Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

w połowie nieświadomych myśli
między jedną a drugą kombinacją
dostarczasz nowych ułamków
na rozważania nadmiarem ust

wśród równań o wielu rozwiązaniach
chcę być dla ciebie rozwiązłą
niewiadomą jak rzeczywistość
przed zaśnięciem wyginać się w łuk

Opublikowano

Pewna stała rzeczywistość, którą peelka moduluje, chce prowokować uwagę, możliwe, że sam peel jest za pan brat z takimi niewiadomymi ;) wiersz inny od pozostałych Twoich, powiedziałbym, że bliższy formie Ani Myszkin erotyk, "myślący" ;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jeśli miałby to być erotyk "matematyczny"
to w pierwszej strofie trochę brakuje mi tej matematyki,
sam ułamek matematyki nie czyni :)
tak myślę czy w miejsce "komplikacją" nie wstawić - kombinacją
a może kombinacją z powtórzeniami :)

No i szukam tej stałej, niezmiennej.
Ale widocznie źle szukam:)
Druga strofa dobra, może nawet bardzo dobra.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jeśli miałby to być erotyk "matematyczny"
to w pierwszej strofie trochę brakuje mi tej matematyki,
sam ułamek matematyki nie czyni :)
tak myślę czy w miejsce "komplikacją" nie wstawić - kombinacją
a może kombinacją z powtórzeniami :)

No i szukam tej stałej, niezmiennej.
Ale widocznie źle szukam:)
Druga strofa dobra, może nawet bardzo dobra.
Z tą kombinacją, to nieźle wykombinowane :
Już lecę zmieniać, dzięki.

W szukaniu może lepsza od matematyki okazać się fizyka, ma takie fajne prawa o przyciąganiu, ciążeniu... :))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



no cieszę się, że na tak,
ale lepiej będzie brzmiało:

między jedną a drugą kombinacją

głośno poczytaj i sama się przekonasz.
Egzegeto, jesteś wielki!
Dziękuję za współudział w umatematycznieniu pierwszej strofki :))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Pociąg zwany... matematyką- to byłby całkiem ciekawy tytuł, chyba czuję teraz lekki niedosyt, zestawiając z nim swój.
Fajnie, że zajrzałaś.
:)
E, jaki niedosyt? Constans to bardzo dobry tytuł dla erotyku, bo przewrotny: w miłości i seksie nic nigdy nie jest stałe i niezmienne. ;-) To nieustająca i bardzo dynamiczna ewolucja!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pisze się  zombi - Google.com przepraszam, ale musiałem, ponieważ ząbi kojarzyć się może z zębami ;))) wiersz na plus    pozdr.     **********************************  
    • miasto wypociło strupiałą skórę wciska nam twarze w krwawiący beton. jest dziś jak otwarty brzuch, rozpruty nocą nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują. zaułek oddycha parą z kanałów, neonami, które szarpią oko padaczka świata, jak nerw, którego nie da się już uspokoić. każdy zaułek jest zgrzytaniem zębów o szkło. w zaułku, gdzie śmietnik cuchnie rzeźnią, a mur pamięta więcej potu niż modlitw. stoimy blisko, za blisko aż coś trzeszczy między nami. brakuje miejsca na oddech. jej płaszcz to skóra, którą zdzieram zębami jak z padliny, pod spodem musi być wyjście albo przepaść. nasze ciała płoną w zaułku jak trupy jakby miasto oblało nas benzyną i rzuciło niedopałek neonu. moje dłonie nie pytają, wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek rozrywamy się na pół. moje ciało w twoim jako jedyny miękki punkt w którym jeszcze nie ma betonu. wiedzą tylko, gdzie boli najbardziej. między nami zwarcie jak kabel bez izolacji, skurcz, który wykręca palce na biodrach. usta nie mówią. usta to rozszarpana rana, zszywana na brudno w bramie, zardzewiałym drutem i jej śliną, bez znieczulenia, na żywca. miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy, czy jeszcze drgniemy. jesteśmy jak dwa szczury w tętniącym kanale, które miasto przeoczyło przy dezynfekcji. oddech wpada w oddech, jakby miasto dławiło się własnym tętnem, próbowało nas wypluć i nie mogło. cegły wrzynają się w łopatki, miasto chce nas żywcem wmurować w siebie. czuję, jak pęka tynk pod twoim ciężarem, ściana nie chce być świadkiem. czas wymiotuje pod ścianą skowyczącym echem wdeptany w asfalt przez tych, co zdążyli nas przeżyć. my jeszcze nie my jeszcze w sobie. to nie jest czułość. to odruch przetrwania. to panika ciała, że za chwilę znów będzie samo, że noc trzyma nas jeszcze tylko dlatego, że miasto nie zdążyło zgasić światła, że świt zabierze wszystko, co teraz drży. dwoje ludzi przestaje się mieścić we własnej skórze w zaułku wielkiego miasta, gdzie miłość nie ma imienia, ma tylko puls temperaturę i ślady, które miasto zliże jak krew, zanim przełkniesz własny strach. ale ciało zapamięta.                  
    • Ma - wiadomo, da i wam.    
    • A kres jaj, serka.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...