Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

wspomnienia mnie wiodą w serdeczny zakątek
uśmiechów i płaczu, radości i smutku.
do głośnych, największych, a ciszą malutkich
w kołyskach, huśtawkach - w szczebiotów początek,

do naszych, pradawnych, wciąż żywych w pamięci
i nocą strojonych pyłkami dmuchawca.
dziś tutaj odnajdę, usiądę na ławce
pod domem młodości, łza w oku się kręci.

za każdą godzinę od nowa przeżytą
nie pójdę pod krzyże, nie cofnę powieści,
lecz jeszcze odkryję, gdzie żywo szeleszczą
grudami ojcowskiej, wysiłkiem zdobytej.

nie ona jest pierwszą, ta ziemia niczyja,
zaprzeszła, umarły na grzędach rabaty
w przebrzmiałe na ustach modlitwy, jak kwiaty
oddechem ostatniej wędrówki, znów żyją,

dopóki mój dom we wspomnieniu da nieba,
dopóki mi jeszcze na ganku róż trzeba.


(08.06.2012)

  • Odpowiedzi 45
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Proszę dwa ostatnie wersy przeprogramować, po co powtarzać dwa razy to samo...pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



powtórzeniem chcę wzmóc siłę znów żyjących - powtórzyć, by uwierzyć jeszcze bardziej.
bo one żyją - dopóki - i żyją - dopóki - i nie umrą...
to tak, jakbyś powtarzał dziecku, że ma Tobie zaufać, bo musi... i koniec!... bo musi... i nie ma innego wyjścia.

usłysz to, proszę :)

dziękuję za czytanie. pozdrawiam również,
in-humility.
Opublikowano

[quote]

skołowałaś mnie;
a teraz wyprowadzasz na manowce :)

ciężko tu znaleźć podmiot i orzeczenie
gubię się i to mnie przeraża ... :|



racja, mogło być nieczytelnie. poprawione.
dziękuję za zwrócenie uwagi.

in-h.

P.S. manowce nigdy. chyba, że cudne SDM :)
Opublikowano

Piękny wiersz, jak zwykle Twoje wiersze. Wzruszający. O ziemi dziciństwa, o ziemi Ojców, ale też i o historii, jak rozumiem - zahacza to o tragizm dziejowy. Naprawde piękne.
No to ja pozwolę sobie przytoczyć swój - chyba dość podobny i w stylu, i w treści (choć bez historii akurat):

Dawne czasy

W gęstwie głogów, w niskich cieniach magnolii,
w szeptach perzu, w mechatościach i runach,
w macierzankach, rozchodnikach, piołunach,
tam mieszkały kiedyś piękne historie.

Potrafiłam odnajdywać je co dzień -
opowieści patykowe i szkielne.
Wyświetlały się jak światy oddzielne,
przeżywałam je jak życia osobne.

Już ich nie ma. Już przepadły, pogasły.
Ani jednej już dziś nie pamiętam.
A wśród żuków, łopianów i mięty
wciąż się kryją bardzo dawne te czasy.


Serdeczności, Poetko Kaliope!

Opublikowano

Lubię takie nostalgiczne obrazy.
Gdyby tak w pierwszej można
coś zrobić z dopełniaczówkami.
I myślę o zakończeniu.
"dopóki mój dom... da nieba"
kojarzy mi się z nastawieniem na branie.
A przecież dom, to wszystko -
to też troski, zmagania...
Pozdrawiam Autorkę.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Witam serdecznie, Olgo :)
bardzo mnie cieszy, że spodobał się Tobie obraz, tym razem podążający za wspomnieniową nutą. Dziękuję za przemyślenia. Wszystkie uwagi Czytelników są dla mnie zawsze bardzo ważne.
Pierwsza zwrotka tak jest pomyślana, aby przywołać określnikami emocje, jakie wiążą się z miejscem wędrówki... do dzikich róż, odnalezionych po latach. Chciałabym, aby pozostała w takim kształcie.
Zgadzam się z Tobą, że dom to również troski i zmagania - płacz i smutek, trud, wysiłek, krzyż, modlitwa - nieraz w bólu i ucisku. O tym także - obok radości, uśmiechów i rozrzewnienia - jest wiersz i tak go zamknęłam. Dopóki mój dom we wspomnieniu da nieba - to jest istotne, bo kiedy myślisz o rodzinnym cieple, domowej przystani, do której wracasz z nostalgią - wspomnienie niweluje wszelki żal, ból i inne trudne emocje... i przynosi (daje) niebo. Nie potrafię inaczej myśleć o swoim rodzinnym zaciszu, choć nie mam tylko pięknych chwil w pamięci. Mam nadzieję, że udało mi się to przekazać.

Bardzo dziękuję za Twoją obecność i czytanie.

serdecznie pozdrawiam,
in-humility.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Oxyvio, wielką radość mi sprawiłaś swoim czytaniem. Tak - to kawałek dzieciństwa i wspomnień domu, który w młodości był przystanią. To taka moja Carmen Patrium... i powiem Tobie "w tajemnicy" ;) że z cichą dedykacją Marii Konopnickiej za "Pieśń o domu".

A Twój wiersz, Oxyvio, jest piękny... opowieści patykowe i szkielne znów przenoszą mnie na łąki, nad jeziora z łabędziami, w lasy z brzozą szumiącą ciepłym wiatrem... :)
Tak mi się przeczytało i dopowiedziało:

teraz ja tam powrócę, jak wspomnienie
wplotę wianek makowy i na chwilę,
choć przysiądę, posłucham - chociaż tyle,
gdy nie moje magnoliowe półcienie.

żyją świeżym przypomnieniem młodości,
spacerują jak dawniej razem, bliscy
w moich myślach, jak Twoi, znowu wszyscy
w starej baśni, swoim świecie, radośni.


Oxyvio, Poetko! Kłaniam się wdzięcznie za Twój czas, czytanie i refleksję. Ten wiersz jest dla mnie bardzo ważny, więc gdy piszesz, że wzruszający, to dla mnie znak, że emocje są czytelne.
Dziękuję za "piękny" - uśmiechnęłaś mi od rana myśli :)

pozdrawiam ciepło,
in-h.


Opublikowano

zakamarki duszy chowią
śmiechy płacze i wzruszenia
na gałęzi postać sowią
wspominaną od niechcenia

wielu przebywa w pamięci
niczym w grobie zachowanych
nawet pomimo niechęci
ciągle jednak wspominanych

dla mnie i Boga są żywi
powstaną pewnej godziny
prawda ta niechaj nie dziwi
krew zmyje ich wszelkie winy

poznawaniu prawd i piękna
oddadzą się Boże dzieci
twórcza ogarnie ich wena
Boża obietnica nęci

nie kłamie wszak Ojciec z nieba
- do szczęścia i róż potrzeba

:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Oxyvio, wielką radość mi sprawiłaś swoim czytaniem. Tak - to kawałek dzieciństwa i wspomnień domu, który w młodości był przystanią. To taka moja Carmen Patrium... i powiem Tobie "w tajemnicy" ;) że z cichą dedykacją Marii Konopnickiej za "Pieśń o domu".

A Twój wiersz, Oxyvio, jest piękny... opowieści patykowe i szkielne znów przenoszą mnie na łąki, nad jeziora z łabędziami, w lasy z brzozą szumiącą ciepłym wiatrem... :)
Tak mi się przeczytało i dopowiedziało:

teraz ja tam powrócę, jak wspomnienie
wplotę wianek makowy i na chwilę,
choć przysiądę, posłucham - chociaż tyle,
gdy nie moje magnoliowe półcienie.

żyją świeżym przypomnieniem młodości,
spacerują jak dawniej razem, bliscy
w moich myślach, jak Twoi, znowu wszyscy
w starej baśni, swoim świecie, radośni.


Oxyvio, Poetko! Kłaniam się wdzięcznie za Twój czas, czytanie i refleksję. Ten wiersz jest dla mnie bardzo ważny, więc gdy piszesz, że wzruszający, to dla mnie znak, że emocje są czytelne.
Dziękuję za "piękny" - uśmiechnęłaś mi od rana myśli :)

pozdrawiam ciepło,
in-h.
Kaliope, dziękuję Ci serdecznie za tyle ciepła w Twojej odpowiedzi i za przepiękne, poetyckie dopowiedzenie. Umiesz sypać wierszami jak z rękawa, i zawsze idzie Ci to przepięknie.
Serdeczności. :-)
Opublikowano

Kaliope na wstępie pozdrawiam!
A ja odczytuję Twój wiersz na sój sposób, autorka "chowa sie pod rodzinnym dachem i nie tylko będac tam,,(ale myślami powraca i tęskni , krzycząc słowami):dopóki mój dom we wspomnieniu da nieba,
dopóki mi jeszcze na ganku róż trzeba.
Jeszcze raz pozdrawiam serdecznie!
Hania
+

U mnie opcja + nie daje plusa !
Nie wiem dlaczego?!
Zawsze był???

Opublikowano

ostatni wers w trzeciej sprawia, że ni w ząb całej strofki nie mogę rozgryźć.

za każdą godzinę od nowa przeżytą
nie pójdę pod krzyże, nie cofnę powieści,
lecz jeszcze odkryję, gdzie żywo szeleszczą => do tego miejsca wszystko ładnie mi się układa,
a tutaj:
grudami ojcowskiej, wysiłkiem zdobytej. - cała logiczna konstrukcja wali mi się w gruzy.
nie wiem, źle czytam, czy coś tutaj jest nie tak?

poza tym, to bardzo piękny wiersz, ma swój klimat i prowokuje do osobistych wspomnień.
pozdrawiam
i do poczytania :)


Opublikowano

Pikny obrazek, pełen nostalgii, zadumy i zarazem szacunku dla przeszłości. Ciepły, klimatyczny obraz rodzinnych stron przywołuje mi na myśl dawnych opowiadaczy (dziadkowie są w tym niezrównani). Ujął, oczarował, zatrzymał :)

Cieplutko pozdrawiam, Droga Kaliope :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Haniu, dziękuję za serdeczności, ja również niezmiennie pozdrawiam :)

Twój sposób jest zgodny z przesłaniem. To jest powrót do początków, szukanie w pamięci pierwszych widzianych oczami dziecka obrazów, pierwszych ciepłych gestów i beztroskich chwil na różanym ganku. I tu zamyka się pragnienie, by te wspomnienia przede wszystkim, dawały niebo - aby nie zatarły się z czasem i jeszcze... i może to jest najważniejsze - aby pamięć tego, co było smutne, co płakało między huśtawkami i pyłkami dmuchawca... aby te trudne wspomnienia, nieraz bolesne, nie zgasiły potrzeby powrotów, do zapachu dzikich róż...

Dziękuję, że czytasz i dzielisz się refleksjami. Bardzo mnie zawsze podbudowuje myśl, że wiersz nie trafia w próżnię.

Nie przejmuj się opcją +. Ja już wiem, że czytałaś, że przyjęłaś z podobaniem i refleksją - to jest dla mnie ważne. Dziękuję, że jesteś u mnie znów!!

serdeczności, Haniu!
in-h.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Sylwestrze, najpierw dziękuję, że jesteś po raz kolejny i czytasz! Bardzo dobrze, że zwracasz uwagę. Ten wiersz napisałam wczoraj, może jeszcze zbyt "świeży" tutaj wylądował.

Jeśli ta zwrotka nie jest logiczna, to być może przez brak jednej kropki, bo domyślam się, że chodzi o rozgraniczenie trzech elementów: godzin na nowo przeżytych (we wspomnieniach własnych), powieści (we wspomnieniach bliskich) i tych grud ojcowskich. Myślę, że ta kropka może rozjaśnić (ale nie jestem przekonana, czy jest konieczna). Więc będzie tak:

za każdą godzinę od nowa przeżytą
nie pójdę pod krzyże. nie cofnę powieści,
lecz jeszcze odkryję, gdzie żywo szeleszczą
grudami ojcowskiej, wysiłkiem zdobytej.

... a nie jestem przekonana, ponieważ powieści dotyczą zarówno krzyży (to jest tylko słowo, a cała gama znaczeń pod nimi), jak i dalej ojcowskiej ziemi - o której szeleszczą powieści, grudami. Więc siedząc na ławce pod domem, z pamiecią opowiedzianych historii, nie mam możliwości cofnąć się do czasu dzieciństwa inaczej, jak tylko ich wspomnieniem, które wracają, szeleszczą... we wszystkim, co naokoło dostrzegam - w grudach ziemi, w różanym ganku, w huśtawkach etc. Nie cofnę powieści, lecz znów odkryję te miejsca, w których niemal żywe, wracają piękne chwile, ze świadomością wysiłku, jaki przodkowie włożyli w zdobycie ziemi.

Ojj... strasznie się rozpisałam. Wybacz. Mam nadzieję, że teraz ten fragment jest bardziej zrozumiały. Proszę, daj znać, bo bardzo mi to leży na sercu :) a całkiem możliwe, że to moja nieudolność po prostu.

pozdrawiam serdecznie,
in-h.


Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Drogi Roklinie :)
Bardzo mnie cieszy tak pozytywny odbiór oraz to, że wiersz wzbudza w Tobie piękne odczucia - ujął, oczarował, zatrzymał - takiej reakcji pragnie każdy autor. Dziękuję :)

Trafiłeś w sedno, uwagą o opowiadaczach! To była siła napędowa wiersza - wspomnienie rozmów z dziadkiem nad planszą warcabów, historie słuchane przy szklance malinowego soku z domowej spiżarki, zdjęcia ze starego albumu i poznawanie przeszłości... Bardzo mało takich chwil doświadczyłam, ale żyją gdzieś w środku. Iskierką, która zapaliła we mnie potrzebę napisania wiersza, był najpierw "Dom" Sylwestra Lasoty, a później Twoja piosenka. W międzyczasie "Piesń o domu" Marii Konopnickiej, na którą trafiłam przypadkiem... i Dziadek, który zawsze wygrywa ze mną w warcaby - a udaje, że nie potrafi ;)

Jeszcze raz pięknie dziękuję. Kłaniam się z serdecznym pozdrowieniem,
in-h.
:)
Opublikowano

[quote]
Kaliope, dziękuję Ci serdecznie za tyle ciepła w Twojej odpowiedzi i za przepiękne, poetyckie dopowiedzenie. Umiesz sypać wierszami jak z rękawa, i zawsze idzie Ci to przepięknie.
Serdeczności. :-)



Oxyvio, to miłe, ale wiedz, że nie mam lekkiego pióra ;) Dlatego każdy wiersz, czy odpowiedź wierszem, to dla mnie lekcja.

Dziękuję za ponowną, miłą wizytę i raz jeszcze pozdrawiam,
in-h.
:)
Opublikowano

Dla mnie, to opowieść w której wracamy do lat dzieciństwa, przez to wzrusza i porusza wspomnienia. Komuś już pisałam, że dla mnie szczęśliwe dzieciństwo, to kręgosłup na całe życie, a takie miałam i dziękuję rodzicom, a teraz staram się stworzyć je swoim dzieciom.
Miło było przeczytać i powspomonać. Pozdrawiam:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...