Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

przyzwolenie rozsiewa pyłki
zachłannie
wędrują do sekretnych zaułków
wodzą na pokuszenie
rozsupłane pętelki w gorsetach
rzuconych niedbale

zachłyśnie bielą rozdana talia
magdalen
eter w powietrzu zagarnie nozdrza
snem draśnie i zniknie

zdyszane miasto dzwoni na gapiów
dyschronem
przesypuje w sieci resztki
codzienności zastawionej w lombardzie
za szypułki pępowin
z rozmysłem powlekane słońcem

ulicznym dorzeczem spływają balony
wysycha śmiech
w przesmyku między wąskimi uliczkami
dzień wsiąka w zakamarki nocy
rozmytym makijażem

z cichej krypty nieba uchodzi
w nazajutrz
studnia poza zasięgiem łaknienia
zarasta snami

Opublikowano

Można odpocząć przy Twoim wierszu. Wymusza skupienie. I ciszę. Potrzebną...
Pozdrawiam.

Opublikowano

Witaj Grażynko - Można odpocząć przy Twoim wierszu. Wymusza skupienie. I ciszę. Potrzebną...
Pozdrawiam.




Dnia: Wczoraj 15:01:26, napisał(a): Popsuty
Komentarzy: 919

Zgadzam się z powyższym kom.
Zamykam oczy i widzę ten miły obrazek .
Wiersz na tak - od początku do końca - a studnia bajka .
pozd.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



to zarastanie, pępowiny, rozmyte makijaże - plastycznie u ciebie jak zwykle, co mnie się podobowywuje:)
klimat jak w PACHNIDLE
:)
jak miło Babo, że pamiętasz pępowiny :)
za czytanie i klimat podziękowania
pozdrawiam serdecznie
:)
Opublikowano

Tak, Grażynko, tematycznie zeszliśmy się, ale Twój wiersz ładniejszy, plastyczniejszy, choćby ten fragment:

"ulicznym dorzeczem spływają balony
wysycha śmiech
w przesmyku między wąskimi uliczkami
dzień wsiąka w zakamarki nocy
rozmytym makijażem"

Pozdrawiam.
J.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pisze się  zombi - Google.com przepraszam, ale musiałem, ponieważ ząbi kojarzyć się może z zębami ;))) wiersz na plus    pozdr.     **********************************  
    • miasto wypociło strupiałą skórę wciska nam twarze w krwawiący beton. jest dziś jak otwarty brzuch, rozpruty nocą nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują. zaułek oddycha parą z kanałów, neonami, które szarpią oko padaczka świata, jak nerw, którego nie da się już uspokoić. każdy zaułek jest zgrzytaniem zębów o szkło. w zaułku, gdzie śmietnik cuchnie rzeźnią, a mur pamięta więcej potu niż modlitw. stoimy blisko, za blisko aż coś trzeszczy między nami. brakuje miejsca na oddech. jej płaszcz to skóra, którą zdzieram zębami jak z padliny, pod spodem musi być wyjście albo przepaść. nasze ciała płoną w zaułku jak trupy jakby miasto oblało nas benzyną i rzuciło niedopałek neonu. moje dłonie nie pytają, wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek rozrywamy się na pół. moje ciało w twoim jako jedyny miękki punkt w którym jeszcze nie ma betonu. wiedzą tylko, gdzie boli najbardziej. między nami zwarcie jak kabel bez izolacji, skurcz, który wykręca palce na biodrach. usta nie mówią. usta to rozszarpana rana, zszywana na brudno w bramie, zardzewiałym drutem i jej śliną, bez znieczulenia, na żywca. miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy, czy jeszcze drgniemy. jesteśmy jak dwa szczury w tętniącym kanale, które miasto przeoczyło przy dezynfekcji. oddech wpada w oddech, jakby miasto dławiło się własnym tętnem, próbowało nas wypluć i nie mogło. cegły wrzynają się w łopatki, miasto chce nas żywcem wmurować w siebie. czuję, jak pęka tynk pod twoim ciężarem, ściana nie chce być świadkiem. czas wymiotuje pod ścianą skowyczącym echem wdeptany w asfalt przez tych, co zdążyli nas przeżyć. my jeszcze nie my jeszcze w sobie. to nie jest czułość. to odruch przetrwania. to panika ciała, że za chwilę znów będzie samo, że noc trzyma nas jeszcze tylko dlatego, że miasto nie zdążyło zgasić światła, że świt zabierze wszystko, co teraz drży. dwoje ludzi przestaje się mieścić we własnej skórze w zaułku wielkiego miasta, gdzie miłość nie ma imienia, ma tylko puls temperaturę i ślady, które miasto zliże jak krew, zanim przełkniesz własny strach. ale ciało zapamięta.                  
    • Ma - wiadomo, da i wam.    
    • A kres jaj, serka.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...