Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 61
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie mogę patrzeć, jak piękne kobiety giną... znałem... jak zawsze robi na mnie wrażenie... dzięki za przypomnienie

Aura w tym roku kapryśna, ale nie dla wszystkich... ta Aura jest zawsze piękna, jak śpiewa...


www.youtube.com/watch?v=n1kWvmc-aOA&feature=related
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie mogę patrzeć, jak piękne kobiety giną... znałem... jak zawsze robi na mnie wrażenie... dzięki za przypomnienie

Aura w tym roku kapryśna, ale nie dla wszystkich... ta Aura jest zawsze piękna, jak śpiewa...


www.youtube.com/watch?v=n1kWvmc-aOA&feature=related

Gratuluję jakże wymownej kompilacji. Rafinada iście kobiecego przemysłu, okupiona z pewnością kilkoma pryszczami.

www.youtube.com/watch?v=fTUa3qP76wk
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie mogę patrzeć, jak piękne kobiety giną... znałem... jak zawsze robi na mnie wrażenie... dzięki za przypomnienie

Aura w tym roku kapryśna, ale nie dla wszystkich... ta Aura jest zawsze piękna, jak śpiewa...


www.youtube.com/watch?v=n1kWvmc-aOA&feature=related

Gratuluję jakże wymownej kompilacji. Rafinada iście kobiecego przemysłu, okupiona z pewnością kilkoma pryszczami.

www.youtube.com/watch?v=fTUa3qP76wk


Okazuje się, że zamiast Tracy Chapman'a, kliknąłem na Twoją sygnaturkę... stąd wątek o ginących kobietach... zamiast o koniach mechanicznych, ale to nic nie szkodzi... :)
Opublikowano

Tytułem żartu, żeby mieć rozeznanie, co się wyprawia w naszym przełyku podczas śpiewania i mówienia... ale bez skojarzeń, proszę... haha :)

www.youtube.com/watch?v=ajbcJiYhFKY&feature=related

Opublikowano

I lata międzywojenne... dziewczyny zawsze były świetne... takie, jak dzisiaj - w hot pantsach - tak wtedy w kostiumach noszonych przez nasze babcie... i prawdziwy dżentelmen estrady... Maurice Chevalier... :)

www.youtube.com/watch?v=bZig5g5vUIA

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       

      Maniuś

       

      Urodziłem się tuż po pierwszej wojnie światowej w Poniatach – rodzinnym gnieździe Poniatowskich herbu Ciołek. Dzisiaj, kiedy nie ma mnie już na tym świecie od niemal czterdziestu lat, moja wnuczka może łatwo sprawdzić w internecie i przeczytać mądrości, że to wcale „nie z tych” Poniatowskich. Ale jak to nie z tych? Skoro z Poniatowskich herbu Ciołek, to przecież, że z tych! Ziemia Zakroczymska była w czasach szlacheckich ważnym ośrodkiem, miejscem kontaktów z władzami królewskimi. Było tam wielu królewskich urzędników.

       

      Jako malec zupełnie się nad tym nie zastanawiałem. A gdy podrosłem, „zostałem” mieszczaninem i robotnikiem. Czasy powojenne były łaskawsze dla chłopów i ludzi pracy. Wtedy niechętnie mówiło się głośno o tym, że przodkowie mieli jakiś herb albo walczyli w narodowych powstaniach. Takie tajemnice lepiej było trzymać w domu.

       

      Gdy byłem jeszcze chłopcem, przenieśliśmy się ze wsi do miasta. Położone było nad piękną, szeroką rzeką, która swoje źródło miała daleko na Kresach. Zamieszkaliśmy na terenach podmiejskich. Ich urok polegał na tym, że na niewielkim kawałku ziemi można było prowadzić własne, tycie gospodarstwo.

       

      Mieliśmy tam wszystko: trochę pola, konie, krowy, owce, kury, indyki i kaczki. Mama i tata nie opływali w luksusy, ale byliśmy samowystarczalni. Żyliśmy z płodów ziemi i z tego, co sami wyhodowaliśmy. Tatuś dodatkowo zarabiał na handlu końmi, a mamusia wkładała całe serce i czas w hodowlę drobiu. To był nasz bezpieczny świat.

       

      Do szkoły nawet lubiłem chodzić. Najbardziej ciekawiła mnie historia oraz polska literatura. Często jednak wygrywało we mnie zwykłe, chłopięce lenistwo. Zdarzało mi się rzucić tornister za przydrożny płot i uciec z kolegami z klasy na wagary. Mówiło się wtedy, że bumelujemy. Całe dnie spędzaliśmy na kąpielach w rzece i zabawie w gęstym lesie.

       

      Mimo tych ucieczek, sporo ze szkoły zapamiętałem na całe życie. Miałem dobrą pamięć do wierszy i piosenek. Uwielbiałem recytować „Powrót taty” Mickiewicza albo bajkę „O Janku, co psom szył buty”. W dorosłym życiu chętnie śpiewałem stare melodie: „Jarzębinę czerwoną”, „W pielgrzymiej szacie”, „Malowany wózek” czy "Czarną morową".

       

      W głębi duszy byłem jednak samotnikiem. Największą radość sprawiało mi... siedzenie na dachu przydomowej szopy. Mogłem tam spędzać godziny, wpatrując się w niebo i obserwując krążące nad domem gołębie.

      Wszystko zmieniło się, kiedy poznałem Klarę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie i od tamtej pory staliśmy się już na zawsze niemal nierozłączni.

       

      Edytowane przez Poet Ka
      wstawienie ilustracji (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...