Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

jedząc życie wąż w swoim samolubstwie
nie zastanawia się jaki ból przynosi
swojej żywości paraliżując ofiarę wzrokiem

w jego oczach czai się przekleństwo
samouwielbienia przodków
jakowąż w swoim narcyzmie jest pedantycznie
przetwarzającym zew genów matrixem rzeczywistości

podpełzając do zwierzyny z należytym szacunkiem
nie strzela samobója tylko spokojnie trawi
do następnego głodu

jest altruistą swojej wybiórczości
bezszelestnie podpełzając z
zawrotną afonią syczenia
burząc kakofonię ofiary

poleży zrolowany do następnego porywu

Opublikowano

Wydaje się, że przesadził pan z ilością słów wymagających słownika - w stosunku do nieodkrywczości zawartych w wierszu - treści (sic!) do pożarcia przez czytelnika. Wynalazek słowny "jakowąż" wydaje się też chybiony (to ma być zamiast staropolskiego: jakowoż?). Brak spójności stylistycznej użytych środków językowych, od slangowego "strzela samobója", przez potoczne frazeologizmy "paraliżując ofiarę wzrokiem" aż po wydumane metafory (matrix rzeczywistości - matrix jest pewną rzeczywistością!). Wersyfikacja w wielu miejscach przypadkowa. Pointa może być prorocza - dla autora.
Pozdrawiam

Opublikowano

jakowąż w swoim narcyzmie jest pedantycznie
przetwarzającym zew genów matrixem rzeczywistości

Jaki wąż jest, każdy widzi...i po co tak wydziwiać ?
Klasyczne drapanie się lewą ręką, za prawym uchem ;)
Słabo.

Opublikowano

...bardzo serdecznie dziękuję moim adwersarzom za zainteresowanie moim " tekstem " .Jakby Go nie zwał, jest mój własny.:)))..szczególnie dawniejbezet za konstruktywną krytykę ( obiecuję,że przemyslę podpowiedzi, już dostrzegłem możliwości poprawek) :)) ...jeśli chodzi o " słowa wymagające słownika" = przykro mi = ja tak myślę, nie używając słownika :)))...a i nigdzie nie jest powiedziane, ze " muszę " kierować swoją " twórczość" do odbiorców potrzebujących takiegoż :)) cieszy mnie natomiast kompilacyjna dywergencja słowa - " jakowąż" wystepująca u dawniejbezet i H.Lecter = widać coś jest na rzeczy :)) .....hmm..myślę, że nie muszę tłumaczyć prostego doświadczenia psychologicznego, zwanego " gluchy telefon" .....wykazuje ono, że każde pojedyńcze slowo, jest rozumiane inaczej przez odbiorcę i nadawcę, a cóż dopiero zbiór słów zwanych poezją, któta to próbuje opisywać uczucia słowami.....nie jest to proste....a już zupełnie zawiłe tłumaczenie i spieranie się co autor miał na mysli, ponnieważ pisał swój tekst w pewnej chwili= próbował opisywać slowami uczucia, które nim w danej chwili " targały " ( nazywamy to w skrócie " Weną " ...tak myślę ).....a " zmuszanie " Go przes tzw " konstruktywną krytykę " w komentach do poprawek, moim zdaniem wypacza " ducha " tego " co autor miał na myśli " w czasie " transu " pisania, bo choc takst później wygląda " poprawniej " nie jest już moim zdaniem tym samym :))))....może róznica nie jest az taka jak miedzy oczuciem zimna i ciepła, lecz ma inny odcień :)) i tekst robi sie " średnio - staystyczny" a średni = to nam jest wtedy, gdy jedną nogę włozymy do wrzątku, drugą jednocześnie do lodowatej wody = jest srednio ...to moje zdanie ....na poparcie moich słow, chcę przedtawiś ( za zgodą autorki ) pierwszy bardzo, bardzo " niepierzony " ale jakżesz piękny wiersz mojej przyjaciólki - autorka nazywa się Zuzia Ewa ....napisała go ot tak po prostu i przysłała mi, abym ocenił = moim zdaniem jesr bardzo, bardzo choć jeszczenie ma tytułu, aotorka nazwała Go,że tak powiem roboczo = pisząc do mnie " Fajny wierszyk " :)))


""Powiedz Jasiu mi do uszka,
Co tak dynda ci u brzuszka?
Oj! Małgosiu ? spytaj mamy!
My to... ?ptaszkiem? nazywamy;
To ?kogucik? (co nie lata),
Ma ?go? dziadziuś ? brat twój ? tata.

Powiedz Jasiu ? czy źle zrobię,
Jak ?go? złapię w rączki obie?
Oj! Małgosiu ? zuch jest z ciebie!
Będzie dobrze ?mu? jak w niebie;
Równie bosko będzie tobie,
Jak majteczki ściągniesz sobie.

Powiedz Jasiu ? co się dzieje,
Czemu ?toto? (tak!) p ę c z n i e j e ?
Oj! Małgosiu ? tak już jest,
Że i ?ptaszek? miewa gest;
Gdy się czule ?doń? zagada ?
Kurczyć się ?mu? nie wypada.

Powiedz Jasiu ? ale szczerze,
Jak się karmi takie ?zwierz
Oj! Małgosiu ? to ?żyjątko?
Ma apetyt jak prosiątko.
Co zajada...? Czym...?I jak...?
Dowiesz ? kładąc się na wznak..

Powiedz Jasiu ? bom głupiutka,
Gdzieżeś wetknął mi ?kogutka
Oj! Małgosiu ? pomyśl troszkę;
Ten ?drań? wziął cię za ?kokoszkę?,
A ?kokoszka? winnaś wiedzieć,
Na jajeczkach musi(!) siedzieć.

Powiedz Jasiu ? bo się boję,
Czy ?on? skala ?gniazdko? moje?
Oj! Małgosiu ? mówiąc szczerze,
W twą ?niewinność? ? ja... nie wierzę;
Sam widziałem (miałaś roczek!),
Jak ?przysiadłaś? sobie smoczek.

Powiedz Jasiu ? czy ty czasem,
Nie chcesz w pupę dostać pasem!?
Oj! Małgosiu ? jeszcze jak!
Wprost ? uwielbiam ?tortur? smak;
Ściskaj ? duś mnie ? szczyp po plecach...
Bo to strasznie mnie podnieca!

Powiedz Jasiu ? czy mnie lubisz,
Czemu (TAK!) się ze mną czubisz?
Oj! Małgosiu ? TOŻ TAK SAMO ?
Tatuś droczy się z twą mamą;
Też... zabawia ją ?kogutkiem?!,
A ty jesteś... TEGO SKUTKIEM..

Mój Jasieńku ? SKRÓĆ MI MĘKĘ,
Poproś ślicznie mnie o rękę!?
Oj! Małgosiu ? w tym tkwi sęk,
Że mój ?ptaszek? nagle(!) zmiękł...
Lecz nie marudź! Bo wieczorem,
BĘDĘ BAWIĆ SIĘ TRAKTOREM....hahahahah.. ""

:))))).....a nie konstruktywną krytyką wcale sie nie przejmuję = wkleiłem swój wiersz również na inne strony z tzw " poezją " = tam również są recenzje ...pozdrawiam wszystkich :))))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Autorze "swojego własnego tekstu", pisanego "w czasie transu", "duch tego co autor miał na myśli", jest kluchowatą zjawą bełkoczącą bez sensu, na temat obecny w ilości śladowej. Stylistyczne wygibasy, językowy kabotynizm i pełne odmóżdżenie, doskonale wpisują tekścik w nurt "fajnych wierszyków", czytywanych przy aplauzie audytorium, u cioci na imieninach...
I tam niech pozostanie, zrolowany lub nie... ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Autorze "swojego własnego tekstu", pisanego "w czasie transu", "duch tego co autor miał na myśli", jest kluchowatą zjawą bełkoczącą bez sensu, na temat obecny w ilości śladowej. Stylistyczne wygibasy, językowy kabotynizm i pełne odmóżdżenie, doskonale wpisują tekścik w nurt "fajnych wierszyków", czytywanych przy aplauzie audytorium, u cioci na imieninach...
I tam niech pozostanie, zrolowany lub nie... ;)
:)) " Autorze "swojego własnego tekstu", pisanego "w czasie transu", "duch tego co autor miał na myśli", jest kluchowatą zjawą bełkoczącą bez sensu, na temat obecny w ilości śladowej. Stylistyczne wygibasy, językowy kabotynizm i pełne odmóżdżenie, doskonale wpisują tekścik w nurt "fajnych wierszyków", czytywanych przy aplauzie audytorium, u cioci na imieninach...
I tam niech pozostanie, zrolowany lub nie... ;) " = żałosna to fobia :)))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


jakbym mogl to bym dał.. nawet nie za sam tekst - bo moznaby go od bid podciągnąć pod niedopracowany..
ale za kolejengo psychola co bełkocze o wenie, transie i wlasnej oryginalności...
k*rwa koleś - jak masz w du*pie czytelników to nie publikuj, a nie pier*ol, że nie poprawisz tekstu bo piszesz dla siebie... mnie ch*j obchodzi co ty masz na mysli, to ciebie ma obchodzic żebym ja to zrozumiał.. jesli nie umiesz, to jestes nieudolny - czyli mowiac troche prosciej - głupi - prawdopodobnie zbyt głupi, żeby być tego świadomym
Opublikowano

samo porównanie instynktu do węża jest ciekawe i chyba same w sobie może być metaforą.
jednak późniejszy opis węża jest słaby poetycko,to po prostu opis zjadania ofiary. Trzeba by przy tym opisie pomyśleć nad jakimiś refleksjami, zgrabnymi udziwnieniami, metaforami...
wplatasz słowa słownikowe i widać to mocno, ja bym raczej szukał wyjątkowych połączeń prostszych słów.

temat jest interesujący, ale nie łatwy. Moja rada to pomyśleć i poprawić, a raczej przerobić

pozdrawiam Nikodem

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


jakbym mogl to bym dał.. nawet nie za sam tekst - bo moznaby go od bid podciągnąć pod niedopracowany..
ale za kolejengo psychola co bełkocze o wenie, transie i wlasnej oryginalności...
k*rwa koleś - jak masz w du*pie czytelników to nie publikuj, a nie pier*ol, że nie poprawisz tekstu bo piszesz dla siebie... mnie ch*j obchodzi co ty masz na mysli, to ciebie ma obchodzic żebym ja to zrozumiał.. jesli nie umiesz, to jestes nieudolny - czyli mowiac troche prosciej - głupi - prawdopodobnie zbyt głupi, żeby być tego świadomym
.......czytelnników, którzy używają widocznego języka mam rzezywiście " tam, gdzie Pan może Pana majstra pocałować, jak mu slońce nie dochodzi "...pozdrawiam rownie, a nawet równiej :))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


........dzięki, za wrażenia i porady ....myślę i przerabiam ...pozdrawiam Ździch :)))
...ps zapomniałem dodać, że są = tylko trzeba umieć czytać = napisałem " jedząc życie wąż w swoim samolubstwie
nie zastanawia się jaki ból przynosi
swojej żywości paraliżując ofiarę wzrokiem " = żywości i to nie jest błąd i zjedzenie literki " n", tylko świadomy zapis = chodziło mi o to jakie " kuku " sam sobie robi = więc nie żywności , tylko żywości ....pozdrawiam
Opublikowano

Na temat "INSTYNKTU" - nie wypowiem się i... nie dla tego, że akurat nie wsmak mi ten tekst czy też odwrotnie. Ciekawskim wyjaśniam, że od dawien dawna posłguję się w pisaniu własnej konstrukcji piórnikiem, który - notabene - NIGDY nie przystawał do redakcyjnych kredensów zarówno: tych koloru czerwonego jak i fioletowo-czarnego. Nie interesowały mnie nigdy opinie innych kolegów pismaków, żadnego forum literackiego, czy przemądrzałych ekspertów od słowa pisanego. Dla mnie zawsze liczył się czytelnik- ten najzwyklejszy i niekoniecznie z fakultetem polonistyki. Moje pojawienie się na forum to zwykła interwencja - nic więcej... Pytam Pana Zdzisława: kim jest jego przyjacióka "ZUZIA Ewa" - autorka "Fajnego wierszyka" napisanego "rzekomo" przez nią ot tak po prostu????
Obawiam śię, że "Zuzi EWY" nie było jeszcze na świecie (co najwyżej mogła nosić kucyki lub warkoczyk z kokardką, gdy ten zabawny tekścik noszący prawdziwy tytuł: "Jak Jaś Małgosi wianuszek zakosił" - napisałem. Nie przeczę, że tego typu "dzieło" wpisuje się w nurt "Fajnych wierszyków" recytowanych przy aplauzie audytorium u cioci na imieninach ( ma zupełnie rację jeden zwypowiadajacych się eks - fachowców od słowa pisanego).
Życzyłbym jednak wszystkim szanownym literaom (także sobie), by udało się napisać rówie podobny tekścik (w najbliższym czasie!), który byłby równie bezczelnie i tak często kopiowany, rozsyłany w tysiacach maili (niestety - najczęściej "okaleczany") i przede wszystkim czytany.
Pytam więc - po przyjacielsku (Panie Zdzisławie): czy osobiście potraktuje Pan pasem szanowną pupę swojej przyjaciółki "Zuzi EWY", czy też zleci (mi - osobiście) tę czynność; podając namiary na RZEKOMĄ AUTORKĘ...
Z poważaniem : WBX (autor m.in " AMORalnych opowiastek" i innych popularnych (i czytanych!) u cioci na imieninach wierszyków.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




..Szanowny Panie wbx. Proszę mnie nie obrażać publicznie słowami " Pytam więc - po przyjacielsku (Panie Zdzisławie): czy osobiście potraktuje Pan pasem szanowną pupę swojej przyjaciółki "Zuzi EWY", czy też zleci (mi - osobiście) tę czynność; podając namiary na RZEKOMĄ AUTORKĘ " = nie jestem niczyim szpiegiem i nie mam zamiaru dociekać kto i kiedy napisał ten wiersz i go skopiował jako pierwszy. Ja postąpiłem zgodnie z zasadami tej strony i dobrymi obyczjami bo wkleiłem rzeczony wiersz w cudzyslów a autora jesli już, to pomyliłem nieświadomie. Jesli pomyliłem to przepraszam. Jednakże upubliczniając swój utwór trzeba się liczyć z tym, że będzie czytany i kopiowany, również u jak szanowny Pan to okrślił " recytowanych przy aplauzie audytorium u cioci na imieninach " - bo jest puliczny skoro upubliczniony - lub czytać sobie samemu do poduszki i nie upubliczniać = ( ja takowe mam ). Natomiast kto i kiedy, pierwszy upublicznił, skopiował itd powyzszy wiesz to już nie moja sprawa, w kazdym bądź razie nie ja, bo jestem jeszcze młodszy :)) = ja w tem czasie nie miałem jeszcze " warkoczyków " . To tak jakby Słowacki miał pretensje, że czytają Jego wiersze.:)). A jeśli mój wiersz ktoś sobie skopiuje, i się do niego przyzna, to myśle, że napiszę sobie w 5 minut nowy = lepszy = stać mnie na to :)) . Pozdrawiam serdecznie i z poważaniem. Jesli pomyliłem nieswiadomie autora = jeszcze raz przepraszam .. Zdzisław
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



"Nie przeczę, że tego typu "dzieło" wpisuje się w nurt "Fajnych wierszyków" recytowanych przy aplauzie audytorium u cioci na imieninach ( ma zupełnie rację jeden zwypowiadajacych się eks - fachowców od słowa pisanego)"

Sugeruje pan, że jestem byłym fachowcem ? :) Proszę o podpowiedź, kiedy wspomnianym fachowcem byłem oraz, kiedy i z jakiego powodu, przestałem nim być... :)
Opublikowano

Szanowny Panie Zdisławie:
Z zupełnie prostej sprawy zrobił Pan wywód godny Sokratesa.
Przecież sam Pan napisał, że "Zuzia EWA" jest pana przyjaciółką i że (za Jej zgodą - jako autorki tekstu, który napisała: ot tak sobie...) tekst ten Pan przytacza na tym forum.
Drogi Panie ZDZISŁAWIE: mnie nie chodzi wcale o upublicznianie moich tekstów (przecież po to do cholery piszę), ale jest chyba powód do zdenerwowania (do interwencji), gdy do moich tekstów uzurpuje sobie prawo ktoś inny; w dodatku rzekomy PANA PRZYJACIEL. OT TYLE i tylko TYLE!
Wszelkie inne kwestie są tu nieistotne.
Jeśli chodzi o "byłych fachowców od słowa pisanego" - to też musiał Pan przecież zauważyć, że miałem na uwadze oponentów wypowiadajacych się "kąśliwie" na temat "INSTNKTU" , a nie PANA.
Pozdrawiam serdecznie: (WBX)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Wiechu J. K. I to zmienia w sposób daleki od pragnień a bliski emocjom, od których chciałoby się uciec. Wcześniej człowiek nie mógł wracać do wspomnień zaklętych w obrazie, teraz tak. Wraz ze wszystkimi szczegółami uwiecznionymi w zapisie. Nostalgia potem przygnębia. Ważny wiersz.
    • @Achilles_Rasti Dyskretny, ale pełen napięcia i życiowej mądrości. 
    • @Proszalny Wydaje mi się, że arbitralne stwierdzenie 'nie ma ja' i wysnuwanie z tego dalszych wniosków upraszcza problematykę, ale niewiele wyjaśnia. Możnaby zapytać: Biochemia mózgu napisała Twojego posta? Jony potasu krążą w neuronach i nucą: nie ma ja nie ma ja nie ma ja? Kto właściwie mówi?
    • Zło   Gdyby tak można zdefiniować zło, zaznaczyć jego granice, ściśle określić linię zła, granicę zbioru, można by wtedy opublikować te kryteria klasyfikacyjne i poczuć się wolnym od uciążliwej, stałej penetracji, analizy. Można by komfortowo spędzać czas nie troszcząc się o wiedzę czy to co było dotychczas, jest już złe, a może nie było nigdy dobre? Można powiedzieć, że z grubsza, dzięki Objawieniu ludzie wiedzą co jest złe. Można pokusić się tu o takie piktograficzne porównanie wiedzy o złu do zbioru liter, które na pierwszym planie są wyraźne ale na dalszym rozmywają się w szarej mgle. Powszechnie wiadomo, że złem jest zabicie drugiego człowieka, swego bliźniego, ale z drugiej strony powszechnie wiadomo, że nie wszyscy mogą przetrwać. Niejeden „nawiedzony” mówił, że „to jest jedyna, słuszna droga, a wszelkie odstępstwa są błędem i będą karane z całą surowością prawa”. Po czym historia, czyli sędzia czasu, a może czas sądzenia pociągały takich osobników do odpowiedzialności za dokonane zło, pojmowane przeważnie jako ruina kultury materialnej. Mówiąc językiem tłumów „nie ma co do gęby włożyć”. Z tych ruin i zgliszczy, niczym przysłowiowy feniks z popiołów, pojawia się „nowy” i „jedynie słuszny”, trwa „odbudowa” i chwile „powszechnej szczęśliwości”, określane jako dobro. Mizantropia na którą można tu zapaść, też zapewne można określić jako przejaw zła. Miotanie się od hossy do bessy, to też jakieś zło. Zło niewiedzy o złu, które wydaje się przerastać człowiecze możliwości i nie wiadomo dlaczego ten świat jeszcze trwa. Wszędzie ktoś narusza czyjeś „dobro”, czyni „zło” i spustoszenie. Dzięki pisanym kodeksom etycznym i tzw. „prawu” wiemy z grubsza jak postępować nie należy aby nie zostać posądzonym o złą wolę. Choć gdyby zapytać nagle kogoś czy to co uważa za „złą wolę” jest nią rzeczywiście, odesłałby nas z pewnością „do diabła” albo do poradni zdrowia psychicznego. Wielu filozofów zauważyło, że zło to pochodna „złej woli”, „złego charakteru”, „złego zaczynu”, „skażenia bytu ludzkiego”. Ich mniemania niejednokrotnie znajdowały swoje potwierdzenie w historii ludzkości. Zwycięstwa wielkich tyranów, despotów oparte o krwawą drogę do władzy na zawsze zapadną w ludzką pamięć jako totalitarne zło. Niektórzy upatrują zła we władzy, w dążeniu człowieka do panowania nad innymi. Ale z pewnością nikt nie powie, że władza rozumu nad namiętnościami to zło. Ktoś powie, że „czysty rozum” to zło, ale z pewnością nie władza rozumu nad namiętnościami. Można dodać z pewnością, że władza „zdrowego rozsądku” nad namiętnościami to jedyne dobro człowieka. To ów „zdrowy rozsądek” pomaga rozpoznać, które z objawień są dobre, a które złe. Z pewnością Łaska Boża oraz tzw. „sumienie” mogą stać się również pomocą dla tego dobra. Lecz znamy z historii przykłady ludzi bez sumienia. Dzięki „zdrowemu rozsądkowi” i Łasce Bożej oraz objawieniu człowiek może określić zło dość precyzyjnie poprzez swoje sumienie. Sumienie i „krnąbrna wola”, sumienie zaniedbane to z pewnością zło. Uniemożliwia ono trafne rozpoznanie i zdefiniowanie na czym polega w danej kwestii zło. Taki człowiek o nieprawym sumieniu lubuje się w sobie, nie potrafi pokonać własnego egoizmu, dla jakiejś tam „metafizycznej moralności”, jakiejś abstrakcji. Utarło się pojęcie „zło konieczne”. To tak jakby leczenie trucizną. Zło niedoskonałości nakazuje nierzadko korzystanie z takich połączeń pojęć: zła i konieczności, mimo, że większość wie o konieczności dobra (dobro konieczne). Czasem w świecie komedii spotykamy postacie o chwiejnym charakterze, skłonnych do egzaltacji, gwałtownych porywów czy omdleń, których w żaden inny sposób uleczyć się nie daje, jak tylko przemocą. Człowiek poszukując ideału natrafia na bariery nie do przebrnięcia, czy to przez formę bytu swego, czy przez powolność skojarzeń i nie może sprostać w rzeczywistości ideałowi moralnemu, etycznemu aby znaleźć owo konieczne dobro w postępowaniu. Mówi się „co nagle to po diable” i z pewnością coś w tym jest. Gdyby tak nagle upowszechnić klonowanie ludzi z dążeniem do eliminacji jednostek słabych i chorowitych. Czy to byłoby złe aby na świecie żyli tylko zdrowi, inteligentni i silni? Świat stałby się zdrowy, inteligentny i silny! To chyba logiczne. Świat nadludzi. Jakie to byłoby wspaniałe! Legendarne zło pierwszych rodziców ludzkości stanowi zagadkową zagadkę i tajemnicę tajemnic. Trudno nam uwierzyć w historię o wypędzeniu z Raju, choć z drugiej strony na każdym kroku widać konsekwencje tego błędu, tego zła, powielanego w każdej parze, mimo nowoczesnego, pozytywistycznego sztafażu. Legendarne zło Pandory, która uwolniła ze swego naczynia wszelkie nieszczęścia tego świata… . Legendarne zło Erosa, który nie posiada ani Dobra, ani Piękna i kombinuje, jak tu się przypodobać aby udało mu się nabrać kogoś, że ma jedno i drugie. Również legendarne zło jednego z dwóch braci: Kaina, jak bardzo dziś, w nowych czasach bije w oczy, w wielu regionach tego świata. Zło braci Józefa (Stary Testament), tak znakomicie przekazane przez dramaturgię współczesną i współczesną literaturę, to wciąż ta sama historia, powielana przez posiew diabła, szatana. A zło Sodomitów i Gomorian, tak pieczołowicie wynoszone na piedestał masowej kultury przez współczesnych ultra libertynów? Czy lepiej można oddać postać zła od takich mistrzów „pióra”, jak Sofokles, Eurypides, Ajschylos, J. Racine, P. Corneille, W. Shakespeare, F. Dostojewski, F. Durrenmatt, G. Greene? Ale i ich pewność o złu wynika z dość niejasnych przesłanek, których sami się obawiali i obawiają. Nie stawiają w swoich dziełach kropki nad i. Nie definiują zła ale znakomicie opisują i prezentują, a robią to z duszą na ramieniu, ponieważ zło jest ogromnie zaraźliwe. Gdy dobro jest tak trudne do osiągnięcia, tzn. wymaga pewnego wysiłku, zło zawsze jest łatwiejsze do osiągnięcia, łatwiej „lgnie do ręki”. Człowiek nieświadomy zbytnio zła, gdy sięgnie do dzieła przedstawiające zło, niejako automatycznie, a podświadomie zaraża się ideą zła, opisywaną przez autora dzieła. Co gorsza, idea ta puszczona w niepamięć odrazy i odrzucenia, znikając z horyzontu czytelnika nie obumiera lecz kiełkuje w ciemnościach na podobieństwo bladego ukwiału, na dnie Rowu Mariańskiego. Tak więc człowiek staje po raz kolejny pod krzyżem paradoksu: nie znać zła to znaczy je popełnić, znać zło to znaczy je popełnić. Jeśli nie wiadomo jak coś trzeba zrobić można to zrobić źle. Jeśli wiadomo jak robić nie należy, bo będzie to oznaczało taki to a taki skutek, ktoś może mieć złą wolę osiągnięcia takiego skutku. Jedną z najgorszych postaci zła jest niemoc jasnego rozumienia rzeczy, pogorszona percepcja, niedostateczna uwaga pod jakimś wpływem, pod wpływem jakiegoś czynnika. Brak ostrożności u alpinisty zabija go lub okalecza w oka mgnieniu. Podobnie u sapera, chwila zapomnienia, nieuwagi i… eksplozja zardzewiałego ładunku gotowa. Gdy zawodzi człowieka tak ulotny atrybut jak intuicja, może nie tylko atrybut, lecz także niejasne zjawisko, momentalnie popada on w jakiś konflikt, w jakieś uwikłanie, jakąś matnię. Może to być uwikłanie z szczęśliwym zakończeniem (happy endem), ale nie koniecznie. Zbytnia ostrożność, lękliwość, zdwojona czujność często prowadzi człowieka do obłędu, do utraty zdrowego rozsądku. Rzekomo wiadomo jak postępować nie należy, jak postępować należy, wiadomo o zachowaniu czujnej intuicji, jasnego umysłu, a zło i tak dopada człowieka w momencie, którego najmniej się spodziewa. W chrześcijaństwie, a zwłaszcza w Kościele Katolickim wyszczególniono zło i nadano mu nazwę „grzechu głównego”. Liczbę, ilość grzechów określono na siedem, ale tzw. „grzechów ciężkich” jest w tymże Kościele więcej. Ogólnie można przyjąć, że grzechów dopatrzono się na znaczną liczbę, wynikających z dziesięciorga przykazań, grzechów głównych, dwóch najważniejszych przykazań ewangelicznych, przykazań kościelnych, grzechów przeciwko Duchowi Świętemu. Z pewnością inaczej przedstawia się sprawa, problem zła w kościele protestanckim, z którym od wielu już lat toczy się bogaty dialog ekumeniczny w duchu jedności chrześcijan. Dialog ten owocuje wspólnym dobrem. Protestanci w swoich doniosłych rozważaniach teologicznych usiłują jakoś uporać się ze złem tego świata, choćby w zakresie definicji grzechu, definicji zła. Sokratyczna definicja grzechu uzmysławia nam kondycję umysłową człowieka względem zła, występku i grzechu. Głupotę określa jako grzech. Grzech powoduje utratę wiedzy o nim samym. Człowiek, który grzeszy, traci wiedzę o tym, że źle postępuje, ponieważ gdyby o tym wiedział nie czyniłby tego co złe ale to co dobre. Człowiek sprawia wrażenie, że pojmuje grzech, wie jak postępować powinien, a jednak postępuje tak, jakby tej wiedzy zupełnie nie posiadał, a to co mówił o swej wiedzy nie miało nic wspólnego z jego postępowaniem. W dawnym Kościele Katolickim, myśliciel religijny i teolog Pseudo Dionizy myślał podobnie, choć dla współczesnego człowieka śmiesznie i naiwnie bo widział ideę aniołów inteligencji. Dopiero w ostatnich latach swego wielkiego pontyfikatu, Papież Jan Paweł II napisał najbardziej znaczące dzieło dla całego Kościoła, mianowicie encyklikę „Fides et ratio”. Można powiedzieć, że świat ma jeszcze jakąś szansę ocalenia cywilizacji przed zagrożeniami i złem, określanym przez naukę jako „zagubiony paradygmat”. Że balansująca na krawędzi ateizmu cywilizacja pełna pychy (C.K. Norwid „Cywilizacja”), społeczności – robotów, zbiorowej patologii miejskich molochów, zdziczałych watach biedoty, otrzyma szansę nie tylko dalszej ale i jakościowo lepszej egzystencji, godnej człowieka. Że przeżyje jeszcze kilka pięknych chwil przed finałem, właśnie dzięki temu „zagubionemu paradygmatowi”, dzięki „Fides et ratio”. Współczesna, totalitarna cywilizacja, uzbrojona po zęby dzięki złu konstruktorów bomb ABC, „złu koniecznemu”, śpi na „beczce prochu” nie wiadomo jak długo jeszcze. Może przecież dojść do serii prowokacji, fali wzajemnych urazów i pretensji, za którymi czai się pieczołowicie kultywowana i realizowana idea walki z wrogiem.  Byle pretekst da możliwość ujścia, zniszczy tamę i doprowadzi do otwartego konfliktu. Żyjemy w świecie, w którym dobrem jest to, że zło uniemożliwia zło innym. Można powiedzieć, że czasy, gdy „zło zwyciężało się dobrem” bezpowrotnie minęły. Dziś ktoś jest „dobry” dlatego, że fizycznie, przez zło większe nie może zrealizować zła mniejszego. Jest więc pozbawiony wolnej woli i wyboru, sprowadzony do roli zwierzęcia, które czeka na okazję, kiedy będzie mogło się odgryźć, odkuć, wyjść na swoje i zniszczyć konkurencję. Myślenie innego typu jest uznawane za infantylizm lub chorobę. Przymus ekonomiczny wielkiego kapitału i jego długich macek wysysa z ludzi energię i nakazuje się cieszyć tym, że za swój ciężki wysiłek może w ogóle przetrwać. Zło wyzysku ponad sprawiedliwość (zob. Jan Paweł II „Centesimus annus”) zabija w człowieku nadzieję na godziwy byt, nie wspominając o luksusie. Ktoś, kiedyś obliczał ile to można by zrobić, gdyby sumę pieniędzy miast na zbrojenia przeznaczyć na „postęp”, ile to istnień ludzkich, które co dnia umiera z głodu mogłoby przetrwać. Tyle zła jest na tym świecie, a mimo tego on trwa… to zdumiewające… nieprawdopodobne.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...