Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

czytelników poezji na ogół nie wychowują media - nie szanuje ich autor, dlatego słusznie odrzucony jest za insynuację -
nie każdy choruje na promowanie siebie w mediach, a pewnie autor wyobrażając sobie takie ambicje czytelnika sam siebie zdradza - swoje uroszczenia przypisując innym;
nieładnie -

J.S

Opublikowano

WiJa znam doskonale ten "medal" z obu stron...
Jeśli chodzi o styl pisania - czysta głupota aby narzucać autorowi swoje sugestie…

Dobra rada jak reklama - najlepiej wcale nie czytać i nie oglądać - gwarancja, że bubla się nie kupi!

Serdecznie pozdrawiam - Jola.

Opublikowano

WIJA napisał:

Bo po prostu nie mam zamiaru obniżać poziomu tej poezji w tych wierszach

a ja miałem nadzieję, że autor czyta komentarze i ma chociaż odrobinę świadomości, że wiersze się nie podobają ponieważ są słabe, czyli idąc logicznym tokiem myślenia, przydałoby się nad nimi popracować. A tu zupełnie inna informacja do mnie dociera, autor po prostu zachwyca się swoją twórczością. Tzw. narcyzm literacki a to już jest problem

p.s życzę więcej dystansu do własnej twórczości oraz proponuję czytać czytać czytać, na pewno nie zaszkodzi.
pozdr

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Za każdym moim wierszem kryje się przesłanie, a z każdym czytaniem mojego wiersza odsłania się i niesie wiersza przesłanie. A swoją drogą cała moja twórczość (jako odrębna całość) też jest pełna przesłania, bądź jak kto woli jest jednym wielkim przesłaniem, zresztą mówi o tym moja sygnaturka. Mogę do tego dodać, że dyskutując, nie krzywdować sobie, a zwłaszcza nie ulegać złu i głupocie. Oczywiście, że „złu i głupocie” według mojego mniemania i dogmatów, których, tyle jestem pewny, co w nie wierzę. Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nieodmiennie niestrawna stylistyka
-dziwaczna,

pozdrawiam i dedykuję :
www.youtube.com/watch?v=OgV4iBQVNyU

;)
Właśnie tak, i to jest zaletą i siłą mojej twórczości. Zresztą podobne mówiono o twórczości np. Norwida, czy E. Dickinson (co nie znaczy, że się z kimś takim porównuję, bo jestem tylko i aż tym kim jestem, i kim się czuję) Dziękuję za dedykację, zresztą rzecz od dawna mi śmieszną, chociaż przesłanie tej rzeczy (tyle głupich kroków, co błędnych decyzji) jest zgoła inne, tzn. odnosi do sankcjonowania, jeżeli nie bardziej wymyślania głupoty na najwyższych szczeblach władzy, a ja niczego urzędowo nie jestem władny narzucić (zatwierdzić), co nie znaczy że jestem bezwładny tu gdzie jestem (na przeciwległym biegunie każdej władzy, każdego ministerstwa, jak i każdej towarzyskiej sitwy). Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nieodmiennie niestrawna stylistyka
-dziwaczna,

pozdrawiam i dedykuję :
www.youtube.com/watch?v=OgV4iBQVNyU

;)
Właśnie tak, i to jest zaletą i siłą mojej twórczości. Zresztą podobne mówiono o twórczości np. Norwida, czy E. Dickinson (co nie znaczy, że się z kimś takim porównuję, bo jestem tylko i aż tym kim jestem, i kim się czuję) Dziękuję za dedykację, zresztą rzecz od dawna mi śmieszną, chociaż przesłanie tej rzeczy (tyle głupich kroków, co błędnych decyzji) jest zgoła inne, tzn. odnosi do sankcjonowania, jeżeli nie bardziej wymyślania głupoty na najwyższych szczeblach władzy, a ja niczego urzędowo nie jestem władny narzucić (zatwierdzić), co nie znaczy że jestem bezwładny tu gdzie jestem (na przeciwległym biegunie każdej władzy, każdego ministerstwa, jak i każdej towarzyskiej sitwy). Pozdrawiam
waćpan raczy żartować.......

NIEUDOLNOŚĆ wysławiania się pozostaje wyłącznie NIEUDOLNOŚCIĄ,
i proszęTU nie wymachiwać KITĄ obrazującą doczepioną ideologię



eeeeeeeeeeeedit
ajmsołsory, wszak to dzieło na miarę Leonarda !!!
- voilà! : NIEUDOLNOŚĆ Z TRESKĄ

parfaitement [że bebechy zWiJa]
ale nic-to, czapki z głów! [kiedy moher się zWiJa]
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Za każdym moim wierszem kryje się przesłanie, a z każdym czytaniem mojego wiersza odsłania się i niesie wiersza przesłanie. A swoją drogą cała moja twórczość (jako odrębna całość) też jest pełna przesłania, bądź jak kto woli jest jednym wielkim przesłaniem, zresztą mówi o tym moja sygnaturka. Mogę do tego dodać, że dyskutując, nie krzywdować sobie, a zwłaszcza nie ulegać złu i głupocie. Oczywiście, że „złu i głupocie” według mojego mniemania i dogmatów, których, tyle jestem pewny, co w nie wierzę. Pozdrawiam


Rany, tyle tego przesłania, że oczy mi przesłoniło i mam mroczki. Może dlatego nie widzę wiersza. A może dlatego, że ten tekst, kórego tak usilnie autor broni, wierszem nie jest.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Zapewniam Cię Jacku, że szanuję czytelników, wszystkich (bez względu na ich gust, zresztą jak i szanuję wszystkich twórców), a zwłaszcza mających własne zdanie, na temat tego, co przeczytali. Odrzucenie mnie przez pewne osoby, poczytuję sobie za zaletę, a nawet za moje zwycięstwo. Co do insynuacji, To Ty sam tak (a nie inaczej) interpretujesz moje słowa i narzucasz swoją błędną (błędną oczywiście tylko i wyłączni według mojego rozeznania) interpretację mnie i czytelnikom. Zapewniam Cię też Jacku, że nie choruję (co mi wmawiasz) na promowanie siebie w mediach. Jest to jedyny portal na którym się udzielam, i pomimo że sporo moich wierszy spada z Zetki, i mimo że sporo osób chce tj. radzi mi opuszczenie tego portalu na rzecz innych portali, gdzie właśnie dobrze się oni mają (poniekąd uciekinierzy z tego forum), ja jednak trwam przy swoim, chociaż wcale się nie zarzekam, że do śmierci, acz prędzej do znudzenia się i zniechęcenia marazmem, niż negatywnymi ocenami mojej twórczości.
Poza tym, zapewniam Cię Jacku, że moje ambicje są na moją skromna miarę, jaką nie jest ani zawodowstwo, ani amatorstwo, a jest po prostu twórczość, tyle dobra czy zła, co jedyna (w swoim rodzaju), i czy to więc ma coś wspólnego ze zdradą siebie (owszem według Twojej /a według mnie błędnej/ interpretacji moich słów).
A dosłowniej, co do zdrady siebie poprzez przypisywanie swoich uproszczeń innym, to przecież cóż w tym dziwnego, że skoro moje wiersze są trudne, bo mam specyficzny tok myślenia i przedstawiania obrazu (tematu czy sprawy), to nieraz w komentarzach przedstawiam i usiłuję wyjaśnić zaistniałą sytuację, jak i dlaczego różni czytelnicy odbierają różnie moją, tak czy inaczej trudną twórczość. Szczerość jak widać nie popłaca, ale cóż mam zrobić, że zawsze komuś nie będzie się podobało to, co ja robię i sądzę, również wyjaśniając sytuację.
Z kolei odnosząc się do tego, że Ty Jacku podsumowujesz moje zachowanie, jako nieładne, to jest Twoja wola, Twoje prawo i Twoje zdanie, z czym wszystkim ja się oczywiście nie zgadzam. A uważam, że jest wręcz odwrotnie, że jeżeli już jest jakieś naganne zachowanie, to np. Twoje, kiedy stawiasz mi minusa nie za ocenę wiersza, a dopiero wtedy, kiedy ugryzł Cię mój komentarz, a ugryzł zresztą dlatego, bo go do końca nie zrozumiałeś. Dodam tutaj, że nikomu nie mam za złe żadnego minusa, czasami tylko nie zgadzam się, właściwie z dorabianiem ideologii przy stawianiu mi minusa.
No i nie wyobrażam sobie Ciebie Jacku, żebyś miał być jedynym krytykiem i poetą, który się (nigdy) nie myli, zresztą nie tylko, co do oceny (pozytywnej lub negatywnej) czyichś wierszy, jak i przeceniania (in plus) swoich. Gdyż ludzie, a zwłaszcza twórcy, ze swojej natury (poniekąd więc z natury rzeczy, jaką jest człowieczeństwo) są megalomanami, i właściwie nie ma wyjątków, są tylko obłudnicy, którzy usiłują wmówić światu, że tak nie jest.
Mogę Cię jeszcze zapewnić, że staram się stosować taką samą miarę wobec innych, jaką mam wobec siebie, dla innych jednak czasami jestem bardziej ulgowy, a czasami bardziej wyrozumiały, a choćby dlatego że nikt nie jest ideałem, a każdy jest tylko i aż człowiekiem. No i dlatego np. też, przynajmniej usiłuję nie obnosić się z urazami (jeżeli je w ogóle mam), bo też wiem, ze użalanie się nad sobą, to poczucie, jeżeli nie klęski życiowej, to przegranej sprawy. A wszystko przecież, tak czy inaczej jest przede mną, zresztą jak i (stoi otworem) przed wszystkimi. Pozdrawiam (i muszę powiedzieć, że miło mi było Jacku podzielić się z Tobą tymi kilkoma uwagami)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dobrze Jolu wiesz, no to Ci przypomnę, że nawet najmniejszymi oznakami aprobowania, tyle mojego zdania, co występowania przeciw moim oponentom naraża Cię na pewne (dodatkowe) przykrości. Ale tym bardziej dziękuję Ci za swoje zdanie w tej nie do końca mojej sprawie. Pozdrawiam
Opublikowano

pchła szachrajka –

Szanowna Pani pchła szachrajko (jeśli nie pchło szachrajko), niestety, a może na szczęście dla mnie, komentarze Pani są (nawet nie chcę je tutaj przywoływać, takie wulgarne i obraźliwe) poniżej pasa, tj. zwykłej bądź zwyczajowej ludzkiej przyzwoitości vel grzeczności. A w tego rodzaju wymowę zdań, ja bardzo przepraszam, ale nie wchodzę. Proszę tylko na przyszłość o więcej powściągliwości w wyrażaniu swoich, tyle to myśli, co niepohamowanych uczuć i emocji. Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No to powtórzę (się) jeszcze raz, mam świadomość, że moje wiersze się nie podobają, ale mam również świadomość z przeczuciem, vel przeświadczeniem, że nie podobają się nie dlatego, że są słabe, tylko dlatego, że są za trudne. Za trudne w tym wypadku oznacza tylko tyle, że ja i czytelnik nie nadajemy na tej samej fali, nie ma więc między mną a czytelnikiem łączności (przynajmniej wystarczającej do zrozumienia vel pojęcia mnie). Ale też muszę przyznać, że są tacy czytelnicy, i to których znowuż wcale nie jest tak mało, do których dociera moja poezja. A więc dla tych, do których dociera, co mówię, to jednak nie jest (to) takie trudne do zrozumienia i odczucia. Czy to więc źle, że są tacy i tacy twórcy, jak i tacy i tacy czytelnicy, nieraz różni w jednej osobie. No i tyle razy powtarzam, nie wszystko wszystkim musi się podobać, ale wszystkim chwała za swoje zdanie i upodobania (jeżeli tylko nie są wynaturzeniem ludzkim). W końcu różnorodność jest nieprzebranym bogactwem ludzkim, co tylko jeszcze bardziej wzbogaca człowieka, a nie, jakby niektórzy chcieli, żeby różnorodność (w tym wypadku twórcza) zubożała człowieka. Może jeszcze dodam zapewniając Cię, acz tylko na słowo honoru, że sporo czytałem i czytam, i to z własnej i nie przymuszonej woli, chociaż przeważnie dla własnej przyjemności (mam więc spore luki w obowiązkowych vel przykładnych lekturach). Mogę nawet powiedzieć, że oczy sobie zepsułem od (niewłaściwego) czytania (co można rozumieć dosłownie i w przenośni). Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Za każdym moim wierszem kryje się przesłanie, a z każdym czytaniem mojego wiersza odsłania się i niesie wiersza przesłanie. A swoją drogą cała moja twórczość (jako odrębna całość) też jest pełna przesłania, bądź jak kto woli jest jednym wielkim przesłaniem, zresztą mówi o tym moja sygnaturka. Mogę do tego dodać, że dyskutując, nie krzywdować sobie, a zwłaszcza nie ulegać złu i głupocie. Oczywiście, że „złu i głupocie” według mojego mniemania i dogmatów, których, tyle jestem pewny, co w nie wierzę. Pozdrawiam


Rany, tyle tego przesłania, że oczy mi przesłoniło i mam mroczki. Może dlatego nie widzę wiersza. A może dlatego, że ten tekst, kórego tak usilnie autor broni, wierszem nie jest.
Julio, oburzasz się na coś, co jest podszyte humorem, a przynajmniej miało/ma rozluźnić powagę, tak czy inaczej mojego przeceniania (w górę) przesłań. Żeby więc nie wycofywać się z zawsze jakiegoś (a dla mnie nawet ważnego) znaczenia przesłań, starałem się chociaż podskórnie, lekko (żartobliwie) podejść do tego tematu. Widać, nie udało mi się, skoro od czytania tego komentarza miałaś/masz mroczki. A nawet przez to moje wyjaśnienie, tym bardziej nie podoba Ci się wiersz z przesłaniem, czy bez przesłania. Co do ostatniej kwestii poruszonej przez Ciebie, to ja, a choćby i sam, uważam, że ten tekst jest jednak wierszem. Acz nic nie mam przeciw temu, że Ty, jak i zresztą niemało innych osób, wiersza w tym tekście nie widzicie. W końcu nie musimy mieć tego samego poczucia, również wartości i znaczenia tego, co czym jest. I to jest piękne i dobre, tzn. piękna i dobra jest różnica zdań, ale zaznaczam, nie zawsze, czy nie we wszystkich sytuacjach (sporach) życiowych. Acz co do wartości twórczej, możemy się przecież spierać, dlaczego by nie. Przynajmniej ja tak uważam. Pozdrawiam
Opublikowano

przyznaję, że przesadziłam
- przepraszam

ps. przyznaję również, że drażni mnie twój sposób wypowiadania się,
od pewnego czasu gdy czytam lub słyszę "vel" "acz" mam ochotę rzucać przedmiotami...
hmm... może spróbuję naprawić się przy pomocy jogi ;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A wiesz, że masz rację, bo ja czasami, a nawet najczęściej specjalnie, tj. tendencyjnie używam takich różnych, powiedzmy, że dla mnie wygód, a nawet wygódek, które poza tym że są wkur…, są po prostu i niestety moimi naleciałościami, jako więc i pozostałością po miejscach i środowiskach w jakich, tyle się kręciłem, co mną kręcono (ale to i tak nie są moje najgorsze wady). Ale Ty za bardzo się nie naprawiaj, może tylko z jednej czy drugiej skrajności czy przesady. Bo przecież, cały urok Twoich komentarzy (jak i całej twórczości), jest w tym, że są tyle kąśliwe, co dobitne, (można, a nawet trzeba mylić z czymś dobijającym, nawet do przesady). Pozdrawiam
  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Za krotkie nogi na wysokie progi, bo jestem tylko marynarzem a nie pisarzem.
Jednakze zawitalem na wysokie progi, wiersz przeczytalem i przemyslalem, zanim sie do komentarzy innych, i swojego zabralem.
I "chciejstwo" i forma wiersza sa proste jak smuga cienia, dlatego nie rozumiem
zacietrzewienia naszych Siostr i Braci w Chrystusie.

Prostota i wiernosc swoim myslom podpieraly tworczosc wielu, ze chocby wymienie Rimbauda, Morrisona czy Nerude w pierwszym przemysleniu...

Prostota nie sprzyja pozorantom i tym co szukaja zdobniejszych od wlasnych narcyzom...

Zastanawia mnie tylko jakim kryteriom byli poddani "literaci" znajdujacy pole popisu na tak zwanym "forum dla zaawansowanch". Nie chodzi mi w tym miejscu o tworczosc ale o jakosc komentarzy, wskazujaca na zamilowanie do pieniactwa, braku tolerancji i jakze czesto przyslowiowej GLUPOTY

Ahoj!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Przepraszam, że nieomal przegapiłem Twój komentarz. Do wiersza już bym nie chciał wracać, bo po prostu jest taki jaki jest (dla jednych zły, dla drugich nie koniecznie, a przynajmniej nie do końca). Ale też nic nie ma bez przyczyny, mogę nawet powiedzieć, że sam się napraszam (taką, a nie inną moją twórczością) o takie właśnie, a nie inne komentarze, najczęściej więc negatywne. Ostatnio jednak coraz częściej zastanawiam się na tym, dlaczego jestem taki uparty co do swojego punktu widzenia (sposobu, stylu), wręcz maniakalnego. Tłumaczyłem się nieraz już, że po prostu taki jestem, że chcąc nie chcąc, taka to jest natura moja. Tylko że, czy to jest cała prawda? Człowieka w końcu całe życie coś (jak nie jedno to drugie) kształtuje, i to co było, nie zawsze takie musi być, łącznie zatem z naturą ludzką, która po części składa się z cech wrodzonych, a po części cech nabytych. Pytanie więc zasadnicze, co dominuje, a co lepiej (by było) żeby dominowało w zachowaniu człowieka. Widocznie ja mam takie doświadczenia, że (wolę, czy nie wolę, ale) tak, a nie inaczej postępuję, i tego, a nie czego innego się trzymam. Ale przecież, przynajmniej sobie myślę, że jeżeli ktoś mnie przekona do swoich racji, to zmienię swoje poglądy i swój sposób bycia, być może nawet nie wiedząc o tym. Człowiek przecież zawsze wybiera to, co jest lepsze dla niego, a ja chyba nie jestem jakimś masochistom, żebym sam chciał źle dla siebie. Niech mnie tylko ktoś przekonująco przekona do swoich racji, to się chętnie zmienię, i to na zdrowy rozum, jeżeli tylko taki posiadam. Bo czyż twórczość dla twórcy nie jest rodzajem jakieś choroby, najpewniej psychicznej. Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Krakoski givre m'enchante ─── „Ah ! Comme la neige m'a délaissé, Lavé mon cœur de sa pluie... Parmi les jours engivrés, Je m'enivre de mon ennui... Je m'engivre de mon destin..." [Hors d'] Nad moim półmiastem niebo mrozem zamarło, Jak ta na szybie łza, Nad moim niekrajem śnieg śnieży tak, Że świata okno mgłą szron skrył, jak moje ciało, Jak szybę życia, w mrozu ogród spopielił w białość... [Res medium] Nad moim niemiastem niebo tętni niczym czerwca odpust. Niebo delikatne jak najnowszy nów, A o zachodzie rzeka szara hymn śpiewa w słońca blues – Tam śpiewa „Alleluja” even bruk. A ja chwytam je szczytem serca… Szukaj spokoju tam, gdzie są ci ofiarowani: Ten czerwiec, Miłosz, Mrożek, Lem, i… To niebo ołowiane… Ono ci Ojcem, a synem samotrzecim – ty… O, niemiasto me! Sponiewierałem cię w rozterce... Jest tam na zachodzie – żelaznych ptaków port, Na północy – łuna Kombinatu Toksycznych Zórz. Na południu – aluminium płonący kort, Na wschodzie – matecznik, puszcza puszcz, A pod stopami, zwiędłycu map gorszy sort... A tu – północnych zorzy łuna łun, Tu – zachodniego wiatru arktyczny szkwał, O wschodzie, rzeki rzek szał – Na południu – jezior, jezior, jezior szum, A ponad mną ptaków powrotny klucz… Szukam podniety tu, gdzie śnią niemożliwy sen: Wciąż luty, Atwood, Cohen i Arcand… Śnieg, śnieg, w śniegu świat, po świata kres… Ona dobrą macochą mi, ma compagnonne, ma femme, Ta ćwierćojczyzna ma.   Ô mal adresse! Grzeszysz absencją co dzień, (Ja, je manque à l'appel)…, Tu, w inazylu mym, w abstraktu zastygły chłód: Fale, co w stalaktyty roztrzaskują się o Saint Laurent, Niebo ponuro zwisłe (comme chez Arcand), Tu, w nienowym Brest, słońca blask krwawy jak Cronenberg, Jak fleuve, co rozbija się o brzegu głód, Jak nadzieje na Saint-Jean, co rozbijają się o świtu brzeg… „Znajdziesz w końcu ujście”, szeleści mego serca prąd… "Gdziekolwiek jestem, na jakimkolwiek miejscu na ziemi, ukrywam przed ludźmi przekonanie, że n i e j e s t e m s t ą d.” Tam, w Laskach mych, lawą tryska żar: Wisły fal, co w czerwca skwar lgną do Ojcowskich skał, Nieba płonącego jak tańczący w Czar Par, Słońca, co zacina się jak album Lady Pank, Jak anioł stróż o Pod Aniołem budy bar, Jak Smok, co od wieków nie przestaje ziać, Jak ci, co pod Adasiem zimnym wzrokiem będą wciąż z bukiecikiem stać… [Ars carnae] "Nigdy nie znajdziesz spokoju”, mówi Pismo. A Słowo odpowie: „Nic się już nie zmieni”, Więc wybacz swym demonom, że im coś nie wyszło, Że twoje przywary są z tej tu ziemi, Że Omnia Tua – to duszy letniość, Bo dzwon Zygmunta zagrzmi w te tony: „Chwileczkę, proszę, będzie pochwalony… Nie wiś u diabła rękawa wciąż, dbaj o duszy higienę, Ta historia z szewczykiem poszła… w zapomnienie"... Masz tu port-aero na Zachodzie (na życia uciechy), Na Wschodzie – kołyskę (choć wątpliwego…), Na Północy – mumię tego (wiecznie żywego), Na Południu – góry z góry (to za grzechy…)! I choć niebo skwarne to jak u Chełmońskiego, W Mieście Krakuff wszystko jest tak niezmienne, Jak fale opływające Most Piłsudskiego… „Wszędzie znajdziesz jakąś miłość, niby ukojenie” – Tak szepce wzruszeniem nad sztuk sztuką Ułamek-Ławica, „Wracaj do źródeł”, krzyczy rozumu Labrador… "Jesteś, skąd jesteś, nie ma dla ciebie miejsca na tej zmieni;” I arktycznym prądem przeszywa cię jak matador Świadomość ta, dotąd skryta w dni cieniu: "N i e j e s t e m s t ą d.” - Kerouac z Księżyca. Tu, w szpitalnego korytarza półmrok wpadł lodowaty Iqualuut wwiew: Fali Saint Laurent, co w grudniową noc lasi się do bazaltów Ex Machina, Nieba zamarłego jak więźniarki w Unité 9, Słońca, co jest puste jak poczta głosowa Dédé Fortin'a, Jak bar przy boulevard Hamel, gdzie diabeł się sam upija, Jak wieloryby w Tadoussac, którym w płetwach zaparło śpiew, Jak Sacrilège'u ostatni zew… [Ars carnae] "Wciąż tylko wiatru niepełny niepokój”, mówi człowiek. A świat odpowiada: „Za późno”, Więc nie daj diabłu zapomnieć, że zrobił za dobrą robotę, Że twoje przedmioty stoją po złej oceanu stronie, Że your słowiańska krew – tutaj żebrze na próżno, A Notre Dame des Âmes Perdus ten tekst wydzwoni: „Proszę nie czekać, ten kraj jest zastrzeżony… Uprasza się nie wydzwaniać po Anioła Stróża, Ten numer z Winnetou się zajął, jak w lesie róża." Mam tu autoport na Zachodzie (po przebiegu), Na Wschodzie – Atlantyk (ten od Atlantydy…), Na Północy – las les Laurentides (wiecznie w śniegu), Na Południu – Stany (zastane w dyby)… I choć niebo tu twarde tel un Riopelle, W Citadelle wszystko wciąż płynie w kierunku, Jak fale, co Pierre Laporte wzięły na cel, Jak niestała stal Pont de Québec (ciągle w obstalunku)... „Niby znajdziesz miłostkę, pół-upojenie tu” – Tak dyszy pełną piersią chóru z Baru Fou ostatnie westchnienie… „Wracaj do źródeł”, wonieje morału swąd… "Gdziekolwiek byle nie tu, w każdym innym kącie ziemi, nie kryję, że nie mam do ciebie przekonania, nie rozumiesz, w y m i s t ą d!" [Pièce de résistance] „Religia to pokój Boży” – głosi Księga… chyba na Początek, Lecz czasopismo prawdę powie ci: „Nic się nie zmieni, Bo twoje pragnienia i cały tlen na ziemi, Wszystko, co nosisz – nie jest warte twej kieszeni”… A co ze spokojem? Pytia spokojnie odpowie… I ma rację ona, nie Kasandra: Czy tu czy tam, będziesz tracił zdrowie, To po co ci za każdym razem stłuczona filiżanka? Szukaj więc miejsca, gdzie uwierzysz chyba, Że ten luty to nie twoja Kasandra, Lecz wiecznie ci obiecywana Aleksandria, A tamten czerwiec – nie liczy się w rejestr, jak Atlantyda... Choć niebo i tu, i tam, i u Ubu, Jest jak diament ogniste, twarde niczym płomień, A o zachodzie, Popiół-Dni cię wita: „Zapraszamy do klubu!”, A zaschły atrament parkietu telegrafuje: „Wolny pokój tobie...”, I nawet twój pokój ci powie: „Daj pokój”, A coraz pustsze mieszkanie odrzeknie: „Tak z boku!” [Dés serres] Ach! Jak pada śnieg! Me okno w szronu sad rozkwitło... Ach! Wątek dni się rozsnuwa! Nad niemoim miastem niebo martwe jest, Jak ta łza, co uniknęła mego pokoju świetlikiem. Ach! Osnowa nocy światłu sztabę zasuwa... Ach! Ciemność widzę! Skąd przyjechałem? Dokąd jadę? Mróz ściął me nadzieje wszystkie: Jestem Południowym Krzyżem – Porzucony przez Polarną Gwiazdę... Ach! Gdzież smak poutine? Tak tęskno, tęskno mi... Ach! Jak śnieży śnieg! Wśród mrozem skutych dni, Ach! Ściął się życia ścieg... Nie tak.. A mad moim Uhr sierpień w śpiew jak w śnieg brnie, W śmiech, co strzaskał Hadesu drzwi! Ach! Wątek snów światło otworzyło mi! Ach! Widzę jasno: Skąd przybywam, gdzie gnam! Żar rozjaśnił duszę mą: Jestem jak lipca skwar – A tyś – moją ciemną Gwiazdą... Ach! Ten Cracovii smak! Ach! To mój gwiezdny czas... Wśród nocy, szalony bieg Ach! Spiął się życia ścieg... Ach! Jaki słońca blask! Tak.. [Ars carnae] I choć w Neverland „Wszystko, co masz, wciąż przekwita” (Tak mówi ci do ucha fala, która rozbija się po porcie Οὐτοπία)... To: „W Śródmorzu nie Mieć, lecz Być Różą zakwita”; Tak śpiewa ci rozbitek tysiąca nocy Acquae Vitae: "سقطت في هاوية التعاسة" ───  
    • Starzec i dziecko siedzieli na brzegu strumienia, gdzie woda cicho płynęła między kamieniami. Wokół nich rosły bujne trawy, a w powietrzu unosił się zapach ziemi i wilgoci. Dziecko patrzyło w wodę, a jego oczy błyszczały od ciekawości. Zauważyło coś na dnie strumienia – coś, co wyglądało jak mały, złoty przedmiot. Zapytało, wskazując palcem na wodę: – Co to jest? Starzec uśmiechnął się łagodnie, spoglądając na błyszczący punkt w wodzie. – To, co widzisz, jest tylko odbiciem. Ale to, co widać w odbiciu, może być czymś więcej, jeśli pozwolisz swojej wyobraźni popłynąć z nurtem. Wyobraźnia jest jak woda, która płynie w strumieniu – nie zatrzymuje się na jednej rzeczy, nie twardnieje w jednym obrazie. To nie jest świat, który musimy dosłownie zobaczyć, ale przestrzeń, w której wszystko może stać się możliwe. Wyobraźnia nie zna granic, bo to ona wyznacza, co jest realne. Tak jak woda w strumieniu nigdy nie jest tym samym nurtem, tak i my, gdy pozwalamy swojej wyobraźni płynąć, możemy przejść przez miejsca, które w rzeczywistości nigdy by się nie zdarzyły. Możemy być wszędzie, gdzie tylko zechcemy – w świecie, który kształtuje się w naszych myślach, w przestrzeni, którą sami tworzymy. W wyobraźni kryje się nasza wolność, nasza zdolność do bycia kimś innym, do spojrzenia na świat w inny sposób, do twórczego kształtowania rzeczywistości. To ona daje nam odwagę, by marzyć, by wierzyć, że to, co niemożliwe, może stać się możliwe. Bo w wyobraźni nie ma ograniczeń. Ona jest jak strumień – płynie, zmienia koryto, rozlewa się w nowych miejscach. A my, jak dziecko, możemy ją obserwować, pozwalając jej prowadzić nas do odkrywania nowych światów, nowych prawd.  
    • Meł to Kaziu: ta tu, i za kotłem.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...