Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jestem bogata!
Zapracowałam!
Mogę wszystko kupić!
Też i uczucia!

Poetka pisze:
uczucie to mgiełka
z mądrości się wysnuwa
bogatym czyni ego
daje nieoczekując niczego

Ta krowa co mi kupuje wszystko
Na nerwach gra napastliwością
Ciągłe pretensje do mnie rości
Wyłączyć jej jakoś tę gębę złości?

Mąż mówi:
kotku bogactwem
sny kupić możesz
światy odwiedzić
lepsze od tego

Ta krowa ciągle naćpana
Bachora też mam w tyłku
Niech da mi jeszcze milion
Jak nie, natłukę po pysku!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuję Messalinie. Właściwie, to ja nie mam być ambicji poetką tylko wierszowanym kronikarzem rzeczywistości, i staram się zachować obiektywizm.
Pozdrawiam cieplutko
po przeczytaniu powyższego komentarza Pani Lourds - wnioskuję - żem ucywilizowany i mam wykształcenie wyższe techniczne - hihihi - żółtych kart mi jeszcze nie wydawano nigdy (pozostawiam na przyszłość) - tłumaczenie się nie jest dobrym zwrotem w kierunku obranym przez Panią - sam wersz powinien sie bronić swą wypowiedzią - jednak zapamiętam i spróbuję potraktować (z szacunkiem) kolejne treści jakie tu Pani nam ukaże (chyba tak się pisze - bo ukarze od ukarać) - każdy z nas ma jakis tam przekręt, przechył, ... a Panią Brawn to jak na początku - laserem bym wzbudził emisję - wiersz nie osobę
z szacunkiem dla autorki i dla jej wiersza
MN_techniczne_wyższ._wykszt_
Opublikowano

A gdzie jest komentarz z osobistymi wyrazami sympatii autorki do bezeta?!

Ja protestuję!
Jak wszyscy zaczną wszystko kasować, to co tu zostanie? Dla historii?
(kilka -nawet - butelek piwa nie stanowi żadnego wytłumaczenia :)

no, no! bezet

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...