Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

dziś świat to wielki śmietnik zasad popękanych
wyblakłych ideałów historią naznaczonych

choć można tu odnaleźć resztki uczciwości
i ślady człowieczeństwa głęboko zakopane
niewielu się odważy opinii lęk przełamać
by w śmieciach tych odkrywać na nowo uczuć siłę

a mnie się wydawało że szczęście można znaleźć
w szklance po herbacie pachnącej wciąż rumiankiem
wypitej duszkiem z tobą w ostatni dzień jesieni

Opublikowano

Bardzo na czasie i prawdziwie, tak sie porobiło, że za wartościami życia trzeba nieźle kopać w tych naszych czasach. Ale dobrze, że są jeszcze ludzie którzy w zwykłych codziennych czynnościach odnajdują piękno i sens życia.
Pozdrawiam:)

Opublikowano

Nie wiem czemu, ale utwór ten (mimo ujmujących dwóch ostatnich wersów) wydaje mi się dość sztuczny. Mówienie o tym, jaki świat jest zły i niefajny bez popadania w przesadę, tanie moralizatorstwo i "narzekactwo" stanowi spore wyzwanie i tutaj chyba autor mu nie podołał :)

Jak zazwyczaj narzekam na zbyt rozbudowaną metaforykę, tak tutaj pierwsze dwie strofy cierpią na brak ładnych porównań czy ogólnie jakichś odkrywczych zwrotów - zbyt mi pachnie to prozą.

Jedyne co ratuje utwór to ostatnia strofa, naprawdę śliczna, w taki melancholijny sposób.

--
Pozdrawiam
Michał Małysa
http://www.mojwierszownik.pl

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Zdaję sobie sprawę, że przede mną jeszcze wiele pracy. Dlatego też każda dobra rada jest dla mnie bardzo cenna. Miło mi, że spodobała się ostatnia strofa. Prawdę powiedziawszy to ona pierwsza powstała. Reszta została dobudowana. I rzeczywiście troszkę sztucznie się zrobiło. Dziękuję i pozdrawiam

Janina

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...