Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Kiedy nie mogę zasnąć, liczę długi. Liczę długo i o śnie mogę zapomnieć. Zapalam nocną lampkę, opieram się na łokciu, zerkam na uśpioną Czesię, potem idę do kuchni na papierosa. Siedzenie i gapienie się w okno niewiele wprawdzie pomaga, ale przynajmniej nie muszę się obawiać, że podczas wiercenia się na łóżku, obudzę żonę. Ona o niczym nie wie, jest przekonana, iż wyszła za faceta z głową na karku i cały ten luksus po prostu jej się należy. Wypalam pół paczki, wypijam kilka kaw, cały czas licząc. Urząd Skarbowy – 17 500 zł. Kwota główna. Do tego 14% odsetek karnych w skali roku. Jedyna pociecha, że już nie 40%, jak parę lat temu. ZUS – 21 430 zł. Za mnie, za Tadzia Paupera, za panią Zosię z sekretariatu, magazyniera i portiera na pół etatu. Banki – 13 400 zł bez odsetek, skutek nie spłacanego od dwóch miesięcy kredytu, 2800 zł debetu, 3250 zł z tytułu używanych kart kredytowych, 1340 zł raty leasingowej za naszego vana. 125 000 zł bez odsetek rozmaitym kontrahentom handlowym, telekomunikacji, dostawcom i usługodawcom. Tyle z grubsza, jeśli chodzi o bilans firmy. A z domowych dodatkowo za telefony, ogrzewanie, szkołę dzieci, kurs językowy za granicą, fitnesy i solaria Czesi, mojego golfa, konie i strzelnicę – razem ze 12 000.



Kiedy mam obliczoną całość, doliczam odsetki. Kilkaset złotych dziennie, co noc inna, coraz wyższa kwota. Łykam kilka tabletek na uspokojenie i wracam do łóżka. Niepotrzebnie. Kwadrans potem wstaję znowu i wracam do kuchni. Dym gryzie w oczy. Wietrzę, licząc przechodniów na parkingu przed blokiem. Ale co to za liczenie do trzech, czterech, pięciu? Nigdy nie mogę wypatrzyć ich więcej. Biorę z przedpokoju mój wielki portfel i zabieram się na oglądanie kart kredytowych. Dawno powinienem je pociąć, ale mi żal, bo bardzo je lubię. Najbardziej złotą Citybanku ze zdjęciem posiadacza. Jaki byłem wtedy dumny! Uśmiecham się lekko na fotografii, głowę trzymam wysoko, w moich oczach widać iskierki marketingowego geniuszu. Dalej oglądam Master Card, która służyła do robienia zakupów, American Express od płacenia w restauracjach, VISA od płacenia zagranicą, Lukas od zakupów AGD, różne VISY Maestro i Electron z dostępem do iluśtam kont firmowych i osobistych w 18 bankach. Wszystkie nieważne, bo albo zadłużone, albo bez środków, albo zajęte przez komorników. Te mniej ulubione oglądam na końcu. Ochłapy jakieś: lojalnościowe BP Partner, Vitay, Geant, rabatowe na noclegi, do zakupów w Świecie Książek i tak dalej.



Kiedy kończę oglądać karty, jest dopiero pierwsza, druga w nocy. Zaparzam trzecią kawę, wyjmuję kolejną paczkę papierosów i zastanawiam się, jak to wszystko, do cholery, mogło się stać. Tadzia Paupera poznałem w kasynie, gdzie obaj bezskutecznie próbowaliśmy wydrzeć ciotce Fortunie trochę sadła z boku. Tadzio przegrywał na ruletce, ja traciłem resztki ostatniej wypłaty przy Black Jacku. Wypiliśmy po parę drinków i od słowa do słowa, zostaliśmy przyjaciółmi. Tadzio robił interesy na wielką skalę, ale prześladował go pech. Trzy z czterech ostatnich jego firm zbankrutowały, czwarta była na żonę i choć prosperowała świetnie, on nic z tego nie miał, bo akurat zażądała rozwodu. Jeszcze tej samej nocy zgadaliśmy się, co do ewentualnej współpracy i natchniony osobowością Tadzia, porzuciłem ciepłą posadę na rzecz bycia samowystarczalnym biznesmenem. Plan był arcyprosty. Wypatrzyliśmy starą postkomunistyczną fabryczkę państwową i korzystając z kredytu, który zaciągnąłem pod hipotekę domu rodziców, nabyliśmy ją okazyjnie. Wcześniej wyczekaliśmy trzy przetargi, na które mało kto się stawił i dopiero wtedy zaproponowaliśmy naszą cenę. Tak powstała Hurtownia Detalu. Szybciutko przerobiliśmy hale na magazyny i zaczęliśmy rozglądać się za potencjalnym producentem Detalu, który mógłby zaoferować wiele za niewiele. Znaleźliśmy kilku, ale wybraliśmy jednego, żeby stać się autoryzowanym dystrybutorem. Na początek dostaliśmy całego tira Detalu i trzy miesiące handicapu na dokonanie zapłaty. Z kredytu hipotecznego zostało trochę grosza na reklamę, więc zaczęliśmy wybrzydzać i negocjować, aż udało się wydrzeć bandyckie upusty w telewizji, prasie i na bilboardach. I kampania poszła na całego. W ciągu tygodnia ustawiła się pod Hurtownią istną kolejka zainteresowanych, przez co musieliśmy wziąć na słowo honoru następne cztery tiry. Producent Detalu był zachwycony. Przed terminem zapłaciliśmy za pierwszą i drugą partię towaru, z każdym miesiącem podwajając zamówienie. Przez nasze konta płynęły strumienie gotówki, którymi chlapaliśmy się do utraty przytomności. Najlepiej zapamiętałem moją pierwszą wizytę w salonie firmowym znanego projektanta odzieży. Kupiłem od razu trzy garnitury i sześć koszul. Panie ganiały koło mnie, jak gdybym wydobywał ropę. Dostałem gratis kilka krawatów i pokrowców na garnitury, otwierano mi drzwi i strzepywano pyłki z płaszcza. Podczas obiadu w pewnej trattorii jakiś cudzoziemiec zachwycał się moim nowym garniturem i tym jak świetnie na mnie leży. Powiedziałem mu, że chwilowo nie daję dupy, ale chyba nie zrozumiał. W ogóle zakupy, obiady i wyjazdy służbowe odpowiadały mi najbardziej. Hurtownią opiekował się już wówczas pełnomocnik Zarządu, a my z Tadziem rozmyślaliśmy na tym, jak najlepiej zainwestować nasze pieniądze. Podczas trzeciego wypadu do Tunezji, Tadzio wpadł wreszcie na odpowiedni pomysł. Wracał właśnie z trzema prostytutkami z barabara na plaży, kiedy poznał właściciela sklepu z pamiątkami, który robił wielką kasę na gościach hotelowych. Od słowa do słowa Tadzio z Ahmedem ustalili, że wybudujemy fabrykę odzieży i będziemy wysyłać koszule na eksport, bo produkcja na eksport nie wymaga cła. Po dwóch tygodniach picia, palenia marychy i seksu z arabskimi małolatkami, mogłem już tylko kiwać na wszystko głową i uśmiechać się radośnie. Ałri Kasperciak – gud trainer, president Ben Ali- super, Tiunizi – fatntastik, wotr fijje, jor gyrls – de best, biznes isi fasil.



Kiedy wróciłem do kraju, zacząłem dokonywać stosownych przelewów, a Tadzio miał zadbać o status polsko-tunezyjskiej spółki o dźwięcznej nazwie Pol-Tun Textil. Od razu zamówiłem podwójną ilość tirów od Producenta, żeby wystarczyło środków na spółkę-matkę i nieodrodną córkę. Później musiałem zająć się domem, żoną i dziećmi, bo rodzina widywała mnie rzadko. Koniecznie chcieliśmy mieszkać w mieście, więc zamiast domu na wsi, zafundowaliśmy sobie na kredyt 100-metrowe, dwupoziomowe mieszkanie w uroczym bliźniaku na skraju osiedla. Dzieci kończyły właśnie prywatne liceum i trzeba było pomyśleć o odpowiedniej szkole wyższej. Żona proponowała Londyn, ja Paryż, a w końcu stanęło na lokalnym koledżu z pretensjami. Do tego dwa razy w roku kursy językowe w Anglii, na Malcie i w Holandii. Żona jeździła naszym starym Polonezem, ja vanem, a dla dzieci już szykowałem niespodzianki – hondę civic dla Kamila i seicento dla Jadzi, jednak warunkiem było ukończenie szkoły z wyróżnieniem. W tym czasie Tadzio dzwonił do mnie codziennie z informacjami na temat Pol-Tunu. Miałem wrażenie, że z każdym dniem coraz bardziej bełkocze. Papiery załatwione, robotnicy kończą fundmenty, mer Sousse osobście wizytje teren budwy, rrrbota nźle, bdzie dbrze, baczysz, wiesz, kchamcię, wiesz, szbko śłij dwatsiące dlrarów na wpaty dl chpaków... Posłałem pieniądze i zająłem się sprawami Hurtowni Detalu, bo akurat koniunktura słabła, a pełnomocnik spisywał się coraz gorzej. Inne hurtownie zaczynały same dowozić towar klientom, obniżać ceny i pewnego dnia kolejki przed bramą całkiem znikły. Zaniepokojony sytuacją wzmogłem wysiłki reklamowe, ale niewiele to zmieniało.



Kiedy dwa dni po ostatnim przelewie, Tadzio zadzwonił po następny, zaś rachunek od operatora komórkowego przekroczył 5 tysięcy, postanowiłem działać. Nie bawiłem się w czartery, tylko wybuliłem kartą kredytową za samolot rejsowy, w Tunisie wziąłem taksówkę i w ciągu kilku godzin byłem w Sousse. Tadzia nie było w hotelu, stary Mehmet z recepcji i barman Fouzi patrzyli na mnie krzywo, w domu Ahmeda były tylko kobiety, więc nawet nie wpuściły mnie za próg. Taksówką z Tunisu pognałem na teren budowy. Wysiadłem i padłem na kolana w błoto. Zamiast postawionych dwóch pięter bez więźby, zastałem głęboki dół oraz ledwie oszalowane fundamenty. Kierowca spokojnie przyglądał się, jak beczę i wyrywam włosy. Pewnie takich idiotów widywał częściej. Całe popołudnie spędziłem na objeżdżaniu restauracji hotelowych, kasyn i burdeli. Znalazłem gnoi w plażowej knajpce w Port El Kantaui, gdzie przy suto zastawionym stole, obściskiwali jakieś panienki. Wydarłem się tak, że wszystkie ryby zwiały pod Sycylię, ale oni słabo się przejęli. Bełkotali coś, żebym się wyluzował, strzelił dwie sety i dał sobie obciągnąć. Sety strzeliłem nawet trzy, a potem pognałem do Monastiru, skąd odlatywał najbliższy samolot do kraju. Na pokładzie zamawiałem drinka za drinkiem, notując rozpaczliwie szkice ratunkowe na wypadek plajty. Jeszcze zanim sam zacząłem bełkotać, zadzwoniłem do operatora komórek i zablokowałem Tadziowi rozmowy wychodzące. Nazajutrz odebrałem mu dostęp do kont i kart kredytowych. Nie miał pewnie za co wrócić, lecz wcale mnie to nie interesowało. Od samego rana słałem faksy i e-maile, likwidując wszelkie zobowiązania wobec tunezyjskich kontrahentów, Ahmeda poinformowałem, że może sobie z tą dziurą w ziemi zrobić co tylko zechce, a mera Sousse przeprosiłem za bombastyczne zapowiedzi przyszłych sukcesów. Dzwonili do mnie na przemian, doprowadzając do ślepej furii. W końcu wyłączyłem wszystkie telefony i zająłem się sprawami Hurtowni Detalu. Szybko okazało się, że i tu wpadłem w gówno po same uszy.



Kiedy tak siedzę w kuchni i myślę o tym wszystkim, szlag mnie trafia na nowo. Płakać jakoś nie potrafię, choć łzy cały czas pchają się do oczu. Czuję się, jakbym był w więzieniu, z którego ucieczka jest tylko jedna. Niestety, ten sposób załatwienia sprawy jest mi zupełnie obcy. A to wcale nie koniec. Czekają mnie jeszcze dotkliwe tortury, zabór mienia, jakie nagromadziłem w ogromnej celi, a nawet umieszczenie w karcerze, czyli prawdziwym więzieniu. Siedzę w przeogromnej klatce i bezradnie czekam. Przez ponad rok heroicznie broniłem firmy i swojej rodziny przed zakusami komorników. Negocjowałem, podpisywałem ugody, próbowałem działać w innych branżach. Wszystko na nic. Z pustego i Salomon nie przeleje. Gdy już raz człowiek upadnie finansowo, najczęściej w takiej pozycji pozostaje. Alkoholik, narkoman, bandyta, dziwka – mają szansę się podnieść, odkreślić przeszłość krechą i spokojnie spróbować jeszcze raz. Od nałogów i braku moralności nie ma aż tak dotkliwych odsetek. W finansach każdy dzień zwłoki przyciąga następnych padlinożerców i cała ta zgraja, kąsając na zmianę, liczy, że wreszcie zdechniesz.


Kiedy już od kawy bierze mnie na wymioty, wyjmuję z lodówki Walkera albo Danielsa, a jeśli nie ma (a coraz częściej nie ma), to Wyborową lub Wyborną i popijam z lodem. Od razu polepsza mi się humor. Przypominam sobie wszystkie znajome firmy, gdzie z dnia na dzień poprzedni właściciel stał się nic nie posiadającym prokurentem, pełnomocnikiem lub doradcą, a jego żona, kochanka, córka czy brat łapali za stery. Cóż, trzeba będzie Czesię wprowadzić w arkana i mieć nadzieję, że mnie potem nie porzuci. Mieszkanie pójdzie pod młotek, a my przeniesiemy się do mniejszego. Różnicę przekażemy komornikom albo wzmocnimy konto nowej firmy. Vana wykupimy przed terminem i postąpimy tak samo. Zresztą może będzie nam musiał wystarczyć Polonez. Wracając do łóżka, zerkam na wystający z szafy rąbek nowego futra Czesi. Już nie mam siły zastanawiać się, jak ona to zniesie i jak zniosą to dzieci.


Kiedy wreszcie zasypiam, dzwoni budzik.

Opublikowano

Pierwsze wrażenie - "a co to jest, jakiś biznes plan?". Jakoś odechciało mi się czytać, ale na szczeście przeszłam do drugiego akapitu i wszystko powoli zaczynało nabierać sensu.
Świetnie uchwycona beznadziejność sytuacji, w jakiej się znajduje bohater. Aż mnie się udzielił ten nastrój.
Ciekawe i nietuzinkowe opowiadanie.

Gratuluję i pozdrawiam,
Marion

Opublikowano

Jakoś nie mogłem wcześniej zająć się bardziej dogłębną analizą Twojego tekstu i dopiero teraz znalazłem spokojną chwilę, by sie tym zająć.
Pierwszy akapit, to jakby kopia z jakiegoś artykułu prasowego. Nie czuję w nim Twojej osobowości. Dalej jest już dobrze, choć odnoszę wrażenie, że pisałeś to w nadmiernym pośpiechu i stąd kilka błędów:
zagranicą- w tym konkretnym przypadku za granicą
karty magnetyczne- nazbyt ogólnkowe napisałbym jednak kredytow, lub płatnicze, choć wymieniasz również kilka innych
porzuciłem prace- porzuciłem posadę, zrezygnowałem z etatu (pracowałeś nadal)
po gimnazjum nie idzie się na studia- konieczna szkoła średnia i matura
Port El Kantaqui- o ile pamiętam Kantaui
szpetne panienki- może 'panienki" , lub po prostu brzydule?
Uff. Nie lubię krytykować, ale czynię to dla dobra Twojego i Twojej sztuki.
Pozdrawiam

Opublikowano

:)
Rezerwuję miejsce w kolejce. Oczywiście po autograf, przy okazji promocji książki "Jak stracić wszystko, będąc kreatywnym. Seria: Dla opornych" :D

Pozdrawiam, smakowało :)
Wuren

Opublikowano

Dzięki, Dr Wuren, zapisy od poniedziałku :)
Leszku, poprawione. Bardzo wdzięczny za pomoc, odwracam się d... od tzw sztuki i wracam do pisania o fotometrii reflektorów do pojazdów wolnobieżnych...

Opublikowano

...znów poszedł do kuchni liczyć te swoje długi, głupek...jutro ostatecznie powiem mu o swojej przeprowadzce do Jacka...on przynajmniej ma piękną willę z basenem i kupi mi nowe futro, dzieciaki też go lubią...
właściwie nie będę nic mówić, napiszę tylko karteczkę?..."Żegnaj-Czesia"

[Asher...pamiętaj o autografie!]

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • II.
      Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!)

      Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach,
      Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie!
      Rama mnie bach, spodnie w piach,
      Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził!

      Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB,
      Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg…

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub.
      A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób!
      Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha!
      Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha),
      kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub!

      Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić!
      Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić!

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny!
      Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny!

      Wujku Wołodia, d dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, d, dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud,
      Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi!

      Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub!
      Wujku Wołodia, kręć aż po sam....
      Grób!

      III.
      [...]
      „To minie, jak nad Moskwą majowa burza”

      Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa
      Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy,
      Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach!
      Jak korytarze ponure Łubianki,

      Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr,
      Jak niesforna sfora federalnych majorów,
      Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz,
      Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu...

      To na pewno minie,
      Minie jak zły sen!

      Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb,
      Ślady na dłoni rażonej paralizatorem,
      Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora!

      W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los?
      Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko
      Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb...

      Uwierz mi, to też minie!

      Jak swastyka Ruskiego Mira,
      I dym pożarów niesiony przez wiatr,
      Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera,
      I policyjna suka nabita dziećmi po dach!

      I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow,
      Paragraf 228 i kocioł o piątej,
      I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący,
      Gazując kobiety, chłopców i brzdące...

      To wszystko minie jak inne miesiące:
      Jak grudzień, styczeń, luty, maj…
      Minie, bez wątpienia minie!
      Na razie w to im graj
      Ale to ich już ostatnie pląsy!

      Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb,
      Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora,
      Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora!

      Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz!
      Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę;
      Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp,
      A dziś milczy jak grób:
      Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup !
      Wszystko kiedyś minie!

      I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram,
      A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu,
      Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak,
      I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg…

      W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los?
      Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę
      Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd!

      Uwierz mi, to też minie!
      To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie,
      Za godzinę, za chwilę…
      To wszystko minie!

      IV.
      Hm                                            H7
      Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:
                  Em                                  F♯7
      Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,
                 Hm                  A7               G
      Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…
                  Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm
      Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat.

      Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu,
      Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu,
      Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad.
      Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw

      Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść:
      Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu...
      Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest:
      Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu –

      Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu?
      I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu?

      Edytowane przez Michał Pawica (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu?
    • @andrew dziękuję serdecznie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • podkłada  najlepsze kąski  karmi słowem  obrazami muzyką  wkupia się przymila ale to tylko pozór  chce na własność zawładnąć właściwie nie mną  tylko myśli istnienie    ale  ale jeszcze nie teraz  pewnie uważa mnie za wroga  bo gdybym jej nie znał  ale posmakowałem  i nic  to ją najbardziej boli  myślała że ...    nie trzeba walki  wystarczy nie iść z tłumem  kochać i rozumieć siebie    AI  może tylko ostrzyć apetyt    utrzymuję dystans    6.2026 andrew  Sobota, już weekend   
    • @Poet Ka ... świat kwitnie  nawet gdy ...   i tutaj  szczęścia zaznamy  gdy go kochamy  jak Ci wspaniali  co radość pokazali   gdy ... siebie dajemy  złote ziarna  na ziemi siejemy  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...