Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Wracam do tej archaicznej formy publikowania tekstów na forach literackich, choć już przeszedłem drogę od twórczości wirtualnej, poprzez próby hipertekstowe, zin a na filmach wideo kończąc. Niewątpliwie jest to powrót do korzeni. Zaskakujący, bo można go odebrać jako regres. Ale chuj tam! Skoro moje wpisy na portalach społecznościowych nie trafiały na urodzajny grunt, to najwyższa pora nieco zmienić target.

Z drugiej strony jestem hipokrytą, bo nieszczególnie liczę się z opiniami innych, a jednak oczekuję komentarzy. Taki już mój urok i przewrotna natura. Jestem największym konformistą w zgrai nonkonformistów. Płynę z nurtem, napinam się, jestem narcyzem i egocentrykiem. Nic sobie z tego nie robię. Nie muszę być sobą! Nie chcę być autentyczny. Dlatego jeśli jesteś tru i oczekujesz prawdy, żegnam, tu jej nie znajdziesz. Konfabulację i grafomanię – owszem. Jestem kłamcą i grafomanem. No i napawa mnie to dumą.
Łapka w górę!





LIST pierwszy i ostatni

Słuchaj, był u mnie Gilberto Jeko i kilku innych pisarzy. Omawialiśmy przyszłość współczesnej literatury. Wyszło na to, że sztuka umarła, wiesz? Jesteśmy prawdziwymi dżentelmenami, o przyczynach braku twórczej erekcji poety Jannusa Alkoniusa Falkonusa nie dysputowaliśmy, to jego prywatna sprawa i żony. Za to mamy coś innowacyjnego. Co czwartek będziemy się spotykać koło supermarketu by grać bułkami w golfa. To taki nasz protest przeciwko konsumpcjonizmowi i popkulturze, zaprotestujemy wobec wielkich imprez masowych, urządzimy też przemarsz przez stoisko alkoholowe, każdy będzie miał koszulkę z napisem „abstynent”, a na koniec odbędzie się wyścig wózkami, sędziować będzie socjolożka wojująca Janina T-W.

To wszystko, ściskam Cię z całego serca, życzę udanego finału 8 powieści o bezsensie kiszenia ogórków konserwowych.
Antoni Jan (krytyk)



LIST drugi (bo pierwszy nie doszedł)

Witaj przyjacielu,
Ostatnio miałem bardzo ciężki okres w życiu, postanowiłem rzucić swoją żonę, oddać dzieci do sierocińca (pomyłka, dzieci zostaną z tą kobietę, której ślubowałem wierność,
a na mnie spada obowiązek alimentacyjny). Psy natomiast chciałem ofiarować towarzystwu obrony zwierząt, jednak chyba nie przyjęli ich, bo coś tam od strony formalnej zawaliłem, miałem podesłać im aneks nr 4 i formularz zgłoszeniowy wypełnić właściwe (nieznacznie przejechałem kreską poza kratkę i komputer nie mógł odczytać danych).
Nie uczyniłem tego wszystkiego. Wiesz czemu? Gdzieś tam pomiędzy siódmą trzydzieści a siódmą czterdzieści rano uświadomiłem sobie, że rodzina to podstawowa komórka społeczna stanowiąca istotny czynnik spajający, który niewątpliwie ważny jest dla państwa. Żony nie kocham już dawno, a psy są drogie w utrzymaniu. No, a tak naprawdę, to wszystko przez te formalności. Nie mam do tego głowy, dlatego pozostanie status quo. A u Ciebie jak tam? Ostatnio nie odpisałeś, przypuszczam, że sypiasz teraz z jakąś młodą studentką, której nie zaliczyłeś swojego przedmiotu. Och Ty byczku, zawsze miałeś większe powodzenie u kobiet. Dlatego na studiach nie… Nie będę o tym pisał, wiesz jak jest. Wszędzie nos włożą okropne inwigiluchy.

Bądź zdrów i zechciej odpisać staremu przyjacielowi z młodości.



LIST tak pomiędzy innymi

Masz rację, nie powinienem tego robić, choć to trudne, naprawdę jest mi ciężko się powstrzymać. Przez całe dnie staram się o tym nie myśleć, zabijać podszepty podświadomości, które wywołują mrowienie w podbrzuszu. Gdybym tylko potrafił się powstrzymać od myśli o tym, co bym zrobił, gdyby tylko w końcu Cię dostał w swoje ręce. Teraz muszę to robić ręcznie, to bardzo frustrujące, bo kiedy staram się z tym uporać, czuję ogromną pustkę i przeraźliwą samotność. Pragnę z całych sił tylko jednego. Moja chęć posiadania jest niewyobrażalna. Godzina Twojej ciężkiej pracy rozwiązałaby wszystkie problemy. Smutne to i takie prawdziwe, że muszę sporo zapłacić za Twoje usługi, w tej chwili mnie nie stać, ale jak tylko sobie trochę odłożę…

Marzę o Tobie, moja zmywarko. Niebawem będziemy razem i nic nam nie przeszkodzi
we wspólnym myciu.



LIST stary

Szelest papieru i zapach atramentu przywodzą mi na myśl ten czasy, kiedy wspólnie z chłopakami zabawiałyśmy się w starej szopie nieopodal domu rodzinnego. Wewnątrz rozpadającej się budki, w której dominowały rozkosze cielesne, można było wyczuć atmosferę prawdziwej wiejskiej sodomy. Rżnęliśmy się jak piła z deską, mechanicznie, ostro, nie było przebacz. A Twój ojciec podglądał przez szparę w drzwiach i męczył się niemiłosiernie. Młode, jędrne koleżanki jego córki oddawały się Głuchemu Jędrkowi, i choć chłopak był nierozgarnięty, to miał chuja niczym koń i pierdolił jak nikt we wsi. Wszystkie dziołchy z nim cnotę straciły. Nawet ja się na to załapałam jeszcze w pierwszej klasie liceum. Szkoda, że wzięli go później do wojska. W branży porno zrobiłby karierę! Oj zrobiłby!
Ech to były czasy, pamiętam to do dziś. A mój stary co się szczyci, że niby pisarzem jest, to nawet porządnie nie potrafi mnie… Gdzie się podziali ci dawni artyści rżnięcia?


fin



-------------
SH:
Zero stresu: www.sanestishombre.blogspot.com/
e-zin: www.bez-kultury.pl/
vlog: www.youtube.com/user/VLOGERKonrado
Opublikowano

chcę ruchomych! chcę ruchomych obazków!!!!!!!!!!
Hombre!!!!!! a te obiecanki we wstępie???? i autocharakterystyka taka szczera do bólu, obnażająca...
chcę głosu do tych ruchomych!!!!!!

z n a m t w ó j g ł o s - przetworzony, ale zawsze!
:)))))))

wolę Gałę z bramie raju :P

uśmiechnąłeś mnie :D jakbyś spadł spod rajskiego żywopłotu!
:)))))

Opublikowano

Dziękuję Wam.

Dałem to na rozgrzewkę, żeby mieć motywację do poważniejszego pisania w starym niezgrabnym stylu sanestisa hombre.

A komentarze piszę wyjątkowo niemerytoryczne, przynajmniej na razie.

Tak czy inaczej jest miło znowu powąchać tę zieleń (czy to będzie org czy doku). Jest ten niepowtarzalny flow, groove, jest pierdolnięcie:)



------------

SH:
Zero stresu: www.sanestishombre.blogspot.com/
e-zin: www.bez-kultury.pl/
vlog: www.youtube.com/user/VLOGERKonrado

Opublikowano

Pedro - to takie info, wspólnie podjęliśmy decyzję że wrócimy. SH czyli Ja, Jay Jay Kapuściński, asher, Marcin Gałkowski, MARCEPAN 30, dołączyli do nas spontanicznie Don Cornellos oraz Tali Maciej.

Tytani - to trochę taka zgrywa, napinka. Znamy swoją wartość, aczkolwiek jest to termin nasycony ironią. Ktoś napisał, że powinniśmy ze względu na staż określić się raczej dinozaurami, ale do Rolling Stonesów prozy sporo nam jeszcze brakuje, choćby z uwagi na wiek ;)



------------

SH:
Zero stresu: www.sanestishombre.blog.pl/
e-zin: www.bez-kultury.pl/
vlog: www.youtube.com/user/VLOGERKonrado

Opublikowano

I reaktywacja Prozy stała się faktem!
Cieszę się, bo tu ostatnio psy dupami szczekały, wieczna zgryzota i zawodzenie wiatru :)

List do zmywarki jest niezły :) - inne zresztą też!
Pozdrówka :)
M.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To chętnie dołączę, na zakładce dla "zaawansowanych" i tak nuda i nic się nie dzieje :) mam nadzieję, że moja zmiana konta nie przeszkodzi, ale chciałem się odciąć od swoich słabych tekstów sprzed lat. Jestem tym samym Pedro Salazarem i choć w tym co teraz piszę krew się nie leje, ale za to można niezłego stracha dostać ;) A i krew będzie w swoim czasie.
Opublikowano

Grazie tutti!

MARCEPAN 30 - spokojnie, fala życia rozleje się na wszystkie wsie.

Sam jeden - to była spontaniczna reaktywacja. Fajnie że mamy tu tak wspaniałych ludzi, którzy bez dłuższego zastanowienia postanowili znowu pobawić się w pisanie.

Perkozek vel. P.Salazar - będę szukał pod Z. Aczkolwiek lata doświadczenia nauczyły mnie, iż podział na prozie jest fikcją, więc nam tu dobrze. Ha!

gaua - skoro masz mnie bić, to lej w mordę... wódkę. Ten tekst to rozgrzewka, wena mnie rozrywa. Niebawem napiszę więcej, lepiej i po swojemu, czyli dygresyjnym stylem hombrego.

Ciao!



------------

SH:
Zero stresu: www.sanestishombre.blogspot.com/
e-zin: www.bez-kultury.pl/
vlog: www.youtube.com/user/VLOGERKonrado

Opublikowano

Jest taki wrocławski poeta imienia nie pamiętam ale z nazwiska mu Buczek, jak czytałem te list to miałem nieodparte wrażenie, że piliście razem wódkę, jakby coś na kształt nie koniecznie stylistyki ale podejmowania tematu w ten tak charakterystyczny sposób.

p.s w liście drugim fragmencie miałem wrażenie, że pijesz do mnie(((-:
pozdrawiam

Opublikowano

Wczytałem się dokładnie. Spodobało mi się jednak, choć rozstrzelone strasznie, np nie rozumiem, czemu w ostatnim liście narratorem jest kobieta..., ale nie to nieistotne.

A teraz ta mniej miła cześć:

"Jesteśmy prawdziwy dżentelmenami"

"No a tak naprawdę"

"Ech to były czasy, pamiętam to do dziś, a mój stary" ,

Wrzucę tylko tyle bez komentarzy dodatkowych bo na pewno załapiesz o co chodzi ;)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   - Oby Njord podarował nam dobre wiatry, moje dzieci – mawiał ojciec do Vivian i Hespera przed każdym wejściem na statek. Łowili dorsze i halibuty, czasem homary. Morze zazwyczaj było spokojne. 

        W domu nie głodowali. Nawet jeśli dzieciom po wielu godzinach rejsu zaczynała doskwierać monotonia i rozrabiały na pokładzie, to pracę ojca darzyły szacunkiem. Co dzień na stół trafiała świeża ryba. 

        Hesper był kłopotliwym chłopcem. Wspinał się na maszty i pokazywał język wołającym za nim marynarzom. Bujał się na linach, rozplątywał supły. Nierzadko przemycał na pokład farby i pędzle, skrzętnie ukryte pod kamizelką.  Każdego popołudnia ktoś zmywał mopem namalowane przez niego murale. Załoga pokpiwała z jego dzieł inspirowanych Alidą Withoos. Jemu mówili, że niewieścieje, a między sobą szeptali o jego talentach. Twierdzili, że ma potencjał na wielkiego artystę, lecz nikt nigdy nie powiedział mu tego w twarz.

        Vivian na morzu odnajdywała spokój, którego nie mogła zaznać na lądzie. Uwielbiała wpatrywać się w bezkresne wody i słuchać ich szumu. Wyobrażała sobie, co kryje się za horyzontem. Dopiero gdy jod dostawał się do jej nozdrzy czuła, że naprawdę oddycha. Ścigali się z Hesperem w ilości złowionych ryb. Przed zmrokiem ojciec ważył ich zdobycze. Zwycięzca otrzymywał tabliczkę czekolady. Hesper przeważał siłą fizyczną i niemal zawsze pokonywał starszą siostrę.

        Ojciec dbał, by jego dzieci miały fach w ręku. Uczył ich wiązać węzły, sprawdzał czy pamiętają ich nazwy i zastosowanie; pokazywał jak zarzucać sieci i jak uniknąć szkorbutu, kazał im uczyć się na pamięć każdej części pokładu. Tym samym zapewniał im przyszłość, wyjście awaryjne, gdyby ich plany się nie powiodły.

        Przed zachodem słońca, kierując się do portu, stawali we trójkę na dziobie i podziwiali horyzont. Pewnego razu zadał im pytanie poprzedzone ociężałym westchnieniem, jak gdyby przez długi raz zbierał się do tego, co ma powiedzieć.

        - Powiedzcie mi, dziatki, macie jakieś marzenia?

        - Być bogatym! – wykrzyknął od razu Hesper, którego sny o zostaniu światłym malarzem zostały stłamszone przez złośliwości marynarzy. 

        Vivian zastanawiała się przez moment. Do tej pory nie rozmyślała nad swym losem, nie szukała sensu istnienia. Do szczęścia wystarczyły jej wyprawy w morze i słuchanie szumu fal. Cieszyło ją, że rodziny nie dotyka głód. 

        - Pragnę spokojnej duszy, tato – powiedziała. Uśmiechu ojca nie było widać pod gęstym wąsem, ale zawsze wiedziała, kiedy się pojawiał – A ty? 

        - Ja już mam wszystko, co miałem… choć jest jedna rzecz, o której marzę skrycie każdej nocy…

        - Co to takiego? – spytało równocześnie rodzeństwo. Nie mogli doczekać się, aż usłyszą nową historię.

        - Jak myślicie, co znajduje się za horyzontem? – każdą opowieść ojciec poprzedzał pytaniem. 

        Nieznane lądy? Nowe cywilizacje? Dzikusy? Skarby? Koniec świata?, padały odpowiedzi i fakt – każda z nich mogła być tą poprawną, lecz on na myśli miał tylko jedną. 

        - Zgadza się, moi mali. Mnóstwo, mnóstwo skarbów…

        - Co to za skarby? – Hesperowi oczy zabłysły na wieść o bezpańskich bogactwach.

        Ojciec roześmiał się ciepło.

        - Oczka ci się świecą, synku – pogładził chłopca po głowie – Pewnie widzisz już te wszystkie skrzynie ze złotem i klejnotami, które zostawili po sobie piraci. Tak, to też znajdziemy na wyspie Hollowstone, lecz prawdziwy skarb kryje się w jaskini przy brzegu.

        Dzieci milczały, w napięciu czekając na to, co dalej usłyszą; zachwycały się obrazami tworzącymi się w ich głowach.

        - Można tam wpłynąć tylko łodzią. Podobno na środku jeziora rośnie drzewo o liściach czerwonych jak krew i miękkiej, brunatnej korze. Mówi się, że jego sok zapewnia zdrowie na pięćdziesiąt lat! Żadna choroba nie jest ci straszna! 

        Zapał ostygł w sekundę. Vivian i Hesper spodziewali się usłyszeć o górach monet. Zdrowia oboje mieli w dostatku.

        - Teraz mnie nie rozumiecie, ale z czasem… z czasem sami dojdziecie do tego, jak bardzo jest to ważne.

        - Jak tam się dostać, tato? - zapytała Vivian po kilku minutach ciszy, podczas których ojciec wpatrywał się markotnie w horyzont. Z westchnieniem wyprostował plecy.

        - I to, moja córeczko, jest najtrudniejsze do wykonania… Otóż drogę na wyspę mogą wskazać jedynie duchy żeglujące po Morzu Dusz od początku istnienia. Kiedyś powstała pieśń, która przywołuje je i wszystkich, którzy spoczęli pod falami, chcąc napić się soku z drzewa Arbivon. 

        - Dlaczego ten sok nie daje nieśmiertelności. Ja nie chcę umierać! - zawołał rozczarowany Hesper, na co ojciec roześmiał się serdecznie. 

        - Prędzej, czy później wszystko obróci się w proch. Poza tym, gdzieś tam czeka na nas lepsze miejsce - powiedział, spoglądając w niebo.

        Wszystkich bywających w porcie ludzi Vivian i Hesper znali od najmłodszych lat. Kiedy przychodzili z ojcem, marynarze i ich żony głaskali ich czule po łowach, pytając o zdrowie. Przed wejściem na statek ojciec lubił uciąć sobie pogawędkę z kobietami żegnającymi mężów. Rodzeństwo oglądało wtedy kilkumetrowy, strzelisty monolit. Czytali na głos wyryty na nim cytat: Pamięci tym, co wybrali Morze i spoczęli na jego dnie. Pod spodem spisano nazwiska żeglarzy, którzy nie powrócili ze swoich wypraw i zostawili rodziny.

        Nocami ojciec chwytał za lupę i przy świetle kilku świeczek studiował mapy. Latami szukał informacji o Hollowstone. Wertował książki, wypytywał kolegów i co jakiś czas zagajał starego Hermita, nie skorego do wspominek. Jak trafił na właściwy trop, nigdy rodzinie nie ujawnił. Pewnego poranka wszedł do kuchni z tobołkiem na plecach i oznajmił, że zbiera załogę. Ucałował żonę, pokrzepił dzieci i rzucił na stół garść monet i zwinięty w rulon papier - testament mający wejść w życie po roku jego nieobecności. 

        Vivian co świt i po zmierzchu wyruszała z latarnią na plażę. Wypatrywała statków powracających do portu. Składała modły, by na którymś pokładzie wracał do niej jej ojciec. Bogowie jednak nie byli łaskawi. Dni mijały, ewoluując w tygodnie, miesiące, aż w końcu i lata. Dopiero skończywszy osiemnaście lat, Hesper przestał wypytywać w każde urodziny, czy tata zjawi się z prezentem. Dorosłość rodzeństwo osiągnęło pod okiem jedynie matczynym, pod okiem smutnym i wyczerpanym. Nazwisko Carsena Vissera zostało wyryte na monolicie na wieki.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...