych fabryczkach
damy w futrach pachną pogrzebem i dzieciństwem
które można ponieść w każdej części

część pierwsza - głowa ślepe okno donikąd
prowadzące nogi ręce nikogo prowadzą przez ciało
otwarte aż po fałsz zmierzchu rozwidlony
język światła łopocący na zewnątrz pochód
kondukt skremowany lipcowym upałem
zbyt wielkim na tamto miasteczko (raz zabrała je rzeka)

zaczyna się święto nieodbyte podróże w niebyt nie zdarzają się
raz jeszcze przeszczepiam sobie chwilową samotność
zbyt wielką dla naszego ojca - raz
zabrała go ziemia - teraz już tylko moja

mogę wreszcie zadomowić się w sinym blasku
w niezawisłym śniegu mościć kreślić nowe kręgi i nazywać
i zapominać z całych sił po co
tu przylazłem

[druga]

to jest w słowach z podróży mojego ciała
zrodzonego z tego które już nie istnieje
i na obecność którego nie jestem
żadnym dowodem pomimo

wielu podobieństw w tobie
ciepłej i miękkiej z którą przemierzam
północne rubieże imperium rzymskiego (teraz tylko
bursztynowe kości i zapchany kibel) i w którą nie uwierzyłem
chociaż wkładałem palce głęboko i wielokrotnie

poruszałem aż stałaś się pacynką na mojej dłoni
na ciele ułomnym głuchym i ślepym
na wszelkie światło

*

to jest w słowach z podróży
przez krańce ciemnego imperium (Różewicz Dycki
i inne cmentarze) od dawna nie mojego pomimo

wielu podobieństw w kadrach
martwych za sprawą złego światła złej miłości
listopada którym głaszczę cię po twarzy
w nadmiernych stylizacjach na groteskową
białoczerń miesięcy i opustoszałych
grobów moich bliskich gdzie cię nie zawiodę

bo zapomnę tym i następnym
razem w tej i następnej części
bez możliwości poprawy

[trzecia]

och nic przecież nie wiem o śmierci
przesuwam wymarłym językiem po zębach
wielkiego wciąż nieumarłego miasta (kościoły najpiękniej rosną na zwłokach)
w wierszach z nieporadnych słów szeptów
rzeki co przeszła między nami

w wierszach jak trumna dla mojego niechcianego
ojca głuche bezstrune pudło w które złożę jego
oraz moją uległość gdyż nic nie wiem

o śmierci i tęsknię już tylko za sobą
kiedy przywołuję (trochę na stukot trochę na szelest)
moich dalekich zmarłych z zimna i nagości do których

wkrótce dorosnę bo przywołuję
moich zmarłych z najdalszego zimna
światła i spijać je będę nim zupełnie
zgaśnie


[czwarta]

ciągle prawię nieprawdy o śmierci tu na śniegu
lśniącym tak czystym i jasnym jakby
całym z blasku którego masz już pełne garście
ojcze gdy oddychać przestajesz pod okiem złego

syna w czułych rękach kobiet
wiedzących wszystko o naszym
umieraniu o naszych przemarzłych ciałach
składanych w głąb cienia grudnia odjętego
nocy nieboskłonu

pod kamienną płytę księżyca

niektóre z nich szepczą nam modlitwy jak zaklęcia
bo wciąż przybywa nocy chropowatej czerni
na niej jak dureń wyskrobałem napis
koniec a przecież

będzie jeszcze ciemniej

[piąta]

i oto zabrnęliśmy do domu
organista odgrywa zimowe przeboje
kwitną rozplątane dźwięki
oraz pojaśniałe twarze kobiet

one wiedzą wszystko o nas zwłaszcza
babcia Mila zaiste wszyscy przeszliśmy przez
jej dobre ręce (my z pięciu córek i syna) zaprawdę
jak pierwsza gwiazda jej dłonie a ona jak anioł

*

i oto mieliśmy grzebać zmarłych a grzebiemy w sobie
w uległej ziemi chowamy własne języki
niezdolni do głoszenia gorzkich pocałunków (jednak na nic
nam się zdałeś Judo?) wkładamy najciemniejsze słowa
w cierpliwe ciała kobiet

a one już wiedzą o nas wszystko szczególnie
babcia Mila zaiste wszyscy przeszli przez
jej dobre ręce sąsiedzi zaprawdę
jak ostatnia łódź jej dłonie a ona jak Charon

Opublikowano

chyba zagadane (heh, aż trudno uwierzyć, że faceta stać na takie 'zmyślne' 'krawiectwo' ;) ),

mowię 'chyba' - bo brak mi cierpliwości na dlugodystansowe wczytywanie się, i niestety {ztegopowoda} nie ogarniam całości ,
ale - są wersy i frazy, które do mnie mruczą a ja chętnie, wzamian, czochram je za uszami
:)

Opublikowano

Trzeba się poddać, dać ponieść bez rozbierania na drobne sensy i poszukiwania tego głównego. Później wrócić i chyba...zrobić znów to samo. Znam ten tekst, nie wiem tylko czy w takim wydaniu widziałem go wcześniej. Dobrze wiesz że umiesz używać słów.
Pozdrawiam Krzysiek

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




"Trzeba się poddać, dać ponieść bez rozbierania na drobne sensy i poszukiwania tego głównego"


Tak. Bo to dygresyjne, mantrowe czytadło, funeralna odyseja przez "ciemne imperium", naznaczona bezradnością :

"i oto mieliśmy grzebać zmarłych a grzebiemy w sobie"

Gdzieś tam na końcu drogi (tak jak na początku) czeka kobieta/ Kobieta (dłonie babci Mili), która sens nie tyle pozwala odnaleźć, ile go daje, tak jak życie. Męska "dorosłość", nie polega na zrozumieniu (to zarezerwowane jest dla kobiet - "wiedzą o nas wszysytko"), ale na wyzwalającej z lęków fizyczności, akceptacji i konsumpcji "daru". Jeżeli miałbym się (mimo wszystko) doszukać w wierszu jakiegoś prywatnego, "drobnego sensu", byłaby nim właśnie zagubiona w tekście, jego przedwczesna puenta :

"wkrótce dorosnę bo przywołuję
moich zmarłych z najdalszego zimna
światła i spijać je będę nim zupełnie
zgaśnie"








Opublikowano

wow,
niezły kawał pisania, i pod względem ilości jak i jakości :)
naprawdę dobre, poza tym podobają mi się połączenia między strofami
dzielące tekst nieśmiało ale kategorycznie
przede wszystkim polepszając czytelność tekstu
zabieram i..
pozdrawiam

Opublikowano

To wiersz na więcej niż tylko jedno czytanie, długi, bardzo, może aż za bardzo...
to nie zarzut, jest, jaki jest... można "w nim chodzić" w tę i z powrotem...
Ten fragment szczególnie mi przypadł.!
(...)
"i oto mieliśmy grzebać zmarłych a grzebiemy w sobie
w uległej ziemi chowamy własne języki...
"

Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


na pewno zagadane. i chyba nawet chciałem, żeby takie było ;)
oczywiście, że faceta stać, co miałoby nie być stać.
to kiedyś miało być krótkim cyklem, zatem ogarnianie nie jest w sumie konieczne.;)

one mruczą, ona je czochra, więc one mruczą, a ona je czochra..."perpetuum mobile"

dzięki
A.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


istota pozostała niezmienna, zmiany żadnej rewolucji nie przyniosły poza kilkoma synonimami, kilkoma ciachnięciami i drobnymi przesunięciami w interpunkcji, więc znasz ten tekst ;)
obecnie głównie używam takich słów jak: am za tatusia i nie jedz tego piasku ;)
dzięki
pozdrawiam
A.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena De-Tre Dzisiaj w nastroju na blusik, chociaż jazz też bardzo lubię. Chyba, że coś "zmierzłego" dla ucha sobie zapodam...Kurta Weilla może...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Oglądaj, komentuj i krytykuj...zabronić Ci tego przywileju w stanie nie jestem (ale jak będziesz zbyt wredna to Cię odeślę wraz z dedykacją do jednego z moich, specjalnie stworzonych na taką właśnie okazje, dzieł absolutnych z serii "wiem lepiej" ....żebyś tylko mi się na poziom V nie załapała....straszna wulgara...uffff...) Doszedłem do wniosku, że do pracy nad dalszymi rozdziałami muszę się bardziej gruntownie przygotować. Tak więc zacznę od lektury Twoich książek...którą na początek? (tak, żeby się zachęcić, albo nie zniechęcić ) "Ludzie w biegu" czy "Na krańcach klawiatury"? Szczerze mówiąc tytuł pierwszej już mnie drażni...nie lubię pośpiechu, to raz... a dwa, do gatunku ludzkiego nabawiłem się swojego rodzaju alergii ...ale nie oceniamy książki po tytule...czy jakoś tak Zakładam, że jakieś "wystąpienia publiczne", związane chociażby z promowaniem wydanych przez Ciebie książek, już zaliczyłaś...o co Cię głównie ludzie/fani pytają? (muszę się zapytać, żeby nie dublować tematów w mojej biografii ... w sensie Twojej ) Tak to bywa, że na dnie doliny jest znacznie lepiej na samej górze...człowiek nie rzuca się w oczy,co pozwala na zachowanie własnego ja (w miarę możliwości rzecz jasna, trzeba jeszcze brać pod uwagę presje środowiska pozostałych "doliniarzy" ),  doskonale widać co się dzieje na szczycie , a i upadek mniej boli (przewalając się z doliny w dolinę jeszcze nikt chyba krzywdy sobie nie zrobił ). Dobrej nocy P.S. Bodetré i futbol.....???? ...armagedon się iści....
    • Nieruchomieją w apatycznej formie lirycznej i zastygają w obłokach niedomówień tracą powoli barwy tuląc szarość minionych snów na koniec milkną w dokolnej ciszy prosząc zegary o jeszcze jedną chwilę nasączoną szeptem niewypowiedzianych słów.   Autor fotografii: Mirela Lewandowska  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Gosława piękna, zmysłowa liryka o charakterze intymnym, traktująca o głębokim przeżyciu cielesnym i emocjonalnym. Podoba mi się motyw czereśni- ten ich soczysty smak i cudny kolor nadają  ciekawej barwy wersom. Natomist ta zieleń jest dopełnieniem całości obrazu , który tak pięknie pieści wzrokiem...
    • @violetta

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Tekst powtórkowy?     Na cholerę tutaj przyszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane nieco. Dobrze chociaż, że las niczego sobie. Żeby jeszcze drzew nie było. Zasłaniają widok. No nic. Muszę wyciągnąć bułkę z wątrobianką. Uwielbiam. Tym bardziej, że zgłodniałam trochę. Coś mnie w to miejsce sprowadziło… ale co? Przeczucie lub jakieś inne pieprzone zjawisko, którego pojąć nie mogę.    Zgryzam. A niech to. Za raptownie przedziałek dupki nadusiłam i część nadzienia, gęsto szybuje na ściółkę leśną. Dziwna jakaś… materiałowa. Wiem, bo dłonią pomacałam. Muszę wytrzeć papierkiem, bo plama będzie. Dobrze, że nie wierzę w krasnoludki, bo jeszcze by łydki pogryzły, gdyby dostały szarą masą po kapeluszach. Durnowata ja. Najlepszy apetyt, poszedł się…    … a to co? Budka z piwem? Chyba nie, gdyż dziwna jakaś. I skąd nagle tu, po oczach daje. Ciekawe, czy pomoże? Słyszę, jakby za mgłą, że niby tak. Co tak? Może ćwierka ptak? Na dodatek najbliższe drzewa wokół, nabierają błękitnego koloru, a drzwi w owym czymś, samoczynnie otwarte na żółto. Czyżby chatka chciała, żebym tam wlazła. Takiego! Nigdy w życiu – nagle wrzeszczę na całe knieje, pokazując wejściu środkowy palec…    … tylko nie mój. Skąd to obrzydlistwo w dłoni. Inny jakiś. Jakby nie z tego świata. Nawet nie wiem, czy to faktycznie palec. Jedno jest raczej pewne… wskazuje kierunek, a ja nie mogę nie chcieć, wbrew sobie. Na dokładkę w drzwiach chatki, widzę moją matkę. Kiwa do mnie uśmiechnięta i zaprasza na ulubiony obiad. Tak jak kiedyś, gdy byłam małą dziewczynką. Oj nieładnie, brzydko wprost. Ktoś mi gra na emocjach. Chce zwabić, bym tam weszła. Znowu pokazuje, tym razem swój i co…    … i wchodzę, do wewnątrz, niczym bydlę na rzeź. Od razu lepiej – stwierdzam sarkastycznie – drzewa nie zasłaniają. A dlaczego – myślę jak umiem – bo ich nie ma. Oddycham z ulgą. Potrafię jako tako logicznie rozpatrywać w tej krainie, w której nagle zaistniałam.. Dobrze, że zapasowa bułka z wątrobianką jest ze mną w potrzebie. Symbol więzi z tamtym lasem, by nie zgłupieć zupełnie. Tak daleko, że już nie ma powrotu. Dopiero teraz popatruje wokół, co jest, a czego nie ma.    Niestety, mózg nieprzystosowany. Widzi wszystko po raz pierwszy w życiu, ale tak naprawdę, łącznie ze składowymi obiektów, czy czegoś tam. Nie potrafi przerobić na rozpoznawalne obrazy. Brakuje mu punktów odniesienia. Jestem jak ten niemowlak. Dostrzegam jakieś zamazane kształty. Widzę po ludzku, tylko żaden z tego pożytek, w tym obcym świecie.    Jedyne co rozpoznaje, to swoją twarz w lusterku – nie pamiętam żebym brała – dalsze ciało, bułkę i wspomnianą wątrobiankę. Dobre i to. Jak to… ciało? Kurdę, jestem naga, do ostatniego szczegółu. Na domiar złego, czuję wokół… obecności. Tylko tak mogę to określić. Najbardziej jedną. W ten sposób, że aż ciało moje, drży i wcale to nie jest, takie znowu nieprzyjemne. Zaczynam iść przed siebie…     … kolejna ciekawostka. Widzę, że idę pod górę… lecz nogi, mówią wyraźnie, że schodzę w dół. Muszę wstrzymywać kroki, by nie zjechać po tyłku. Taka sprzeczność, jest trochę męcząca dla mózgu. Nagle całkiem niespodziewanie, dostrzegam siebie, przy… przystojnym kształcie, w ludzkim pojęciu. Obiekty wokół nabierają jakiegoś sensu, lecz mam dziwne wrażenie, że nie zabawię tu dostatecznie długo, by rozpoznać do końca. Siedzenie, sprawia mi coraz większą trudność. Mam ścierpnięte ciało. Słyszę – odpręż się. To sama wiem. Jakie siedzenie? Gdzie? Przecież chodzę tu, lecz nagle przystaje. Normalnie mnie zatyka...       … i odtyka, gdyż ów przystojny kształt – o matko – urywa mi głowę. Zaczyna pieścić i jakby całować, tylko czym. Zamazany cholerny kształcie, pokaż wreszcie swoje oblicze. Nienawidzę cię. No nie, nie mogę powiedzieć, to całkiem przyjemne nawet. Aż mnie nawiedzają spazmy rozkoszy. Chociaż z drugiej strony, jak on śmie. Bez mojej zgody. Jaki on? Może ona? Pieprzone ufoludki. Co to w ogóle jest?     Czuję dokładnie, jego wyczyny z bliźniaczą głową. A jednak doznania więcej, niż boskie. Teraz wyrywa nogi z tułowia. Tej drugiej ja, oczywiście. Pieści me uda. Najpierw jedno, później drugie. No nie. Tylko nie to, co pomiędzy nimi, proszę. A jednak, wyszarpnął paskud jeden. Coś tam gmera, grzebie, wkłada. Cholernie przyjemnie. Odrywa moje piersi. Czule miętosi… i nagle koniec…       … raczej nie. Kolejna niespodzianka. Tamta druga ja, znika. Czuję teraz na całym ciele, delikatne stukanie. Co to znowu za cuda? I tak samo jak poprzednio, nagle mnie olśniewa. To mowa dotykowa. W zależności od tego, gdzie przypada ukłucie, znaczy inny… wyraz… lub literkę… myśląc po ludzku…     … bo tylko tak mogę myśleć, lecz zaczynam nieco rozumieć, co ów przystojny kształt chce przekazać. Czuję się cholernie… zakochana. A niech to, co za banał na obcej planecie chyba? Kształt… we mnie też zakochany. Zakochany? Co ja pieprzę za farmazony. Doprawdy, fajne tu się kochają, rozczłonkowując ciała, kochanej osoby. Chyba jednak zaczyna mi odwalać w tym pokręconej krainie. Nie mogę usiedzieć na miejscu, muszę pochodzić…    … i na cholerę tutaj przeszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane. Chyba na kogoś czekam. Tylko jak długo? No wreszcie. Idzie do mnie uśmiechnięty i już z daleka wrzeszczy, przepraszając za spóźnienie. Tłumaczy to tym, że dość długo trwało, zanim się upodobnił do męskiego, w każdym aspekcie, niekoniecznie na co dzień widocznym.       Jest coraz bliżej. Wreszcie przy mnie. Przytula mnie, a ja jego. W czasie pocałunku, mamroczę niewyraźnie, dziękując za wspaniały żart słowny, którym mnie obdarzył. Że niby… przerobiony na człowieka. Chichoczę w głos na cały las. On też. Jesteśmy tacy... nieziemsko szczęśliwi. Częstuję go połówką bułki z wątrobianką i po chwili, gnieciemy leśną ściółkę.      Po finalnym zakończeniu, zakładamy odzienia, chociaż nie czujemy się nadzy. Idziemy w kierunku obrzeża lasu. Jesteśmy na skraju. To początek rozłożystej łąki, nakrytej żywym całunem, z różnorodnych kwiatów. Z tyłu promienie słońca, prześwitują przez zielone gałęzie. Widzimy przed sobą nasze wydłużone cienie oraz fruwające na ziemi, ślady ptaków.   A jednak coś zakłóca wspólną sielankę. Zaczyna padać drobny grad. Migoczące drobinki, szybują w naszym kierunku. Czuję stukanie na sobie, w różnych przedziwnych miejscach, a on patrzy na mnie, jakby chciał coś powiedzieć.        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...