Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Piękny wiersz.
Zawsze robiłem wszystko dla siebie.
Dla siebie studiowałem, biegałem, uczyłem przemówień i poznawałem wiele tematów. Dla siebie. Ciągle byłem fanem samorozwoju. Dla siebie.
Zamiast się czegoś nauczyć drogą moich prób i błędów.
W myślach od świata uciekłem.
Teraz czuje, że to wszystko za czym biegałem straciłem. Może mnie jaka deprecha łapie ;).
Nic mnie już właściwie nie jara. Nie wiem co mógł bym dać.
Ale kilka osób pokazało mi, że jeśli nie ma już się nic. I pozostaje smutek.
To właśnie wtedy trzeba ruszyć dupę.
I w końcu zrobić coś pożytecznego.
Może się czegoś życie jak i od życia się nauczę.
Choćbym pozostał telemarketerem
Albo pracował na kasie w markecie
Mogę pokazać jak się żyje będąc śmieciem.

Opublikowano

Bolesławie:


Miksturę takiego specjału,
tych wyznań i Twojej czułości,
wypijasz codziennie pomału,
ten łyczek uczucia miłości.


i sycisz się nią wciąż spragniony
posilasz czas przyszły wśród słów,
małymi łyczkami, zdumiony,
że pragniesz jej znowu, i znów

:)

Dziękuję pięknie. Cieplutko,

Para:)

Opublikowano

Prawda to oczywiście
przy lichym świetle źle widzi mi się
I czuje że coś rozumiem
ale jeszcze nie wszystko
a na pewno nie wszystko umiem
Kiedyś wydawało mi się, że jestem wszechmocny
Ale mnie naprostowano
Teraz żem najsłabszy, kiedy wstaje rano.
I czasem wiruje moja głowa
I jeszcze nie wiem czy kontrolować czy nie kontrolować
Żyje jakby trochę zawieszony
między tym, co z tej i z tamtej strony.

Opublikowano
niech pędzi już bez nas ten świat.

I to jest nieuchronny skutek przemijania nas, świat zostaje, ale nie w tyle... Zbliża się do "beznas"
Więc delektujmy się nim, sobą, póki siebie jeszcze mamy.
Piękne przesłanie pozwoliłaś wyczytać z wiersza, Aniu.
Pozdrawiam serdecznie, Grażyna.
:)
Opublikowano

Aniu, widzę troszkę inaczej to "beznas". jest tu ogrom smutku. niby jest miłość ale ...czyżby dzieliła odległość? tak czy siak - przepiękny wiersz :)))))
aha, i jeszcze super tytuł - "dosypuj mnie" to jakby "podtrzymuj, podsycaj, dodawaj do siebie"

cieplutko pozdrawiam -
Krysia

Opublikowano

Cezary:

Nieprawda.

Ale dziękuję za czytanie i komentarz. Nie lubię, kiedy komentarz odnosi się tylko do treści, bowiem ta wcale nie musi dotyczyć realnej sytuacji i stanu ducha autorki, jak doskonale wiesz.

Niemniej - dziękuję za pozdrowienia. Wzajemnie. I niech Ci się wiedzie.

Para:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pisze się  zombi - Google.com przepraszam, ale musiałem, ponieważ ząbi kojarzyć się może z zębami ;))) wiersz na plus    pozdr.     **********************************  
    • miasto wypociło strupiałą skórę wciska nam twarze w krwawiący beton. jest dziś jak otwarty brzuch, rozpruty nocą nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują. zaułek oddycha parą z kanałów, neonami, które szarpią oko padaczka świata, jak nerw, którego nie da się już uspokoić. każdy zaułek jest zgrzytaniem zębów o szkło. w zaułku, gdzie śmietnik cuchnie rzeźnią, a mur pamięta więcej potu niż modlitw. stoimy blisko, za blisko aż coś trzeszczy między nami. brakuje miejsca na oddech. jej płaszcz to skóra, którą zdzieram zębami jak z padliny, pod spodem musi być wyjście albo przepaść. nasze ciała płoną w zaułku jak trupy jakby miasto oblało nas benzyną i rzuciło niedopałek neonu. moje dłonie nie pytają, wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek rozrywamy się na pół. moje ciało w twoim jako jedyny miękki punkt w którym jeszcze nie ma betonu. wiedzą tylko, gdzie boli najbardziej. między nami zwarcie jak kabel bez izolacji, skurcz, który wykręca palce na biodrach. usta nie mówią. usta to rozszarpana rana, zszywana na brudno w bramie, zardzewiałym drutem i jej śliną, bez znieczulenia, na żywca. miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy, czy jeszcze drgniemy. jesteśmy jak dwa szczury w tętniącym kanale, które miasto przeoczyło przy dezynfekcji. oddech wpada w oddech, jakby miasto dławiło się własnym tętnem, próbowało nas wypluć i nie mogło. cegły wrzynają się w łopatki, miasto chce nas żywcem wmurować w siebie. czuję, jak pęka tynk pod twoim ciężarem, ściana nie chce być świadkiem. czas wymiotuje pod ścianą skowyczącym echem wdeptany w asfalt przez tych, co zdążyli nas przeżyć. my jeszcze nie my jeszcze w sobie. to nie jest czułość. to odruch przetrwania. to panika ciała, że za chwilę znów będzie samo, że noc trzyma nas jeszcze tylko dlatego, że miasto nie zdążyło zgasić światła, że świt zabierze wszystko, co teraz drży. dwoje ludzi przestaje się mieścić we własnej skórze w zaułku wielkiego miasta, gdzie miłość nie ma imienia, ma tylko puls temperaturę i ślady, które miasto zliże jak krew, zanim przełkniesz własny strach. ale ciało zapamięta.                  
    • Ma - wiadomo, da i wam.    
    • A kres jaj, serka.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...