Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Astygmatyzm miłości, rozdział 11


Po matce widziałam, że płakała wiele godzin. Tata nie wiedział, co ze sobą zrobić, gdzie skupić wzrok, jaką postawę przyjąć, co powiedzieć. Wszyscy spoglądaliśmy na siebie trwając w przytłaczającym milczeniu. Nie mogłam dłużej.

- Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że Was widzę...
- Nie dawałaś znaku życia tyle miesięcy - matka wciąż nie mogła opanować drżenia, musiała być w szoku.

W tym momencie weszła pielęgniarka. Omiotła nas wzrokiem.

- Może jednak podać państwu coś na uspokojenie? Zaraz przyniosę, a Patrycja niech się nie podnosi z łóżka. - Poczułam się jak małe dziecko, o którym rozmawiano w jego obecności a nie z nim.
- Jak pani uważa - ledwie słyszalnie szepnęła mama.

Po chwili odważyłam się na pytanie.

- Byliście u Dawida?

Matka chyba niedosłyszała, natomiast ojciec zareagował gwałtownie.

- Myślisz, że jeszcze będziemy odwiedzać smarkacza, który doprowadził do ucieczki naszej córki z domu?!

Jego wybuch wbił mnie w pościel. Bezwiednie zamknęłam oczy.

- Ale tatusiu ja...
- Milcz! Jak tylko wrócimy do domu, to wszystko będziesz wyjaśniać. Ale i tak wiemy, że to jego wina, nawet nie próbuj go bronić.
- Niee... wy nie rozumiecie - jąkałam przez łzy - to ja...
- Nic nie mów już dziecko drogie. - Tym razem odezwała się matka. - Teraz jesteśmy już z Tobą, zajmiemy się wszystkim. Zaopiekujemy się maleństwem...
- Wychowam dziecko razem z Dawidem.
- Głupstwa pleciesz - matka chyba starała się mnie w ogóle nie słuchać - wszystko się ułoży, ociec kupi łóżeczko, wózek... prawda Romku? - spytała lekko nieprzytomna i otępiała matka.
- Tak - Odrzekł głucho ojciec.

Weszła pielęgniarka i rozdała wszystkim leki uspakajające. Zaproponowała jednocześnie rodzicom by wypoczęli w jakimś hotelu (w szpitalu nie mieli miejsca) i odwiedzili mnie za kilka godzin. Wszyscy wyszli bez słowa. Ojciec nawet na mnie nie spojrzał zamykając drzwi.

Czułam się potwornie. Samotna. Opuszczona. Zagubiona.
Musiałam porozmawiać z Dawidem.
Koniecznie.

Nie byłam jeszcze śpiąca, więc powoli wstałam, ubrałam szlafrok, który przywiozła mi mama. Rozejrzałam się, czy po korytarzu nie krąży jakaś pielęgniarka i udałam się na poszukiwania oddziału intensywnej terapii. Nie wiedziałam, czy Dawid nadal tam leży, ale może tam się dowiem, gdzie go ewentualnie przenieśli.

- Przepraszam, szuka pani kogoś? - z tyłu zahaczyła mnie pielęgniarka.
- Nie, nie...Tzn. Tak! Szukam. Dawida Szymkowskiego. Wie pani, gdzie on leży?
- Hmm, czy to młody chłopak ze złamaną nogą? O tego pani chodzi?
- Tak! - krzyknęłam uszczęśliwiona.
- Zaraz go poszukamy. - I ruszyłyśmy na drugi oddział.

Nie minęło parę chwil, jak uchylałam drzwi od sali, na której znajdował się między innymi Dawid. Nie spał. Spojrzał na mnie, jakby nie mogąc uwierzyć, że naprawdę stoję przed nim. Pielęgniarka zamknęła za mną drzwi.

- Dawid... - wyszeptałam.
- Pati, jak się tu znalazłaś? Nie musisz leżeć?! Siadaj tutaj. - wskazał mi krzesło obok swego łóżka. Usłuchałam.
- Musiałam z Tobą porozmawiać...
- Ja z Tobą też muszę... Muszę wszystko wyjaśnić...
- Poczekaj, nie... moja sprawa jest ważniejsza...

Dawid spojrzał na mnie nie wiedząc, czy ma się bać, czy cieszyć.
Wzięłam głęboki oddech. Ech, jakie to trudne...

- Są tu moi rodzice...
- CO!?
- Wczoraj zadzwoniłam do domu... Dawid, my teraz potrzebujemy pomocy, ja lada dzień mogę urodzić, nie wiem, czy sobie sama poradzę. Nie wiadomo, kiedy Ty wyjdziesz ze szpitala, co będzie dalej? Po prostu musiałam do nich zadzwonić. - skończyłam mówić ledwie słyszalnym głosem, niemal proszącym o wybaczenie. Cały czas jak mówiłam wpatrywałam się tępo w kołdrę, na której leżały jego ręce. Gdy skończyłam widziałam już tylko zaciśnięte pięści. Bardzo powoli podniosłam wzrok na jego twarz.
Wściekłość. Gniew. Wzburzenie. Chyba strach...
Tyle wyczytałam z roziskrzonych oczu, które wydawać by się mogło oczekują ode mnie jakiegoś wytłumaczenia.

- Dawid nie miałam z Tobą kontaktu. Musiałam z kimś..
- I akurat musiałaś dzwonić po rodziców, tak?!
- No, ale zrozum...- nie dawał mi dojść do słowa.
- Nie, nie zrozumiem! Źle nam było?! Teraz Cię zabiorą i już mnie więcej nie zobaczysz! I ja Cię więcej nie zobaczę! A co z naszym dzieckiem? Pomyślałaś o nim!?
- Dawid, proszę Cię nie krzycz... denerwujesz i mnie i niepotrzebnie dziecko. Oczywiście, że o nim pomyślałam i właśnie dlatego sprowadziłam tu na trochę rodziców. Potem, jak wydobrzejesz, sami się wszystkim zajmiemy. I będzie jak wcześniej.
- Nic już nie będzie tak samo. Czy Ty nie rozumiesz, że jak oni teraz Cię odnaleźli to już nie wypuszczą z rąk?
- Ależ skąd! Oni zrozumieją naszą decyzję, będą musieli ją uszanować.
- Pati, czy Ty udajesz taką naiwną?!

Miał rację... Wmawiałam sobie, że będzie dobrze, ale po rozmowie z rodzicami wiedziałam, że nie obędzie się bez problemów. Nie chciałam jednak, żeby o tym wiedział. Zastanawiałam się czy brnąć dalej w tę farsę... Z tego wszystkiego rozbolała mnie głowa.

- Będzie dobrze...Dawid musi się nam udać...
- Pieprzenie. Zabiorą mi Was.
- Nie! - rzuciłam mu się na szyję zmęczona całą sytuacją, musiałam się w końcu wypłakać - Dawid ja nie chcę żeby mnie zabierali. To jest nasze dziecko i ja wiem, że... że Ty je kochasz tak mocno, jak mnie i że będziesz doskonałym ojcem. Ja... ja im nie pozwolę się mieszać do naszych spraw. Ja tylko chciałam by tu przyjechali na moment, na tę ciężką chwilę. Ale oni zaraz pojadą. Naprawdę. Obiecuję Ci. Oni nie mogą... nie mogą nam....
- No spokojnie... już, będzie dobrze. Masz rację, jakoś się ułoży. Nie damy im się rozdzielić. No nie płacz już kochanie... Pewnie jak wydobrzeję i zobaczą, że już wszystko w porządku to sobie pojadą. Pokażemy im mieszkanie, na pewno im się spodoba. No Pati podnieś głowę... Spójrz na mnie... Pati?... Śpisz?...

Byłam tak zmęczona, nie mogłam podnieść powiek... Tak senna. Dawid coś do mnie mówi? Dawid...

- Pati no zbudź się, nie możesz tu spać. Musisz kochanie wrócić do siebie, bo tu Wam niewygodnie... Paatii... No wstawaj skarbie... Pati? Pat!?..... Siostro! Siostro!!

- Co się dzieje?
- Nie mogę jej dobudzić! Jeszcze przed chwilą rozmawialiśmy, myślałem, że zasnęła, ale ona nie reaguje, chyba straciła przytomność...



c.d.n.

Opublikowano

To fragment szerszej całości? Historia raczej znana. Mam nadzieję na jakieś zaskoczenie. Dialogi świetne. Słychać "osłuchanie", czego wielu - także mnie - brakuje. Ciekawe co się urodzi...?

Opublikowano

to jest fragment wcześniej publikowanej, dość szerokiej całości :) chyba z 11 rozdział, ale nie miałam pewności, więc nie numerowałam tym razem. Reszta powinna być dostepna w archiwum, ale jeszcze chyba nei jest.

Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że moje dialogi uważasz za dobre :)

dzieki za komentarz i, gdy tylko będą dostepne, zapraszam do zapoznania się z poprzednimi rozdziałami
Serdecznie pozdrawiam
Natalia

Opublikowano

ok. czekam. chodzi mi po głowie poczwarka, ono i ...alien. skrzywiony jestem. kiedyś myślałem nad farsą. na ścianie wisi plakat sportowca-murzyna. żona ciągle patrzy na obsesje męża i w końcu rodzi ślicznego murzynka. ona biała, on biały, a dziecko nie. co ludziom powiedzieć? przeca od pół wieku murzyna we wsi nie było, ona też tylko prała i sprzątała, a tu masz.. sugeruje się tylko tym, wcześniejszych rozdziałów nie znam. pozdrowienia. jac

Opublikowano

No!!!!! nareszcie doczekałam się kolejnej części...dobrze się czytało(jak zwykle)...Tylko dlaczego znowu się kończy w najlepszym momencie???? :) no nic..pozostaje mi czekać na kolejną część...pospieszać nie będę :)
"- Będzie dobrze...Dawid mu się nam udać..."- chyba miało być musi? ale to drobnostka...gdzieś tam brakowało mi przecinka,ale nie moge teraz znaleźć gdzie,za co przepraszam :)
Podsumowując- świetnie
Pozdrawiam serdecznie N.Z.

Opublikowano

Mi też się podobało :) Choć historia zalatuje telenowelą, to czyta się ją bardzo dobrze. Masz poprawny warsztat. Musisz tylko pomyśleć nad czymś, co będzie wyjątkowe w Twoim opowiadaniu. Bo taka sobie historyjka o życiu i miłości nie zrobi furory. A szkoda marnować Twój czas i talent na coś bylejakiego merytorycznie.

Pozdrawiam serdecznie,

Gwyn

Opublikowano

Tak właśnie telwizja podtruwa literaturę, odbierając jej naturalne prawo do pisania prosto o życiu. Od literatury oczekujemy już tylko dziwactw, puent i zaskoczeń. Dlatego podziwiam trud Natalii i wierzę, że się opłaci. Myslę, że wróci jeszcze czas zwyczajnych opowieści do poduszki, kiedy już nas zmęczy nieświeży cokolwiek postmodernizm...

Opublikowano

Przepraszam, że dopiero teraz komentuję ten fragment, ale wcześniej jakoś mi nie wychodziło:) Może denerwował mnie tytuł, może nie. Nieważne.


A więc najpierw słowa uznania za dialogi. Pozwalają dosyć błyskawicznie przebrnąć przez tekst, bo są naprawdę dobre, naturalne.
Tylko, że z tym wiąże się coś, co nieco mniej mi się spodobało. Tzn., przeczytałem, ale niewiele mi z tego zostało w głowie.

Nieważne, czy literatura przekazuje coś o życiu, czy jest zamknięta w swoim wysublimowanym świecie, musi coś przekazywać. COś powinno zostawać w mózgu czytelnika, drążyć, jak u Słowackiego:

'Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna,
Co mnie żywemu na nic... tylko czoło zdobi;
Lecz po śmierci was będzie gniotła niewidzialna,
Aż was, zjadacze chleba - w aniołów przerobi. '

Oczywiście to tylko stan idealny, ale staraj się, Natalio, do niego dążyć.

Pozdrawiam

MZ

Opublikowano

Michale nie masz za co przepraszać :)
co do tego, że się dobrze czyta bardzo się cieszę, a co do tego, że mało pozostawia? to jest fragmencik całości :) jak skończę pisać tę "telenowelię" to chyba pozwolę sobie zamieścić jeszcze raz, ale wszystko razem.
Chociaż trochę mnie teraz ruszyłeś, w pozytywnym sensie oczywiście, każdy fragment powinien coś w sobie nieść... hmmm drążcymi rękoma będę publikować kolejną część :)

Serdecznie pozdrawiam
Natalia

Opublikowano

Asher :) Nie twierdzę, że proza musi być "wydziwiona". Tylko że pisząc, piszemy o czymś z założenia interesującym. I jeśli chcemy, by nie był to kolejny Harleqin (czy jak to się pisze), musimy się postarać.

Prawda, każdy fragment powinien coś przekazywać. Całość też. Mottem powieści może być "miłość jest wielka, wszystko zwycięży", ale skoro chcemy zastosować tak oklepany motyw, powinniśmy to robić w nieoklepany sposób. W przeciwnym razie proponuję go zmienić.

Czytelnik oczekuje od tekstu czegoś, co utkwi mu w pamięci. Nie chce czuć się tak, jakby znów podglądał sąsiadów przez dziurkę od klucza. Uważnie patrzy w każde słowo i ma nadzieję, że na końcu zostanie uraczony czymś smakowitym. Trafnym wnioskiem, o którym nie pomyślał, zaskakującym obrotem sprawy, morałem...

Telenowelowość jest zła. Miłość i współczesne realia nie. O ile, oczywiście, przedstawi się je w wartościowy sposób.

Pomyślcie o szablonowym wypracowaniu, które co prawda napisane jest dobrym językiem i zawiera duzo literackich przykładów, lecz nie ma w nim niczego nowego, oryginalnego. Ot klepanie tego samego, co reszta klasy. Nauczyciel wystawi piątkę, ale do druku wypracowanie niestety nie trafi.

Pozdrawiam,

Gwyn

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Postęp

       

      Zaryzykowałbym zdanie, iż wiara w postęp nauki i techniki narodziła się w „epoce renesansu” (choć rozmaite wynalazki ułatwiające życie pojawiały się już w epoce Archimedesa i wcześniej). Wielkie „tuzy”, które ukazały się na firmamencie epoki usiłowały unieść człowieka w powietrze i „przypinały” mu skrzydła. Konstruowały doskonalsze machiny wojenne takie, które zwiększały siłę rażenia i unicestwiania przeciwnika, zabijania drugiego człowieka. W architekturze dokonano przełomowego odkrycia i skonstruowano łukowate sklepienie świątyni (kopułę) we Florencji. Udoskonalano broń palną. Jednocześnie wraz z postępem techniki pojawił się regres dobrych obyczajów ludzi. Wyzwalano się z zbawiennych oków średniowiecznej dyscypliny etyczno-moralnej na rzecz powrotu do pogańskiej swobody obyczajów, co poskutkowało niemal natychmiast wzrostem zachorowań na choroby weneryczne. Następowało „zwyrodnienie” relacji międzyludzkich. Wielkie odkrycia geograficzne jakie miały miejsce w tej epoce, znacznie poszerzyły wiedzę o globie ziemskim i ilości kontynentów. Wraz z odkryciami nowych lądów odnowiły się także takie cechy osobowości ludzkich jak niezmierna chciwość i pazerność na kruszec złota. Kolonizowano nowo odkryte tereny i podporządkowywano sobie miejscową ludność siłą, brutalną przewagą militarną. Gwałcono łatwowiernych tubylców roznosząc jednocześnie nieznane tam wcześniej choroby takie, jak odra czy syfilis. Rola Kościoła została zmarginalizowana i wyparta przez bezpardonowy imperializm świeckiej władzy.

       

      Kolejną epoką, w której dominowała wiara w „ludzki geniusz”, w postęp nauki i techniki było „oświecenie”. Wiara w to, że człowiek samodzielnie, bez Boga i mimo Boga może, a nawet powinien kreować nową rzeczywistość. Zagrabiono i zlikwidowano dobra kościelne w wielu krajach uzyskując ogromny kapitał, który spożytkowano na „nowy” system kształcenia. Powstawały szkoły świeckie, w których kształcono przyszłe „elity” choć metody kształcenia w takich szkołach były, eufemistycznie rzecz ujmując, bardzo surowe. Za złe zachowanie, za nieuctwo karano chłostą. Uczono przeważnie lichwy. Choć nie tylko i wyłącznie. Ubodzy ludzie, którymi do tej pory opiekowało się duchowieństwo w rozmaitych przytułkach i sierocińcach zostali pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia. Narastała przestępczość, wzrastał tzw. „margines społeczny”. Sytuację zaostrzał panujący powszechnie głód. Kary za przestępstwa (np. za kradzież chleba) były niewspółmiernie wysokie: ciężkie galery. To rodziło bunt i aprobatę haseł rewolucyjnych. Całą winę za zaistniałą sytuację społeczno-polityczną obarczono króla, arystokrację i duchowieństwo. Wymyślono i skonstruowano gilotynę przez którą „przewinęło” się wiele tysięcy ludzi. „Zgilotynowano” pół Francji. Najbardziej wymownym przykładem były wydarzenia w miejscowości Wandea we Francji. Odkryto siłę powszechnego ciążenia. Wzniesiono się po raz pierwszy w balonie na ogrzane powietrze, w powietrze.

       

      „Wiek pary” umożliwił ludziom szybsze i łatwiejsze przemieszczanie się na znaczne odległości w czasie i przestrzeni. Powstały maszyny, które ułatwiły wiele ciężkich prac wymagających do tej pory siły rąk ludzkich. Wymyślono nawet „filozofię pozytywizmu”, w której wychwalano pod niebiosa wiarę w postęp naukowo-techniczny oparty tylko i wyłącznie o doświadczenie. Zaczęto wierzyć w to, że postęp nauki, sam w sobie, przyczyni się do rozwiązania wszelkich problemów trapiących ludzkość. Wiara w Boga została uznana za relikt minionego czasu. Tymczasem „wojny napoleońskie” znów przyniosły opłakane żniwo w postaci śmierci setek tysięcy istnień ludzkich. Czy można tu mówić o postępie? Czy może raczej o regresie człowieczeństwa? Inny myśliciel naukowy (w tym czasie), postępowy zasugerował światu nauki i społeczeństwu, iż człowieka nie stworzył żaden Bóg lecz człowiek po prostu wyewoluował z małpy. Nie byłoby w tym nic niepokojącego (ot jeszcze jedna, nieszkodliwa teoria naukowa) gdyby nie fakt przeniesienia poglądów tego pana do etyki społecznej, a w końcu do moralności poszczególnych osób („darwinizm społeczny”). Doprowadziło to do zwyrodnienia relacji interpersonalnych. Mówiąc kolokwialnie „do zezwierzęcenia” znacznej części społeczeństwa, zaniku empatii. Pokrewny naukowiec do wyżej wymienionego dołożył swoje „trzy grosze” i powstała nauka zwana „eugeniką” co zaowocowało, w późniejszym okresie „rozwoju” ludzkości, katastrofalną w skutkach teorią „naukową” zwaną „higieną ras”. Rewolucja bolszewicka w Rosji na początku XX wieku, oparta o idee „wielkich myślicieli” i „dobroczyńców ludzkości”, gloryfikująca świecki humanizm, miała obalić istniejący, rzekomo skostniały ustrój społeczny przemocą, brutalną siłą. Na czele tej „rewolty” stanęły niedouczone męty społeczne, zbrodniarze rozmaitej konduity, przestępcy pozbawieni jakichkolwiek skrupułów moralnych. W tym to czasie, postęp techniczny „wynalazł” ciężki karabin maszynowy, który zastosowany na polach walki siał spustoszenie pomiędzy walczącymi: zarówno atakującymi, jak i broniącymi dotychczasowego ustroju społecznego (czyli caratu). Podobnie jak to działo się podczas „wielkiej rewolucji francuskiej” z tą różnicą, iż dokonywano rzezi już nie setek tysięcy obywateli ale ponad setkę milionów. Wprowadzono w Rosji terror jakiego przedtem ta ziemia nie znała. Wszystko pod „patronatem” akademii nauk i w imię nauki, i postępu. Wysłano do „łagrów” zarówno osoby duchowne, jak i wykształcone według tradycyjnych wartości takich jak filozofia grecka, hellenizm i cerkiew prawosławna (cywilizacja bizantyńska). Oponentów likwidowano lub w najlepszym razie zmuszano do emigracji. Na czele państwa stanęli psychopaci tłumiący jakiekolwiek ludzkie odruchy w skali społecznej. Wprowadzono ustrój „bez ludzkiej twarzy”.

       

      Pierwsza wojna światowa wraz z postępem naukowo-technicznym kosztowała istnienie wielu milionów ludzi. Usadawiano się w okopach („atak pozycyjny”) i strzelano do siebie „jak do kaczek” z „udoskonalonych” armat ogromnego kalibru, ciężkich karabinów maszynowych, pojawiły się czołgi. Jakby tego było mało wprowadzono do walki chemiczne środki bojowe. Trup słał się gęsto. Po wojnie było bardzo wielu okaleczonych mężczyzn, wymagających stałej opieki medycznej.

       

      Oczywiście byłbym tendencyjny, mało prawdopodobny i niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał tu o pozytywach „postępu” takich, jak wynalazek fotografii, ruchomego filmu, prądu elektrycznego, fal radiowych, penicyliny, samolotów, etc. itp. Te „dobre” wynalazki przysłużyły się „dobrej” stronie tzw. „postępu”. Dały ludziom ogromne możliwości rozwoju indywidualnego i społecznego w wielu dziedzinach nauki. Posunęły ludzkość niewątpliwie „do przodu”. Ludzie zauroczeni nowymi możliwościami zachłysnęli się się „postępem” i zaniechali tego co stanowi i stanowiło podstawy prawdziwego postępu w etyce i moralności, w sferze ducha, duszy, osobowości.

       

      Nadszedł czas przemysłowego ludobójstwa. Ludzi umieszczano w obozach zagłady i robiono z ich tłuszczu kostki mydła. Czas drugiej wojny światowej stanowił, historycznie rzecz ujmując, najmroczniejszy okres w dziejach świata. Eugenika posłużyła za podstawę teorii o wyższości rasowej określonych grup ludzi, o ściśle określonych cechach takich jak kolor oczu, włosów, kształtu czaszki itp. Doświadczenia [pseudo] medyczne na żywych, zdrowych i chorych ludziach miały posłużyć tak zwanemu „postępowi” wyższych rasowo „nadludzi”, znalezieniu „polepszaczy” bytu ludzkiego. Co zaś przyniosły? Ogrom cierpienia, bólu i śmierci. Wynalazcy, w imię obłąkańczej ideologii, wymyślili pocisk o napędzie odrzutowym, który miał zapewnić szybkie zwycięstwo siłom „wielkiej rzeszy niemieckiej”. Paradoksalnie, to odkrycie, znacznie udoskonalone, przyczyniło się do powstania w niedalekiej przyszłości pierwszej rakiety kosmicznej. Zarysowuje się więc dwoisty charakter tak zwanego postępu naukowo-technicznego. Z jednej strony ludzie żyją szybciej, podróżują dalej, a egzystencja ludzka staje się łatwiejsza. Jednak z drugiej, tej mroczniejszej strony, staje się straszniejsza, „nieludzka”. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” - powiedziała dwudziestowieczna myślicielka. I co położyło kres temu dwudziestowiecznemu szaleństwu, jakim była druga wojna światowa? Oczywiście nowy, „postępowy” wynalazek jakim okazała się bomba atomowa, zrzucona na dwa wielkie miasta. Zmusiła siły zideologizowanych bojowników o lepsze jutro do bezwarunkowej kapitulacji. Zaczął się w powojennej rzeczywistości nowy wyścig. Wyścig zbrojeń. Każdy kraj, każde państwo chciało i chce posiadać taką broń masowego rażenia [ABC].

       

      W połowie XX wieku „narodzili” się nowi myśliciele związani z tzw. „szkołą frankfurcką”. W czym upatrzyli sobie postęp ludzkości? M. in. w odrzuceniu cywilizacji łacińskiej i kultury zachodu powiązanej z chrześcijaństwem. Uważali oni, iż współczesnego człowieka trzeba „wyzwolić” z ograniczeń, jakie nakłada na niego ta cywilizacja i kultura. Temu celowi miała posłużyć „rewolucja seksualna”. Dotknęła ona takie dziedziny kultury, jak: modę, film, teatr, muzykę młodzieżową, literaturę, prasę itp. itd. Środkiem prowadzącym do tego celu miał być niczym nieograniczony seks. Ponieważ „bliższa jest koszula ciału”, mówiąc kolokwialnie, ta myśl została bardzo łatwo przyswojona przez młodzież i jej „underground”. Naczelnym hasłem młodzieży „hipisowskiej” stało się powiedzenie „make love, not war”. Z podziemnego nurtu „wolnego rynku” dorzucono do tego ideologicznego kłamstwa narkotyki (LSD). Czym to poskutkowało? Uzależnieniem się ludzi od seksu, pornografii i narkotyków. Ile zgonów miało miejsce pomiędzy „idolami” stworzonymi przez tę ideologię, z powodu przedawkowania narkotyków...? Nie da się ich policzyć na palcach rąk i nóg. Tak wyglądał i wygląda ów „postęp” w odniesieniu do moralności ludzkiej, który sobie założyła „postępowa” część społeczeństwa. Przez cały XX wiek ludzkość borykała się z tą teorią „postępu”.

       

      Jakby tego było mało z w/w pnia myśli człowieczej zrodziła się „nowa” ideologia XXI wieku, popularnie zwana „gender”. Ideologia negująca nie tylko prawa przyrody, logiki, „prawo naturalne” ale także „zdrowy rozsądek”. Każdy normalny człowiek wie, że mamy tylko dwie płcie u ludzi: męską i żeńską. W w/w ideologii („gender”) okazuje się, że mamy setki płci, płci do wyboru, gdyż klasyczny podział płci to ograniczenie narzucone nam przez ową „nieszczęsną” cywilizację i kulturę.

       

      Cóż z tego, że nauka rozwiązała zagadkę kodu genetycznego człowieka (DNA). Że możemy tworzyć genetycznie zmodyfikowaną żywność (GMO), odporną na rozmaite choroby. Dziś nikt nie chce kupować i spożywać takiej żywności, ponieważ nieznane są konsekwencje żywienia się taką żywnością dla organizmu ludzkiego. Znakomitym wynalazkiem okazał się komputer osobisty (laptop, ajfon, smartfon). Tak, jak kiedyś w dziejach postępu znakomitym wynalazkiem okazał się klucz i zamek w drzwiach, tak może on posłużyć zarówno dobrym celom, jak i złym. Tak samo, jak kiedyś ten kto posiadał „wytrych” pośród złodziei, łatwo mógł usunąć przyczynę blokującą go i oddzielającą od skarbu, i otworzyć wszystkie drzwi. Tak samo dziś ten, który przygotował w komputerze fałszywą stronę internetową może wyłudzić fortunę na znaczną skalę. Kto zliczy tych, którzy dali się na to „nabrać” (zaufali oferentowi powodowani domniemaną uczciwością oferenta) i stracili fundusze, zgromadzone oszczędności? Gdzie jest ten właściwy postęp etyczno - moralny dzięki któremu ludzie ludziom mogliby bardziej zaufać? Czy systemy monitoringu wizyjnego rozwiązują problem? Nie! Przestępstwa są coraz bardziej wyrafinowane, a bandyci (hakerzy) coraz lepiej „wyedukowani”. Szkoda tylko, że nie jest to edukacja moralna we właściwym tego słowa znaczeniu. Szkoda tylko, że nie jest to nauka empatii.

       

      Na horyzoncie „postępu naukowo – technicznego” pojawiła się tzw. „sztuczna inteligencja”. Jakie perspektywy zarysowały się dla rozwoju nauki i postępu! Wielu cmoka z zachwytu. A we mnie powstaje niepokój: czy „sztuczna inteligencja” ma serce? To serce, które ma swoje racje, jakich rozum nie zna. Quo vadis homo viator?

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...