Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

W tłoku ulic i parków, w sklepach, biurach i oknach,
w domach, łóżkach, rodzinach, wszędzie zimność samotna,
wiernie czeka i czyha w każdej chwili za progiem,
bez niej nigdzie, donikąd, choćby z diabłem czy z Bogiem,

wszędzie pustka i nicość, bezsens marzeń i myśli,
ta jałowość wszystkiego, co pamiętasz, co wyśnisz,
pojedynczość, choć nawet przyjaciela gdzie spotkasz,
wieczne mury, bariery, nieskończoność samotna,

nikt nas nie chce zrozumieć, nie ma czasu i serca,
nie ma zdrowia, spokoju, zaś ma własne nieszczęścia,
które gonią i rosną, by uderzyć lub dotknąć,
i samotność, samotność w tych zmartwieniach, samotność.

I dlatego czasami się zdarzy,
że gdy pragniesz i wierzysz, i marzysz,
nagle ktoś się pojawi jak zjawa,
poprowadzi kawałek lub kawał,
i natychmiast wezbrane serduszko
falę olśnień powodzią wypuszcza,
miłość wielką jak wielka samotność,
jakby wybuch przez komin i okno,
i już szczęście panuje nad tobą
niepodzielnie, bezwzględnie, szałowo,
chociaż prawie miłości swej nie znasz,
ale wierzysz, że prawdziwa, ta jedna,
ale czujesz, że kochasz całą duszą,
bo samotni tak strasznie kochać muszą,
więc podstawiasz swe marzenia w mig
pod pana Ygrek lub pod panią Iks.

A u szczytu na ogół jest też koniec i przepaść,
bo złudzenia nie mogą kwitnąć długo i nie paść,
no więc rozpacz przychodzi, w czarnym deszczu dni mokną,
i samotność powraca, najczarniejsza samotność,

nagle lat nam przybywa i za ciężkie się robią,
i ten bezsens, bezsenność, i łzy mózgi nam żłobią,
i tak żal nam, tak żal nam tej nadziei i wiary,
jasnych marzeń, ułudy, zakochania i żaru,

i sądzimy, że wierzyć w nic nie można nikomu
lub że los nam odebrał nasz ideał wyśniony,
że tej rany rozległej nie wypełni już nikt...
Nie ma równań z panią Ygrek, z panem Iks.

  • Odpowiedzi 56
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Oksywio miła,
To jest jak erupcja wulkanu. Albo jak lokomotywa rozpędzająca się bez zatrzymania. Podskórnie, gorąco, szczerze do bólu i prawdziwie do bólu. Wczucie się w klimat i wnioski ...(nie mylić odczuć peelki z autorką, bo wtedy pojawia się empatia jeszcze większa). Ponoć gorszy od takiego odczuwania przytłaczającego jest tylko totalny brak jakiegokolwiek odczuwania.
Czy to pocieszenie.? Nie wiem? Wiem natomiast,że wiersz zrobił na mnie niesamowite wrażenie swoim wybuchem!
Pozdrawiam
Lilka

Opublikowano

Dużo czytania, ale przeczytałam z zainteresowaniem, dodam jeszcze, że czyta się jak Lokomotywę Tuwima, chodzi o to, że wiersz wraz z czytaniem nabiera tempa, więc tym bardziej uważam, że jest ciekawie napisany pod każdym względem. Pozdrawiam:)

Opublikowano

Mam takie wrażenie, jakby tekst był pisany pod melodię, ma swoje
z góry założone, zmieniające się tempo. Pisany z ogromnym sercem i temperamentem, samo życie! Żywiołowy, smutno piękny i pięknie smutny. Wprowadza w nastrój sentymentalny, ale jednocześnie chce się przytaknąć: tak, tak to jest, tak bywa. Niesamowity!
Serdecznie pozdrawiam, z uściskami
- baba

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Bardzo więc dziękuję i tak samo bardzo się cieszę, Kosie! Fajnie, że Ci się podoba i że wpadasz do mnie, przynamniej na zieleniaku! ;-)
Buziaki. :-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Lilko droga, bardzo Ci dziękuję za wspaniały komentarz i za empatię dla Peelki. :-)
Nie, nie należy utożsamiać Peelki z autorką; napisałam ten wiersz pod wpływem czyichś zwierzeń i... swoich kilku wspomnień, już przeminionych dawno, więc nieaktualnych... choć oczywiście nigdy niezapomnianych, stety czy niestety. Ale myślę, że wielu ludzi (może większość?) miewa podobne przeżycia. Przynajmniej chyba większość poetów. :-)))
Serdeczności.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Staśko kochana, bardzo Ci dziękuję za wspaniały komentarz, pełen ciepła i zrozumienia dla Peelki! Niewielu ludzi ma w sobie tyle ciepła, ile Ty go masz. :-)
Ale wiesz, ja to napisałam nie o sobie w zasadzie... chociaz nie do końca. Wyjaśniam to troszkę o jeden koment wyżej. :-)
Buziaki.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nowa, dziękuję pięknie za tak zaszczytne porównanie i za całą pocheałę wiersza! Tak, tempo rośnie, bo i napięcie rośnie, i życie przyspiesza, kiedy człowiek nagle wpadnie w miłość. A samotność sie wlecze i wlecze, więc i długie strofy... Fajnie, że zwróciłaś na to uwagę. :-)
Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuję, Sylwestrze, za "fajną". :-)
No, śpiewać to by się raczej tego nie dało, chyba że na jakąś nieregularną melodię, ale szczerze mówiąc, nie przepadam za takim śpiewaniem.
Odkłaniam się, odpozdrawiam i zapraszam również. :-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Izbo droga, bardzo Ci dziękuję za wspaniały koment! Okrutnie się cieszę, że tak wychwalasz moją pisaninę, choć wiem, że przesadzasz! :-) Jeśli czujesz, że piszę prawdę i że tak bywa, to jest to dla mnie sukces!
Pozdrowieństwa i uściśnienia serdeczne. :-)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Takie mam wrażenie.
Dziękuję za wizytę, Pomyłku. Być może się rwie, nie przeczę. Ale że całkowita lipa? No niech Ci będzie, to Twoje wrażenie. :-)
Heja.
Opublikowano

Oxywio. Nie wiem co jest grane.

Spójrz;)

ale czujesz, że kochasz całą duszą
bo samotni tak strasznie kochać muszą -po równo

ale czujesz, że kochasz całą duszą
bo samotni strasznie kochać muszą- nierówno, a mi lepiej w uchu brzmi.

Może mylne wrażenie. Czy?:))))

Opublikowano

Oxyvio, kolejny Twój wiersz i znów zadziwiasz, ale jakże pozytywnie... mnie również skojarzył się z Tuwimowskim rytmem. Najbardziej przejęło mnie to, że nawet, gdy nie jest się samotnym (lub osamotnionym), to czasem też w tę samotność się zanurza - ona ma tyle odcieni, ile po przeciwnej stronie radość. W zmartwieniach, troskach codzienności, w pędzie nieszczęść, które gonią i rosną... to dotyka.
W smutnym tonie piszesz, ale też pięknie (o jakichś tam moich nieistotnych widzimisiach już wiesz).

Pozostając w takim nastroju, coś napisałam, chcąc tu odcisnąć swoją mrówczą łapkę, w wyraz uznania :) dla Ciebie.


bo tak tu, bo tak mi jest zimno, że strach
więc po co, więc czemu pojawiasz się w snach
i łudzisz i mamisz nadzieją wciąż, gdy
już dawno odeszły, minęły te dni

ja nie mam, ach, nie mam, brakuje mi sił
i nie chcę, nie proszę, nie mówię byś żył
tu dla mnie, bo we mnie nie błyśnie już świt
ni gwiazda, ni zorza - ich urok gdzieś znikł

a jeśli, a kiedy usłyszę twój głos
to pewnie, to znowu zarzucę swój los
na szalę, po falach wezbranych do dna
czy pójdę? och, nie daj mi upaść, nie tak!

czy igrek, czy iks to, w równaniu nie tym
przez chwilę, przez milę w kierunku znów złym
bo jednak, bo głupich ta matka jest w nas
czy będzie, czy zdarzy się jeszcze jej czas?

samotność, dla samej i w sobie ma strach
bo tak tu, bo tak z nią jest zimno, we łzach!
rozumiesz już teraz, rozumiem i ja
równanie rozwiąże, kto bez niej, lecz zna

alfabet na pamięć, na opak też wie
gdzie tkwi niewiadoma, i wierzyć - wie gdzie!



Oxyvio, kłaniam się wielce, z pozdrowieniem,
zawsze in-humility.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Będę taką jaką chce mnie Świat się wykoleja w słownikach Pojedynczych przechodniów Zbiór pusty jest elementem Każdego zbioru ludzkiego też To ja dziś, ogłaszam się tym pustym Dobrze już, biorę to na siebie Jak zbyt słoneczne miejsce w autobusie bez firanek Mkniemy na południe Z tyłu Nocny Kowboj z kumplem Od którego idzie chłód Walczy skubani ze mną o pusty zbiór  
    • (...) Raz nagonił czarci chłopek ducha winne dziewczę, Te cichutkiem tuliło swą uszytą warkotkę, Wyszarpał ją zaborem z jej leciutkich dłoni, Wysiłek jej na nic skryć złup za kapotkę.   A dziewoja drobnica, tycia nad rówieśnych, Jakby od wymiona matki dziś ją odessano , Słabiutka chudzina, od garna się wzdryga, Strawę w chlew oddaje, za rękę złapano.   Lękliwa jak łania - strachała się pospolitej bzykajki, Bo raz ugięła kolana jak pod ciągiem ciążnika, Zachwiała się w zagrozie na przewrót plecami, I roiły ludne na to, że winą równia błędnika.   Indziej - włochaty pajęczak niewielki, śladny, Okami ledwo glądany na ścianie, Opuścił się na przędzy w pół drogi nad progiem, Salwowała na galop, trzy dni polowanie.   A szelma żwawy do postępku, zagarniał się i zmyślał, Przyczajki nie uznawał, niezdygany stąpnął, Wyłonił się zza winkla, pognał na ofiarę, Żywiec w pełnej krasie, w dryg piorunnie pomknął.   Oniemiała, porażona jak za gromu błyskawą, Wytrzeszcz łupił oczka, potwornie zszokowana, Samotna po znienackiej rozłące z pałubą, A morduchna szelmy z obłędem zaśmiana.   Ten zaś jął zdobycz silnym pochwytem, Rozdarł dratewkę spojenia włókniny, Puścił grzbietny przyszew, z karku spadła główka, Z szyi kukiełeczki próchnęły trociny.   Rozpruł barbarzyna jej ciemienne nici, A czynił w żywiole i napływie zamroku, Puściło szycie, na klepę zwał wióra, Wyzionęłą ducha za upustem krwotoku.   Ręką swą wypchajce był jak topór i szafot, A on sam jak kapturnik w rozjarnej szacie, I znów był jej głownią na straceń placyku, A w rozrachu danił jeno gorzki żal po stracie.   I mgnęło po łupie, cyk, krótka chwila, Gdy grabieżca dopieroć zwieńczył swe pojmanie, Pojąć niewiniątko w porę los zdołało, I nad mur freblówki rozniosło szlochanie.   Łezki lała nieszczęsna jak obłok ulewny, I ślinę toczyła, zaciągała noskiem, Pełne wiadro szlochu, tyleż by nałkała, Bez kojnej tulajki żywot jej zaszedł mrokiem.   W sercu widok zbójni napinał drgę cięciwy, Odnóża miękły jak podparte puchem, Roztrząsł się dzban uczuć, niemocą ujmował, U kresu pękł w mak, opar ulazł zaduchem.   Zagnębią ją kłujące oddychna rozpaczy, Utknie w samotni, choć za oknem tłumnica, Nie wynuci kołysany pod zaciszną nocą, Ziąb udusi tlik żarnika - proch, kości, zimnica.   (...)   CDN.
    • @Czarek Płatak dzięki:)
    • Niechybnie pięćdziesiątka. Wszystkiego najlepszego :-)
    • kiedy mówisz Ojcze nasz przylatuje gołąbek chleba naszego powszedniego wypatruje   na przystanku kiedyś ludzie czekający i niepewni dalszych losów i powrotu   odmawiali gołąb ja dał    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...