Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

'Kiedy rozmawiamy o poezji, życzyłbym sobie więcej rzeczowości i konkretu'

-kiedy żegnamy się z zerwanym eternitem dobrze jest pokryć dach na nowo internetem..
a nie myślową sieczką, bo poezja to nie rzeczowość i konkret, tylko irracjonalne pastwisko
dla skojarzeń jak i dla wszystkich poróżnionych koncepcją i wizją, nawet dla sympatycznych
nudziarzy.. przestrzegaczy poprawiaczy wywracaczy oczami ze zdziwienia..

ciepło w kalesonkach (zimno dziś) Ran

ps:i to by było na tyle wciętego co o mnie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




nie jestem przekonana, czy można wznieść źrenice

pozdrawiam :)
ja moje "oczy prowadzę na smyczy"
dziękuję za koma i serdecznie pozdrawiam :)


żebyśmy się dobrze zrozumiały - zakładam, że Pani wie, czym jest źrenica. zastanawiam się więc, czy da się wznosić otwory. wierzę, że wiele rzeczy można tłumaczyć metaforycznie, że można też użyć świadomie wygięcia formuły, ale w tym przypadku (tego wiersza) wygląda to kulawo.

:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ja moje "oczy prowadzę na smyczy"
dziękuję za koma i serdecznie pozdrawiam :)


żebyśmy się dobrze zrozumiały - zakładam, że Pani wie, czym jest źrenica. zastanawiam się więc, czy da się wznosić otwory. wierzę, że wiele rzeczy można tłumaczyć metaforycznie, że można też użyć świadomie wygięcia formuły, ale w tym przypadku (tego wiersza) wygląda to kulawo.

:) Oki... teraz nawet mi bardziej...
Dzięki :)))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


he, he niech tylko każdy ma u siebie stół i czysty talerz, Lecterku tobie miskę pełną brylantów takich co świat nie widział i nie słyszał o takowych... najedz się, mi wystarczy moja skromność i prostota...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


he, he niech tylko każdy ma u siebie stół i czysty talerz, Lecterku tobie miskę pełną brylantów takich co świat nie widział i nie słyszał o takowych... najedz się, mi wystarczy moja skromność i prostota...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...