Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

jeśli zacząć od początku to trzeba zacząć od Szczecina od tego jak tak zwani ludzie wsiadali do pociągu nogi pięści łokcie brzuch nie patrząc na małe dzieci i na kobiety z dziećmi na rękach a czy te kobiety to dobre żony i matki czy też puszczają się na prawo i na lewo fizycznie i psychicznie to już nieważne ale były tam jednak niektóre zresztą wcale nie były gorsze w naśladowaniu bydła od tak zwanych mężczyzn nie był to chwalebny moment dla ludzkości jak jeden by powiedział widząc to a zadziwiającym jest fakt że nawet jak już kupa ludzi wsiadła i było widać że inni stoją na korytarzu to to bydło pchało się dalej ale było też kilka naprawdę porządnych a wcale nie ja byłem najporządniejszy bo ostatni nie wsiadłem całą drogę do Torunia stałem i drażniłem stopy czasami tylko siedząc na tym czymś pod oknem gość jeden chodził i sprzedawał piwo kupiłem dwa po sześć stów jedno ale świeże było i dobre naprawdę – ‘ Lech ‘ półlitrowy made In Poznań – ludzi kupa panienek też kilka ale w moim przypadku raczej nie zasługujących na uwagę a tym samym konwersację a jeden goguś stał i żuł gumę wciąż i uparcie i nie mogłem na to patrzeć tak żuł i żuł bo bardzo śmiesznie to wyglądało jak poruszał szczęką w tę i wewtę i nie chciałem parsknąć śmiechem a w Bydgoszczy jest fajny sygnał dworcowy ale do Torunia jechałem rano tam byłem a jeszcze jak jechałem to coś pięknego widok za oknem mgła nad polami nigdy aż takiej nie widziałem nawet Słońce ledwo tylko przebijało i można się było jedynie domyślać co to za gwiazda zimno się robi powoli ale jeszcze do tego nie dotarłem no więc oddałem bagaż do przechowalni i poszedłem na miasto jeszcze nigdzie się nie spotkałem by tyle zabytków było skupione tak bardzo jak w Toruniu bardzo mi się podobały zegary co krok jak nie na ratuszu to gdzie indziej albo u zegarmistrzów na wystawach a pełno przedstawicieli tej profesji w tym mieście najpierw jechałem autobusem linii 22 zresztą w zasadzie tylko tą linią jeździłem podczas mojego tam pobytu przy placu Rutkowskiego tuż obok Collegium M… jest wspaniała fontanna a na placu bardzo malowniczo kwietniczo zadbany skwer ale ta fontanna jak usiąść i patrzeć w Słońcu to widać tęczę a jak fontanna to znaczy strumień wody się obraca to ta tęcza tworzy się z dołu do góry i odwrotnie coś pięknego w samym mieście nigdzie zapałek nie było i nie ma polsko polsko czym ty jesteś ani lusterek ani mydelniczek wróciłem na stację trochę tam wcześniej podjadłem wziąłem bagaż a wcześniej kupiłem plan Torunia więc bez kłopotu trafiłem na camping „ Tramp ‘‘ rozbiłem namiot zostawiłem plecak pojechałem po chleb wróciłem i potem znowu pojechałem wysłałem kilka kartek jedną do domu jedną do takiej jednej dziewczyny która nie wie ile straciła nie będąc tutaj ze mną do Ewy jedną do jeszcze innej takiej dziewczyny i jedną do Marka niech się cieszy chodziłem tu i tam i tam i tu nad Wisłą też byłem na Mostowej jest sklep muzyczny kupiłem struny i harmonijkę a teraz jest już ciemno i idę spać ale jak się obudzę to może skończę a jak nie to dopiero później
i niech świerszcz kołysze mnie do snu
a rano obudzą ptaki
jeszcze o to , Panie
Cię proszę …
I już obudziłem się ale to było dawno temu godzin kilkanaście już jestem w zupełnie innym miejscu ale o tym później muszę wrócić w opowieści śmiesznie gdybym pisał to wczoraj to pisałbym o wczoraj a że piszę dzisiaj to piszę jeszcze o przedwczoraj co było więc byłem w Toruniu cały czas już prawie nie pamiętam co robiłem będzie trochę chaosu ale przypominam sobie że była kupa fajnych panienek oczy to tu i tam wodziły za nimi czasami myślę czy nie zazdrościć niewidomym ale chyba jednak nie chociaż fakt że czego oczy nie widzą tego dusza nie pragnie ale to ode mnie zależy jednak głównie ach gdybyś była ze mną dziewczyno to nawet bym nie spojrzał na te inne ale nie ma ciebie tutaj więc wodzę tęsknie wzrokiem za innymi i wcale mnie to nie cieszy chodziłem chodziłem i poszedłem do kina ‘ Kopernik ‘ się nazywa na film”Fatalne zauroczenie ‘ USA za sześć stów świetny był naprawdę i wszystkim go polecam mi się osobiście na płacz zbierało wrażliwy facet jednak jestem a po filmie wróciłem na camping zjadłem kolację i bardzo bardzo szybko zasnąłem że się wcześniej umyłem to normalne tak mi się zdaje ( że to powinno być normalne ) więc o tym pisać nie będę a jeszcze mi się przypomniało że w tym dziwnym kraju nie mówi się tak tylko jo a porem zasnąłem a chłodna noc była a pod samym kocem to jednak przerypane tym bardziej że nawet swetra nie nałożyłem tylko koszula i moro ale mogło być gorzej więc nie było źle rano się obudziłem załatwiłem formalności za nocleg i rozstawienie namiotu też sześć stów potem dostałem się na dworzec Toruń Wschodni zjadłem obiad grochówka plus fasolka po bretońsku i trzy oranżady kupiłem na miejscu jedna 110 zł a za wszystko przeszło dziewięć stów polsko polsko ja kty szanujesz swoich obywateli ale niech ci będzie zapałek też nie było autobusem 25 do Rogówka a stamtąd z kapcia do Młyńca przez Brzeźno rozbiłem się nad rzeką Drwęcą obok mostu z lewej strony przychodzili wędkarze ale ryby nie brały na wsi wysępiłem trochę zapałek dałem dziewczynce 20 zł matka po co pan jej to daje a niech ma dziękuję ślicznie jeszcze raz dziękuję i poszedłem najpierw spytałem się jednego fagasa czy wzdłuż rzeki do Elgiszewa dojdę tak ale tam w górę drugiego też się spytałem tak tak ale lepiej drugą stroną posiedziałem Biblię poczytałem tyle tam jednak nieścisłości że to wszystko dziwne mi się wydaje powiedz mi Jah jak to naprawdę jest oświeć moją duszę a może jestem za inteligentny nie wiem położyłem się spać tym razem dodając sweter dla ozdoby prawie zasypiałem ale zaczęło się coś strasznego jakaś dyskoteka na wsi tak tak święto odrodzenia ładnie to wszystko wyglądało nie ma co jakaś banda zachlana dziwki też przechodziła przez wioskę kurw chujów pierdolenia i innego mięsa tam nie brakowało powietrze zmieniło się na gorsze od tej sieczki tylko perkusję było słychać a nawet nie to bo na perkusji trzeba umieć grać tam po prostu ktoś w bęben walił sam zapewne nawalony z drugiej strony też jakaś muzyka coś dla starszego pokolenia a ta banda co szła przez most zachlana to też takie przyśpiewki miała że wstyd się przyznać że się to słyszało tak tak święto odrodzenia polsko polsko czy ty wiesz jaka z ciebie szmata chyba nie wiesz nawet musiałem wyjść z namiotu poszedłem na most Księżyc wspaniały i kupa gwiazd Wielki Wóz też widziałem i stałem paląc papierosa i czułem jak zimno pieści mi wyższe piętra nóg czyli ud stałem myślałem że może jakaś porządniejsza samotna dziewczyna się przypląta albo dwie samotne dziewczyny ale gdzie tam stałem stałem jakiegoś tchórza albo kunę czy coś tam spłoszyłem było ciemno nie widziałem a na poręczach tego mostu z obu stron też wyryte różne mięso długo długo zasypiałem noc była cieplejsza trochę chyba od poprzedniej rano wstałem kupa ludzi chyba z kościoła dla odmiany wracali zwinąłem się i poszedłem wzdłuż tej rzeki i niech kule biją tego faceta jednego i tego drugiego też z początku szło się jako tako potem zarośnięte jak nie wiem pokrzywy jeżyny oset i inne diabły a mówili że można iść bez przeszkód potem ale heca to wszystko dzisiaj było zaczął się jakiś sad ogrodzony siatką drucianą musiałem tam wskoczyć bo była droga i szedłem wzdłuż siatki jabłek sobie trochę wziąłem żaden grzech żadna zbrodnia sad miał hektary jakieś zabudowania się zaczęły z drugiej strony już było lepiej więc z powrotem przeskoczyłem żeby nikomu w paradę nie wchodzić psy na dodatek mogły być uszedłem może ze sto metrów i dopiero się bonanza zaczęła takie krzaki że niech tamtych dwóch kule biją i cała ich rodzinę znowu musiałem wskoczyć do sadu dalej też jakaś chałupa była i tabliczka zły pies ale idę twardo pies był faktycznie na mój widok zaskomlił tylko żałośnie czyli że nikogo już dłuższy czas w chałupie nie było a jak już ktoś był to pewnie o sobie tę tabliczkę napisał za sadem była jakaś droga polna znowu przez płot po dłuższym marszu zatrzymałem się przy chałupie jakiejś bo od rzeki się oddaliłem dość znacznie zachodzę od tyłu pukam jakiś mały łepek ale on nic nie wie zawoła babkę babka starsza stara zresztą już kobiecina bardzo miła tak cały czas tą drogą jakieś pięć kilometrów czy mogę wody nabrać można nalej panu woda ze studni chłopak zgubił wiadro i nie mógł z powrotem wyciągnąć bo go widać nie było ale fachowiec czyli ja za drugim podejściem to zrobił nalałem sobie do pełna do bidonu jakieś głupie słowo ten bidon ale niech będzie podziękowałem i poszedłem aha w tym Młyńcu jest jakaś szopa z napisem punkt kopulacyjny różnie można sobie pomyśleć ale jak całej wiosce tego samego dnia się zachce i o tej samej porze to polsko polsko ale obywateli ci przybędzie to żart oczywiście ale taka tabliczka jest można sprawdzić nie kłamię ale wracam do dzisiaj i szedłem tą drogą polną gumowe buty to jednak nie na lato do marszu ale nie wyrzucę przecież i nowych nie kupię aż tak wspaniałomyślny nie jestem co to to nie potem zaczął się las i żałuj dziewczyno że nie ma cię ze mną ochłoda w cieniu drzew i powietrze zaraz inne zamiast pisać mógłbym ci to wszystko opowiadać ale bym miał gadane ja nie wiem całą drogę ten monolog układałem dalej była robiona trzebież i panie Bruss jeżeli w nadleśnictwie Międzyzdroje pan zawału nie dostaje mimo tylu gestów rozpaczy to tutaj musiałby pan przed każdym wyjazdem w teren zarezerwować sobie miejsce w szpitalu papierówka dwa czterdzieści taka gruba że w metrowej by nie przeszła tartaczka do … czegoś tam niepodobna legary tutaj nie obowiązują wcale na mygłach mygły pięć sześć sztuk różnice między najkrótszą a najdłuższą sztuką pięć sześć metrów i niech pan mi nie wmawia że u mnie było źle bo niewiele pan chyba widział ale to tak sobie piszę i tak do lasu nie wrócę więc starczy na ten temat droga się dłużyła w końcu zamiast w Elgiszewie znalazłem się z drugiej strony rzeki w Ciechocinie fajny cmentarz po drodze minąłem spytałem gościa czy daleko do Golubia on że za trzy cztery minuty jest autobus bo to osiem kilometrów pieszo tak mówił a chyba myślał że autobusem bliżej nie wiem jak się pośpieszę to zdążę przystanek tam i tam pomyślałem że właściwie to ma rację autobus już ruszał ale machnąłem łapą kilka razy zatrzymał się bilet stówa fajna muzyczka leciała tyle że do słuchania we dwoje ach dziewczyno czemu nie możemy być razem więc starałem się nie słuchać a teraz już zmęczony jestem zjem coś i idę lulu chłodno się znowu robi trochę głowa mnie boli ale nic to a resztę napiszę kiedy indziej może jutro jest już jutro czyli dzisiaj i pomyśleć że gdybym pisał wczoraj to pisałbym o dzisiaj a że piszę dzisiaj to będę pisał o wczoraj takie są zawiłości czasu i przestrzeni bo jestem już gdzie indziej w Wąbrzeźnie ale zanim tu dotrę to jeszcze trochę czasu zleci najpierw muszę dojechać do Golubia chociaż już stamtąd wyjechałem ale zatrzymajmy czas i cofnijmy go o jeden dzień no więc przyjeżdżam do tego Golubia tłumy ludzi a jakże zamek turnieje rycerskie międzynarodowe w tym roku nawet rycerze ruscy byli a jakże cholera Słońce tu grzeje bilet 1000 zł na ten zamek chyba się sfrajerowałem bo można było za darmo tak mi się wydaje ale nic to skakali tam przebierańcy jacyś strzelali na noże się bili na szable publiczność polska czeska włoska niemiecka szwedzka i chyba z całego świata prawie fajne obrazy można było kupić jeden z taką facetką był cacy ale i tak jestem przeładowany a z chęcią bym kupił trudno a może i lepiej że nie kupiłem akurat było zakończenie turnieju wręczali medale Polacy wygrali potem Włosi i Francuzi chorągwie i inne bajery co do organizacji to była całkiem do dupy bo rycerze nie okazali się rycerscy i mieli w dupie tego pana który wszystkim kierował wjeżdżali na tych koniach kiedy chcieli zupełnie nie po kolei potem zostawiłem bagaż u jednej babci na placu 1-go Maja tam gdzie jest apteka bardzo miła pani i spraw jej Boże dużo radości w życiu i niech żyje wiecznie naprawdę mogłaby być moją mamą chyba nie miałbym nic przeciwko temu a na pewno mógłbym z nią żyć pod jednym dachem rzecz jasna nie pod kołdrą ale to już inna historia poszedłem połazić po mieście w restauracji ‘ Centralnej ‘ było piwo kuflowe ale nie podobała mi się atmosfera trafiłem do baru ‘ Drwęca ‘ tam jedno sobie za 200 zł kupiłem dobre było bo sam bar to jeszcze gorsza speluna niż ‘ Korsarz ‘ w Wolinie no ale w łeb nie zarobiłem czyli w porządku byłem jeszcze w restauracji ‘ Kaprys ‘ ale tam piwa żadnego nie było potem poszedłem na film ‘ Malone ‘ USA do kina ‘ Wolność ‘ za trzy stówy dobry film naprawdę ogólnie z tych ambitnych ale nie psychicznie krew się lała facet rozwalał wszystkich wkoło ale może być nawet fajna jedna dziewczynka tam była a za pięć lat to już całkiem byłaby fajna poszedłem do babci odebrałem bagaż wody od niej nabrałem podziękowałem ślicznie pieniędzy żadnych nie chciała i słusznie myślę że Bóg jej to wynagrodzi potem trzeba było znaleźć nocleg poszedłem wzdłuż rzeki Drwęcy a jakże i znalazłem takie ciche miejsce na łące po drugiej stronie z prawej miałem kościół na takim zakolu to było jakby ktoś chciał odnaleźć w rzece się wykąpałem poprałem i właśnie zacząłem pisać to czego wczoraj nie skończyłem a kończę teraz potem zjadłem kolację i poszedłem lulu tak jak napisałem okolica cicha ale niech to szlag jakieś dziwne zwyczaje tutaj panują najpierw w tym Młyńcu a wczoraj tam przylazło jakieś towarzystwo męsko-damsko-wódczane i też rzucali mięsem zwłaszcza panienki go nie żałowały a ja jeszcze nie spałem i to wszystko musiałem trawić a wszystko było niesmaczne bardzo i rzygać się chciało a jeszcze psy zaczęły ujadać wyć i szczekać i drzeć pyski w Młyńcu też tak było niech to szlag jeszcze raz mówię i piszę też no ale w końcu towarzystwo się rozpierzchło a jednak tak wyraźnie krzyczała że wysrać się musi ale to było wcześniej więc jak już poszli to i psy dały sobie na luz no i wreszcie zasnąłem dzisiaj rano się budzę raz drugi trzeci tak kilka razy szósta była a zegar napieprzał chyba sześćdziesiątą tyle razy dzwonił potem sobie leżę słyszę jakieś kroki w gumiakach a później ktoś mi namiot otwiera łeb podnoszę patrzę a tam facet dziń dobry i trele morele wstałem pogadaliśmy to była jego łąka pogadaliśmy sobie na tematy różnorakie jak pan chce to niech tam idzie z namiotem powie pan że ja pana przysyłam tam już trzy namioty stoją i ze Szczecina dwie dziewuchy są niech pan tam przyjdzie po co jechać gdzie indziej ja tu krowę zostawię jałówka ciężarna już trzeci miesiąc nie doi niech pan tam idzie i tak w kółko że spływ będzie niedługo i tak dalej o właśnie jak wczoraj pływałem woda była cacy naprawdę puściłem się z prądem szedłem jak strzała potem zawróciłem i pod prąd ani rusz prawie w miejscu stałem musiałem do brzegu dopłynąć stanąć na pięty i iść a jakbym się tak puścił to i w Wiśle bym się w mig znalazł nie jadłem nic tylko spakowałem się na miasto poszedłem wysłałem kartki do takiej jednej dziewczyny która nie wie ile straciła do Ewy której nie mam za złe że jej tu nie ma i do Czoperka niech się chłopak cieszy wreszcie kupiłem mydelniczkę i lusterko takie same jak w Toruniu były bo później w kiosku na peryferiach były już nie za trzy stówy tylko za sto ileś autobusem o 10.17 do tutaj gdzie jestem czyli Wąbrzeźna ale muszę jeszcze napisać że tam w Golubiu wsiadła do tego autobusu facetka że aż mnie zamurowało i co tu kryć nagle męskie potrzeby się we mnie odezwały a elegancka sztuka była jak nie wiem ja wysiadłem ona pojechała dalej do Grudziądza jestem więc teraz tutaj też już trochę łaziłem teraz siedzę na rynku rynek bardzo elegancki takie lubię fontanna też fajna już po obiadku tak to można nazwać jestem w barze ‘Powszechnym’ a muszę przyznać że bar też bardzo elegancki przestronny i w ogóle cacy zjadłem fasolkę po myśliwsku tyle co kot napłakał ale pycha dwie bułki i napój wypiłem miodowo-miętowy za wszystko 388 zł ale jako tako jeść mi się już nie chce wcześniej w samie oranżadę zacząłem pić ale nie skończyłem bo nie wiedziałem że tutaj oranżady są solone normalnie dziwne obyczaje ale też mówi się jo zamiast tak bagaż tylko się nie śmiać dałem na przechowanie na posterunek z takim jednym panem w niebieskim mundurze sobie pogawędziłem a posterunek jest na ulicy Wolności czyli jedno drugiego nie wyklucza bo dlaczego by miało teraz siedzę na rynku trochę dalej fajna panienka w zasadzie już nawet pani ale z fagasem a teraz pójdę rozejrzeć się za piwkiem bo autentycznie mam ochotę i kino może gdzieś znajdę jak jest to gdzieś na peryferiach dopiero bo tutaj już dawno bym przykulał a bagaż to na posterunku zostawiłem bo w hotelu siedziała taka jedna pigwa i nie tutaj nie da rady baby to jednak głupie są przynajmniej głupsze od chłopów ale ciebie taka jedna dziewczyno szkoda że tutaj nie ma jest taka jedna fajna kawiarnia chociaż jeszcze tam nie byłem moglibyśmy pójść na herbatę czy coś tam i w ogóle byłoby cacy ale jak nie chcesz to nie jeżeli ktoś będzie żałował to ty na pewno bardziej no chyba że nie to też możliwe ale wolę o tym nie myśleć bo kruszeję a teraz już idę ale od tego jak poszedłem minęło już dużo czasu było piwo kuflowe w barze „ Piwnym’’ tym razem po 260 zł też speluna ale już lepsza od tej w Golubiu i po mordzie też nie obskoczyłem a potem poszedłem do kina „ Bałtyk ‘’ się nazywa ale powodu wymiany foteli było nieczynne jutro gdybym poszedł to już na nowych bym siedział ale nie pójdę myślę że będę zupełnie gdzie indziej coś głodny dzisiaj byłem cholernie i znowu jestem dwa razy frytki jadłem a jeszcze potem w jadłodajni zupa ogórkowa i bigos z ziemniakami plus oranżada za to wszystko tylko 386 zł czyli tanio jak cholera a lokal bardzo przyjemny że też naprawdę takiego w Wolinie nie ma obsługa szybka i miła w ogóle w tych stronach ludzie są jacyś kulturalni i uprzejmi w pale się nie mieści że tak może być nawet ci w knajpach spokojnie się zachowują a wejdź taj jak ja z kitką w takim Wolinie do lokalu to od razu masz w ryja i nawet nie powinieneś się dziwić bo możesz obskoczyć poprawiny a jeszcze jedno – po czym poznać prawdziwego leśnika ? – właśnie po tym że palić nie musi ale pić to za trzech był dzisiaj w tym barze taki jeden w zielonym mundurze z orłem na czapce i ledwo na nogach stał polsko polsko ale ty szmatą jesteś i nie chodzi mi o to że on był zachlany ale po co ten cały pic i jakieś głupie zasrane mundury przecież i bez tego można być normalnym człowiekiem ale to już polityka a ja daleki od tego jestem później odebrałem bagaż z posterunku był jakiś inny niebieski podziękowałem ślicznie i przyszedłem tutaj gdzie jestem teraz nad jezioro Frydek gorąco było jak nie wiem od razu się wykąpałem mało co a może bym się zabił ale na szczęście się tylko poślizgnąłem i wyrżnąłem nieźle w wodę dno takie brzydkie dziękuję Ci Jah że tak o mnie dbasz jakaś dziewczyna się nawet uśmiała bo właśnie przechodziła nawet nie zdążyłem zobaczyć co za jedna tylko głos usłyszałem namiot rozbiłem dwa metry od wody pod czterema bolszymi wierzbami z początku miałem z drugiej strony jeziora ale usłyszałem że jakaś kapela rżnie bluesa więc pomyślałem że najpierw sobie posłucham akurat przestali grać jak dochodziłem i nie mogłem już ich dokładnie zlokalizować a trzeba przyznać że dobrze grali naprawdę i dobrze się też stało że aż tu mnie przyniosło bo miejsce jest urocze i cały dzień nasłonecznione chociaż z tej strony nie mam widoku na miasto grunt że cicho i myślę że tej nocy już nikogo tutaj nie przyniesie na wódczany piknik a i psy też nie będą chyba szczekać na razie nie słyszałem akurat teraz usłyszałem jak to piszę ale pojedynczy egzemplarz za to z drugiej strony są krowy a na jeziorze łyski łabędzia widziałem czyli powinno się spać cacy a najważniejsze że się ogoliłem i muszę przyznać że na twardy zarost czyli taki jak mój słyszę że są też perkozy pływają tam dalej najlepsza jest letnia woda z jeziora i ostra żyletka teraz mam twarzyczkę jak pupa niemowlęcia tak gładką żyć nie umierać wszystkie lale na wiosce moje cholera woda idzie jak kamień w wodę już mi ledwo ledwo zostało chyba skoczę gdzieś uzupełnić a jutro mam pomysł zanim stąd wyjadę zajdę do tego baru każę sobie nalać piwa w bukłak i to mi na pewno starczy na dłużej bo będzie się powoli sączyć woda to jednak nie napój na upały widzę że mewy też są a teraz chociaż jeszcze spać nie idę to mówię już dobranoc
pełne tajemnic jest życie w raju
drzewa szumią ptaki śpiewają
w powiewie wiatru czai się wąż
szelestem liści kusi wciąż …
a teraz już mówię dzień dobry noc była wreszcie spokojna i ciepła zasnąć nie mogłem tak gorąco było raz tylko musiałem wyjść z namiotu się odlać jak pięknie się niebo i wszystkie jego gwiazdy w jeziorze odbijały mówię ci później coś mi się śniło wiara z budy jeszcze Sylwek Kwaki już nie pamiętam tego snu był bardzo dziwny a później już po przebudzeniu się jakieś demony mnie porwały najpierw znalazłem się w starym lesie stałem między dębami chyba wiał lekki wietrzyk nagle posłyszałem muzykę która była z tych co bardzo wciągają wsysają człowieka ale nie wytłumaczę na czym rzecz polega i boję się nazwać tę muzykę anielską bo to raczej demonów sprawa ale taka w niej harmonia panowała i taki spokój we mnie był ale tylko do czasu gdy ujrzałem matkę swoją młodszą jakąś bardzo tajemniczą zupełnie nie tą którą znam i wtedy coraz bardziej czułem jak staję się tą muzyką nagle poczułem jak jakaś energia ze mnie się ulatnia i zacząłem szybować porwało mnie w górę matka zaczęła coś krzyczeć zresztą nie wiem co mówiła możliwe że całkiem spokojnie tak chodziło jednak o to że co się ze mną dzieje i wtedy właśnie pomyślałem o Bogu że chcę jeszcze żyć i bum skończyło się wszystko otworzyłem oczy znalazłem się z powrotem w namiocie dziękuję Ci Jah za to odczułem ulgę jakąś ale jedno mnie zastanawia co to jest do cholery już nie pierwszy raz mi się to zdarza myślałem że już może się nie zdarzy bo dawno tego nie było normalnie wychodzę wtedy z siebie czuję to i nie są to żadne urojenia słowo daję wiem że mógłbym zostać po tej drugiej stronie czasu i przestrzeni ale zawsze resztkami świadomości staram się wrócić i jak na razie mi się to udaje chociaż bardzo mnie ciekawi co to takiego ale może to śmierć tak wygląda albo też wstąpienie do piekła dlatego nie chcę tego już więcej i strzeż mnie Boże proszę Cię o to bardzo chociaż tak teraz myślę że to jest jednak próba na to czy bardziej miłuję Ciebie czy Szatana musiałem tak z rana o tym napisać żeby jak najwięcej pamiętać ale myślę że starczy tak głupio siedzę że cała lewa noga mi ścierpła i jest jak z gumy ale to było dawno zjadłem jeszcze pomidorową w tej jadłodajni potem ciuchcią się przewiozłem do stacji Wąbrzeźno Główne a stamtąd do Jabłonowa Pomorskiego obleciałem miasto piwo „Barkas” braniewskie wypiłem kartkę do takiej jednej wysłałem i do Bohusza niech ma radochę poznałem dwóch fajnych gości z Włoszczowej później Bodka Michała Ankę i Dzidkę z Wrocławia razem się skumaliśmy razem nas sokista dorwał nie będę tego opisywał ale jemu i takim jak on palantom służbistom zasranym życzę i to szczerze żeby stał w wodzie po kolana i się napić nie mógł w pociągu konduktorka fajna była chłopaki wyciągnęli instrumenty muzyczka była tak dojechaliśmy do Brodnicy to wszystko bardzo w skrócie piszę ale nie ma czasu ani chęci na szczegóły zbyt dużo tu ciekawych twarzy jeszcze nikogo znajomego nie spotkałem wczoraj poznałem Krzyśka z Kielc tak się jakoś razem skumaliśmy aha w Jabłonowie też się odchamiłem zjadłem obiad w restauracji „ Popularnej” zupę jarzynową bigos i szklanka oranżady razem 674 zł nie wiem dlaczego te ceny takie zróżnicowane ale wracam do tego jak Krzyśka poznałem rozbiliśmy namioty on miał piwo „ Polka ‘’ żywieckie wypiliśmy po jednym i poszliśmy na miasto tam obok kawiarni siedział git człowiek z kropą pod okiem zaprowadził nas na melinę spotkał Szczupaka poszli nam piwo kupić było tego trochę piwo „ Kasztelańskie ‘’ z Sierpca poszliśmy w czwórkę nad Drwęcę usiedliśmy ten git człowiek to prawie ziomek bo jak się okazało w Goleniowie ostatnio w pudle siedział a mnie tam urodzono podobno Szczupak okazał się miejscową szychą postrach wsi całej później ciężko było się od nich uwolnić bo natrętni się zrobili i bardzo w czubie też już mieli ale w końcu ich odstawiliśmy a raczej pożegnaliśmy tylko na polu ludzie zebrani w grupki wszędzie jakaś muzyczka gitary Hendrixy i inne bajery trawa też gdzieniegdzie była ale jakoś wytrzymałem ten ból i nie skosztowałem a żałuję trochę że swojej jednak nie wziąłem ale nic to od tego się nie umiera nawet na materacu dzisiaj spałem a teraz już od samego rana Słońce ostro daje i trzeba pójść na jezioro się wykąpać och jak bardzo bardzo dawno to było przeszło tydzień temu i szkoda że już skończyło kupę ludzi spotkałem z samego Wolina Młody Edek Andrzej Górny Ziemek z Olą Plajster Szmata i inni poza tym Artur Załęski Aśka Irmina Gastina Paweł i Paweł Artur i Piotrek i Bodek i Dylan i Apacz i Wisior i jeszcze inni ale to wszystko pył marny bo była tam Rena cud przyrody przez dwa dni byłem zabujany jak nie wiem i że też wtedy tego nie pisałem teraz to zupełnie bez polotu ale życie jest puste bez tej dziewczyny diabeł wcielony anioł o stu twarzach i tej jednej uroczej zamyślonej a ten uśmiech to już całkiem a śmiech to zupełnie jeden jedyny w swoim rodzaju ale co z tego ale były chwile bardzo przyjemne porywałem tę dziewczynę ze sobą i i i i i nie wiem co pisać jakich słów użyć ach brakuje słów ale taka dziewczyna cud nad cudy razem nad jeziorko codziennie obiadek w prześlicznej restauracji „ Mazurskiej ‘’ razem do BDK a potem po tych kilku dniach rozstanie nagłe niespodziewane chociaż wiadome wcześniej a później głupie uczucia odczucia i smutki pusto jakoś się zrobiło kolory zrobiły się szare o jejciu jejciu strasznie chyba się zabujałem bo takiego kogoś już długo szukam i znalazłem no i co z tego nic z tego chociaż kto wie jeszcze nic straconego och Rena Rena jak ja Cię ubóstwiam nie wiesz nawet ale powiedz tylko słowo i niech na tym się ta opowieść skończy amen

  • 4 tygodnie później...
Opublikowano

Czy brak interpunkcji jest zamierzony? Czy to zwykła ignorancja? Po lekturze Twojego tekstu nasuwa mi się tylko jedno pytanie: Czemu (lub komu) ma on służyć? Bo ja tego kompletnie nie łapię. Jeśli ten słowotok to tylko niezła zabawa po ziole, to ok. Fajnie się pobawiłeś, ale jeśli słuzyć ma czemuś więcej, to wierz mi, ze nie służy.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Szedł wolno chodnikiem, palił papierosa. Wzrok wbity w ziemię, w to co przed stopami. Zazwyczaj tak chodził po ulicach, nie wiedział o tym, bezwiednie się to działo gdy miał o czym myśleć a teraz miał bardzo mocno wiele rzeczy do zgryzienia przemielenia połknięcia i przetrawienia lub wyplucia. Jeszcze w międzyczasie, między myślami uważnie stawiał kroki, tak żeby nie trafić na łączenia płyt. Dopalił ostatniego macha i rozejrzał się za śmietnikiem. Kilka kroków dalej ktoś przed furtką trzymał ustawiony kosz. Nie lubił rozrzucać kipow po ulicach, choć nieraz przecież tak robił, wiele razy przecież, kiedyś niemal zawsze, ale zrozumiał że to nie w porządku, że to brud, bałagan że to nie wypada, że to nie kultura tak robić także z troski o przyrodę przecież, z troski o estetykę otoczenia. Więc już od dawna zanim rzucił niedopałek na chodnik, na ziemię szukał śmietnika. Tak jak teraz, ostatni mach i palcem strącił żar, przecież nie wrzuci tlącej sie fajki ryzykując podpalenie i pożar. Przeszedł kilka kroków które mu pozostało i otworzył pokrywę kubła wrzucając do środka zmientolony bezwiednie, nerwowo między palcami wyużyty filtr. Poszedł dalej. To była dłuższa ulica na przedmiejskim osiedlu domków jednorodzinnych. Miał dojść do końca i skręcić w prawo żeby trafić na przystanek autobusowy skąd trafi komunikacja do domu. Było tak jak go pokierowali. Na końcu skręcił w prawo i faktycznie zobaczył wejście schodami pod tunel pod ruchliwa ulica z torami. Zszedł po schodach blisko barierki jednak nie dotykał jej. Nie potrzebował się podpierać przecież ale okrutnie bał się czasów gdy będzie stary, bardziej niedołężny i będzie musiał korzystać z tego typu konstrukcji które uważał za brudne i niehigieniczne. Wejście wyjście z tunelu i kilkadziesiąt metrów dalej ulica, przejście dla pieszych i po lewej wiata przystanku. Udał się pewnym krokiem w tamtą stronę nie zważając już na to czy następuje czy nie na pełne płyty czy ich krawędzie. Zobaczył że na przystanku i w jego okolicy czekają dwie osoby wiec wziął to za dobra monetę jeśli chodzi o czas oczekiwania na pojazd ale i tak pierwsze co pokierował się pod wiatę wprost do rozkładu jazdy. Spojrzał na zegarek na rozkład jeszcze raz na zegarek. Więcej niż piętnaście minut, to była kupa czasu, bardzo dużo czekania. Szybko przeliczył ten czas na jakieś trzy papierosy które zapali w tym czasie i ucieszył się bo za chwile już w ustach trzymał całkiem nowego nieodopalonego marlboro. Jeszcze tylko znaleźć zapalniczkę w tych przepastnych kieszeniach. Od dziecka były przepastne to znaczy, że wiele tam się mieściło i przepadalo w tej przestrzeni na miesiące, nieraz lata. Głównie sterta drobnych śmieci papierki po batonikach, cukierkach, jakieś kartki pogniecione kilka pustych zgniecionych paczek po papierosach, słuchawki choć tak dawno już ich nie używał jakby przestała go cieszyć muzyka, kilka kasztanów z jeszcze poprzedniej jesieni, pozwijane w kulki kawałki foli aluminiowej, jakieś połamane pety. Rozumiesz czemu między tymi wszystkimi rzeczami ciężko mu było wyszukać ogień. To jedna to druga ręka ładowała się w którąś z kieszeni szukając w tej przestrzeni, pomiędzy tym bałaganem ognia. Był tam tego był pewien jeszcze niedawno odpalał papierosa. Była tam musiał tylko być cierpliwy i konsekwentny i się nie zrażać wiedząc, że rzeczy potrafią się ukryć jakby utopić w bałaganie ale odpowiednie zamieszanie tym wszystkich sprawi ze w końcu wypłynie gdzieś gdzie trafi mu w garść. No i jest! Odchodzi kilka kroków od przystanku bardziej nawet niż z respektu do wypisanymi dużymi literami zakazów prawnych co do palenia w takich miejscach rozumiejąc niechęć niepalących, a nawet palących papierosy do palaczy dmuchajacych dymem z płuc. Wiedział że palenie to smród oprócz tego, że uwielbiał papierosy i niektórych sytuacji w ogóle bez papierosa sobie nie wyobrażał. Taką sytuacja było wyjście miedzy ludzi tak ogólnie na ulice, do pabu czuł się bezpieczniejszy, bardziej pewny siebie, zasłonięty dymem. Taką sytuacją było także oczekiwanie na autobus. Nie lubił czekać na przystankach czując że marnuje czas że mija bezpowrotnie jakby ktoś mu go zabierał i właśnie ten papieros pozwalał mu wytrzymać te myśli, zabić je i uprzyjemnić te chwilę. Podniósł rękę do papierosa w ustach drugą zasłonił przed wiatrem, kciukiem zakręcił o kółko krzesające iskrę i.. -oo kur... -pod nosem zagryzł przekleństwo. Znał ten dźwięk wiedział co się stało, rozwalił się mechanizm i wytorpedowało krzemień z tej sprężynki która go mocuje więce teraz kółko kręciło się bez żadnego oporu nie dając żadnego efektu w postaci plomienia w postaci odpalanego papierosa dymu w płucach i spokoju w umyśle. Zamiast tego czeka go nerwówka, czeka go zapewne nieudolna próba naprawienia tego fajansu. W myślach przeklinał zapalniczkę i fakt że go to spotyka teraz jak i nieraz kiedyś. Rozbiera mechanizm odgina tę blaszkę i patrzy co tam się wydarzyło. Opadają mu ramiona bo nie ma nigdzie tego kamyczka kluczowego więcej musiał gdzieś wystrzelić więc już go nie znajdzie więc ogień do wyrzucenia ale co najważniejsze za tym idzie nici z palenia. Podchodzi do przystankowego wbetonowanego śmietnika i ze złością ciska zepsuty sprzęt, czuje zawód. Rozgląda się na dwóch współtowarzyszy oczekiwania na pojazd komunikacji miejskiej. Młoda dziewczyna w sportowej, kolorowej nadmuchiwanej kurtce z zaciągniętym na głowę kapturem, który skrywa jej twarz, stoi po zewnętrznej stronie wiaty i patrzy gdzieś przed siebie. Druga osoba to starsza pani, siedzi na ławce wewnątrz wiaty, obok wózeczek taki na zakupy ubrana zgodnie z kanonem tej grupy wiekowej jakieś beże na głowie, beret, apaszka na szyi, na nogach grube rajstopy pod sukienką (spódnicą może dodaje sobie w głowie bo nigdy nie wie jaka to różnica) czarne buty, babcia także patrzy przed siebie. -Raczej nie zwracamy na siebie na wzajem uwagi- mówi głos w jego głowie jako komentarz do sytuacji i dodaje: -chyba że czegoś od siebie chcemy- wiedząc co będzie dalej. Musi podejść do kogoś teraz i zapytać o ogień bo to cień jego szansy żeby zapalić, a teraz kiedy nie może i kiedy napsuł sobie właśnie nerwow zepsutym sprzętem jest mu to koniecznie potrzebne, potrzebne tym bardziej do osiągnięcia pewnego stanu spokoju. Zanalizował te dwie postacie i chociaż z góry zakładał porażkę jako że ocenił obie na osoby nie palące musiał się chwycić nikłej nitki jakiejkolwiek nadziei, jakiejkolwiek szansy i podejść do którejś i zapytać. A nuż- pomyślał- a widelec- automatycznie kolejna myśl dokleiła się do pierwszej rozśmieszając go tą banalną starą jak świat grą słów. Wybrał tą młodszą, stojąca dziewczynę oceniając tu prawdopodobieństwo by posiadała ona tak potrzebna mu rzecz na większe. Znalazł się obok niej i nie stawiając jeszcze ostatniego kroku powiedział -dzień dobry- poczym zatrzymał się i patrzył. Dziewczyna nie zareagowała wogóle, co zbiło go z tropu i odebrało sporo pewności siebie ale w tej sytuacji musiał być konsekwentny więce znów spróbował ale już nie tak radośnie tylko w sposób bardziej zachowawczy -ekhm.. - odkaszlnąplł cla zebrania myśli- dzień dobry- powtórzył się tym razem uważając by te dwa słowa były wyraźnie powiedziane. I czeka. A postać w kapturze ani drgnie patrząc gdzieś w dal, dalej niż to co było tu widać. Zamachal ręka i powiedział -halo proszę pani. Dziewczyna potrząsnęła głowa jakby wyrwana z letargu jak ściągnięta z innego miejsca i patrzy w jego stronę trochę zamglonym nieobecnym jeszcze wzrokiem ale wracającym do rzeczywistości z błyskiem ciekawości i zdziwienia że tu jest i że ktoś właśnie coś od niej chce i kim jest i co chce. Wciąż nic nie mówi ale ręką zsuwa kaptur z głowy i wtedy wszystko staje się jasne, nie mogła go słyszeć bo w uszach ma słuchawki z których słyszalne dla niego dźwięki wyraźnie sugerują że poziom głośności to bardzo duży. Dopiero ten gest zamachania zwrócił jej uwagę. A już się czuł gdy nie reagowała by zrezygnować z tej próby jako że poczuł się olany, poczuł że sygnał to niechęć i zaproszenie by odejść. Ona z uszu wyjmuje słuchawki i mówi -przepraszam pan coś do mnie..? -tak i dzień dobry i przepraszam że zajmuję i kłopoczę ale marze o papierosie czy może pani pali? -niee- przeciągając to słowo kręci głowa na boki- przepraszam pana. -to dobrze, to zdrowiej oczywiście, jeszcze raz przepraszam - wycofuje się w lekkich ukłonach zażenowany tą sytuacja w końcu ściągnął myśli tej dziewczyny z jakichś innych wszechświatów, z podróży o których nie mógł mieć pojęcia ich wagi, gdzieś tutaj do teraz do niego do siebie a nie czuł się godzien by jego problem oderwał ją z jakichś być może pięknych a na pewno ważniejszych dla niej myśli i spraw. Ale ona uśmiecha się do niego i wraca do swojej muzyki, słuchawki w uszach, do swojej strefy komfortu, kaptur wraca na głowę. Odchodzi te kilka kroków tyłem i zatrzymuje się obrócony już bokiem do niej tyłem do wiaty frontem do ulicy i bierze głęboki wdech. Sporo kosztują go energii takie sytuacje zawsze pamięta jak on się czuje nagabywany w ten sposób więc wie że to nie w porządku by komuś innemu wyrządzać taka krzywdę. Wie że źle robi a nie może inaczej teraz. Tłumaczy sobie że papierosy kocha że to jest miłość do palenia że to wyższa potrzeba. Czy to go usprawiedliwia pyta sam siebie jednocześnie zbierając się w sobie do faktu konieczności kolejnego podejścia i zaczepienia następnej osoby z listy. Pewnym ale starającym się nie nastraszyć starszej kobiety krokiem podchodzi i mówi trochę głośne -Dzień dobry szanownej pani Kobieta powoli kieruje wzrok na niego i mierzy go spojrzeniem takim od góry do dołu ale i na wskroś, pytającym kim jest i odpowiada lekko skrzecząc -Dzień dobry- zacinająco zamykając usta na koniec jakby chciała coś dodać ale silnie ściśnięte wargi miały powstrzymać kolejne słowa -Wie pani przepraszam za kłopot i że zajmuje czas - wie ze robi coś niezbyt w porządku i słowa dobiera tak by wyrażały to i skruchę za ten grzech tak by ustawiły tą zaczepianą właśnie osobę gdzieś wyżej niż jego, małego szarego robaka, niegodnego wobec tej postaci jej historii życia - ale ja to tylko krótkie pytanie o zapalniczkę, o ogień czy ewentualnie ma pani takowy? -Młody człowieku- starczy głos skrzeczy nieprzyjemnie jednak jest ona ciepła i życzliwa co wiele dla niego znaczy akurat - nie mam nie paliłam nigdy jak mój mąż który zmarł na raka płuc po wielu dziesięcioleciach palenia i po latach potwornej męki w chorobie. To był naprawdę okropny okres w moim życiu a objawy i efekty choroby to bardzo uciążliwe i bolące sprawy. Nie namawiam cię tu na rzucenie tego nałogu ale przemysł ta sprawę czy warto stracić zdrowie, życie... - zawiesza głos gdzieś na granicy nie wybrzmienia, następuje cisza która brzmi jak melancholia jak smutek jak żal jak tęsknota jak wielka miłość. Mężczyzna nie śmie przerwać tej chwili w żaden sposób żadnym słowem gestem patrzy się na stara pomarszczona koścista twarz drobnej kobiety i zastanawia się czy była piękna w młodości jak bardzo kochała swojego męża i dochodzi do wniosku ze chyba wciąż go kocha ze ma do niego żal ze ja zostawił tu sama skazując na usychanie z tęsknoty. Patrzy na nią dopóki jej zawieszone w przestrzeni wzrokiem oczy nie wracają do tu i teraz do sytuacji dopóki nie kieruje ich w jego stronę dopóki ich wzrok nie spotyka się w dwóch parach oczu i wtedy spojrzeniem próbuje jej pokazać ze ją rozumie że czuje jaki to ból ze dodaje jej otuchy po cxym spuszcza wzrok z pokorą. Nie wie co ma dodać powiedzieć czuje się z jednej strony fatalnie źe przywołał w kobiecie te bolesne złe wspomnienia a z drugiej ta kobieta chyba tego potrzebowała żeby to powiedzieć komuś, ma wrażenie że jej to lepiej zrobiło -Dziękuje pani, jest pani dobra osoba -i posyła jej uśmiech ale zamkniętymi ustami by nie pomyślała że się cieszy. -Dziękuje panu- kobieta jeszcze przez chwile studiuje go wzrokiem i po chwili odwraca głowę wracając myślami do swoich spraw. A on coraz bardziej popada w swoj obiekt pożądania coraz wyraźniej czuje smak i teksture dymu w ustach w płucach w powietrzu gdy wypuszcza go przez usta. Teraz rozgląda się trochę nerwowo po okolicy czy przypadkiem nie pojawił się ktoś nowy ktoś kto możliwie miałby cholerna zapalniczkę ale nikt tu nie podszedł bo nikt tu w ogóle po okolicy o tej porze chyba nie chodzi. Taka pora środek dnia roboczego ludzie w pracy w szkole pochowani w domach. -Problem - alarmuje go mózg a jego ciało to potwierdza stojąc w miejscu nerwowo się kiwa, nerwowo macha rękoma. Coś musi wymyślić -sklep - słyszy w głowie podpowiedz. Ma jeszcze jakieś dziesięć minut jednak niezbyt napawa go to optymistycznie tego typu dzielnice rzadko gdzie taki sklep mają bo mieszkańcy raczej zaopatrują domy w wielkich marketach więc małe sklepiki poupadały z braku klientów. Mógłbył wymyślić ten sklep wcześniej na przykład bo wtedy mógł zapytać o to młoda kobietę lub starsza panią teraz już napewno tego nie zrobi by po raz drugi zaprzątać czyjs poukładany świat swoją osoba. Już nie odważy się podejść wyrwać ludzi z ich muzyki z ich myśli do jakiś szarych i nudnych wymiarów z poziomu cudzych potrzeb, jego potrzeb. To szaleństwo wie o tym to uprzedzenie społeczne, to uprzedzenie do siebie a jednak nie decyduje się na drugi raz próby nawiązania kontaktu z żadna z kobiet. A teraz wyobraź sobie ze w tym wszechświecie nieskończonych możliwości jest rzeczywistość równoległa dla nam danej tu w której jakaś sytuacja zdarzenie wydarzyła się dokładnie odwrotnie albo inaczej. I tak jest z każda decyzja podjęta tu w równoległej rzeczywistości wszystko potoczyło się w inny sposób bo decyzja nie była podjęta albo ktoś podjął inna decyzje. I od tego czasu historia toczy się inna od naszej. I ta historia z przystanku ma kilka swoich równoległych zakończeń. Pierwsza: Mężczyzna nie znajduje nikogo z ogniem w okół siebie. Zaczyna coraz bardziej nerwowo chodzić po przystanku czym ściąga na siebie uwagę obu pań. W końcu wyciąga z paczki papierosa i choć nie może go palić przypatruje się mu obraca go w palcach i wtedy ta młodsza pani zachodzi go za plecami i puka w ramie, co potwornie go nieprzygotowanego i zaskoczonego przestrasza i aż podskakuje obracając się by zobaczyć o co chodzi -Proszę pana -kobieta wyglada na lekko rozbawioną jego dosc histeryczną reakcjalą- pan chyba źle sformułował swoje pytanie On myśli o co jej chodzi ale nic nie mówi tylko wpatruje się w nią wciąż lekko zaskoczony. Zachęca ją skupionym wzrokiem do kontynuowania. -Pan zapytał mnie czy palę papierosy a ja zgodnie z prawda odpowiedziałam że nie. Pomyślałam pierwsze co było dla mnie oczywiste że mnie pan pyta o papierosa, wie pan czy pana poczęstuje a potem -schowała roześmiany wzrok lekko zażenowany - że mnie pan podrywa w ten sposób proponując wspólne palenie -Jeny przepraszam - nie umie ukryć zażenowania ze tak odczytano jego intencje -Ależ nie ma za co to ja pana przepraszam bo teraz kiedy tu pana widzę jak pan jak nerwus nałogowiec chodzi w kółko po tym przystanku i pali tego papierosa na sucho to dopiero zrozumiałam o co panu chodzi. Papierosów nie palę to prawda ale panu chyba nie chodzi o papierosy skoro te pan ma panu chodzi o możliwość odpalenia tego papierosa. -T..ttak - lekko zszokowany sytuacją i zmieszany coraz bardziej gdy zaczyna rozumieć o co chodziło on szukał palacza w tej kobiecie gdyż założył że palacz będzie miał ogień. twierdząca odpowiedź na pytanie o to czy pali papierosy miała skutkować twierdzeniem że skoro tak to napewno ma ognia. -Więc co prawda nie palę ale ja proszę pana mogę mimo to panu pomóc. I zdejmuje z pleców plecak odpinając najmniejsza kieszonkę mówi -Ja mam ogień Roześmianymi oczami bada jego zawstydzoną twarz, zawieszając moment gdy ręka zniknęła w kieszeni plecaka -P..poproszę- niepewnie mówi bo zazwyczaj jeśli nie ma czasu by przemyśleć mówi niepewnie i wyciąga rękę -Ale mam tylko zapałki -mówi dziewczyna choć oboje wiedza że te w zupełności wystarczą -świetnie zupełnie rewelacyjnie, nie mogło być lepiej przecież -pozwala sobie na luz bo uda się uciec z nikomfortowej sytuacji niepalenia mimo chęci i możliwości. Dziewczyna wręcza mu paczkę i dodaje że może je zatrzymać że jemu się bardziej przydadzą. on dziękuje i komplementuje jej domyślność, narzeka na swoją bezmyślność i znów mówi o niej jak bardzo jest jej wdzięczny za wszystko. Na koniec żegna ją życząc wszystkiego dobrego. Ona uśmiecha się i wraca pod kaptur, do słuchawek, muzyki, podróży wśród myśli. Odpala papierosa kilka metrów dalej i rozsmakowuje się w pierwszych machach, waży gęstość dymu w płucach, puszcza kółko które niemal natychmiast rozrywa wiatr. Druga: Mężczyzna nie znajduje zapalniczki u żadnej z kobiet ale postanawia opanować pożądanie wynikające z nałogu i sygnalizowanie go swoją nerwowością więc siada na drugim, wobec siedzącej tam już kobiety, końcu ławki. Dziesięć minut do autobusu. Myśli o dziewczynie w kapturze, o tym jak poczuł się mały i nieważny gdy raz i drugi go zignorowała, gdy myślał że go ignoruje a to były słuchawki w jej uszach przypomina sobie że sam ma pare słuchawek w kieszeni i wyciąga je z zamiarem posłuchania od dawna niesłuchanej muzyki. oczywiście najpierw musi je rozplatać co specjalnie go nie dziwi choć frustruje za każdym razem gdy za każdym razem trzeba to robić. Podłącza słuchawki do smartfona i wyszukuje interesujące go nowości. Po trzech utworach podjeżdża autobus wiec staje i idzie w stronę drzwi, wsiada i w progu zderza się z mężczyzna który z opóźnieniem musiał zorientować się że to jego przystanek. Przy zderzeniu na podłodze jeszcze w autobusie ląduje paczka zapałek. Nie wiadomo wypada mu z ręki z kieszeni z plecaka i choć to gratka dla głodnego nałogowca, pewność że teraz na końcu swojej trasy z pewnością natychmiast po opuszczeniu pojazdu zaspokoi swą rządze, jednak podnosi je i staje jedną noga na chodniku jedną w środku i krzyczy -Panie Tamten obraca się więc unosi do góry dłoń potrząsając pudełkiem -wypadły panu Widzi jak tamten mruży oczy jakby nie mógł dojrzeć co i kto -zapałki panu wypadły Chce mu je oddać wiedząc jaka to męka gdy odkryje ich brak akurat pewnie w momencie w którym będzie mocno chciał lub musiał zapalić papierosa. A tamten macha ręka i obracając się w odwrotnym kierunku, plecami już do niego, krzyczy przez ramie -zatrzymaj je, mam zapalniczkę I to mógłby być koniec i tej wersji historii jednak gdy mężczyzna rozsiada się w pustym autobusie wybiera to poczwórne miejsce gdzie pary krzesełek są skierowane twarzami do siebie i na fotelu naprzeciwko widzi leżący zielony przedmiot. Ten oczywiście okazuje się zapalniczka a co nieoczywiste to odpowiedź na pytanie czy to ta zapalniczka o której mówił tamten człowiek myśląc że ją ma, licząc że ją ma, czy wypadła mu jak zapałki z dziurawej albo zaprojektowanej tak że wypadają z niej rzeczy kieszeni. Myśli jeszcze przez chwile o tym człowieku który podarował mu przez przypadek teraz już dwa ognie ale szybko skupia się na swojej potrzebie zapalenia i w głowie licząc przystanki, szacując czas do końca przeznaczenia podróży.
    • Ten sposób prowadzenia życia zmusza cię do zwiększenia prędkości by zdążyć na czas   choć wiesz, że szanse są nikłe słuchasz i nosisz nadzieję   ten wysiłek to twoja miłość włożona w każdy fragment życia czyli w obecność drugiego człowieka   jeśli przeczytam cię dzisiaj w co wątpię, bo braknie mi czasu spróbuję zrozumieć ile korzyści ma w sobie więzienie po takim ciężkim boju.   
    • Na nadzieji brak na bez szans  na niesprostalem życiu którego nie widziałem tylko trwałem we śnie nie sercem a ega krzykiem podpowiadał mi drogi na przełaj idę w las nocą zapuszczam się w dzielnice miast które jak orunia sprzed lat nie sztachetami sztacheciarze tu nie jak na wsiach i małych miast mówi się na tych co walka w nich wyżywa się na bliźnich i wojna jak gad atak na każdego co znajdzie się w zasięgach oczu i napad na karmę ich potrzeb każdy to lub pokarm jak karmi ich ich ból i cierpiących widząc ich ciosów wyrwanymi deskami z plotu spełniają się i napychają żołądek by do flaków spłynęły odchody którymi przepełnieni srają co ich tronem ich największą przyjemnością to mają za ludzkość za drugiego przeżuć i wysrac jego ciało i duszę  a ja muszę to pisać ściana tekstu z przyszłych czasów łapiąc słowa których nie ma w teraz a tu proszę na literach się pojawia na ekranie jako tekstu ściana  upiorne opery szaleńca pisanie nazwij mnie grafomanem  ja przekraczam wymiarów granice niewidzialne burzę spokój bytów co tkwią w stanie swiafomosvi jedynie są myślą ale juz nie słowem i czynem ich przeznaczenie to obserwowac eksperyment Stwórcy który w ciało wsadził duszę i wolną wolą wystawił na.probe to co cudem stało zło poznać musiało by dobro ostwtecznego żywota po sądach gdzie waga uczynków myśli i słów zostanie im pokazana jako naga prawda i nikt nie będzie miał szans juz na tusz kłamstwem wyparcia i ubrania maski albo nakrycia glowy jak tajemnice oznacza czapka a jeśli jeszcze ma dodatek w.posyaci daszka co w słonecznym dniu rzuca cień na twarz by chowac oczy które źrenice są lustrem wnętrza co mają w sumieniu czy zasłona przed światem tajemnic grzechów i sumienia które Cię nie może opuścić choćbyś go nie słyszał w ogóle zamknął uszy na swoje grzechy i rachunek sumienia orzekł jako czyste to oczywiste będzie dla ciebie przed Bogiem że on jak książke jak film przewinie ci w ułamku sekundy wszystkoe twone wybory i czy to będzie w miłości czy w strachu piekła do nieskończonosci czasu gdzie już nie ma znaczenia wskazówka zegarkow bo ostatecznie nic się nje kończy jak nic się nie zaczeło  owszem wszechświat jego dzieło pierwsze słowo w materialne co z atomu cząsteczki najmnkejszej podzieliło się i rosło coraz większe by po miliardach i tonach lat których jest liczona waga w światła predkosviach nieosiągalna dla nas jak ograniczenie niczym w grach nie ma szans by ktokolwiek z nas złamał program który widząc że był dobry gdy zaprogramował świat  a to mało o tym co mamy tu na planecie trzecie Gai matce co ze słońcem jak ojciec w akcie dobrej woli na nasze szczęście w nieszczęściu stworzyły warunki do życia gdzie urodzeni w dobrej intencji ku dobru jesteśmy przeznaczeni mamy wnętrze które może łamać instynktów władzę nad zwierzęcym gatunkiem fauną jesteśmy siostro bracie jako ssaki urodzeni nje wybierając jesteśmy wybranymi Bogu dziećmi i widząc w okół nas zestawy atomów odpychamy wszystko co zdajemy się dotykać bo skąd wie dupa że zaczyna się krzesło w chlopskim rozumie to by się połączyło jakby płynęlo tu wszystko w ocenie chaosu i nic by nje było osobno tylko wszystko razem jak zamieszane przez fale stopiło by się ciało z krzesłem gdyby miało nastąpić dotknięcie przecież to logiczne jest więc wiem że są zestawy cząstek i atomów które wiedzą jak połączyć się by stworzyć coś jak organizm w którym kolejne polavzone atomy żyją swoją rolą by całość jakąś tworząc większa ale gdzieś się kończy jedno a zaczyna inne zespolenie ktore pracuje by ostatecznie wiedzieć że ma granice które odepchnąć musza atomów zbiory inne by nie poplynac w bigosie oceanu zamieszanych razem kijem zwrócone morza i rzeki na przekór stoi krzesło odpychając poldupki by nie scalić się tylko oddalić  wiesz nigdy niczego nie dotknaleś tam zawsze jest miejsce między palcem a palcem tej ukochanej której masz szczęście złapać za rękę to wciąż odepchnkecie jest kazdy jest sam jedyne połączenie jakie znam to fizyczny miłości akt oby tak powstał każdy z nas nie byloby zla a tak to stosunek gdzue kończy się spustem do pochwy by wśród plemników ten jeden alfa ten jeden został dopuszczony by się z komórką kobiety jajowa połączyć przenikając granicę  i to jest wybuch jak szkiełko przyrządu zobaczy gdy to obserwując widzimy wybuch światła a to raz na milion swietlnych lat się zdarza ten widok by wybuchająca gwiazda supermova dała się w kosmosie zaobserwować  cud poczęcia życia połączenie dwóch istot które mogą się jedynie odpychać  w brzuchu samicy zwierzęcia a tu Bóg wkracza by nam dodatkowo nadać co było zanim powstała materia i dostajemy dar wnętrza jak serca i dusza w nas mieszka od pierwszego momentu gdy w środku kobiecego łona  łączy się organism jeden z drugim by na podobieństwo Boga poczuć że nie tylko materia i co możemy mieć co widzimy jest ale ukryte przed i po niesjonczonych eonach swietlnych lat gdy skończy się świat bo Bóg uzna tak że to czas na utkniecie w niematerialnym stanie wszystko co stworzył istnieć przestanie i nikt nie zauważy nawet bo to ułamek najmniejszej liczby którą liczy zegarek zajmie mu jak jeden było na początku jak cyfra była pierwszym ze słów  matematyczny ciąg kolejnych jedynek przecież nic więcej nie ma tu jak coś które jest a jesli coś jest to musi być jeden bo na drugim końcu w tym wszechświecie przeciwienstw jest zero dla równowagi bo wszystko musi mieć przeciwieństwo jak zmierzamy do wagi i jej szali i dla równowagi by nie dopadł nas chaos wszystko co jest tu jest pośrodku wśród paradoksów w końcu  witam we wszechświatach Stworzonych słowem Jednego w Trzech osobach  gdzie to opiera się na paradoksach gdzie niemożliwe jest jednak prawdobodobne jak yng i yang podzial na czarne i białe  gdzie w każdej z dwóch barw jest miejsce dla tej przeciwnej by było doskonale musi być pierwiastek zła w dobrych historiach i trochę dobra tam gdzie bestia zła istota jak w kłamcy słowach znajdziesz prawdę gdyż nie da się inaczej niż za pań brat iść ramię w ramię z faktami  nie inaczej  Poeta mówi że siebie i Boga nie da się oszukać  można się wykłócać gdzie niejeden nie widzi siebie i chowa się w labiryncie niczym minoraur i spojrzenie na siebie to złuda w którą wierzy ze wszystkich sił  ale to poeta mówi o ludziach którzy potrafią żyć i mądrymi są na tyle by wiedzieć kim są nie udawać zza maski przez czasy kończę bo zgubiłem wątek  pójdę się ochłodzę poleje ciało wodą cudzego jeziora by nie myć tym co wylewa się na brzeg tego przed którym stoję  piję własną krew wtedy w szklance mieszam z czystą wodą acz nie moje źródło z którego czerpie nadzeja na beznadzieję koniec pa szaleństwo mówię wam 
    • @Poet Ka Hej, dawno mnie nie było na portalu, muszę trochę nadrobić zaległości

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      , Dziękuję
    • @jjzielezinski   Dziękuję!  Wysłuchałam całość.  Wywiad jest rzeczywiście ciekawy, ale w kilku sprawach polemizowałabym z tą panią.  Ale wracając do wydarzeń z 1956 roku w Poznaniu - to ma rację, że kontakty polsko-chińskie w tym czasie bardzo dużo dało Polsce. W sumie można postawić tezę, że Chiny Mao  przyczyniły się do tego, iż sowieci zrezygnowali z pacyfikacji naszego kraju. Dyplomacja polska bardzo trafnie wykorzystała napięcie między komunistycznymi gigantami.  Ciekawy jest wątek z historią w więzieniu w Rawiczu - nie słyszałam o tym.  Ale postaram się dowiedzieć więcej.  :)  No i całkowicie się zgadzam, że wpływ wydarzeń poznańskich miał duży wpływ na późniejszą historię PRL-u.     Pozdrawiam.    Ps. Tak już zupełnie na marginesie:  Pani Ewa jest już starszą osobą, ale wykształconą, dlatego nie mogłam się przyzwyczaić do nazywania Rosjan - Ruscy.  To potoczne, kolokwialne określenie, ale  używane niewłaściwie.  @Nata_Kruk   Bardzo dziękuję!  Ten motyl - to metafora kruchej, młodziutkiej pielęgniarki. Skojarzyłam ją sobie właśnie z odważnym białym motylkiem.     Serdecznie pozdrawiam.  @piąteprzezdziesiąte   Bardzo dziękuję!  Dziękuję za miłe słowa. Serdecznie pozdrawiam.  @JuzDawnoUmarlem   Bardzo dziękuję!  Serdecznie pozdrawiam. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...