Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

sobota nie pachnie jak wtedy
przychodzi powiedzieć
bądź dzielny i śmiej się

kiedyś mieliśmy czarne płyty
uciekały z nas równiny
a wnikały wschody
jakby od nich zależała cała roślinność

potem wystające listki z rękawa
muskały wnętrze dłoni
i szukaliśmy graala

na koncertach
pod stadionem
obok klatki

każdy swojego

bo stoły przecież
nie muszą być okrągłe

Opublikowano

Jak zwykle - szyfr:-)

Tym razem romantyzm włączony w teraźniejszość.

Pod ściśniętą formą jest schowana fabuła. Szukanie wygranej w powszedniości.
Nie dla każdego oczywistej. Są wybrani. Ci mają specjalne karty w rękawie, ale te nie zawsze są wygrane. Nawet piki:-)

Staram się jak mogę, ale nie o to chodzi. Bawi mnie rozmaitość interpretacji za Okrągłym Stołem.

Bardzo piękny wiersz. Czytałam kilka razy.
Pozdrowienia. Elka.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Szyfr jak nic - moje drugie imię to Enigma:)
Elu - dziękuję, czasami mam obawę, że czytelnik zrezygnuje z odszyfrowywania - ale trudno - powiedzenie wprost już nie jest tak ciekawe:)
Pozdrawiam:)
Opublikowano

"Rycerze", więc szukam trochę "waleczności" i znajduję, pomiędzy tym, co zapisałaś.
Pierwsza baaardzo pojemna, choć to tylko trzy wersy... dalej rozwinięcie, a raczej to, co kiedyś i wtedy było tak,
jak miało być zawsze.. do momentu, kiedy szukanie graala rozbiło się na dwa tory... a stół, jasne, nie musi być okrągły..
(ba, może go w ogóle nie być.. ;) Jest dobrze dla mnie.
Malutkie ale, wolałabym.. śmiej się oraz bez "i" przed.. szukaliśmy graala.
Pozdrawiam... :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


W sumie czemu nie, likwiduję inwersję, a co do "i" - niby wiem, że powinno się takiego czegoś unikać, ale nie chcę zaburzyć płynności, czuję że akurat tutaj pasuje.
Dzięki za uwagi i wniknięcie w wiersz:)
Pozdrawiam.
Opublikowano

Wiersz z tych fajniejszych, na temat którego tutejsza publika w większości nie ma nic do powiedzenia.
Nie pasuje mi w nim takie swoiste "rozmemłanie" (mam nadzieję że autorka zrozumie o co mi cho-). Widzę go tak:

"rycerze

w sobotę nie pachną
przychodzą powiedzieć bądź dzielny
śmiej się

kiedyś czarne krążki
uciekały równiny wchodziły świty
od nich zależała roślinność
wystające listki
z rękawa

szukaliśmy graala
na schodach
pod sklepem
w parku

każdy swojego"

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Autorka rozumie o co cho- i lubi kiedy ktoś sobie wariuje z jej wersami - na zdrowie:)
Niemniej "rozmemłanie" jest kolejnym krokiem w poszukiwaniach. Tym razem, ma być swobodne w czytaniu, stąd taki układ, ale przeczytałam z zainteresowaniem Twoją wersję:)
Pozdrawiam.
  • 4 tygodnie później...
  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @iwonaroma No i tak to czasem bywa z czasem. A niech tam sobie zostanie w wierszach.  Iwono, bardzo gustownie spięłaś słowem jak broszką, winszuję :) A huśtawka wytrzyma?
    • @Arsis    piękno, smutek, symbol,   forma graficzna - która mi się podoba    i tak zwane lśnienie (promyk - idąc za L.M.Montgomery)  
    • @Gra-Budzi-ka Oj,

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      jakie fajne! 
    • @Poezja to życie   oby perfekcyjnie zabijał ! I bezboleśnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam !
    • Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju. W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści, pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.   I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.   Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją. Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie. Albo szepczą jak wiatr na przekór milczenia. Albo stwarzają się od początku. I znowu. I wiecznie…   Dręczy mnie ta struna. Zaciska się coraz ciaśniej.   W bolesnym skowycie powolnego rozpadu.   W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka. Szkielet obsypany piórami. I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka, lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.   I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci. Tej samej, która naznaczyła spojrzenia mojej matki i ojca, kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi. Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.   A więc rozbił się przed wiekami ten ptak, nie-ptak.   Roztrzaskał w koszącym locie. W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...