Marek Hipnotyzer Opublikowano 23 Września 2004 Autor Zgłoś Opublikowano 23 Września 2004 Teraz trudno jest mi o tym w ten sposób myśleć, ale to był dzień jak każdy inny. Siedziałem przy stole w dużym pokoju i powoli sączyłem kawę, przygotowując się psychicznie do kolejnego traumatycznego dnia w szkole. Byłem przestraszonym gówniarzem, tak niepewnym siebie, że ciężko to byłoby wyrazić nawet jakąś ordynarna agresją. Powoli, mechanicznie zbierałem się do wyjścia na przystanek, gdzieś na dnie kubka z kawą zostawiając myśl, że nie jestem pełną osobą, że przecież kolejny dzień po prostu minie bez sensu. Na przystanku przywitałem się z Maćkiem : - Cześć - Cześć Karol, też Ci marznie dupa? – odpowiedział. Był zawsze tak pociesznie wulgarny. Jednak jego „kurwy” i inne takie, rzucone między zębami w drodze do szkoły, były zawsze czymś więcej niż przekleństwem, były wyrazem jego niezależności od czystego języka. Maciek nie był po prostu wulgarny. Prawie szczękałem zębami z zimna. Otaczał nas zewsząd biały puch, a droga po której miał przyjechać autobus była po prostu taflą lodu. Mijały minuty. Mogła być 7.18. Na pewno był 12 lutego 1999 roku. Po kilku minutach zrezygnowaliśmy z czekania. Musieliśmy teraz przemierzyć pól naszego osiedla w drodze do następnego przystanku. Ruszyliśmy więc wśród przekleństw i narzekań. W domu przecież byli rodzice, którym nie można było powiedzieć „Dzisiaj nie idę do szkoły” W szkole zaś czekał na nas pan M. Pan magister M. Siedemdziesięcioletni sadysta, były członek Szarych Szeregów, który miał głęboko w swoim starczym poważaniu cały świat. Interesowało go tylko, czy znamy na pamięć kierunki polaryzacji w tranzystorze bipolarnym. Minęliśmy kościół, potem las i doszliśmy do przystanku przy drodze szybkiego ruchu. Stała tam. Przystanek był pełen ludzi, ale ona stała akurat pod rozkładem jazdy. Maciek i ja szybko przelecieliśmy wzrokiem po godzinach przyjazdów.. - Jedziemy tym 657 o 7.32 – powiedziałem i głos mi zadrżał. Uświadomiłem sobie boleśnie, że to chyba pierwsze słowa, które przy niej wypowiadam. Zdawało mi się, że kocham Martę. Wiem, ona przemykała tylko korytarzami mojej podstawówki i nigdy mi się nawet nie przyjrzała, ale głupio, szczeniacko uparłem się, że kocham tę dziewczynę. Nie wiedziała o żadnym głupstwie, które w życiu zrobiłem. Nie wiedziała jaki potrafię być głupi i wulgarny. Ja za to wiedziałem o niej wszystko, wiedziałem, że muszą ją tulić i kochać jak kogoś, kto tylko na to czeka. Wiedziałem też, chyba od dwóch miesięcy, że Marta ma na imię Marta. Przyjechał autobus. Bóg był w niebie, a wola Jego przy mnie, bo ona też wsiadała do tego autobusu. Staliśmy w tłoku przy wejściu, ona stała nieopodal. Nie chciałem rozmawiać. Zacisnąłem mocno zęby, próbując skupić się na błyskających za oknem domach. Minęło kilka minut i pochyliłem się do ucha Maćka. Zaskakująco zdecydowanym głosem zapytałem go: - Widzisz tę dziewczynę?... Skinął nieuważnie głową. - Wysiądziemy pewnie na tym samym przystanku co ona. Jeśli nie odezwę się do niej wtedy słowem, to chcę żebyś mi skopał dupę…- dokończyłem. - Hehe…- to był przyjazny śmiech. Gdy wysiedliśmy, podszedłem powoli lecz zdecydowanie do Marty. - Cześć – zacząłem – Masz na imię Marta, prawda? - Tak. - Nie znasz mnie, wiem, ale …..- zawahałem się – Mam na imię Karol. - Miło mi… - Chciałem Ci powiedzieć, że strasznie mi się podobasz… Zaczerwieniła się i zachichotała cicho. Wtedy właśnie poczułem, że postawiłem ją w głupiej sytuacji. Nie wiem, co robił Maciek za moimi plecami. Dla mnie była to śmiertelnie poważna chwila. Idąc dalej, opowiedziałem jej skąd znam jej imię i nazwisko. Pamiętała Marcina jeszcze z przedszkola. Mnie widziała pierwszy raz i nie zapominała o tym. - Nie mam telefonu, ale daj mi twój … - 25……. , na pewno zapamiętasz? - Tak, muszę iść. Szedłem do szkoły dumny jak paw. Byłem królem tego dnia. Byłem także królem następnego tygodnia, w trakcie którego nie zadzwoniła. Byłem królem następnego roku. Dzieciństwo się skończyło i trzeba było abdykować. Nikt tego nie widział, prócz Maćka. Nikt tego nie pamięta, prócz mnie. KONIEC Uwaga! Chamskie wtrącenie (Czy to naprawdę nie ma dla nikogo znaczenia?) ………………………. (Chyba nie.)
Ona_Kot Opublikowano 23 Września 2004 Zgłoś Opublikowano 23 Września 2004 chyba się nie znam na prozie, bo to kolejna rzecz, którą czytam i którą czyta mi się dobrze, która wywołuje obrazy (ale bardziej wyczuwam bohatera niż to, co wokoło) podoba się, bez dwóch zdań pozdrawiam
Marcholt Czyścizadek Opublikowano 23 Września 2004 Zgłoś Opublikowano 23 Września 2004 Nie nie (nie podejmuje się odmiany, freney wspomóż) właśnie że znasz się na prozie. A przynajmniej na tej się poznałaś. To dobry kawałek. A jego najwiekszą zaletą jest: (teraz trąby niech trąbią, bo to żadkie zjawisko jest) ADEKWATNOŚĆ DŁUGOŚCI DO ZAWARTOŚCI W sam raz. Tu niczego nie brakuje i niczego nie jest za dużo. Niewymuszony humor, dzień jak co dzień, kobieta, rok jak codzień. W sam raz na historyjkę. Oczywiście zawsze mozna bardziej i lepiej, ale ta historia tego nie wymaga. Ta historia została zaspokojona t a formą w 100%. jedna rzecz dyskusyjna to ostatnie zdanie będące chamskim dopowiedeniem. Po co? ... No dobra przeczytałem raz jeszcze. Doczepiłbym się do tej kawy na początku. Bez znaczenia i tylko (ciepła skądinąd) rozbija ten zimny (nomen omen równiez zimowy) dzień. No ale to żadne takie, ciąć po 2/3 wyrazy, za każdym powrotem do tekstu, to można od momentu jego powstania, aż do kiedy nie zniknie zupełnie (lub autor się nie przekręci). Niech zostanie wszystko jak jest, bo te duperele o których pisałem to się wygubią same przy każdym kolejnym tekście.
Marek Hipnotyzer Opublikowano 23 Września 2004 Autor Zgłoś Opublikowano 23 Września 2004 Dzięki za konstruktywne uwagi. I za pochwały też ;) pozdrawiam.
Ona_Kot Opublikowano 23 Września 2004 Zgłoś Opublikowano 23 Września 2004 P. Marchołt RZadki oraz RZadkie pisze się przez RZ niezależnie od mojej znajomości prozy, ortografią władam całkiem nieźle. pozdrawiam
Magdalena C Opublikowano 23 Września 2004 Zgłoś Opublikowano 23 Września 2004 Powiedziałabym interesujący. Prawda, są pewne momenty, w których coś chciałoby się zmienić, ale pojawiają się z tak małą częstotliwościa, że nie zwraca się na nie uwagi, przy ogólnej ocenie tekstu. motyw moze banalny, ale przedstawiony z punktu widzenia mężczyzny napbiera nowego znaczenia. mnie zbyt szybko urywa się charaktersytyka Maćka. Właściwie dobry pomyśł, dowcipna ale przemyślana forma, ale nie spodziewałam się takiego zakończenia opisu. Ale to odczucie subiektywne zupełnie! Ale gadam i gadam a wnioski żadne. Podoba mi się, poprostu! dziuńka
natalia Opublikowano 23 Września 2004 Zgłoś Opublikowano 23 Września 2004 świetne Marku! bardzo mi się podobało, nie mam zastrzeżeń :) czekam na więcej, bo widzę, że może być ciekawie Serdecznie pozdrawiam Natalia
Freney Opublikowano 23 Września 2004 Zgłoś Opublikowano 23 Września 2004 Podpisuję się pod komentarzem Marcholta - i Jej Kot ;-) Marcholt, a wszystkich obrazkowych kawałków prozy nie mógłbyś przypadkiem tak czytać? Kawa zwróciła także moją uwagę, trudno mi wyobrazić sobie poważnego mężczyznę z górnej podstawówki sączącego kawę, ale to tylko niezobowiązująca uwaga... Oklaski!
Marek Hipnotyzer Opublikowano 23 Września 2004 Autor Zgłoś Opublikowano 23 Września 2004 Jaka górna podstawówka? Dolna szkoła średnia. No dobra, nie wiem kiedy sam zacząłem pić kawę. Obiecuje, że w następnym opowiadaniu nastoletniego bohatera rozboli wątroba od nadmiaru kofeiny. Dziękuje za uwagi i za uwagę.
Freney Opublikowano 23 Września 2004 Zgłoś Opublikowano 23 Września 2004 Nie ten efekt chciałem osiągnąć. Czuwaj.
Marcholt Czyścizadek Opublikowano 24 Września 2004 Zgłoś Opublikowano 24 Września 2004 Nie o to idzie z kawą, że za młody. freney jak coś palnie...
Freney Opublikowano 25 Września 2004 Zgłoś Opublikowano 25 Września 2004 Kawa dla młodych? Marcholt, ty to jesteś...
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się