Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Szachrajko:

Tiutiu się należało. Nigdy nie chwaliłam tekstów, które na to nie zasłużyły. I przyznałam się publicznie, że nie komentowałam kiepskich tekstów. Styl Twojego głosu w tej dyskusji jest mi obcy, bo jest w nim złośliwość. Nie mam zamiaru "debiutować" de novo! Bo dlaczego niby miałabym?
Twój głos w dyskusji się pięknie prezentuje: O, tak się nie komentujmy!
Nie wniosłaś nic do dyskusji poza paskudną ironią, ale dobrze, bo masz do tego prawo! Prezentujesz swój poziom.
Paraobciążenia? - złośliwość wobec nicku, to nie mój styl.
Przypominam: Nie o mnie tu rozmawiamy, ...

Paracieplutko,

Para:)

  • Odpowiedzi 63
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Maćku,

nie chodzi o to, by komuś "mieszać w wierszach", choć po wklejeniu tekstu do Warsztatu - liczymy na "pomoc", konstruktywną radę... Czyż nie???
Ale komentujmy teksty, na miłość... bo się forum deformuje. Ty nie skomentujesz miernoty, ktoś skomentuje, że "śliczny" i mamy, co mamy!
Komentujmy nawzajem wszystkie teksty! Przecież wyraźnie o tym piszę: Nie tylko te, które są dobre.

Ufff, już chyba nie mam siły tłumaczyć!

Pozdrawiam,

Para:)

Opublikowano

Ciężko być na etacie ciągłego "konstruktywnego" krytyka - to po pewnym czasie męczy i nudzi. Zresztą już wspominane było, że czasem spędzi się 45 minut nad komentarzem, potem dostanie się odpis "dzięki" i tyle.
Gorzej z niereformowanymi co się gnieżdżą w tym nieszczęsnym dziale Zet, tym zimny prysznic jest potrzebny. A i tak teraz jest tutaj wszystko robione w atłasowych rękawiczkach. Szkoda, że grafomanów są legiony, a dobrych krytyków można na palcach policzyć.

Opublikowano

Trudno być ciągle na etacie "konstruktywnego krytyka" - prawda. To zajęcie bywa niewdzięczne.

Zarazem - nie jestem zawodowym krytykiem, mało, nie jestem polonistą nawet, więc wobec samej siebie mam podejrzenia o grafomańskie komentarze. Łatwo narazić się na zarzut braku kompetencji, co bywa wykorzystywane w dyskusjach. Poezja to nie matematyka, niestety. Próbować ulepszać jednak warto. Samych siebie też. Pozdrawiam. E.

Opublikowano
"Szkoda, że grafomanów są legiony, a dobrych krytyków można na palcach policzyć."


I to zdanie wybieram jako "złotą myśl" tego wątku. Tak jest, Michale.

Dzięki, że zabrałeś głos w dyskusji. Jest tak, że boimy się "odwetowców", chcemy unikać kłótni na forum. Rozumiem to. Wiem, że jesteśmy tu wszyscy wrażliwi, choć nie wszyscy "delikatni".
Wszystko trzeba w sobie połączyć ale może także poduczyć się. CO OCENIAĆ W WIERSZU...

Mam wrażenie, że użytkownicy forum nie mają "narzędzi" do analizy, zatem i krytyki wiersza. Ot, co.

Para:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Użytkownicy forum to w większości zwykli zjadacze chleba, mniemam że z dobrym sercem i grzecznością, ale można sądzić z Twoich dywagacji że to literaccy ciemniacy, bez "narzędzi" i pewnie tak jest.
Nie wiem, ale mi się już odechciewa komentowania kogokolwiek jak tu czytam :) Rozumiem że Anna Para i paru innych wymienionych wyżej uznanych twórców ma takie "narzędzia" bo ja ich na przykład nie mam. Bez sensu ta dyskusja się robi wg mnie.
Opublikowano

Elu Ale,

wierz mi, że często nawet polonista ma problem, jak skomentować naprawdę kiepski wiersz. Bo trzeba by napisać szczerą prawdę, tak, żeby nie urazić autora. Szuka się więc eufemizmów, parafrazy, kluczy się, żeby wytłumaczyć... A to zajmuje sporo czasu. Jak mówi Michał, napracujesz się nad recenzją, wskażesz błędy, a potem ktoś Ci odpisuje: A ja wolę częstochowę, bo jestem religijną osobą, i wtedy... ręce opadają. Cóż, forum jest dla wszystkich. Ale już wiem, że nie będę się rozpisywać: popraw to a tamto, ponieważ... Nie. Napiszę po prostu: "To słaby tekst...."
Z tego właśnie powodu zrezygnowałam z omawiania słabych tekstów.

Elu, nie jesteś polonistką? Myślałam, że jesteś. W takim razie jesteś porządnie wykształconą "niepolonistką" i masz doskonalą umiejętność pisania "po polsku".
Gratuluję, pozdrawiam, i dziękuję pięknie za mądre i konstruktywne wnioski w rozmowie.

Opublikowano

Popsutku,

Użytkownicy forum to w większości zwykli zjadacze chleba, mniemam że z dobrym sercem i grzecznością, ale można sądzić z Twoich dywagacji że to literaccy ciemniacy, bez "narzędzi" i pewnie tak jest.
Nie wiem, ale mi się już odechciewa komentowania kogokolwiek jak tu czytam :) Rozumiem że Anna Para i paru innych wymienionych wyżej uznanych twórców ma takie "narzędzia" bo ja ich na przykład nie mam. Bez sensu ta dyskusja się robi wg mnie.



Tak. LUDZIE - UMIEM INTERPRETOWAĆ WIERSZ!!!

Obciach, prawda? I nauczyłam się, jakie kryteria stosować do oceny tekstu literackiego i w dodatku mam na to papiery i publikacje!!!

Obciach, jak jasna choleraaaaaaa!

Co Ty, poeto, wypisujesz? Jak możesz? Masz pióro, to tutaj nie jest do Ciebie. Dyskusja Cię nie dotyczy, daj sobie spokój! Nie ekscytuj się. BEZ SENSU? Odejdź. Nie bierz udziału. Dziękuję za dotychczasowy udział w dyskusji.

Para:)

Opublikowano

Egzegeto,

jaki miły i mądry głos w dyskusji! Dzięki piękne. Wynika z niego, że Egzegeta "rozpoznał", kto dobrze pisze, potem - wziął sobie do serca ich komentarze, po czym wykorzystał je dla kształtowania poziomu wierszy... No, proszę. Można. Ale trzeba chcieć się uczyć, doskonalić, rozwijać.
Dziękuję, Egzegeto.

Para:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


:)
Nie ekscytuję się - próbuję wyłowić cel tej dyskusji. Jedynym rozwiązaniem jest chyba wprowadzenie odpłatności za korzystanie z portalu. Niech będzie PROFESJONALNY :) Póki co jest regulamin. I tyle :))) Reszta to bicie tzw. piany.
Opublikowano

ja do kiepskiego autora (jeżeli hurtowo produkuje żenujące teksty, to nie jest, wbrew pozorom określenie ad personam) wybieram się z reguły dwa razy, potem już mi się nie chce, bo i wiersz znów właściwie ten sam (w 3/4 przypadków serio nie rozróżniam poszczególnych utworów) i reakcja autora ta sama, bez względu na to, czy pokusiłem się o quasimerytoryczny komentarz (to niestety najwyższy osiągalny przeze mnie poziom), czy też spocząłem na złośliwości. w niektórych przypadkach jestem (czy raczej - byłem, bo już się w to nie pakuję) odosobniony w swoich ocenach i chociaż dopuszczam możliwość, że nieświadomie trwam w grzechu i ogromnie się mylę, to zapewniam, że na naszym forum właściwie każdy, włącznie z niżej podpisanym, produkuje od czasu do czasu (chociaż procentowo ustaliłbym to w stosunku 75 do 25 na niekorzyść i nie sądzę, żeby to była gruba przesada) beznadziejne gnioty, które i tak witane są z aplauzem, którego pozazdrościć by mogli naprawdę uznani autorzy, co również skutkuje u mnie efektem wycofania, bo ileż można wychodzić na zoilowatego frustrata? a tak publika ma idola, idol oddanych fanów, a ja mnóstwo uciechy z czytania komentarzy na równie merytorycznym poziomie, co chwalony tekst. z czystym sumieniem można by je skopiować spod jednego wiersza i dalej już wklejać pod każdy kolejny. zapewniam, że ani ja ani nikt inny nie zorientuje się, że komentarze te same, a tekst zupełnie inny (tym bardziej, że niektórzy piszą swoje komentarze najwyraźniej na podstawie wcześniejszych komentarzy, nie na podstawie tekstu). i to właśnie jest symptomatyczne dla ogółu wypowiedzi, nie zaś nie do końca (lub zupełnie) konstruktywna krytyka. tej przynajmniej zdarza się mówić prawdę.

drogie koleżanki i koledzy
gdy ja trafiłem na to forum, było już podobno w fazie schyłkowej (pozostaje żałować, że tak późno), z mnóstwem awantur, manipulacji i kółeczkami TWA (chociaż przyznaję, że łatwo wpaść w tę pułapkę nieświadomie, zwłaszcza gdy się lubi autora, który na dodatek nie schodzi poniżej pewnego poziomu, jednocześnie zapewniam, że to całkowicie uleczalne) ale i tak trafiały się tutaj ciekawe dyskusje, świetne teksty i ogromnie utalentowani ludzie. i nawet jeśli komentarze niekoniecznie były merytoryczne, to przynajmniej nie były pisane przez kalkę, a i reakcje na krytykę były, cóż...powiedzmy, że tylko nieliczni potrafią kochać swoje dzieła z klasą i wdziękiem, o wyciąganiu z niej (krytyki) wniosków nie wspomniawszy.
ach i jeszcze jedna uwaga: pod ostrzałem jest nieustannie zetka, co poniekąd zrozumiałe, ale też było tak zawsze, tylko, że dział dla początkujących nie różni się od niej, nawet przy zachowaniu odpowiedniej skali, zupełnie niczym. obecnie poezja.org jest żałosną karykaturą
i proszę pamiętać, za każdym razem, gdy to was, krótko mówiąc, wkurwi, że zrobiliście to sobie sami.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



I ja mam właśnie za taką krytykę do ciebie szacunek. Dla mnie była wielce pouczająca, zawsze merytoryczna. Trzymam kciuki, żebyś w końcu się wydał.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


cóż, na internet teoretycznie mamy wpływ tu i teraz, a już na pewno ponarzekać możemy tu i bardzo teraz. poza tym, gdzie nam maluczkim do tego wielkiego, strasznego świata tam na zewnątrz? jeszcze by nam ktoś zrobił jaką krzywdę... ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


cóż, na internet teoretycznie mamy wpływ tu i teraz, a już na pewno ponarzekać możemy tu i bardzo teraz. poza tym, gdzie nam maluczkim do tego wielkiego, strasznego świata tam na zewnątrz? jeszcze by nam ktoś zrobił jaką krzywdę... ;)

Tutaj mamy taki mikroświatek. Ja np. do tej pory nie mogę zrozumieć, jak nauczyciele, którzy uczyli o przyjaźni Rosyjsko-polskiej (litery w wielkości właściwej) teraz uczą o agresji sowiecko-niemieckiej na Polskę, jak post komuchy siedzą sobie na wygodnych posadach, a jak ktoś przypomni sobie o nich, to wielkie michnikowskie wycie - że tak nie wolno, bo to nie po chrześcijańsku wypominać i karać.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


cóż, na internet teoretycznie mamy wpływ tu i teraz, a już na pewno ponarzekać możemy tu i bardzo teraz. poza tym, gdzie nam maluczkim do tego wielkiego, strasznego świata tam na zewnątrz? jeszcze by nam ktoś zrobił jaką krzywdę... ;)

Tutaj mamy taki mikroświatek. Ja np. do tej pory nie mogę zrozumieć, jak nauczyciele, którzy uczyli o przyjaźni Rosyjsko-polskiej (litery w wielkości właściwej) teraz uczą o agresji sowiecko-niemieckiej na Polskę, jak post komuchy siedzą sobie na wygodnych posadach, a jak ktoś przypomni sobie o nich, to wielkie michnikowskie wycie - że tak nie wolno, bo to nie po chrześcijańsku wypominać i karać.
Panie Krzywak, w 89 roku miałem 12 lat i nauczyciele byli dla mnie wyłącznie złem wcielonym, nadto, dziwnym trafem, byli to zupełnie inni (fizycznie) nauczyciele od tych uczących mnie wcześniej. Nadto moja rodzina była fifty-fifty, dzisiaj określilibyśmy ją najprawdopodobniej, ze względu na niedostępny wówczas, drugi człon tego słowotworu, komucho(strona ojca)-moherową(druga strona), zaś moi rodzice mieli to wszystko głęboko gdzieś, a ja pominąwszy trudy dorastania, które pochłonęły mnie na kolejne 20 lat, musiałem jeszcze się z nimi wszystkimi dogadać, ba, zdarza mi się z nimi rozmawiać do tej pory. Jednocześnie zapewniam, że żadna ze stron nie kwapiła się nigdy do chrześcijańskiego wybaczania i zapominania, natomiast karania stanowczo zabraniał kodeks karny, więc proszę sobie wyobrazić mnie w okresie dojrzewania. Do tego wszystkiego będąc wspomnianym dwunastolatkiem, byłem równocześnie strasznym tępakiem, więc nieszczególnie mną wstrząsnęło to, że Czterej Pancerni (i prawdopodobnie Pies również), to zwyczajne skurwysyny. W ogólniaku było już ze mną trochę lepiej i jedyne trwałe szkody na psychice, to moja, dotąd nieuleczalna rusofobia. Co prawda nie do końca rozumiem jak to wszystko ma się do naszego orgowego grajdołka, ale mam nieuchronnie pocieszającą świadomość, że nawet przy moim, rakaizawałkuszącym trybie życia, wszyscy ciepłoposadkowicze umrą przede mną, a ich ewentualni kontynuatorzy będą już tylko zwykłymi gnojkami. Dlatego właśnie dochodzę do wniosku, że przemijanie to fantastyczna rzecz. Niestety nie mam tak świetlanych wizji na temat świata polskiej literatury (włącznie z frazą o przemijaniu), zwłaszcza w tej apolitycznej jego części, ale na szczęście wcale się tam nie wybieram ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tutaj mamy taki mikroświatek. Ja np. do tej pory nie mogę zrozumieć, jak nauczyciele, którzy uczyli o przyjaźni Rosyjsko-polskiej (litery w wielkości właściwej) teraz uczą o agresji sowiecko-niemieckiej na Polskę, jak post komuchy siedzą sobie na wygodnych posadach, a jak ktoś przypomni sobie o nich, to wielkie michnikowskie wycie - że tak nie wolno, bo to nie po chrześcijańsku wypominać i karać.
Panie Krzywak, w 89 roku miałem 12 lat i nauczyciele byli dla mnie wyłącznie złem wcielonym, nadto, dziwnym trafem, byli to zupełnie inni (fizycznie) nauczyciele od tych uczących mnie wcześniej. Nadto moja rodzina była fifty-fifty, dzisiaj określilibyśmy ją najprawdopodobniej, ze względu na niedostępny wówczas, drugi człon tego słowotworu, komucho(strona ojca)-moherową(druga strona), zaś moi rodzice mieli to wszystko głęboko gdzieś, a ja pominąwszy trudy dorastania, które pochłonęły mnie na kolejne 20 lat, musiałem jeszcze się z nimi wszystkimi dogadać, ba, zdarza mi się z nimi rozmawiać do tej pory. Jednocześnie zapewniam, że żadna ze stron nie kwapiła się nigdy do chrześcijańskiego wybaczania i zapominania, natomiast karania stanowczo zabraniał kodeks karny, więc proszę sobie wyobrazić mnie w okresie dojrzewania. Do tego wszystkiego będąc wspomnianym dwunastolatkiem, byłem równocześnie strasznym tępakiem, więc nieszczególnie mną wstrząsnęło to, że Czterej Pancerni (i prawdopodobnie Pies również), to zwyczajne skurwysyny. W ogólniaku było już ze mną trochę lepiej i jedyne trwałe szkody na psychice, to moja, dotąd nieuleczalna rusofobia. Co prawda nie do końca rozumiem jak to wszystko ma się do naszego orgowego grajdołka, ale mam nieuchronnie pocieszającą świadomość, że nawet przy moim, rakaizawałkuszącym trybie życia, wszyscy ciepłoposadkowicze umrą przede mną, a ich ewentualni kontynuatorzy będą już tylko zwykłymi gnojkami. Dlatego właśnie dochodzę do wniosku, że przemijanie to fantastyczna rzecz. Niestety nie mam tak świetlanych wizji na temat świata polskiej literatury (włącznie z frazą o przemijaniu), zwłaszcza w tej apolitycznej jego części, ale na szczęście wcale się tam nie wybieram ;)

Sam Lem właśnie tak charakteryzował "dzisiejszą" (2004-2006) literaturę - młodzi ludzie nie garną się do oceniania rzeczywistości, ogólnie to wszystko im jedno. I dalej też wspominał o internecie, a co ma jedno z drugim, warto czasem wiedzieć. Dlatego "Rasę drapieżców" polecam.
Dalej - pan narzeka na swoje, ja na swoje - co w tym dziwnego? Dla mnie właśnie tak się uczy dzieci - bez jakiejkolwiek wiedzy, byle poszedł taki do pracy myśląc, że jest fajny. A potem dziwić się, że ( i tutaj dalej Lem): czytam listy bestselerów, a tam Grochola, Grochola, Stasiuk i Grochola...
Opublikowano

Trzeba przyznać, że trochę zboczyliście z tematu...


Adamie:

Pamiętam pierwsze kroki na forum i Twoje konstruktywne komentarze. Bardzo Ci za nie dziękuję, choć przyznam, trochę "negocjowałam". Hmmm, teraz rozumiem, dlaczego przestałeś komentować moje teksty;))))
Masz rację, zrzucając winę za spadek poziomu forum na samych użytkowników. Właśnie o tym mówię od początku.
Dzięki,

Para:)

Opublikowano

Wrócę do początku wątku. Spróbujmy się zrozumieć zamiast podejrzewać. Myślę że Anna chce jedynie odrobinę więcej autentyczności. Przecież każdy z nas cierpi na nadmiar fantazji.

Z góry przepraszam za moralizatorski ton.

Bawmy się tym co robimy. Emocje mają budzić wiersze nie komentarze.
Acha ... miło mi z Wami. Skrzydła przy Was rosną i tylko szkoda, że nikt mi już licencji nie wyda na start….. Brak miejsc do lądowania

Opublikowano

Dyziu,

bardzo dziękuję za dokładne zrozumienie moich intencji. Nie miałam zamiaru budzić agresji, wszczynać dyskusji politycznych. Bynajmniej. Wypowiedziałam się na temat żenującego obniżenia poziomu forum, uderzając się w pierś: To także moja wina, ponieważ przerażona "odwetami" po prostu stchórzyłam, żeby "nie ruszać" tego, co słabiutki i bez talentu. Czy tylko ja? Ja sama nie narozrabiałabym na taką skalę!
Już ściągnęłam na siebie "odwet". Trudno. Nie wycofuję się rakiem.
Jeszcze raz podkreślam: brzydzą mnie wulgarne, krzywdzące komentarze. Nigdy takich nie pisałam, ale już nie będę mijała obojętnie "słabizny". Napiszę, co o niej myślę. I zrobię to konstruktywnie, kulturalnie, ale SZCZERZE!

Dzięki, Dyziu,

Para:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Ciepło u Ciebie, można się ogrzać:) Lepiej mieć Wróbla w garści:)
    • Naprzeciw mnie stała sztaluga  z gotowym płótnem. Obok niej Wild miał swój,  mały stolik na kółkach. Był cały pobrudzony pozostałościami farb, których słoiczki stały na nim  wraz z paletą oraz zestawem pędzli. Patrzyłem jak Wild krząta się jeszcze  przez chwilę po drugiej stronie izby. Szukał czegoś pod stołem. Po chwili to znalazł. W jego dłoni, odzianej o dziwo w wełnianą rękawiczkę  spoczywały dwa cynowe,  pojedyncze świeczniki. Zabrał je ze sobą. Ustawił na stoliku  pomiędzy mną a swoim stanowiskiem. Wziął z parapetu okna  dwie świeże świece o krótkich knotach i umieścił je w świecznikach. Wyprostował się z trudem  i już miał odpalić świece  gdy widać przypomniał sobie o czymś, szybkim ruchem sięgnął do zamaskowanej w materiale płaszcza kieszeni  i wyjął kolejny zwitek kartki. Wręczył mi go. Odebrałem go i odczytałem treść.   Panie Scholl. W trosce o prywatność i dobre samopoczucie  zarówno Pana jak i moje, zadbam o to by żaden szczegół mający wpływ na atmosferę pracy, nie zakłócał nam porządku ani stanu nerwów. Widział Pan przecież po wejściu do domu, moje rozwieszone prace. I zdaje sobie sprawę,  że nie był to odbiór łatwy  i nie pozostawiający  uczucia ciężkiego wstrząsu psychicznego. Moje dzieła nie są z pewnością  przyjemnym dla oka pejzażem. Dlatego też pozwolę zapalić sobie  te dwie dodatkowe świece, ich ostre światło będzie barierą zasłaniającą  moje prace jak i mnie samego.  Jestem schorowanym starcem Panie Scholl a choroba która mnie dotknęła, zebrała z mego ciała  wstrząsające do głębi krwawe żniwo. Może mi Pan wierzyć,  że lepiej ślepnąć delikatnie  od blasku ognia  niż patrzeć na to co straszna choroba  potrafi zrobić z ludzkim ciałem. Nie mogę malować z twarzą pod kapturem  ani dłońmi ukrytymi pod rękawiczkami, dlatego będę musiał się odkryć i mam głęboką nadzieję, że nie dojrzy Pan zbyt wiele traumatycznych obrazów  starczej choroby. Serdecznie Pana za to przepraszam. Jeśli blask świec będzie zbyt ostry  i godzić będzie w Pana wygodę  to oczywiście gotów w każdej chwili jestem  na to by zrobić nam obu dogodną przerwę. Jeszcze raz przepraszam za tak ekscentryczne zachowania i metody.   Zanim udało mi się dobrnąć do końca notatki, Wild w tym czasie odpalił świece  i zasiadł z wyraźną ulgą na krześle przysłoniętym sztalugą. Byłem w stanie zrozumieć go. Ciężko chorował. Choroba była tajemnicza  lecz widać nad wyraz okropna  jeśli chodzi o objawy i jej ślady. Jego podejście i owszem było ekscentryczne, lecz nie szalone  czy mające znamiona zbrodnicze. Bezsprzecznie był utalentowanym malarzem i obytym człowiekiem sztuki. Fascynował mnie na tyle głęboko, że z coraz mniejszą dozą lęku, zwróciłem ku jego osobie swe oblicze.     Świece spełniały swą rolę. Widziałem tylko rozmyte, mleczne światło, mocno zaostrzone,  pozostałym z izbie mrokiem. Początkowo patrzyłem dzielnie, potem zacząłem mrużyć oczy, naleciało w nie całkiem sporo łez, więc zamykałem je, próbując się ich pozbyć. Po czasie, światło wręcz piekło, niczym bariera jakiegoś magicznego ognia. Widziałem tylko zarys postaci Wilda. Nic nie zdradzające kontury. Widziałem jak kaptur ląduję na jego karku, a rękawice na stoliku z farbami. Widać zapozowałem idealnie  bo nie widziałem żadnych ruchów jego dłoni  z prośbą o przesunięcie głowy,  wyprostowanie pleców czy osunięcie ramion. Wild nałożył kilka kolorów na paletę, na chwilę znieruchomiał zupełnie  po czym usłyszałem pierwszy rys na płótnie.     Sesja trwała. Sam nie wiem ile czasu zdołało upłynąć. Był środek nocy  czy jednak zbierało się już  ku szarówce przedświtu. Nie prosiłem o przerwę, choć zdrętwiałem zupełnie  od wymuszonej pozycji. Byłem też głodny. Żołądek co rusz sygnalizował mi to  cichym pomrukiem  a ja starałem się jedynie  skupić na wiązce ognia. Nie myślałem o zmęczeniu czy śnie. Byłem zahipnotyzowany przebiegiem sesji. Mój umysł tracił, właściwe sobie skupienie. Wild także nie prosił powstaniem o przerwę. Był całkowicie pochłonięty pracą. Bez przerwy słyszałem tylko pracę pędzli  i grzechot słoiczków z farbą. Wydawało mi się,  że z rzadka uchylał się na bok, by widzieć mnie dokładniej. Nie widziałem twarzy, lecz z pewnością ogień, zmieniał barwę jego oczu  na zupełnie nieludzką, głęboką czerwień. Innym razem poprawiał płótno w ramach i mogłem dostrzec zarys jego palców. Wydawały się śliskie, blade  i pokryte strupami czy głębokimi ranami. Im więcej ruchów wykonywał. Tym mocniej w pomieszczeniu  rozchodził się odór słodkiej duszności. Odór jego choroby i niemocy ciała. Im dłużej trwała sesja, tym Wild widocznie opadał jednak z sił. Jego oddech dało się słyszeć z daleka. Był świszczącym rzężeniem, które tu pośrodku zapomnianego cmentarza, mogło wydawać się głosem upiora.     Wreszcie gdy zapadłem się zupełnie w  halucynogennych obrazach wyobraźni i nie potrafiłem odróżnić już godziny od minuty oraz dnia od nocy. Wild przerwał pracę. Nasunął kaptur na głowę, sięgnął po rękawiczki. Założył je powoli a potem wstał  i zaprosił mnie gestem do siebie. Podniosłem się i dopiero teraz  poczułem ulgę połączoną ze zmęczeniem. Podszedłem do Wilda. Choć odór jego ciała  nie pozwolił mi podejść  tak blisko jakbym chciał. Ten widać nie urażony zupełnie. Wskazał z nieukrywaną dumą na płótno. Zajrzałem i ja.     W jednej chwili byłem gotów  odwołać to wszystko co mówiłem  o stateczności umysłu Wilda. Był szaleńcem  i jego obraz potwierdzał to zupełnie. Na obrazie a i owszem byłem ja. Lecz jakby starszy o kilkanaście lat, z zapuszczonym jasnobrązowym wąsem i cieniami pod powiekami. Nie to było jednak najgorsze. Moja cała twarz nosiła ślady ran,  trupiego opadu  i zaawansowanego rozkładu tkanek. Ja na obrazie,  zamarłem z uczuciem  całkowitego zdziwienia na twarzy i oczach. Usta sine i z pewnością martwe, były szeroko otwarte  a z pomiędzy obwodu zębów i cofniętego gdzieś w głąb krtani języka, wychynęła na powierzchnię świata postać tak dalece bluźniercza w odbiorze, że musiałem odwrócić wzrok. Był to olbrzymi i namalowany jak żywy,  trumienny czerw w złotej, królewskiej koronie. Jego pobratymcy, żerowali w moich ranach. W dziurach na policzkach i szyi. Było ich całe mrowie. Kolonia czerwi,  posilająca się moim trupem. Tego było dla mnie zbyt wiele. Uwolniłem się od uścisku ramienia Wilda  i porwałem się w rajd  przez naznaczone  mroźnym przedświtem mogiły. Próbując zapomnieć o robaku, którego ten obraz zagnieździł mi w ciele.   Minął tydzień, który nie dał mi nawet grama ukojenia. Popadłem w stan przedziwny, nazwałbym go melancholijną psychozą. Nie trwałem w delirycznym stanie agresji. Nie mówiłem o Wildzie nikomu. Ciągle jednak widziałem  trupie twarze z obrazów. Oblicze cmentarnego robaka w koronie. I ja w tym wszystkim. Starszy, zmieniony… martwy. Nie zyskałem nic  oprócz głębokiego rozstroju  umysłu i nerwów. Pieniądze pozostały w kopercie  w domu Wilda. Nie byłem w stanie  zarobić teraz nawet pensa. Nie mogłem jeść ani pić. Wszystko stawało mi w gardle, zupełnie jakby trafiało na żywą przeszkodę. Króla rozkładu.   Zupełnie niespodzianie rankiem  zapukano do moich drzwi. Wstałem z ociąganiem  i dopiero wtedy gdy  pukanie przemieniło się  w prawdziwe dudnienie  otworzyłem drzwi spodziewając się komornika lub grupy wierzycieli. Był to chłopiec od Wilda. Przywitał mnie ukłonem  i szczerym uśmiechem. W ręku trzymał kopertę. Wręczył mi ją ze słowami. Pan Wild przesyła list  i serdeczne pozdrowienia, oraz życzenia  jak najszybszego powrotu do zdrowia. Nie czekając na moją reakcję ani zapłatę ruszył w dół schodów.     Wróciłem do salonu i już miałem cisnąć kopertę w ogień kominka, ale powstrzymałem się w porę. Ciekawość zwyciężyła. Zerwałem lak. W środku oczywiście był złożony list  jak i ku mojemu zdziwieniu pieniądze, pomnożone jednak co najmniej dwukrotnie  od pierwotnie obiecanej kwoty  tamtego wieczora. Chwilowo porzuciłem zainteresowanie kwotą i sięgnąłem po list.   Panie Scholl    Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie żywię do Pana absolutnie żadnej, nawet najbardziej lichej urazy. Wina spoczywa tylko i wyłącznie po mojej stronie a pańska reakcja była całkowicie zrozumiała i uzasadniona. Jestem przeto człowiekiem głębokiej kultury  i nie mógłbym zostawić teraz Pana  z tymi wszystkimi pytaniami,  szczególnie w tak ciężkim stanie nerwów  jaki Pan bezsprzecznie przeżywa. Oczywiście chciałem również  rozliczyć się z Panem, podziękować za bycie moim modelem a z racji tak niespodzianych problemów, podwoić stawkę wypłaty. A teraz przejdźmy do meritum. Widzi Pan, moje dzieła. Portrety tych mężczyzn. Ich makabryczne,  zabrane przez rozkład i śmierć twarze. Oni wszyscy pozowali jak Pan i przysięgam na Boga,  że wszyscy robili to żyjąc. Nie wykradam ciał z grobów  ani nie morduje swoich klientów. Zaręczam o tym. Zapyta Pan z pewnością. Skoro pozowali za życia  to jak stali się martwi? Można powiedzieć, że widzę przyszłość każdego swojego modelu. Choć może to zbyt wiele powiedziane. Widzę tylko to  jak przyjdzie im rozstać się z życiem. Te wszystkie tragedię. Już ich dotknęły  lub dotkną w niedługim czasie. Pana niestety również. Skoczy Pan za kilkanaście lat z dachu siedziby miejskiego banku. Pieniądze nie dadzą Panu szczęścia. Żałuję. Część z moich modeli  jeszcze chodzi po świecie  i cieszy się życiem jak Pan. Ale skończą tak jak na moich obrazach. Zapyta Pan i słusznie, skąd mam pewność? Tego nie umiem wytłumaczyć. Wykształciło mi się to po moim wypadku, który odebrał mi wszystko oprócz talentu. Uzna mnie Pan za szaleńca. Groźnego obłąkanego samotnika. Mój dom, cmentarz, atmosfera  i nocne sesje. Wszystko wskazuje na szaleństwo. Ale wiem, że widział Pan pewne szczegóły  w moim wyglądzie  a także czuł słodki zapach w moim domu. A co gdybym Panu powiedział, że mój wypadek zakończył się tragicznie. Moją chorobą jest śmierć. Malując Pana byłem martwy. Jestem martwy od wielu, wielu lat.     Uwierzyłem w każde jego słowo. Tak jak w robaka w koronie, który cicho chrzęścił odrażającymi odnóżami, gdzieś opodal  mojego bijącego szaleńczo serca. A za kilkanaście lat opuści swego żywiciela przez rozwarte martwo usta.   Dedykuję Lenore Grey, z podziękowaniem za to, że jej niesamowita wyobraźnia, pobudza mnie do pisania coraz lepszych utworów.  
    • @Czarek Płatak onomatopeje trzask szum, stuk puk - nadają surowości,  surrealistycznego dotyku. A i jest tu zmysłowość.  
    • @viola arvensis epifora wdzierająca się w serce, a jednak, pomimo bólu, rozdarcia "przypadek beznadziejny"- ma nadzieję jeszcze ma pomimo wszystko, pomimo, że jest mu jeszcze dane spełnienie.  
    • @Somnia   Dziękuję! Wrzuć głosówkę to się przekonamy

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...