Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

tylko wtórnie wobec spodziewanego
odbijam się w kałużach szyb

nawet najbliżsi odjechali
po strunach cierpliwości

czas się ześliznął do stóp
nylonowej pończoszki

jeszcze na styku
między ustami a śniegiem filigranu

drży kropla śliny
ostatnie wcielenie

proszę mnie przeczesać
z przedziałkiem na zawsze

zanim rzucę

palenie

Opublikowano

palenie grozi śmiercią lub kalectwem!

BIERZ SIĘ ZA TOMIK!!!!!!!!! (mówi Ci to bliska - może nie najbliższa - osoba)
to cholernie pracochłonne, wciąga, uruchamia najbliższych ;) i zasłania świat cały - na długo!
a Twoje wiersze czekają!!!!!!!
ten również!
buziak, Paruniu!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Powiem tak :-)). Wiersz podoba mi się bardzo, pomimo, że nie całkiem go rozumiem. :-))

Tzn. rozumiem, ale intuicyjnie, a nie do końca logicznie - jeśli wiesz o co mi chodzi. :-)))
Tak czy siak, masz styl, który przyciąga. Zwracasz uwagę pojedynczymi frazami.
Rzeczywiście powinnaś pomyśleć o tomiku :-)). a
Opublikowano

Anno Rebajn:

Dzięki piękne. Takie tam "pisywanie" - wkrótce na pewno mi przejdzie. Nie ma powodów, żeby to "uwieczniać" na papierze. Pojedyncze wiersze czasem się ukazują to tu, to tam. To mi wystarcza.
Cieplutko,

Para:)

Opublikowano

O ile "pończoszki " mnie wzruszyły o tyle Usta + filigran ( między ustami a brzegiem pucharu)
w odniesieniu do peelki wydały sie zbyt sztuczne , czy wydumane, czy artystowskie, czy młodoplskie, czy wdzięczące się. Ale mówię - tylko to. Poza tym wiersz podoba mi się.

Opublikowano

Wodniku:

A niechże Cię uścisnę! Byłam pewna, że nikt nie zgadnie tytułu "Między ustami a brzegiem pucharu"!
Brawo! No i dobra, w takim razie - "wdzięczę się". Wszak wiesz, że ta powieść to pastisz taniego romansidła.
Dzięki, wdzięcznie, cieplutko,

Para;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...