Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Mój pierwszy dzień w liceum. Strasznie się bałam. Wychowawczyni wydawała mi się bardzo miłą starszą panią, ale ludzie? Nic o nich nie wiedziałam, kompletnie. Tymczasem połowa znała się z osiedla, lub z ubiegłego roku. Bo oto w mojej pierwszej klasie znaleźli się wszyscy spadochroniarze ze szkoły.

I jak tu się nie bać?
Weszłam niepewnie do sali i zajęłam miejsce w środkowym rzędzie. W ławce, którą zajmowałam najczęściej w podstawówce. Ech, i teraz wielkie oczekiwanie, przysiądzie się ktoś, czy nie?

- Cześć, wolne? – uśmiechnięta blondynka, pełna entuzjazmu wskazała na miejsce obok.
- Cześć, jasne siadaj.
- Jestem Dorota, a Ty?
- Karolina.
- Hm, stresik?
- No pewnie! – odparłam z uśmiechem i już wiedziałam, że się zaprzyjaźnimy (pojęcia nie miałam, że na całe 4 lata, które przesiedziałyśmy w tej właśnie ławce).
- Skąd jesteś? – spytałam mając nadzieję, że może mieszka niedaleko mnie.
- Wrzeszcz, a Ty?
- Morena. Ech chyba pół szkoły z Wrzeszcza, co?
- Noo, moje koleżanki też tu się dostały, ale do innej klasy, pójdziesz ze mną do nich na przerwie? To je poznasz.
- Pewnie.

Lekcje organizacyjne mijały tego dnia bez bólowo. Na godzinie z wychowawczynią wybieraliśmy gospodarza.

- Jakieś propozycje?
- Maciek!
- Maciek! – wtórowali chłopcy drugoroczni. Wiedziałam już czyje imię skandowali. Chłopaka, który po raz trzeci podchodził do pierwszej klasy… (on był całe 4 lata starszy ode mnie! Bo ja miałam dopiero 14 lat, gdyż wcześniej rok poszłam do szkoły). Był bardzo sympatyczny, dla wszystkim miły, no i sporo ludzi znał. Reszta klasy, która widziała go pierwszy raz w życiu uznała, że taki człowiek, jest jak najbardziej odpowiednim kandydatem na to stanowisko. Wszystko wie, wszystkich zna, budzi respekt, czegóż więcej wymagać?
Nie miał wyboru. Po chwili namowy przyjął tę funkcję.

Reszta dnia spokojna.
Okazało się, że moim autobusem nikt nie jeździ z klasy. Tak przynajmniej mi się wydawało. Kiedyś spostrzegłam, że jeden chłopak jest z mojej klasy. No tak! To Tomek.

Pewnego dnia jakoś tak się zdarzyło, że wychodząc ze szkoły trafiliśmy na siebie i zaczęliśmy luźno rozmawiać. Doszliśmy na przystanek, przyjechał autobus, wsiedliśmy. Rozmowa się nie urwała. Tomek zaczął mnie wypytywać, jaka jestem, czym się interesuję. Głównie interesował go fakt, iż nie uczęszczałam na religię.
- Jestem niewierząca. – odpowiedziałam, jak zawsze, gdy poruszano przy mnie ten temat. - Tak się wychowałam.
- No, ale byłaś ochrzczona, miałaś komunię świętą? – spytał z niedowierzaniem.
- Nie. – odparłam czując, że zaczyna mi się robić gorąco. To był dość drażliwy temat, nie bardzo się z nim czułam.
- Nie?! No, ale czekaj, nie palisz, nie pijesz… To jesteś Jehowa!
- Nie Tomek, mówiłam już jestem niewierząca i tyle.
- Czyli ateistką jesteś.
- Nie – odparłam lękliwie. Matko, kto to jest ateista! Wierzcie, lub nie, ale wtedy pierwszy raz spotkałam się z tym słowem. Ale ponieważ rodzice go nie używali to uznałam za pewnik, że nią nie jestem.
- No jak nie. – upierał się Tomek - Skoro w nic nie wierzysz, to jesteś ateistką.
- Ale ja nie jestem ateistką… - Jeny, kiedy on wysiada!
- Musisz być.

Nie wiem, czy rozmawialiśmy o czymś więcej, czy po prostu wysiadał już z autobusu. Spodziewałam się jednak, że nie najlepiej wpłynęła ta rozmowa na nasze świeżo rozpoczęte relacje. Lekko się zmartwiłam, bo wiedziałam, że będziemy na siebie skazani w autobusie.

Jak tylko wróciłam do domu przerzuciłam sterty encyklopedii i słowników, żeby dowiedzieć się cóż oznacza termin „ateista”. Dowiedziałam się.
Od tamtego dnia obudziła się we mnie myśl wiary. Tylko w co? Cóż, wciąż krąży…

Nie minęło sporo czasu od tamtej rozmowy a moje obawy dotyczące jego awersji poszły w zapomnienie. Wtedy to Tomek postanowił mi je brutalnie uświadomić. Wracałam ze szkoły z koleżanką a kawałek dalej za nami on ze swoim kolegą (jak się okazało, też mieszkał tam gdzie my).

- Taarnoowskaa!! – ryk na pół osiedla. Niemal czułam, jak się nogi pode mną ugięły. Postanowiłam jednak nie reagować. Nie będzie mi cham się cieszył ze swoich osiągnięć. Koleżanka szepnęła do mnie – Nie odwracaj się, idziemy! – i tak też zrobiłyśmy. Wtedy po raz pierwszy poszłam na przystanek dalej, gdzie ona wsiadała. Nie szło się specjalnie jakoś dłużej a i przejechanie jednego przystanku na gapę nie było chyba wielkim wykroczeniem. Od tamtej pory postanowiłam wracać stamtąd do domu. W autobusie czułam się pewniej, gdy on wsiadał. Czułam, że miałam przewagę.
Nie dane mi jednak było długo się nią cieszyć…

W szkole zaczęło się robić trochę nieznośniej. Klasa była całkiem, całkiem, jednak Tomek szeptał naokoło przeróżne głupoty na mój temat. Oczywiście na tyle głośno bym i ja mogła wszystko słyszeć. Drażniło mnie to, ale starałam się nie zwracać uwagi i stać ponad tym, co robił. Gdy zaczęło się to robić na tyle uciążliwe, że panikowałam przed niektórymi lekcjami, postanowiłam zgłosić to wychowawcy.

- Hm, no nie wiem Karolina. A groził Ci jakoś?
- Nie. Ale to naprawdę uciążliwe. Mogłaby pani z nim porozmawiać?
- Tak, oczywiście. Porozmawiam z nim. Ale wiesz, jak to jest… - tu się uśmiechnęła do mnie – może on chce jedynie zwrócić na siebie Twoją uwagę? Może to takie końskie zaloty? – pytała wciąż z uśmieszkiem na ustach.
- Oj nie. Raczej nie.
- No dobrze, zobaczymy co będzie.

I tyle.
Mijały tygodnie, ale sprawy miały się coraz gorzej. Znienawidziłam lekcje angielskiego, na których nauczyciel dawał uczniom tyle swobody, że Tomek poczynał tam sobie najśmielej. Jedynym pocieszeniem było dla mnie to, że nie przekonywał do siebie innych. Nie zjednywał kolegów, choć pewnie chciał. Trwał przy nim twardo jedynie ten kolega z osiedla, Michał.
Postanowiłam jeszcze raz udać się do wychowawczyni, ale odprawiła mnie z kwitkiem, identycznie kończąc rozmowę. Czy ja jestem kretynką, żeby nie rozróżnić, kiedy facet chce zrobić wrażenie, a kiedy się znęca?! Najwidoczniej owszem.

Spadł śnieg. Mój stres rósł z każdym kolejnym centymetrem płatków śniegu na ziemi. Czułam, że lada dzień moje życie zmieni się w koszmar. Nie myliłam się.
Wpadłam w zimową depresję. Strach, jaki mnie ogarniał przy każdorazowym opuszczaniu szkoły był tak wielki, że urastał do rangi obsesji.

Mimo, że specjalnie chodziłam na dalszy przystanek autobusowy, pewnego dnia i tam mnie złapali. Miałam wszystkiego serdecznie dość. Choć gorszy od nich był strach, przed tym, że ich spotkam. Nie wiem, czy możecie to pojąć. Ale czasem niewiedza wpływa na nas dużo gorzej od najgorszej wiadomości. Można więc powiedzieć, że spadł mi kamień z serca, jak ich ujrzałam. No, ale czy tak było rzeczywiście?
Nie powiedziałabym.
Skończyło się na wyzwiskach i kilku śnieżkach z pewnej odległości. Chciałam już iść dalej. Staliśmy jednak na wąskiej ścieżce pomiędzy dwoma blokami. Nie miałam zamiaru zawracać, bo to oznaczałoby, że tchórzę. Ruszyłam więc przed siebie. Bardzo powoli. Chciało mi się płakać, ale świadomość, że choć łza sprawiłaby mu satysfakcję pozwoliła mi się trzymać. Michał stał z boku i nic nie robił. Nie reagował, nic nie mówił. Jak zwykle. Zdawało mi się, że Tomek ma nad nim ogromną władzę i mu współczułam.
Gdy wydawało mi się, że ich szczęśliwie ominęłam i już wypuszczałam powietrze z zaciśniętych płuc Tomek od tyłu rzucił się na mnie ze śniegiem.
Czułam się kompletnie upokorzona. Osiągnął to, co chciał. Długo jeszcze dźwięczał mi w uszach jego śmiech. Zmaltretowana psychicznie dowlokłam się na przystanek. „Tak być dłużej nie może”…

Życie w ciągłym strachu męczy. Po tym incydencie postanowiłam po raz kolejny zgłosić to w szkole. Tym razem u wicedyrektorki. Z początku przejęta pani X pod koniec rozmowy ze mną i ona poruszyła wątek zakochania! No jak tak można! Czy nie potrafią zrozumieć, jak okropny jest ten chłopak? Z jaką wściekłością odnosi się do mnie? I że to NIE MA nic wspólnego z zakochaniem!

Wyszłam zrozpaczona. Nikt mi nie chciał wierzyć.
Tylko koleżanka, z którą się zaprzyjaźniłam i wracałam często razem. Ona wiedziała.
Pomagała mi i też chodziła do wychowawczyni. Jako świadek.

6 rano, budzik. Powiedzcie mi, jaką ja miałam mieć motywację by wstać do szkoły? Żadną. Do dziś jestem z siebie dumna, że jednak chodziłam. Zmuszałam się, cierpiałam, ale nie opuściłam ani dnia przez niego. Nie on mi będzie dyktował warunki.
Pamiętam, jak raz wróciłam do domu.

- Byli jacyś chłopcy po Ciebie. – powiedziała mama.
- Tutaj?!
- Tak, powiedziałam im przez domofon, że jeszcze nie wróciłaś do domu.
- … Jak oni wyglądali?
- No, jeden miał taki plecak granatowy, hm drugi zieloną kurtkę...
- Mamo to był Tomek, najpewniej z Michałem…
- Och. Nie pomyślałam, że to mogą być oni.
- Mówili coś?
- Nie, tylko pytali czy jesteś.
- Debile, przecież wiedzieli, że jestem na angielskim, sami powinni tam być.

Przeraziło mnie to jeszcze bardziej, bo pamiętam, jak raz mi groził, że napisze coś na mnie na moim bloku. Teraz wiedział, który to, (na szczęście skończyło się na groźbach).


Nastał mój ulubiony miesiąc, marzec. Pierwsze odważniejsze promienie słońca przebijały się przez gęste chmury. W oczach topniał śnieg.
Właśnie wracałam z koleżanką, rozmawiałyśmy o kartkówce z matematyki i innych sprawach. Czułam, że idą za nami. Ale wydawało się nam, że przy skrzyżowaniu poszli w drugą stronę. Rozluźnione podjęłyśmy temat, gdy nagle usłyszałam za sobą szybki bieg. Tuż za plecami. Nie zdążyłam się nawet obejrzeć a Tomek już zdążył coś powiedzieć, naskoczyć na mnie i… opluć.

Byłam w szoku. Nie mogłam się ruszyć z miejsca. Koleżanka też zamarła. On tymczasem już dawno się ulotnił. Odruchowo wytarłam włosy ręką. Na szczęście miałam rękawiczki i gdy tylko udało mi się w miarę doprowadzić do porządku zdjęłam je z obrzydzeniem i wrzuciłam do siatki. Czułam się okropnie.

- Co on powiedział? – spytała po chwili.
- Chyba „to za Michała, że nie dałaś mu ściągnąć”…
- Coo?! Kretyn!
- Wiem. No, ale… Michał nawet słowa nie powiedział, żebym mu dała coś z matmy… - mówiłam nadal będąc w głębokim szoku. Zaczęły mi lekko drżeć ręce. Zupełnie nie rozumiałam, dlaczego miał do mnie o to pretensje! Przecież Michał nawet się nie odwrócił! Nie dał znaku, że coś chce, to jak ja mu miałam pomóc!?
- Choć, idziemy. On jest obleśny. W domu wypierzesz rękawiczki, nie przejmuj się. A jutro idziemy do wicedyrektorki.
- Pójdziesz ze mną?
- Oczywiście! Nie zostawimy tak tego.

Nieobecna ruszyłam za nią na przystanek. Czułam się jak najgorzej potraktowana szmata. W życiu nie spotkało mnie coś takiego i pewnie dlatego tak się tym przejęłam. Być może inni nawet by okiem nie mrugnęli.

Snułam się po przystanku, gdy nagle znajoma twarz pomachała mi przez okno samochodu. „Tata!”. To był mój wybawiciel. Usiadłam obok niego, wciąż lekko nieprzytomna i wszystko mu powiedziałam. Żałuję, ale nie pamiętam, co mi wtedy powiedział. Wiem tylko, że żarliwie go zapewniałam, iż następnego dnia pójdę z tym do dyrekcji.

- To okropne, straszne! Jak on mógł dopuścić się takiego czynu! – dyrekcja była w szoku.
- No ja mówiłam wcześniej…- starałam się bronić. Ech, dlaczego to ja czułam się winna?

Dostał chyba upomnienie na piśmie, czy naganę. To wszystko.
Ale co ważniejsze, dał mi spokój. Nie zachowywał się już negatywnie a jedynie pasywnie.
Wciąż irytował nauczycieli a w klasie go nie lubili, ale mi dał spokój. Nie denerwowało mnie już nawet to, że recytował mój numer telefonu na lekcji. Zmienił się. Nie dogadywał mi wrednie.


Nie zdał do następnej klasy. Doczepił się jednak do innej dziewczyny, ponoć i ją zamęczał psychicznie. Pewnego dnia nadpalił jej lekko włosy. I nareszcie usunęli go ze szkoły.

Później dowiedziałam się, że często był wyrzucany ze szkół, bo sprawiał problemy wychowawcze. Jakaś dziewczyna powiedziała mi, że jego matka to fanatyczna chrześcijanka. Chodziła też plotka, że miał w domu „żółte papiery”*, ale nie wiem ile z tego jest prawdą.
Bardzo rzadko, ale zdarza się, że mijam go w mieście. Nie chowam już urazy, mogłabym z nim nawet porozmawiać.

Najgorsze, że uprzedziłam się do imienia Tomek! Z wiekiem mija, ale zawsze budzi mą czujność, (doktor psychologii powiedziałby, że jest to pewien rodzaj generalizacji, ale to da się leczyć).



………………………………………………………………………………………………..
* - papiery świadczące o stwierdzonych odchyleniach psychicznych

Opublikowano

najpierw zobaczyłem, że długie, więc zrobiłem sobie kawy i zasiadłem do czytania. to tyle uwag wstępnych:)

bardzo mi się podobało, w porównaniu z "astygmatyzmem", znaczne zmniejszenie liczby dialogów. napisałaś jak zwykle bardzo sprawnie itd.

oczywiście mam pewne sugestie, nie... może nie sugestie, tylko wrażenia ogólne.
bardzo, baaardzo brakowało mi jakiegoś zwieńczenia całości, puenty, morału. cała historia nieco się rozpływa. przez cały czas zastanawiałem, jak się skończy opowiadanie, a się okazało, że jakoś tak bez rozwiązania.

i to tyle
pozdrawiam
MZ

Opublikowano

witam Was Michale i Marku serdecznie w moich skromnych progach :)
cieszę się, że zechcieliście podzielić się z innymi swoimi odczuciami po przeczytaniu tego tekstu.

Michale bardzo długo myślałam o zakończeniu i też mi brakowało zamknięcia całości, być może ono jeszcze nie nadeszło :) sądzę, że gdyby Karolina spotkała np jakiegoś innego Tomka i go bardzo polubiła, czy się nawet zakochała byłoby zbyt oczywiste. Gdyby spotkała się jednak z tym Tomkiem i wyjaśnili sobie parę spraw wyszłoby obłudnie i naciąganie. Postanowiłam więc zostawić tę sprawę otwartą wyjaśniając jedynie po krótce jaki jest teraz stosunek Karoliny do Tomka tego i innych. Ale jeśli okaże się, że innym również będzie to niewystarczało to zastanowię się nad innym rozwiązaniem.

Marku, to świetnie :) że tak uważasz.

pozdrawiam serdecznie
Natalia

Opublikowano

ojej jakiej telenoweli?!
Asher to jest zupełnie zwyczajne opowiadanie nie mające nic wspólnego z astygmatyzmem :)
proszę więc o szczerą opinię na jego temat :) bo to inna bajka.

żółte papiery wolałam wytłumaczyć, bo to, że ja i pół Polski wie, co one oznaczają nie znaczy, że druga połowa też :)

Opublikowano

Ja o stylu, sposobie myślenia, obrazowania, konstruowania... Wcale nie tak odległe ani bardziej kontrowersyjne. Takie Twoje i ja to lubię. Masz blisko do życia cokolwiek prozą piszesz. Nie będę się powtarzał, żę nie widzę w tym nic złego. Piszesz jasno i przejrzyście. Nie umiem się czepić :)))

Opublikowano

No dobra, to lecimy z koksem.
Tłumaczysz "żółte papiery", a "awersję" zostawiasz. Sądzę że cała Polska wie co oznaczają żółte papiery, więc to naprawdę zbędne. Wyjasniać, to można od biedy sentencje np. łaciskie w tekście, resztę kazdy może sobie sprawdzić w domu. Nie rób z czytelników niedocofów.
Jest kilka usterek, no nie wiem jak je nazwać, merytorycznych?
Licealistka nie mająca pojęcia o ateizmie? No to spodziewam sie troszkę głupiej bohaterki - reszta tekstu jednak nie charakteryzuje jej w taki sposób, wiec nie wiem sam. Naprawdę idą do szkół średnich takie mośki? To dobrze, że byłem w zawodówce.
Dalejk bohaterka przerzuca tony słowników i encyklopedii by skumać co znaczy ateista. Jakieś wybrakowane miała te słowniki. W pierwszym lepszym z brzegu jest to wyjaśnione. nie trzeba kończyć fakultetów żeby to zgłębić.
Fanatyczna chrześcijanka - niby nic a cieszy. Wyobraziłem sobie mormonkę, potem stwierdziłem, że lepsza by była purytanka z Mayflowera. (Chodź do naszych warunków najlepiej przystawała by katoliczka, ale zajmujemy się dziećmi z liceum, więc niech im będzie to ogólne stwierdzenie - chrześcijanka).
Po co poświęcasz cały akapit na Maćka skoro nie jest on do niczego potrzebny? Kinga się naczytałaś? Ja rozumiem że w 1000 stronicowej powieści możesz się zająć postaciami tła (bo nawet nie drugoplanowymi) ale to jest tylko opowiadanko. Dobrze, że całej klasy nie przedstawiłaś.
Ciekawa obserwacja psychologiczna przy okazji (choć bez znaczenia dla tekstu!) - największego idiotę z klasy opisujesz słowami: sympatyczny, miły, wszystkich zna, budzi respekt... dobry człowiek na stanowisko. CÓż, rozumiem , że to zdanie bohaterów, i ja po prostu mam wyciągnąć z tego wniosek - do tej klasy chodzą dzieci specjalnej troski, na przewodnika stada wybrali imbecyla nie umiejącego się zapewne podpisać. Tak? O to chodzi? Cóż, dzięki allachowi za zawodówki.
Skoro dziewczyna wiedziała, że Tomek jej dokucza (awersje, hihi), a potem o tym zapomniała, to on nie mógł jej tychże awersji brutalnie uswiadomić. Mógł je jej brutalnie przypomnieć. Tego typu błędów jest jeszcze kilka.
"Niemal czułam, jak się nogi pode mną ugięły" - tzn. co? Ugięły się, a ona nie poczuła? To "ze nogi się pod kimś uginają" to przenośnia, nie trzeba jej obwarowywać zaznaczeniem, że bohaterka wcale się nie wywaliła na krawężnik. Też kilka razy podobne usterki.
Aha - pierwsze 2 zdania - dobrze że tak szybko się zdecydowałaś, w jakim czasie piszesz.

Błędem wydaje mi się zastosowanie pierwszoosobowej narracji. Pół bedy, gdyby to była literacka imitacja jezyka i sposobu myślenia licealistki. Niestety tekst nie wyglada na imitację literacką, on jest(!) jak zapis myśli(?) i uczuć nierozgarnietej licealistki! Ato nie robi temu tekstowi dobrze. Banalizuje go, że tak powiem.

Ogólnie więc - opowiadanie słabe. Fajny temat - gnębienie ateuszy przez katoli w liceum - ale źle poprowadzony niestety. Za płytko. Poczytaj trochę na temat o którym masz zamiar pisać (samo osłuchanie się przy okazji ogladania teleexpresu junior czy czegoś w tym stylu nie wystarczy), zdystansuj się (jako pisarz) do tematu, opracuj go, a dopiero potem wczuj się w bohaterów na powrót.
Życzę powodzenia przy pracy nad następnymi tekstami.
(wysoko mierzysz z tematami, ale nie za wysoko. A formę doszlifujesz z wiekiem. Mam nadzieję.)

Opublikowano

no :)
teraz czuję, że żyję

Dziękuję Ci bardzo Marcholcie za poświęcenie dłuższej chwili memu tekstowi, właśne tego potrzebowałam :) szczerej krytyki, bo nie potrafiłam tego tekstu dopracować sama, uznałam więc, że poradzicie mi, bo wiedziałam, że najlepszy to on nie jest.

Ech, z tymi żółtymi papierami to jest tak, zwrotu tego używa się w moim środowisku, no ale skąd mam wiedzieć, czy np w innych częściach kraju również on obowiązuje? Czasem takie powiedzonka się nie rozpraszają, aż tak. Ale cieszę się, że to owszem :)

co do dalszych uwag to na spokojnie je przemyślę, ale zmiany w tekście będą nieuniknione :)

Dzięki raz jeszcze
serdecznie pozdrawiam
Natalia

Opublikowano

Znam Marcholta już dobre kilka lat i ciągle mnie zadziwia... chyba trze będzie sobie w łeb wypalić z zazdrości, bo już nic innego nie zostało do zrobienia.

Moim skromnym zdaniem rzecz napisana sprawnie. Dlaczego pominęłaś Suchanino? ;-) Dialogi poprowadzone zupełnie dobrze (nie umiałbym tak, przyznaję bez bicia, pewnie dlatego też nie produkuję dialogów). Wątpliwości Marcholta nie podzielam, może po prostu zbyt pobieżnie czytałem, bo ten kombajn jak tekst ściśnie to samo suche zostaje. Kilka skromniutkich błędów, nijak nie przeszkadzających w lekturze. Temat rzeczywiście mocno telenowelowy, ale - że znowu powołam się na naszego koprofaga czyścizadka - dobrze napisaną telenowelę też się przyjmnie czyta / ogląda etc.

Interesuje mnie jeszcze jedna rzecz, grozi ona nawet mało dżentelmeńskim pytaniem. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że autorki nie dzieli zbyt długi dystans czasowy od czasu narracji (nie żebym utożsamiał)... jeśli się mylę - to jest to zupełnie rzeczowe opowiadanko z dzieckiem (przepraszam, młodą niewiastą) jako bohaterem, jeśli zas się nie mylę, to jest to fajny młodziutki tekst.

W mentorski ton - mam nadzieję - nie wpadłem. Czołem.

Opublikowano

witam Freney,
no jak zobaczyłam, że i Ty mnie odwiedziłeś z opinią, to liczyłam na więcej uwag, a tu ooo, nico! A by się przydały, bo właśnie przerabiam "Tomka"

Suchanina się zachciewa? :) może kiedyś...

Co do narracji... tak, masz rację, bohaterką jest wciąż jeszcze niedojrzała dziewczyna :)

do tonu mentorskiego jeszcze Ci daleko!
pozdrawiam
Natalia

Opublikowano

bardzo proszę :)

a tak w ogóle, zaczęłam zmieniać tekst i... to będzie już zupełnie o czym innym... Dopisuję dosłownie drugą połowę, ciekawe jak przyjmiecie to opowiadanie... już dopisałam półtorej strony, ale to nie koniec! ruszyłam inny wątek....hmm, sama jestem ciekawa co z tego wyjdzie...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • RONDO ALLA POLACA

      Jeśli Twój majestat żąda, bym
      Zamilkł jak po zachodzie ptak,
      Ciemności nie skalam głosem mym,
      Nie ubliżę nim urodzie dnia.

      Nic nie powiem już,
      Będę tylko trwał, aż
      Policzony będzie każdy oddech mój,
      Jeśli taka wola Twa.

      By głos nie zadrżał mi,
      Gdy z kurhanu złych sław
      Będę śpiewał Ci

      Z tego kurhanu lat,
      Śpiewał Chwałę Twą,
      Jeśli tylko dasz
      Wciąż śpiewać ją 

      Z tego kurhanu dni
      Twa chwała będzie grzmieć,
      Jeśli pozwolisz mi
      Mą śpiewać pieśń

      Na sam rozkaz Twój,
      Lub gdy wybór dasz,
      Rzekom daj nabrać wód,
      Wzgórzom radość wskaż.

      Niech łaska Twa udzieli się
      Sercom zgorzałym w piekielny czas
      Jeśli tak Pan chce -
      Chce uzdrowić nas

      I zgarnąć do rąk,
      Na rękach zacieśnić więź,
      Twym dziatkom tu,
      Jeśli Ty tak chcesz.

      W tych z lumpexu snach,
      Wszystkie w na zabój sznyt
      I dać, by śpiew pokonał strach,
      Jeśli zechcesz Ty.

      W Twych w szmaciankę grach
      I w strzelankach, gdzie każdy to wróg,
      I dać by odszedł strach,
      (Jeśli tak zechce Bóg...).

      Jeśli Twój majestat chce,
      bym nie mówił nic,
      Mój głos skryje się
      Jak w ciemnościach widz

      Nic nie powiem już
      Będę tylko trwał, aż
      Policzone będą me dni
      Jeśli taka wola Twa

      Jak pan Władza chce,
      Żebym zamknął ryj,
      Z chęcią zamknę się
      Jak w komórce stryj

      Jak tak, to tak
      Jak mam być twój błękitny ptak,
      Jak chcesz, zamknę się
      W klatce, jak papug ten

      To co?
      Stul pysk, bo....
      Z tulipana ci....
      Ci, ci, ciuciubabko,
      Won

      Casino Royale

      Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty 
       Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór 
      Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi
       A na ulicy czekał limuzyn sznur...

      To był powód, to był Nowy Jork
      W kolejce po szmal i po szał ciał
      To zwali miłością do mas śpiewających ten song
      Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są...

      Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum? 
      Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum,
      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię
      Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję."
      Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje

      Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż:
      Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące...
      I mówisz, że wolisz, jak przystojni są,
      Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek...

      I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja,
      Co jęczą pod jarzmem piękna,
      Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”...

      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię
      Potrzebuję; nie, nie potrzebuję."
      Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje...

      Nie mówię, że kochałem najbardziej cię 
      Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto 
      Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel 
      To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często...

      Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę,
      Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące...

      Wciąż biorą do ust twój biust więdnący...
      Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był,
      Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek... 

      "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię
      Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję."

      Ja też miałem w ustach smak 
      Na życie pieśnią tętniące..
      Też wolę, jak ładne są pół tak 
      Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek... 

      "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję. 
      Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje.
      Tango Anus

       

      TANGO ANUS 


      Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg
      Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść,
      Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg,
      Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec
      Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób,
      Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób..

      Pokaż mi swe piękno,
      Gdy świadczyć miał nie będzie kto
      Daj  poczuć, jak tętni
      W tobie Babilonu noc 
      Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc..

      Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż
      Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag,
      Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią 
      Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to...

      Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas,
      Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar,
      Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić,
      Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic...

      Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg
      Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec
      Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć
      Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres


      Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc
      Wtańcz, gdzie zechce Bóg
      ""Tańcz mnie, po miłości kres..."


      z POPULARNE


      Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone
      Lecz rzucamy, zaciskając kciuk
      Wiemy, że wojna jest skończona;
      Wszystko świetnie: wygrał wróg...

      Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos
      Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos
      Już taki los. Tak chce populi Vox...

      [Zwrotka 2]
      Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę
      I myślą, że kapitan to łgarz
      Lecz w tych okolicznościach przyrody
      Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł....

      Wszyscy zapatrzen są w konta stan:
      Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak 
      I bukiet że stu róż
      Tak tu jest już...

      [Zwrotka 3]
      I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne
      Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest
      Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna
      Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie

      Wiedzą, że Święty ci małżeński próg
      Lecz tak monitują do Twych ud
      Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg
      Taki masz drobny druk

      [Refren]
      Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu
      Taki razem ciągniemy drut
      Tak czytamy z nut
      Maestra Ubu
      Taki hołd składamy mu
      Nie licz więc na cud

      [Zwrotka 4]
      Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz
      Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty
      I wiemy, że jak żyć, to nie umierać
      Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film..

      Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty
      Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś
      Nawet Kali ma nieswoje momenty
      I wszyscy odkładają wszystko na zaś

      [Zwrotka 5]
      I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia
      Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz...
      A nadzy on i ona na planecie Ziemia
      To dziś niezwykle niezwykła rzecz

      Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról
      Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól,
      Który zaksięguje jak wół
      To, co wiemy już

      [Zwrotka 6]
      I wszyscy znają ten twój zapaszek
      I się zakładają, jak wcielasz im cel,
      Od krwawego krzyża na Górze Czaszek
      Do plaży na półwyspie Hel

      Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat, 
      A Najświętsze Serce jest pełne łat
      Zaraz pęknie jak Albert brat,
      Totus Eium już od lat..

      [Refren]
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Och, wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą

      ŚNIEŻYNKA I STRACH
      (Dialog na cztery kopyta)


      [STRACH]
      Przyszłaś do mnie dziś rano
      I obrobiłaś jak sztukę mięs.
      Tylko facet ci powie, jaki to
      Delikatny, jaki czuły gest.


      Tyś w lustrze jest odbiciem mym,
      Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह,
      Bo kto inny by mnie zechciał wziąć
      W tysiąca swych pocałunków toń?


      (Dla tych, którzy przywitali mnie)
      Nieważne, że droga nam dłuży się,
      Nieważne, że pod górę wciąż,
      Nieważne, że księżyc już zszedł
      I zapanował mrok.


      Nieważne, że gubimy szlak,
      Spisane jest, że spotkasz mnie.
      Na pewno mi mówiłaś tak
      Na pocałunków dnie.


      I kocham cię, gdy na słońca blask
      Jak lilia otwierasz płatki swe,
      A ja – to na wróble strach,
      Którego smaga deszcz.


      Strach, co strachliwie kocha cię,
      Choć ma z lumpeksu twarz,
      Ciało i wszystko, czym był i jest,
      Aż do pocałunków dna.


      Wiem, że znasz ten kłamstwa smak
      I oszustw bez zbędnych słów:
      Nauczyłaś się operować tak
      Na kolanach ojca i u matki stóp...


      Ale czy musiałaś się bić,
      By ulicę w ogniu przejść,
      Jeśli całe to nasze mieć i być
      Wisi u pocałunków tajnych miejsc.


      Numerki, odwyk i jasna rzecz:
      Wracam na Square du Blues.
      Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz
      Podchodzi mi już do ust.


      Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu,
      A akta sprawy twej kompletne są,
      Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu
      Płynąc w pocałunków głąb.


      Nieważne, czy masz moc sił i dóbr,
      Czy opuściła cię moc,
      Czy napiszesz te kilka słów,
      Które słowiki cytują co noc.


      Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR,
      Czy nieregulowany czas,
      Rzucasz życie w kąt, bo masz
      Przeżyć pocałunków tysiąc pięć.


      Biegną poszły, a dziewczyny młode są,
      Bieg ten jest szansy wart.
      Los bierze stronę twą,
      Lecz szybko kończy się fart.


      Wezwanie: masz być jak widz
      W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra,
      Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic,
      Odbijasz się od pocałunków dna.


      Słyszę głosy ich na kufla dnie,
      Co czasem tak woła mnie.
      Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń?


      Lecz gwardia nie cofa się;
      Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew,
      Choćbyś oddał tu swój życia skok,
      Tak świadczą nasz czas, nasza krew
      I tysiąca pocałunków twych mrok.


      Tak wiem: musiałaś kłamać
      I oszukiwać bez słów:
      Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał,
      A matka tuliła do stóp...


      Wiem, że musisz tak kłamać im,
      By system ograć, zamiast się położyć na wznak,
      Lecz majątek nic nie gwarantuje ci,
      Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt.


      Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk,
      Styl dawny ma dziś naftaliny woń,
      Bo Duch przeszedł przez próg
      W tysiąca pocałunków toń.


      A Wewnętrzne Światło twe, co
      Nie ma równych i ma gest?
      Garbię się w kolejną noc,
      Po tysiąca pocałunków kres


      Zaklinam los, nastrajam głos,
      I wracam na Avenue du Blues.
      Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo
      Jestem za cienki tchórz.


      Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest,
      A my potulnie zapijamy żal,
      Burzymy się, zbieramy zabawki serc
      I odchodzimy w pocałunków dal.


      Tym pachnie ta o tobie myśl,
      Mam o tobie komplet akt –
      Poza tym, co mi nie umknęło dziś
      W pocałunków niski takt.


      Grałem z Dizem raz i z Dantem też –
      Brak mi było tego ich „coś”,
      Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie,
      Wciągnęli w pocałunków blues.


      Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał,
      Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym.
      Zespół wpadł już w weny twórczy szał,
      Serce nie cofnie się przed morzem win.


      Może musiałem jechać drogi szmat
      I obietnic tysiąc złamać, lecz
      Rzuca się wszystko, ot tak,
      By przeżyć twych pocałunków treść.


      Teraz jesteś jak Anioł Śmierć,
      Potem jak Parakleta szał,
      Czasem jak Zbawiciela Dech,
      Potem – w Belsen stos ciał.


      Nie ma odwrotu już od miłości gróźb,
      Czy meta to skoku w bok –
      Jak zaświadczono czasem i krwią
      W pocałunków równy krok.


      Przyszłaś do mnie tu skoro świt,
      Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp.
      Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd,
      Tak delikatnie, czule zrobić wstęp.


      Tak delikatnie, czule w materię wejść.
      Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść,
      Że przynieść miłość jak kwiatu pąk –
      To przyjść bez pustych rąk.


      [ŚNIEŻYNKA]
      Tyś mój brat z lustra, krewny mój
      Z najczarniejszych snów.
      Kto, jak nie ty, by dał mi znój
      Podróży w tysiąc pocałunków znów?


      Czekałam, aż otworzysz się
      Na ulic skwar. Jeden z wielu tak...
      A ja jestem jak kula śnieżna łez,
      Tocząca deszczu z deszczem ślad.


      Topniejącą miłością wciąż kocham cię
      I fizis tą z drugiej ręki –
      Całą sobą, wszystkim, czym chcesz,
      Tysiącem pocałunków namiętnych.


      Cała ja, aż do granicy mórz,
      Przeniknięta przez seks,
      Widzę, że oceany tu wyschły już
      Modliszce, co we mnie jest...


      Docieramy na dziób,
      Syreną daję znak, że twej floty wrak
      Ma mi się rozbić tu
      Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak.


      Przychodzisz do mnie co noc
      I ubijasz jak stek,
      Lecz baba powie ci, że większą moc
      Ma czułych obelg stek.


      Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest,
      Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień,
      Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień,
      Woła na ratunek i składa ci
      Na czole obśliniony pocałunek.


      (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...)
      Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym,
      Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare.
      Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić
      W ten słodko-kwaśny smaku czar...


      Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny,
      Poznałbym cię przez sen.
      Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie
      W tysiąc pocałunków namiętnych?


      Wzdychamy na los; poprawiamy włos
      I wjeżdżamy na Autoroute du Blues.
      Próbowaliśmy rzucić to nasze coś –
      Cóż, na inny rejs sił nie mamy już.


      Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż,
      Miast miłości – z wyprzedaży twarz,
      Miast szału ciał – goryczy czar,
      A pocałunków czar dna dosięgł już.


      Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż,
      Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans.
      Za chwilę wygramy, a potem raut –
      Dzisiaj zacznie się nasza passa pass!


      A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz,
      Jaką im odpowiedź dasz?
      Jakie życie? Życie poszło precz.
      Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz...


      A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się
      Ze stanu, w jakim jest cały ten kram,
      Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień,
      Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam.


      Przyszliśmy tu w ostatnie dni,
      Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp.
      Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty,
      Na Twą czułość ogarniał nas śmiech.


      Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść.
      Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść,
      Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk –
      I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Dwóch turystów w knajpie, w Sopocie  Miało ochotę na pyszne łakocie  Pytają więc gości  Skąd takie pyszności? Oni im mówią, to resztki po kocie 
    • RONDO ALLA POLACA Jeśli Twój majestat żąda, bym Zamilkł jak po zachodzie ptak, Ciemności nie skalam głosem mym, Nie ubliżę nim urodzie dnia. Nic nie powiem już, Będę tylko trwał, aż Policzony będzie każdy oddech mój, Jeśli taka wola Twa. By głos nie zadrżał mi, Gdy z kurhanu złych sław Będę śpiewał Ci Z tego kurhanu lat, Śpiewał Chwałę Twą, Jeśli tylko dasz Wciąż śpiewać ją  Z tego kurhanu dni Twa chwała będzie grzmieć, Jeśli pozwolisz mi Mą śpiewać pieśń Na sam rozkaz Twój, Lub gdy wybór dasz, Rzekom daj nabrać wód, Wzgórzom radość wskaż. Niech łaska Twa udzieli się Sercom zgorzałym w piekielny czas Jeśli tak Pan chce - Chce uzdrowić nas I zgarnąć do rąk, Na rękach zacieśnić więź, Twym dziatkom tu, Jeśli Ty tak chcesz. W tych z lumpexu snach, Wszystkie w na zabój sznyt I dać, by śpiew pokonał strach, Jeśli zechcesz Ty. W Twych w szmaciankę grach I w strzelankach, gdzie każdy to wróg, I dać by odszedł strach, (Jeśli tak zechce Bóg...). Jeśli Twój majestat chce, bym nie mówił nic, Mój głos skryje się Jak w ciemnościach widz Nic nie powiem już Będę tylko trwał, aż Policzone będą me dni Jeśli taka wola Twa Jak pan Władza chce, Żebym zamknął ryj, Z chęcią zamknę się Jak w komórce stryj Jak tak, to tak Jak mam być twój błękitny ptak, Jak chcesz, zamknę się W klatce, jak papug ten To co? Stul pysk, bo.... Z tulipana ci.... Ci, ci, ciuciubabko, Won Casino Royale Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty   Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór  Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi  A na ulicy czekał limuzyn sznur... To był powód, to był Nowy Jork W kolejce po szmal i po szał ciał To zwali miłością do mas śpiewających ten song Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są... Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum?  Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum, Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust: "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję." Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż: Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące... I mówisz, że wolisz, jak przystojni są, Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek... I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja, Co jęczą pod jarzmem piękna, Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”... Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust: "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię Potrzebuję; nie, nie potrzebuję." Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje... Nie mówię, że kochałem najbardziej cię  Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto  Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel  To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często... Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę, Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące... Wciąż biorą do ust twój biust więdnący... Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był, Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek...  "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję." Ja też miałem w ustach smak  Na życie pieśnią tętniące.. Też wolę, jak ładne są pół tak  Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek...  "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję.  Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje. Tango Anus   TANGO ANUS  Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść, Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg, Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób, Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób.. Pokaż mi swe piękno, Gdy świadczyć miał nie będzie kto Daj  poczuć, jak tętni W tobie Babilonu noc  Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź, Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc.. Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag, Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią  Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą, Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to... Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas, Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar, Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić, Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic... Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc Wtańcz, gdzie zechce Bóg ""Tańcz mnie, po miłości kres..." z POPULARNE Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone Lecz rzucamy, zaciskając kciuk Wiemy, że wojna jest skończona; Wszystko świetnie: wygrał wróg... Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos Już taki los. Tak chce populi Vox... [Zwrotka 2] Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę I myślą, że kapitan to łgarz Lecz w tych okolicznościach przyrody Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł.... Wszyscy zapatrzen są w konta stan: Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak  I bukiet że stu róż Tak tu jest już... [Zwrotka 3] I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie Wiedzą, że Święty ci małżeński próg Lecz tak monitują do Twych ud Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg Taki masz drobny druk [Refren] Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu Taki razem ciągniemy drut Tak czytamy z nut Maestra Ubu Taki hołd składamy mu Nie licz więc na cud [Zwrotka 4] Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty I wiemy, że jak żyć, to nie umierać Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film.. Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś Nawet Kali ma nieswoje momenty I wszyscy odkładają wszystko na zaś [Zwrotka 5] I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz... A nadzy on i ona na planecie Ziemia To dziś niezwykle niezwykła rzecz Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól, Który zaksięguje jak wół To, co wiemy już [Zwrotka 6] I wszyscy znają ten twój zapaszek I się zakładają, jak wcielasz im cel, Od krwawego krzyża na Górze Czaszek Do plaży na półwyspie Hel Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat,  A Najświętsze Serce jest pełne łat Zaraz pęknie jak Albert brat, Totus Eium już od lat.. [Refren] Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Och, wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą ŚNIEŻYNKA I STRACH (Dialog na cztery kopyta) [STRACH] Przyszłaś do mnie dziś rano I obrobiłaś jak sztukę mięs. Tylko facet ci powie, jaki to Delikatny, jaki czuły gest. Tyś w lustrze jest odbiciem mym, Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह, Bo kto inny by mnie zechciał wziąć W tysiąca swych pocałunków toń? (Dla tych, którzy przywitali mnie) Nieważne, że droga nam dłuży się, Nieważne, że pod górę wciąż, Nieważne, że księżyc już zszedł I zapanował mrok. Nieważne, że gubimy szlak, Spisane jest, że spotkasz mnie. Na pewno mi mówiłaś tak Na pocałunków dnie. I kocham cię, gdy na słońca blask Jak lilia otwierasz płatki swe, A ja – to na wróble strach, Którego smaga deszcz. Strach, co strachliwie kocha cię, Choć ma z lumpeksu twarz, Ciało i wszystko, czym był i jest, Aż do pocałunków dna. Wiem, że znasz ten kłamstwa smak I oszustw bez zbędnych słów: Nauczyłaś się operować tak Na kolanach ojca i u matki stóp... Ale czy musiałaś się bić, By ulicę w ogniu przejść, Jeśli całe to nasze mieć i być Wisi u pocałunków tajnych miejsc. Numerki, odwyk i jasna rzecz: Wracam na Square du Blues. Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz Podchodzi mi już do ust. Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu, A akta sprawy twej kompletne są, Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu Płynąc w pocałunków głąb. Nieważne, czy masz moc sił i dóbr, Czy opuściła cię moc, Czy napiszesz te kilka słów, Które słowiki cytują co noc. Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR, Czy nieregulowany czas, Rzucasz życie w kąt, bo masz Przeżyć pocałunków tysiąc pięć. Biegną poszły, a dziewczyny młode są, Bieg ten jest szansy wart. Los bierze stronę twą, Lecz szybko kończy się fart. Wezwanie: masz być jak widz W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra, Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic, Odbijasz się od pocałunków dna. Słyszę głosy ich na kufla dnie, Co czasem tak woła mnie. Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń? Lecz gwardia nie cofa się; Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew, Choćbyś oddał tu swój życia skok, Tak świadczą nasz czas, nasza krew I tysiąca pocałunków twych mrok. Tak wiem: musiałaś kłamać I oszukiwać bez słów: Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał, A matka tuliła do stóp... Wiem, że musisz tak kłamać im, By system ograć, zamiast się położyć na wznak, Lecz majątek nic nie gwarantuje ci, Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt. Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk, Styl dawny ma dziś naftaliny woń, Bo Duch przeszedł przez próg W tysiąca pocałunków toń. A Wewnętrzne Światło twe, co Nie ma równych i ma gest? Garbię się w kolejną noc, Po tysiąca pocałunków kres Zaklinam los, nastrajam głos, I wracam na Avenue du Blues. Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo Jestem za cienki tchórz. Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest, A my potulnie zapijamy żal, Burzymy się, zbieramy zabawki serc I odchodzimy w pocałunków dal. Tym pachnie ta o tobie myśl, Mam o tobie komplet akt – Poza tym, co mi nie umknęło dziś W pocałunków niski takt. Grałem z Dizem raz i z Dantem też – Brak mi było tego ich „coś”, Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie, Wciągnęli w pocałunków blues. Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał, Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym. Zespół wpadł już w weny twórczy szał, Serce nie cofnie się przed morzem win. Może musiałem jechać drogi szmat I obietnic tysiąc złamać, lecz Rzuca się wszystko, ot tak, By przeżyć twych pocałunków treść. Teraz jesteś jak Anioł Śmierć, Potem jak Parakleta szał, Czasem jak Zbawiciela Dech, Potem – w Belsen stos ciał. Nie ma odwrotu już od miłości gróźb, Czy meta to skoku w bok – Jak zaświadczono czasem i krwią W pocałunków równy krok. Przyszłaś do mnie tu skoro świt, Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp. Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd, Tak delikatnie, czule zrobić wstęp. Tak delikatnie, czule w materię wejść. Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść, Że przynieść miłość jak kwiatu pąk – To przyjść bez pustych rąk. [ŚNIEŻYNKA] Tyś mój brat z lustra, krewny mój Z najczarniejszych snów. Kto, jak nie ty, by dał mi znój Podróży w tysiąc pocałunków znów? Czekałam, aż otworzysz się Na ulic skwar. Jeden z wielu tak... A ja jestem jak kula śnieżna łez, Tocząca deszczu z deszczem ślad. Topniejącą miłością wciąż kocham cię I fizis tą z drugiej ręki – Całą sobą, wszystkim, czym chcesz, Tysiącem pocałunków namiętnych. Cała ja, aż do granicy mórz, Przeniknięta przez seks, Widzę, że oceany tu wyschły już Modliszce, co we mnie jest... Docieramy na dziób, Syreną daję znak, że twej floty wrak Ma mi się rozbić tu Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak. Przychodzisz do mnie co noc I ubijasz jak stek, Lecz baba powie ci, że większą moc Ma czułych obelg stek. Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest, Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień, Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień, Woła na ratunek i składa ci Na czole obśliniony pocałunek. (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...) Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym, Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare. Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić W ten słodko-kwaśny smaku czar... Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny, Poznałbym cię przez sen. Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie W tysiąc pocałunków namiętnych? Wzdychamy na los; poprawiamy włos I wjeżdżamy na Autoroute du Blues. Próbowaliśmy rzucić to nasze coś – Cóż, na inny rejs sił nie mamy już. Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż, Miast miłości – z wyprzedaży twarz, Miast szału ciał – goryczy czar, A pocałunków czar dna dosięgł już. Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż, Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans. Za chwilę wygramy, a potem raut – Dzisiaj zacznie się nasza passa pass! A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz, Jaką im odpowiedź dasz? Jakie życie? Życie poszło precz. Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz... A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się Ze stanu, w jakim jest cały ten kram, Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień, Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam. Przyszliśmy tu w ostatnie dni, Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp. Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty, Na Twą czułość ogarniał nas śmiech. Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść. Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść, Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk – I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.  
    • nie szukam  naszych śladów  jeszcze nie jest pora    patrzę na czas  już bez makijażu  zabiorę ze sobą  nie tylko złudzenia  wezmę  uśmiechy emocje   wizytówka z marzeń  zostanie    spojrzenie z mola  zatopiło się w morzu  niebo rzuca cień  zaglądam do zatłoczonych myśli  przystanki zbyt długie  oczekiwanie poza skalą    otworzę drzwi do jutra  nie zostawiając śladów  most na drugą stronę  już nie daje azylu przeprowadza  przypadkowych  przechodniów    może kiedyś … zapiszemy kartkę  z drugiej strony    6.2026 andrew   
    • A za groby cywil da wina
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...