Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wyszła, a właściwie wybiegła bez słowa. Ciągle ostatnio sprzeczaliśmy się o drobnostki, potem wybuchała wielka kłótnia. To był jeden z tych dni, kiedy wszystko rozłazi się człowiekowi w rękach i nie ma za grosz szacunku do czegokolwiek, nie wyłączając siebie samego. Ciemne myśli, które towarzyszyły mi od bladego świtu, już koło południa wywołały stan ostrej migreny. Nie mogłem tworzyć nawet babek z piasku.
Siedziałem w chmurze nikotynowego dymu i myślałem, myślałem, myślałem... Coś chciałem stworzyć, wymienić czas na produkt, lecz czarna dziura coraz bardziej wciągała mnie w głąb swoich trzewi.
Tyle razy zagłębiałem się we mgle wewnętrznych kolorów, tyle razy odnajdywałem szczęście w wyobrażonej przeze mnie postaci, tyle razy budowałem świat w kształcie łagodzącym spazmy duszy. Wtedy w alejkach skojarzeń, w dramaturgii rzędów słów, wytrącony osad myśli przymierzał coraz to nowe kostiumy, a ja byłem nieprzytomnie szczęśliwy. Wrażenia z tych obserwacji zaraz przelewałem na papier. Następnie przystawiałem kartkę do lustra rzeczywistości i czar nagle pryskał, jak wówczas, gdy pod powierzchnię wody podchodzi muł. Rzeczywistość rechotała złośliwie.
Patrząc na krzywe, niewyraźne odbicie, pałałem żądzą mordu i zgodnie z pokrętną ludzką naturą postanowiłem poszukać winnego. Szybko doszedłem do wniosku, że winna jest Ona. Zbyt łatwo wyprowadzałem ją z równowagi, zbyt szybko uciekała - to był najpoważniejszy argument.
Postanowiłem na nią zapolować. Powtarzałem sobie wielokrotnie, że jak ją dorwę, rozszarpię na sztuki i rozrzucę na cztery strony świata. Skupiłem się najlepiej jak umiałem i spróbowałem ją przywołać. Początkowo szło mi słabo, bo nie miałem dość dobrego pretekstu do umysłowego skupienia. Fabuła ani rusz się nie kleiła.
Po godzinie bezużytecznego myślenia zauważyłem krążącą wokół lampy muchę. Później mój wzrok natrafił na małą pajęczynę w rogu sufitu. I nagle zacząłem pisać o robótkach ręcznych pająków, bezsensie ich pracy, nietrwałości produktu, w który wkładają tyle wysiłku. Papier giął się i układał tak, jak chciałem, zdania miały naturalny ład i sens. Wtedy spostrzegłem, że Ona siedzi obok i czyta moje wypociny. Była, jak zwykle, piękna i fascynująca. A więc udało się! Ściągnąłem zdrajczynię do siebie!
Złapałem ją szybko za ramiona, żeby mi czasem nie umknęła, a potem spojrzałem głęboko w jej wielkie oczy.
- Chyba cię uduszę - syknąłem przez zęby.
- O co ci chodzi? - zamrugała powiekami, niczym słodka idiotka.
- Głupią udajesz? - prychnąłem - Wszystko, co robimy nie ma sensu!
- Nie rozumiem...
- Patrzysz czasem przez okno? - ścisnąłem ją mocniej.
- Puść. Boli - jęknęła, a ja kontynuowałem - Interesujesz się czasem tym co jest za oknem? My tu tworzymy historyjki o jakimś raju, a to zwykły mit, złudzenie!
Spojrzała na mnie, jak na skończonego kretyna.
- Literatura to tworzenie mitów - odezwała się łagodnym głosem, jakby mówiła do dziecka - To ocalanie pewnych form lub tworzenie innych. To kreowanie świata równoległego. Nie warto odtwarzać rzeczywistości.
- Dlaczego? - bąknąłem jakoś tak pod nosem.
- Ty się nie nadajesz na realistę. Zresztą jakim prawem mnie oskarżasz? Ja tylko proponuję jak bym chciała, aby było. To nie moja wina, że w życiu jest tak, a nie inaczej.
- Sam już nie wiem. - wzruszyłem ramionami.
- Sprecyzuj o co ci dokładnie chodzi - poprosiła.
Westchnąłem ciężko. Furia już ze mnie uszła. Zostałem na placu boju właściwie bez oręża. Ona jednak patrzyła mi wyzywająco w twarz i cierpliwie czekała, co się dalej stanie.
- Nikt mnie nie docenia - wypaliłem żałosnym głosem.
- Ja cię doceniam - powiedziała ciepło - Czego ty chcesz? Żeby cię wielbiono, chcesz zaszczytów i pieniędzy? To zmień zajęcie. Weź się za jakiś biznes i po kłopocie.
- Przecież wiesz, że tak nie jest - odparłem pokornie.
- Ja myślę, że to problem urojony - orzekła po chwili namysłu - Musisz wiedzieć, że pisarzem z prawdziwego zdarzenia zostaje się dopiero po śmierci, kiedy twórczość przechodzi na własność ogółu. Taka jest cena. A poza tym przecież najlepiej ci jest, kiedy jesteśmy razem. To się najbardziej liczy.
- Masz rację - zgodziłem się - Trochę straciłem głowę.
Patrząc na mnie łagodnie, pokręciła ze smutkiem głową.
- Zacznij pisać prawdę. Nie fantazjuj bez granic. Ja jestem jedynie wytworem twojego umysłu i tylko od niego zależy moja praca. Sam ze sobą musisz dojść do porozumienia. Znalazłeś się na rozdrożu. Teraz pewne rzeczy ulegają przedawnieniu i przychodzą inne, lepsze. Trzeba chcieć po nie sięgnąć.
- Boję się zmian - jęknąłem.
- Ależ to normalne.
- I co?
- Nic. Zacznij pisać o bólu, rozczarowaniu, cierpieniu, zwątpieniu, lęku. Ja za to nie odpowiadam, że boisz się ukazać swoje prawdziwe oblicze.
Zacząłem nerwowo przeczesywać włosy, drapać się po głowie i stukać paznokciem w zęby. Ona tymczasem czekała cierpliwie. W końcu zdecydowałem się mówić.
- Mam już dość naiwnych, pogodnych historyjek, w które tak naprawdę sam nie wierzę. Może kiedyś, gdy wyczeszę już wszystkie włosy i w ciemnych okularach zasiądę nad księgą, będzie to ta sama tabula rasa, tylko obrócona w brudnopis. Podeprę się łokciem i zatrzasnę księgę, a wiatr mi ją porwie i uniesie w nieznane... Nic przecież nie należy do mnie, nawet własne życie. Dostałem je, tak jak dostałem talent i dostałem Ciebie...
Spojrzałem na nią z wielką, nieoczekiwaną miłością i struchlałem. Moje ciepłe uczucia natychmiast diabli wzięli, pozostało zaś to, co zazwyczaj czujemy do najgorszych wrogów. Obok siedziała bowiem posępna starucha o orlim nosie, z zakrzywioną, w przeciwnym do niego kierunku, brodą. Pokraka miała białe, jakby powyrywane całymi kępkami włosy i nędzne, potargane ubranie.
- Kim jesteś ?
- To wciąż ja...
- Ale jak... - zaparło mi dech.
Starucha zarechotała przeraźliwie, lecz nie było w tym ani cienia śmiechu.
- Chciałeś prawdy, to ją masz - powiedziała cicho. Przez moment przypomniała mi się jej dobra, miła i piękna poprzedniczka - Od tej pory będziemy zajmować się zupełnie inną tematyką.
Nagle pojąłem. Gwałtownej przemianie uległy moje młodzieńcze marzenia, spadły w dół papierowe latawce tamtych uniesień, runęła krucha, naiwna wiara w geniusz demiurga. Zaledwie przez chwilę próbowałem się buntować. Wkrótce zająłem się tym, co mi najbardziej leżało na sercu i pomimo początkowych wątpliwości, stwierdziłem zaskakującą skuteczność w swoim fachu. Szybko też zaprzyjaźniłem się z nowym wcieleniem mojej inspiracji i nawet przestałem zauważać, jaka jest paskudna. Polubiliśmy się i pracowaliśmy z dawną pasją. Znów była podniecająca, lecz w odmienny sposób. Z tamtą tkałem piękne sny, z tą je rozwiewałem. Proces był ten sam, efekty drastycznie inne.

Opublikowano

niezawodnie :)
ani potknięcia, ani szmerów, czysta przyjemność czytania a przede wszystkim myślenia, jak mało kto dajesz czytelnikowi miejsce do rozmyślań, do domysłów, do zastanawiania się nad sobą, nad rzeczywistością, cenny dar :) miło, że się nim dzielisz

Serdecznie pozdrawiam
Natalia

Opublikowano

Muszę powiedzieć, że zainspirowało mnie to, do zastanowienia się nad swoją twórczością :)

Super opowiadanie, które relaksująco oddziałowuje na ludzki umysł. Warto było przeczytać!

Pozdrawiam
Martenjca M

Opublikowano

Ech, średnio lubię taki autocentryzm. Naiwne, powiadasz, chyba wszystko co tyczy porzucania ideałów jest naiwne. Pewnie to wynika z samej istoty ideałów. Nie porwał mnie ten tekst.
A rozdrażniły zdania o księdze. Wyobrażam sobie coś ciężkiego, przepracowane stronice, a tu nagle byle wiaterek ją porywa...
No tak miało być pewnie. ALe to dla mnie takie... no nie wiem. Barbarzyńskie.

  • 2 miesiące temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Ładnie. Tylko zastanawiam się, czy warto kusić takich, którzy polecą na koronki i szminkę. Najwyżej motylek przyleci i odleci - w tym wierszu symbolizuje coś nietrwałego, choć przyjemnego. A przecież tak sobie myślę, że peelka oprócz swojej zalotnej frywolności, ma w sobie serce...    
    • ,,Ten jest mój syn umiłowany,w którym mam upodobanie ,, Mt 3 , 13 -17    co było przed ...często pytamy  nie rozumiemy  rozum fantazja buduje teorie  nie tylko z piasku   wszystko ma swój  początek i koniec   tu na ziemi    dalej nieskończoność    wiara rodzi się przez  zstępującego na nas Ducha Świętego na Chrzcie  rodzimy się dla kościoła  mocni  aby wzrastać w Bogu  a potem nieść Go innym  wskazując swoim życiem  miłość bliźniego   otwiera drogę do wieczności  wolną wolą decydujemy  czy dotrwamy    wiara to poświęcenie  nie raj  on będzie nagrodą    1.2026 andrew  Niedziela, dzień Pański   
    • @violettaVioleńko, ale na szmatki nic wartościowego nie złowisz, a może i tak, ale na krótko. Mądrzy ludzie patrzą na wnętrze, ale powodzenia :)
    • Wiosną, kiedy przyroda na nowo budzi się do życia, wszystko wydaje się piękniejsze i łatwiejsze. Bywają jednak sytuacje, w których nawet ona, nie potrafi pomóc zranionemu sercu. Tino znieruchomiał. Na świeżym liściu jesionu, oddalony od swojej rodziny, nagle znalazł się sam. Prawie sam… Nad jego małą postacią rozciągał się cień wróbla. – Zamierzasz mnie w końcu zjeść czy porwać? – Zapytała przekornie mrówka. Wróbel zamrugał oczami. Dopiero teraz zauważył przed sobą tę małą istotkę. – Nie lubię mrówek… – odpowiedział smutnym, zgaszonym głosem. Tino odetchnął z ulgą, lecz zaciekawiony, nie uciekał. – Czemu jesteś taki smutny? – zapytał, wpatrując się w piękne, brązowe oczy ptaka. – Moje gniazdo spadło na ziemię. – Dlaczego? – Zbudowałem je na suchej gałązce. Złamała się i wszystko spadło razem z nią. Mrówka spojrzała na porozrzucane wokół wróbelka gałązki. – Jak masz na imię? – Michu. A ty? – Michu? Hihi, pierwszy raz słyszę takie imię… Ja jestem Tino – zachichotała mrówka. – Ja również nie spotkałem jeszcze żadnego Tina – uśmiechnął się lekko ptaszek. – Złamałeś skrzydła, Michu? – Nie, dlaczego pytasz? – Skoro skrzydła są całe, dlaczego stoisz pod tym drzewem? Możesz pozbierać gałązki i odbudować gniazdo… Michu rozłożył skrzydełka, jakby chciał się upewnić, że są sprawne. – Masz rację… tylko że inni tak się ze mnie śmiali...kiedy spadłem z gniazdem. Nie miałem ochoty pokazywać się im na nowo. Wyznał przed Tino i przed samym sobą, lekko skrępowany ptaszek. – Wiesz, czasami nie wszyscy nas rozumieją. Może nie śmiali się złośliwie i nie wszyscy się śmiali. Nie trzeba się tak przejmować, przecież nadal potrafisz latać. Teraz nikogo na tym jesionie nie słychać. Zbieraj gałązki i buduj gniazdo. Jest też dużo innych drzew. Nie trać czasu, praca czeka – czule, lecz stanowczo, wyjaśniła mała mrówka. Wróbelek popatrzył w górę na drzewa. Zdał sobie sprawę, ile czasu stracił, płacząc nad rozbitym gniazdem. A tam na górze, już od dawna, nikogo nie było słychać. Urażona duma i strach, w końcu opuściły jego serce. – Masz rację! – zawołał, trzepocząc radośnie skrzydłami. Energicznie pozbierał gałązki i z pełnym dziobem wzbił się w górę. Tino patrzył za nim rozmarzonym wzrokiem.   cdn..
    • @Mitylene @MityleneDziękuję. Wszystko racja.. @hollow man Dziękuję pięknie.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...