Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Dążę do pełności i ładu sumienia
sytość rośnie we mnie jak trawa po burzy
wypełniając szczelnie aż po brzeg znudzenia
plastikowe niebo pocztówki z podróży

kupuję różności w przygodnych marketach
zapełniam przepastne we wnętrzu metraże
niedoszłe marzenia stawiam na zakrętach
mroczne Velazquezy w pustych korytarzach

nie pójdę daleko nie dotknę obłoków
nie rozwinę skrzydeł niech sobie łopoczą
resztę niespełnienia ukryję głęboko
zresztą biec donikąd nie bardzo jest po co

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Lilko, wydaje mi się, że chęć sprostania formie, przerosła nieco treść. Rozumiem, chodzi o rymy, liczbę sylab, a wtedy łatwo zgubić to "coś"
Nie przemawia do mnie np: pełność sumienia. Sumienie pełne czego?
Jak mogą łopotać nie rozwinięte skrzydła?
Ale podoba mi się ostatni wers. Dla niego warto dopieścić to i owo.
Moim skromnym zdaniem.
Pozdrawiam
:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Lilko, wydaje mi się, że chęć sprostania formie, przerosła nieco treść. Rozumiem, chodzi o rymy, liczbę sylab, a wtedy łatwo zgubić to "coś"
Nie przemawia do mnie np: pełność sumienia. Sumienie pełne czego?
Jak mogą łopotać nie rozwinięte skrzydła?
Ale podoba mi się ostatni wers. Dla niego warto dopieścić to i owo.
Moim skromnym zdaniem.
Pozdrawiam
:)

Grażyno,
Dziękuje bardzo za komentarz. Jesli nawet tylko ostatni wers się podobał, to i tak się cieszę.
PS. Skrzydła opuszczone smętnie w dół, też moga łopotać, tylko inaczej.
Pozdrawiam
Opublikowano

Czytałam już dawniej, wiersz Twój mnie zainteresował, teraz miałam
troszkę czasu, wygładziłam go troszeczkę, wyrównałam, mam nadzieje, że nie weźmiesz mi tego za złe, bo wiersz i temat wart zachodu. Uważam, że jest ciekawy:

Dążę do sytości i ładu sumienia
spokój rośnie we mnie jak trawa po burzy
wypełniając szczelnie aż po brzeg znudzenia
plastikowe niebo pocztówki z podróży

kupuję różności w przygodnych marketach
zapełniam przepastne we wnętrzu metraże
niedoszłe marzenia stawiam na zakrętach
wśród Velazquezów z mrocznych korytarzy

nie pójdę daleko nie dotknę obłoków
nie rozwinę skrzydeł niech sobie łopoczą
resztę niespełnienia ukryję głęboko
zresztą biec donikąd nie bardzo jest po co


Serdecznie pozdrawiam
- baba

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dzięki Oksywio!
Opakowania zastępcze (pamietasz może te słoiczki z czasów komunistycznych zapakowane byle jak...
Nasze czasy to właśnie wysycenie się różnościami i produktami zastępczymi. Tak to widze i tak to starałam sie opisać.
...a miało być wesoło i pogodnie, może nastepnym razem.
Och te myśli nieuczesane, ty w swoja stronę, a one w swoją!
Pozdrawiam serdecznie
Lilka
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



...Między wichrami płyną obłoki, odeszły w ciemnośc zmęczone kroki...
Fajnie,że zanurzyłaś sie przez chwilke w moim potoku!
Dzięki za rymy i rytmy których zawsze jestem niepewna.
Pozdrawiam ciepło
Lilka
Opublikowano

Mam nadzieję Lilko ,że sytość to nie przesyt jedzeniem , wyrzutami sumienia to , "niestrawnośc codziennego naszego życia, pełnego goryczy , trosk....a market to u cieczka po ...zaspokojenie ,,,ale tylko tak ,a może az tak zwyczajnie!
Serdecznie!
Hania
+

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Babo Izbo,
Bardzo Ci dziękuję za wygładzenie i uładzenie i sugestie, z których w większości skorzystałam.
W pierwszej zwrotce nie może byc spokój, bo spokój to coś innego niż tytułowa "sytość".
Wszelkie twoje rady i podpowiedzi przyjmuje teraz i w przyszłości z wdzięcznością. Dopiero się uczę pisania i takie komentarze jak twój są jak najbardziej cenne.
Pozdrawiam serdecznie i wdzięcznie
Lilka
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Witam Cię Nato pod moim wierszykiem.
Skorzystałam z podszeptów i chyba rzeczywiście na dobre wyszło to wierszowi.
Cieszą jak zwykle twoje słowa, a w szczególności to ...niezłe wykonanie...
Pozdrawiam pomeczowo
Lilka
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Haniu,
Miło Cię gościć. Sytość to nie tylko wypełnienie brzucha różnościami, ale tez wypełnienie siebie i swojego otoczenia niepotrzebnościami, które w ostatecznym rozrachunku nie wnosza niczego.
Pozdrawiam ciepło
Lila
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dzięki Oksywio!
Opakowania zastępcze (pamietasz może te słoiczki z czasów komunistycznych zapakowane byle jak...
Nasze czasy to właśnie wysycenie się różnościami i produktami zastępczymi. Tak to widze i tak to starałam sie opisać.
...a miało być wesoło i pogodnie, może nastepnym razem.
Och te myśli nieuczesane, ty w swoja stronę, a one w swoją!
Pozdrawiam serdecznie
Lilka
Opakowania zastępcze i ceny umowne - pewnie, że pamiętam. Chodziliśmy w zastępczych opakowaniach i żyliśmy umownie. ;-) I nic się właściwie nie zmieniło, tylko tyle, że te wszystkie umowności i zastępczości krzyczą reklamą i zasypują nas zewsząd, tworząc iluzję prawdziwego życia.
Opublikowano

Czytałam Twój wiersz wcześniej Lilko, a dzisiaj zaglądam i jest tak równiutki, wygładzony, czysty - przyjemnie płynąć kolejnymi wersami.

Ciekawy neologizm - "niepotrzebności" - naprowadził mnie na taką myśl: większość różności nie jest nam wcale potrzebnych. Ludzię nieraz dążą do zdobycia/osiągnięcia czegoś (rzeczy materialnych, korzyści innego rodzaju, zaspokojenia zachcianek), co wypełnia jakiś kawałek wewnętrznej "pustki" - która jest nią o tyle, o ile przeceniamy wartość lub rzeczywistą konieczność "nasycenia się" nimi. Wtedy i Velazquezów jest już za dużo, i skrzydła tracą swoje właściwości, i nagle okazuje się, że już nie ma po co biec, donikąd...
Podobny tematycznie jest wiersz Aluny; obydwa o jakimś rodzaju niespełnienia, które jest nam wdrukowywane wielkimi literami, przez otaczający przepych i konsumpcjonizm. Od nas tylko zależy, czy chcemy żyć pod plastikowym niebem...

kłaniam się, z podobaniem - a jakże!
in-h.
:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Kaliope,
Miło ponownie przeczytać twoje refleksje. Jak zwykle przemyślane dokładnie. Przyjemnością dla autorki jest zauważalna uwaga, poświęcana jego pisanienie. Zachęca do dalszej pracy!
A'propos twojego komentarza...
Kiedyś byłam poproszona o pomoc w likwidowaniu mieszkania po starszej osobie. Okazało się to pracą kilkudniową. Wynosiliśmy i wyrzucaliśmy i rozdawaliśmy tysiące takich własnie niepotrzrebności, którymi ten człowiek obrastał przez lata. Dla niego były one w jakis sposób ważne, a dla osób postronnych okazały się tylko problemem z którym nie bardzo co zrobić...
Pozdrawiam nieodmniennie ciepło
Lilka
Opublikowano

[quote]
Kaliope,
Miło ponownie przeczytać twoje refleksje (...)
A'propos twojego komentarza...
Kiedyś byłam poproszona o pomoc w likwidowaniu mieszkania po starszej osobie. Okazało się to pracą kilkudniową. Wynosiliśmy i wyrzucaliśmy i rozdawaliśmy tysiące takich własnie niepotrzrebności, którymi ten człowiek obrastał przez lata. Dla niego były one w jakis sposób ważne, a dla osób postronnych okazały się tylko problemem z którym nie bardzo co zrobić...
Pozdrawiam nieodmniennie ciepło
Lilka



cała przyjemność po mojej stronie, Lilko.
Odnośnie Twojego przykładu - no właśnie. Zwróciłaś uwagę na jeszcze jedną ważną rzecz. Subiektywne pojęcie potrzeby. To, o czym pisałam wcześniej, może tyczyć się każdego człowieka, może być schematem, na taką generalizację pozwoliłam sobie po trosze z autopsji (choć mimo wszystko unikam dedukcyjnego myślenia, bo może być krzywdzące), a po trosze z uwagi na oczywistą wymowę wiersza. Natomiast każda potrzeba, również otaczania się przedmiotami - elementami kultury, której każdy człowiek jest jednocześnie twórcą i odbiorcą - jest subiektywna. Moje "bibeloty" dla innych mogą być czymś zbędnym, podczas, gdy ja mam do nich sentyment, albo po prostu słabość... i odwrotnie, istotne dla kogoś rzeczy, w moim odczuciu mogą być takimi właśnie "niepotrzebnościami" :) A każdy ma przecież prawo dążyć do pełności i ładu sumienia... hmm... :)))

Lilko, gryzę się w język, bo temat rzeka, a w swoim wierszu wszystko dokładnie powiedziałaś :) Miło mi zawsze z Tobą pogawędzić... miło w ogóle tutaj "porozmawiać", jeśli wiersze skłaniają do refleksji (chyba też po części taki mają cel).

pozdrawiam serdecznie,
in-h.
:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Postęp

       

      Zaryzykowałbym zdanie, iż wiara w postęp nauki i techniki narodziła się w „epoce renesansu” (choć rozmaite wynalazki ułatwiające życie pojawiały się już w epoce Archimedesa i wcześniej). Wielkie „tuzy”, które ukazały się na firmamencie epoki usiłowały unieść człowieka w powietrze i „przypinały” mu skrzydła. Konstruowały doskonalsze machiny wojenne takie, które zwiększały siłę rażenia i unicestwiania przeciwnika, zabijania drugiego człowieka. W architekturze dokonano przełomowego odkrycia i skonstruowano łukowate sklepienie świątyni (kopułę) we Florencji. Udoskonalano broń palną. Jednocześnie wraz z postępem techniki pojawił się regres dobrych obyczajów ludzi. Wyzwalano się z zbawiennych oków średniowiecznej dyscypliny etyczno-moralnej na rzecz powrotu do pogańskiej swobody obyczajów, co poskutkowało niemal natychmiast wzrostem zachorowań na choroby weneryczne. Następowało „zwyrodnienie” relacji międzyludzkich. Wielkie odkrycia geograficzne jakie miały miejsce w tej epoce, znacznie poszerzyły wiedzę o globie ziemskim i ilości kontynentów. Wraz z odkryciami nowych lądów odnowiły się także takie cechy osobowości ludzkich jak niezmierna chciwość i pazerność na kruszec złota. Kolonizowano nowo odkryte tereny i podporządkowywano sobie miejscową ludność siłą, brutalną przewagą militarną. Gwałcono łatwowiernych tubylców roznosząc jednocześnie nieznane tam wcześniej choroby takie, jak odra czy syfilis. Rola Kościoła została zmarginalizowana i wyparta przez bezpardonowy imperializm świeckiej władzy.

       

      Kolejną epoką, w której dominowała wiara w „ludzki geniusz”, w postęp nauki i techniki było „oświecenie”. Wiara w to, że człowiek samodzielnie, bez Boga i mimo Boga może, a nawet powinien kreować nową rzeczywistość. Zagrabiono i zlikwidowano dobra kościelne w wielu krajach uzyskując ogromny kapitał, który spożytkowano na „nowy” system kształcenia. Powstawały szkoły świeckie, w których kształcono przyszłe „elity” choć metody kształcenia w takich szkołach były, eufemistycznie rzecz ujmując, bardzo surowe. Za złe zachowanie, za nieuctwo karano chłostą. Uczono przeważnie lichwy. Choć nie tylko i wyłącznie. Ubodzy ludzie, którymi do tej pory opiekowało się duchowieństwo w rozmaitych przytułkach i sierocińcach zostali pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia. Narastała przestępczość, wzrastał tzw. „margines społeczny”. Sytuację zaostrzał panujący powszechnie głód. Kary za przestępstwa (np. za kradzież chleba) były niewspółmiernie wysokie: ciężkie galery. To rodziło bunt i aprobatę haseł rewolucyjnych. Całą winę za zaistniałą sytuację społeczno-polityczną obarczono króla, arystokrację i duchowieństwo. Wymyślono i skonstruowano gilotynę przez którą „przewinęło” się wiele tysięcy ludzi. „Zgilotynowano” pół Francji. Najbardziej wymownym przykładem były wydarzenia w miejscowości Wandea we Francji. Odkryto siłę powszechnego ciążenia. Wzniesiono się po raz pierwszy w balonie na ogrzane powietrze, w powietrze.

       

      „Wiek pary” umożliwił ludziom szybsze i łatwiejsze przemieszczanie się na znaczne odległości w czasie i przestrzeni. Powstały maszyny, które ułatwiły wiele ciężkich prac wymagających do tej pory siły rąk ludzkich. Wymyślono nawet „filozofię pozytywizmu”, w której wychwalano pod niebiosa wiarę w postęp naukowo-techniczny oparty tylko i wyłącznie o doświadczenie. Zaczęto wierzyć w to, że postęp nauki, sam w sobie, przyczyni się do rozwiązania wszelkich problemów trapiących ludzkość. Wiara w Boga została uznana za relikt minionego czasu. Tymczasem „wojny napoleońskie” znów przyniosły opłakane żniwo w postaci śmierci setek tysięcy istnień ludzkich. Czy można tu mówić o postępie? Czy może raczej o regresie człowieczeństwa? Inny myśliciel naukowy (w tym czasie), postępowy zasugerował światu nauki i społeczeństwu, iż człowieka nie stworzył żaden Bóg lecz człowiek po prostu wyewoluował z małpy. Nie byłoby w tym nic niepokojącego (ot jeszcze jedna, nieszkodliwa teoria naukowa) gdyby nie fakt przeniesienia poglądów tego pana do etyki społecznej, a w końcu do moralności poszczególnych osób („darwinizm społeczny”). Doprowadziło to do zwyrodnienia relacji interpersonalnych. Mówiąc kolokwialnie „do zezwierzęcenia” znacznej części społeczeństwa, zaniku empatii. Pokrewny naukowiec do wyżej wymienionego dołożył swoje „trzy grosze” i powstała nauka zwana „eugeniką” co zaowocowało, w późniejszym okresie „rozwoju” ludzkości, katastrofalną w skutkach teorią „naukową” zwaną „higieną ras”. Rewolucja bolszewicka w Rosji na początku XX wieku, oparta o idee „wielkich myślicieli” i „dobroczyńców ludzkości”, gloryfikująca świecki humanizm, miała obalić istniejący, rzekomo skostniały ustrój społeczny przemocą, brutalną siłą. Na czele tej „rewolty” stanęły niedouczone męty społeczne, zbrodniarze rozmaitej konduity, przestępcy pozbawieni jakichkolwiek skrupułów moralnych. W tym to czasie, postęp techniczny „wynalazł” ciężki karabin maszynowy, który zastosowany na polach walki siał spustoszenie pomiędzy walczącymi: zarówno atakującymi, jak i broniącymi dotychczasowego ustroju społecznego (czyli caratu). Podobnie jak to działo się podczas „wielkiej rewolucji francuskiej” z tą różnicą, iż dokonywano rzezi już nie setek tysięcy obywateli ale ponad setkę milionów. Wprowadzono w Rosji terror jakiego przedtem ta ziemia nie znała. Wszystko pod „patronatem” akademii nauk i w imię nauki, i postępu. Wysłano do „łagrów” zarówno osoby duchowne, jak i wykształcone według tradycyjnych wartości takich jak filozofia grecka, hellenizm i cerkiew prawosławna (cywilizacja bizantyńska). Oponentów likwidowano lub w najlepszym razie zmuszano do emigracji. Na czele państwa stanęli psychopaci tłumiący jakiekolwiek ludzkie odruchy w skali społecznej. Wprowadzono ustrój „bez ludzkiej twarzy”.

       

      Pierwsza wojna światowa wraz z postępem naukowo-technicznym kosztowała istnienie wielu milionów ludzi. Usadawiano się w okopach („atak pozycyjny”) i strzelano do siebie „jak do kaczek” z „udoskonalonych” armat ogromnego kalibru, ciężkich karabinów maszynowych, pojawiły się czołgi. Jakby tego było mało wprowadzono do walki chemiczne środki bojowe. Trup słał się gęsto. Po wojnie było bardzo wielu okaleczonych mężczyzn, wymagających stałej opieki medycznej.

       

      Oczywiście byłbym tendencyjny, mało prawdopodobny i niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał tu o pozytywach „postępu” takich, jak wynalazek fotografii, ruchomego filmu, prądu elektrycznego, fal radiowych, penicyliny, samolotów, etc. itp. Te „dobre” wynalazki przysłużyły się „dobrej” stronie tzw. „postępu”. Dały ludziom ogromne możliwości rozwoju indywidualnego i społecznego w wielu dziedzinach nauki. Posunęły ludzkość niewątpliwie „do przodu”. Ludzie zauroczeni nowymi możliwościami zachłysnęli się się „postępem” i zaniechali tego co stanowi i stanowiło podstawy prawdziwego postępu w etyce i moralności, w sferze ducha, duszy, osobowości.

       

      Nadszedł czas przemysłowego ludobójstwa. Ludzi umieszczano w obozach zagłady i robiono z ich tłuszczu kostki mydła. Czas drugiej wojny światowej stanowił, historycznie rzecz ujmując, najmroczniejszy okres w dziejach świata. Eugenika posłużyła za podstawę teorii o wyższości rasowej określonych grup ludzi, o ściśle określonych cechach takich jak kolor oczu, włosów, kształtu czaszki itp. Doświadczenia [pseudo] medyczne na żywych, zdrowych i chorych ludziach miały posłużyć tak zwanemu „postępowi” wyższych rasowo „nadludzi”, znalezieniu „polepszaczy” bytu ludzkiego. Co zaś przyniosły? Ogrom cierpienia, bólu i śmierci. Wynalazcy, w imię obłąkańczej ideologii, wymyślili pocisk o napędzie odrzutowym, który miał zapewnić szybkie zwycięstwo siłom „wielkiej rzeszy niemieckiej”. Paradoksalnie, to odkrycie, znacznie udoskonalone, przyczyniło się do powstania w niedalekiej przyszłości pierwszej rakiety kosmicznej. Zarysowuje się więc dwoisty charakter tak zwanego postępu naukowo-technicznego. Z jednej strony ludzie żyją szybciej, podróżują dalej, a egzystencja ludzka staje się łatwiejsza. Jednak z drugiej, tej mroczniejszej strony, staje się straszniejsza, „nieludzka”. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” - powiedziała dwudziestowieczna myślicielka. I co położyło kres temu dwudziestowiecznemu szaleństwu, jakim była druga wojna światowa? Oczywiście nowy, „postępowy” wynalazek jakim okazała się bomba atomowa, zrzucona na dwa wielkie miasta. Zmusiła siły zideologizowanych bojowników o lepsze jutro do bezwarunkowej kapitulacji. Zaczął się w powojennej rzeczywistości nowy wyścig. Wyścig zbrojeń. Każdy kraj, każde państwo chciało i chce posiadać taką broń masowego rażenia [ABC].

       

      W połowie XX wieku „narodzili” się nowi myśliciele związani z tzw. „szkołą frankfurcką”. W czym upatrzyli sobie postęp ludzkości? M. in. w odrzuceniu cywilizacji łacińskiej i kultury zachodu powiązanej z chrześcijaństwem. Uważali oni, iż współczesnego człowieka trzeba „wyzwolić” z ograniczeń, jakie nakłada na niego ta cywilizacja i kultura. Temu celowi miała posłużyć „rewolucja seksualna”. Dotknęła ona takie dziedziny kultury, jak: modę, film, teatr, muzykę młodzieżową, literaturę, prasę itp. itd. Środkiem prowadzącym do tego celu miał być niczym nieograniczony seks. Ponieważ „bliższa jest koszula ciału”, mówiąc kolokwialnie, ta myśl została bardzo łatwo przyswojona przez młodzież i jej „underground”. Naczelnym hasłem młodzieży „hipisowskiej” stało się powiedzenie „make love, not war”. Z podziemnego nurtu „wolnego rynku” dorzucono do tego ideologicznego kłamstwa narkotyki (LSD). Czym to poskutkowało? Uzależnieniem się ludzi od seksu, pornografii i narkotyków. Ile zgonów miało miejsce pomiędzy „idolami” stworzonymi przez tę ideologię, z powodu przedawkowania narkotyków...? Nie da się ich policzyć na palcach rąk i nóg. Tak wyglądał i wygląda ów „postęp” w odniesieniu do moralności ludzkiej, który sobie założyła „postępowa” część społeczeństwa. Przez cały XX wiek ludzkość borykała się z tą teorią „postępu”.

       

      Jakby tego było mało z w/w pnia myśli człowieczej zrodziła się „nowa” ideologia XXI wieku, popularnie zwana „gender”. Ideologia negująca nie tylko prawa przyrody, logiki, „prawo naturalne” ale także „zdrowy rozsądek”. Każdy normalny człowiek wie, że mamy tylko dwie płcie u ludzi: męską i żeńską. W w/w ideologii („gender”) okazuje się, że mamy setki płci, płci do wyboru, gdyż klasyczny podział płci to ograniczenie narzucone nam przez ową „nieszczęsną” cywilizację i kulturę.

       

      Cóż z tego, że nauka rozwiązała zagadkę kodu genetycznego człowieka (DNA). Że możemy tworzyć genetycznie zmodyfikowaną żywność (GMO), odporną na rozmaite choroby. Dziś nikt nie chce kupować i spożywać takiej żywności, ponieważ nieznane są konsekwencje żywienia się taką żywnością dla organizmu ludzkiego. Znakomitym wynalazkiem okazał się komputer osobisty (laptop, ajfon, smartfon). Tak, jak kiedyś w dziejach postępu znakomitym wynalazkiem okazał się klucz i zamek w drzwiach, tak może on posłużyć zarówno dobrym celom, jak i złym. Tak samo, jak kiedyś ten kto posiadał „wytrych” pośród złodziei, łatwo mógł usunąć przyczynę blokującą go i oddzielającą od skarbu, i otworzyć wszystkie drzwi. Tak samo dziś ten, który przygotował w komputerze fałszywą stronę internetową może wyłudzić fortunę na znaczną skalę. Kto zliczy tych, którzy dali się na to „nabrać” (zaufali oferentowi powodowani domniemaną uczciwością oferenta) i stracili fundusze, zgromadzone oszczędności? Gdzie jest ten właściwy postęp etyczno - moralny dzięki któremu ludzie ludziom mogliby bardziej zaufać? Czy systemy monitoringu wizyjnego rozwiązują problem? Nie! Przestępstwa są coraz bardziej wyrafinowane, a bandyci (hakerzy) coraz lepiej „wyedukowani”. Szkoda tylko, że nie jest to edukacja moralna we właściwym tego słowa znaczeniu. Szkoda tylko, że nie jest to nauka empatii.

       

      Na horyzoncie „postępu naukowo – technicznego” pojawiła się tzw. „sztuczna inteligencja”. Jakie perspektywy zarysowały się dla rozwoju nauki i postępu! Wielu cmoka z zachwytu. A we mnie powstaje niepokój: czy „sztuczna inteligencja” ma serce? To serce, które ma swoje racje, jakich rozum nie zna. Quo vadis homo viator?

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...