Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 95
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zagadka muzyczna - z jakiego utworu pochodzi ten fragment ? ;

into our love the tears crept
just catch in the eye of the storm
and as the house spun round
my dreams pulled me from the ground
forever to search for the faith
for home again

:))

Opublikowano

Kawałek dobrej muzy pod świątynią słońca i pewne elementy koniecznej makabreski, ale nie uprzedzajmy faktów... haha :)

www.youtube.com/watch?v=ssGjCKbyO2E&feature=related

Opublikowano

Prawdziwy płacz podobno nie polega na łzach... wystarczy wbić paznokcie w ścianę i przesuwać... bicie serca i tak jest zawsze bezpłatne... :(

www.youtube.com/watch?v=g_F2ZJ6LHsg

Opublikowano

Sobotnie popołudnie nie może się obyć bez kobiecego piękna Anety Todorczuk i niezmiennie aksamitnego, ciepłego głosu Zbigniewa W. - słusznie zwanego "Plereza", który przypomina markowe wino... z każdym rokiem lepsze i cenniejsze...
z każdym łykiem głębiej wchodzi w krew... :)

www.youtube.com/watch?v=QUzPBFcSDv0

Opublikowano

Czy, jak się ma duże usta, to można lepiej śpiewać? Z pewnością tak... ale trzeba mieć jeszcze głos i wdzięk estradowy, jak ROX... :)

www.youtube.com/watch?v=hXlBAadicBI

Opublikowano

Jessie... z domu Cornish, jak Korniszonek, wie jakie pieniążki zbierać... w 47 sekundzie nagrania można zobaczyć polską "stówę" i to wyraźnie mówi nam, że nasza waluta liczy się na rynkach... muzycznych... co czyni tę niezłą muzykę jeszcze bardziej wartościową w naszych oczach haha :)

www.youtube.com/watch?v=s--Qvui_-f4&feature=fvwrel

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dorota... wcale się nie wystraszyłam... nic a nic... nie przepadam za tatuażami, ale teledysk świetnie zrobiony...
niezwykły - nigdy go nie oglądałam... jestem pod wrażeniem mroczności i zestawu efektów specjalnych...

Czy, żeby dobrze śpiewać trzeba się z tym urodzić? Tak, nawet dwa razy... :)

Uliczna grzebieniówka i ZAZ... :)

www.youtube.com/watch?v=AQ9zeDd0mpg

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       

      Maniuś

       

      Urodziłem się tuż po pierwszej wojnie światowej w Poniatach – rodzinnym gnieździe Poniatowskich herbu Ciołek. Dzisiaj, kiedy nie ma mnie już na tym świecie od niemal czterdziestu lat, moja wnuczka może łatwo sprawdzić w internecie i przeczytać mądrości, że to wcale „nie z tych” Poniatowskich. Ale jak to nie z tych? Skoro z Poniatowskich herbu Ciołek, to przecież, że z tych! Ziemia Zakroczymska była w czasach szlacheckich ważnym ośrodkiem, miejscem kontaktów z władzami królewskimi. Było tam wielu królewskich urzędników.

       

      Jako malec zupełnie się nad tym nie zastanawiałem. A gdy podrosłem, „zostałem” mieszczaninem i robotnikiem. Czasy powojenne były łaskawsze dla chłopów i ludzi pracy. Wtedy niechętnie mówiło się głośno o tym, że przodkowie mieli jakiś herb albo walczyli w narodowych powstaniach. Takie tajemnice lepiej było trzymać w domu.

       

      Gdy byłem jeszcze chłopcem, przenieśliśmy się ze wsi do miasta. Położone było nad piękną, szeroką rzeką, która swoje źródło miała daleko na Kresach. Zamieszkaliśmy na terenach podmiejskich. Ich urok polegał na tym, że na niewielkim kawałku ziemi można było prowadzić własne, tycie gospodarstwo.

       

      Mieliśmy tam wszystko: trochę pola, konie, krowy, owce, kury, indyki i kaczki. Mama i tata nie opływali w luksusy, ale byliśmy samowystarczalni. Żyliśmy z płodów ziemi i z tego, co sami wyhodowaliśmy. Tatuś dodatkowo zarabiał na handlu końmi, a mamusia wkładała całe serce i czas w hodowlę drobiu. To był nasz bezpieczny świat.

       

      Do szkoły nawet lubiłem chodzić. Najbardziej ciekawiła mnie historia oraz polska literatura. Często jednak wygrywało we mnie zwykłe, chłopięce lenistwo. Zdarzało mi się rzucić tornister za przydrożny płot i uciec z kolegami z klasy na wagary. Mówiło się wtedy, że bumelujemy. Całe dnie spędzaliśmy na kąpielach w rzece i zabawie w gęstym lesie.

       

      Mimo tych ucieczek, sporo ze szkoły zapamiętałem na całe życie. Miałem dobrą pamięć do wierszy i piosenek. Uwielbiałem recytować „Powrót taty” Mickiewicza albo bajkę „O Janku, co psom szył buty”. W dorosłym życiu chętnie śpiewałem stare melodie: „Jarzębinę czerwoną”, „W pielgrzymiej szacie”, „Malowany wózek” czy "Czarną morową".

       

      W głębi duszy byłem jednak samotnikiem. Największą radość sprawiało mi... siedzenie na dachu przydomowej szopy. Mogłem tam spędzać godziny, wpatrując się w niebo i obserwując krążące nad domem gołębie.

      Wszystko zmieniło się, kiedy poznałem Klarę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie i od tamtej pory staliśmy się już na zawsze niemal nierozłączni.

       

      Edytowane przez Poet Ka
      wstawienie ilustracji (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...