Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zrobił kotek hyc za płotek
bo za płotkiem była kotka
niebywałej aparycji
i do tego niezła trzpiotka.

Pokonawszy część trawnika,
dwie rabatki, krzew różany
stanął przed nią, wąs podkręcił
i rzekł, o nic nie pytany.

Czy pozwolisz mi tygrysku,
(chciał jej statut ponieść nieco)
bym poczynił ci awanse
nim się inne koty zlecą?

Odwróciła w stronę śmiałka
swoje ciało z wielką gracją
i odrzekła, wpadnij później
a ugoszczę cię kolacją.

Tu się kończy ma narracja,
wycofałem się z trawnika,
- co się mogło później zdarzyć?
O to pytam czytelnika.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Nieraz jadłem z jej miseczki
- o pardon, chlipałem
a szczególnie gdy nad ranem
do domu wracałem.

Taka miska pełna mleka,
która stoi w sieni
niejednemu kociokwiczek
w sielankę zamieni.

Kto to mleczko przegotował
dotąd mi nieznane
jednak zawsze z apetytem
było pochłaniane.

Ten co odszedł pewnie inne
trunki preferował
i dlatego lub być może
w dal wyemigrował.


pozdrawiam
HJ
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Ja słyszałem inną wersję,
czy prawdziwą? Nie wiem.
Koty się raczyły mlekiem
a nas kocim śpiewem.

Śpiew nieznośny i w dodatku
brzmiał on w środku nocy
więc niejeden nie meloman
ostrzelał ich z procy.


pozdrawiam
HJ
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





Żeby móc zaklinać koty
i robić to dobrze,
to niezbędna jest praktyka
- poćwicz więc na kobrze.

pozdrawiam
HJ
otóż właśnie Panie Heniu
z kobrą to historia taka
księciem się wydała w cieniu
na słońcu - pokraka :)))


Nie pokraka lecz po Kraku,
który mieszkał na Wawelu
pozostała bo mu prysła
kiedy tańczył na weselu.

Przesiedziała gdzieś w zaroślach
gdzie na pęczki się mnożyła
i to chyba jej prawnuczka
nagle u nas się zjawiła.

Ja tam radzę ją omijać
wielkim łukiem lub zakolem
albo złapać i do wora
i wypuścić pod Opolem.


Pozdrawiam
HJ
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


chętnie bym odpowiedź dała
ale mama zakazała
zakaz mamy święty
więc mój dowcip zamarznięty

serdecznie-Jola



Takaś bogobojna,
że zakazy mamy
zamknęły ci usta
i ogrodu bramy?

Takaś ciepłolubna,
że mrozu kruszyna
niczym hibernacja
dowcip lodem ścina?

Otrząśnij się z tego
marazmu Jolanto
- za złamany zakaz
nie grozi ci manto!



pozdrawiam serdecznie
HJ
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wiele się nie namyślając,
po film sięgam, by zdarzenie
w pełnej wersji oglądając,
nic nie sugerować wenie.

Jednak, jak się zapowiada
- na trawniku nic nie było,
gdzie? Mnie mówić nie wypada,
lecz kocura coś wnerwiło.

Siadam więc wygodnie w krześle,
by odpocząć, luz dać cielsku
- okulary, słownik w rękę
i wychodzę... po angielsku:

www.youtube.com/watch?v=pBXxbsOoFr4&feature=related

Pozdrawiam :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Wiele się nie namyślając,
po film sięgam, by zdarzenie
w pełnej wersji oglądając,
nic nie sugerować wenie.

Jednak, jak się zapowiada
- na trawniku nic nie było,
gdzie? Mnie mówić nie wypada,
lecz kocura coś wnerwiło.

Siadam więc wygodnie w krześle,
by odpocząć, luz dać cielsku
- okulary, słownik w rękę
i wychodzę... po angielsku:

www.youtube.com/watch?v=pBXxbsOoFr4&feature=related

Pozdrawiam :)



Zapytałem się sąsiada
lecz on także nic nie słyszał
ale widział jak się kocur
słaniał i nieziemsko dyszał,

skąd zadyszka nie wiadomo
bo choć schody były strome
jednak się przemieszczał na dół
a po drugie to ruchome

były, gdyż to schody z drewna,
dom stawiany zaś przed laty
więc się stopnie chybotały
bo też były starej daty,

a być może, że się z kotką
droczył albo w berka ganiał
i dlatego ciężko dyszał
oraz się na nogach słaniał.



Pozdrawiam serdecznie
HJ
Opublikowano

Później było przyjąćko, wieczorne przy świecach,
cztery myszy na zimno i dwie na gorąco,
kotka zdjęła futerko, kot podkręcił wąsa,
na parapet wskoczyli leciutko i miękko,
świerszcz im zagrał na skrzypcach a oni tańczyli,
tango, tango upojne, tango argentyńskie:
„twych przenajsłodszych pieszczot, nigdy, przenigdy, nie
zapomnę…”


Już nie pojmę: kotków sześć? Szesnaście? Trzydzieści?
Na trawnikach mruczando: a a a, a a a,
bo teraz już figluje, kotków sto dwadzieścia
dwa!
Zima, mrozy, nie studzą, sers szlachetnych ludzi!
Kto okaże łaskawość? Kto jedzonko im da?
- Ja!
Serdeczne pozdrowienia, wiersz bardzo przypadł do gustu
mnie i podwórkowym futrzakom!
- baba

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


chętnie bym odpowiedź dała
ale mama zakazała
zakaz mamy święty
więc mój dowcip zamarznięty

serdecznie-Jola



Takaś bogobojna,
że zakazy mamy
zamknęły ci usta
i ogrodu bramy?

Takaś ciepłolubna,
że mrozu kruszyna
niczym hibernacja
dowcip lodem ścina?

Otrząśnij się z tego
marazmu Jolanto
- za złamany zakaz
nie grozi ci manto!



pozdrawiam serdecznie
HJ
oj mój Heniu
słodki leniu
chcesz mnie zepchnąć na złe drogi
i przyprawić długie rogi

nie posłucham twojej rady
gdyż namawiasz mnie do zdrady
znajdziesz sobie inną cnotę
z nią odwalisz tę robotę

pozdrawiam serdecznie-Jola
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.






Bowiem w kocim karnawale
od lat modne mini bale,
a że wkrótce Walentynki
więc stroili słodkie minki

a gdy tango im zagrano
poszli w tany, zamruczano,
a ten pomruk szedł od krzaków
od gapiących się futrzaków

które tkwiły tam w zachwycie
podpatrując takie życie,
gdzie się mleczkiem i śmietanką
raczy kot ze swą kochanką

gdzie przekąską myszka szara,
do południa bara – Bara,
po obiadku mała drzemka,
podwieczorek – krem, KeSeMka

a wieczorem płonie świeca
i muzyki rytm podnieca
a tancerze w splocie ciał
słodko mruczą – miał, miał, miał.


Serdecznie pozdrawiam
futrzaki też
HJ
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





Takaś bogobojna,
że zakazy mamy
zamknęły ci usta
i ogrodu bramy?

Takaś ciepłolubna,
że mrozu kruszyna
niczym hibernacja
dowcip lodem ścina?

Otrząśnij się z tego
marazmu Jolanto
- za złamany zakaz
nie grozi ci manto!



pozdrawiam serdecznie
HJ
oj mój Heniu
słodki leniu
chcesz mnie zepchnąć na złe drogi
i przyprawić długie rogi

nie posłucham twojej rady
gdyż namawiasz mnie do zdrady
znajdziesz sobie inną cnotę
z nią odwalisz tę robotę

pozdrawiam serdecznie-Jola



Wszak karnawał nam króluje
a w nim bale, maskarady
to i rogi można nosić
z musu albo dla parady

a ja kusić nie zamierzam
lecz szarmancko się ukłonię
i zaproszę cię do tańca
pocałunkiem w obie dłonie

gdy odmówisz twoja sprawa,
rób jak przykazała mama
ale wtedy moja droga
tańczyć będziesz, ale sama.


Serdecznie pozdrawiam
HJ
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




A pamiętasz grę w zielone
lub szkolnego cymbergaja
albo innych sto pomysłów
jak się bawić robiąc „jaja”

i nie zawsze na patelni
choć bywały przesadzone
ale zawsze w dobrym tonie
choćby i te przesolone.


pozdrawiam
HJ
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


oj mój Heniu
słodki leniu
chcesz mnie zepchnąć na złe drogi
i przyprawić długie rogi

nie posłucham twojej rady
gdyż namawiasz mnie do zdrady
znajdziesz sobie inną cnotę
z nią odwalisz tę robotę

pozdrawiam serdecznie-Jola



Wszak karnawał nam króluje
a w nim bale, maskarady
to i rogi można nosić
z musu albo dla parady

a ja kusić nie zamierzam
lecz szarmancko się ukłonię
i zaproszę cię do tańca
pocałunkiem w obie dłonie

gdy odmówisz twoja sprawa,
rób jak przykazała mama
ale wtedy moja droga
tańczyć będziesz, ale sama.


Serdecznie pozdrawiam
HJ

Do tańca zapraszasz
moje dłonie całujesz
nie mogę odmówić
tak pięknie cwałujesz


serdecznie-Jola
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





Wszak karnawał nam króluje
a w nim bale, maskarady
to i rogi można nosić
z musu albo dla parady

a ja kusić nie zamierzam
lecz szarmancko się ukłonię
i zaproszę cię do tańca
pocałunkiem w obie dłonie

gdy odmówisz twoja sprawa,
rób jak przykazała mama
ale wtedy moja droga
tańczyć będziesz, ale sama.


Serdecznie pozdrawiam
HJ

Do tańca zapraszasz
moje dłonie całujesz
nie mogę odmówić
tak pięknie cwałujesz


serdecznie-Jola



Teraz pytam się sam siebie
osłem, koniem czy wielbłądem
będę i czy mnie dosiądziesz
czy ja tylko się przysiądę

by po tańcu dać odpocząć
nogom i rozgrzanym zmysłom,
które jak mydlana bańka
także wkrótce się rozprysną

a partnerka jak mgła zwiewna
też rozpłynie się po sali
i nim ja nabiorę siły
inni będą z nią hasali.


pozdrawiam
HJ

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   - Oby Njord podarował nam dobre wiatry, moje dzieci – mawiał ojciec do Vivian i Hespera przed każdym wejściem na statek. Łowili dorsze i halibuty, czasem homary. Morze zazwyczaj było spokojne. 

        W domu nie głodowali. Nawet jeśli dzieciom po wielu godzinach rejsu zaczynała doskwierać monotonia i rozrabiały na pokładzie, to pracę ojca darzyły szacunkiem. Co dzień na stół trafiała świeża ryba. 

        Hesper był kłopotliwym chłopcem. Wspinał się na maszty i pokazywał język wołającym za nim marynarzom. Bujał się na linach, rozplątywał supły. Nierzadko przemycał na pokład farby i pędzle, skrzętnie ukryte pod kamizelką.  Każdego popołudnia ktoś zmywał mopem namalowane przez niego murale. Załoga pokpiwała z jego dzieł inspirowanych Alidą Withoos. Jemu mówili, że niewieścieje, a między sobą szeptali o jego talentach. Twierdzili, że ma potencjał na wielkiego artystę, lecz nikt nigdy nie powiedział mu tego w twarz.

        Vivian na morzu odnajdywała spokój, którego nie mogła zaznać na lądzie. Uwielbiała wpatrywać się w bezkresne wody i słuchać ich szumu. Wyobrażała sobie, co kryje się za horyzontem. Dopiero gdy jod dostawał się do jej nozdrzy czuła, że naprawdę oddycha. Ścigali się z Hesperem w ilości złowionych ryb. Przed zmrokiem ojciec ważył ich zdobycze. Zwycięzca otrzymywał tabliczkę czekolady. Hesper przeważał siłą fizyczną i niemal zawsze pokonywał starszą siostrę.

        Ojciec dbał, by jego dzieci miały fach w ręku. Uczył ich wiązać węzły, sprawdzał czy pamiętają ich nazwy i zastosowanie; pokazywał jak zarzucać sieci i jak uniknąć szkorbutu, kazał im uczyć się na pamięć każdej części pokładu. Tym samym zapewniał im przyszłość, wyjście awaryjne, gdyby ich plany się nie powiodły.

        Przed zachodem słońca, kierując się do portu, stawali we trójkę na dziobie i podziwiali horyzont. Pewnego razu zadał im pytanie poprzedzone ociężałym westchnieniem, jak gdyby przez długi raz zbierał się do tego, co ma powiedzieć.

        - Powiedzcie mi, dziatki, macie jakieś marzenia?

        - Być bogatym! – wykrzyknął od razu Hesper, którego sny o zostaniu światłym malarzem zostały stłamszone przez złośliwości marynarzy. 

        Vivian zastanawiała się przez moment. Do tej pory nie rozmyślała nad swym losem, nie szukała sensu istnienia. Do szczęścia wystarczyły jej wyprawy w morze i słuchanie szumu fal. Cieszyło ją, że rodziny nie dotyka głód. 

        - Pragnę spokojnej duszy, tato – powiedziała. Uśmiechu ojca nie było widać pod gęstym wąsem, ale zawsze wiedziała, kiedy się pojawiał – A ty? 

        - Ja już mam wszystko, co miałem… choć jest jedna rzecz, o której marzę skrycie każdej nocy…

        - Co to takiego? – spytało równocześnie rodzeństwo. Nie mogli doczekać się, aż usłyszą nową historię.

        - Jak myślicie, co znajduje się za horyzontem? – każdą opowieść ojciec poprzedzał pytaniem. 

        Nieznane lądy? Nowe cywilizacje? Dzikusy? Skarby? Koniec świata?, padały odpowiedzi i fakt – każda z nich mogła być tą poprawną, lecz on na myśli miał tylko jedną. 

        - Zgadza się, moi mali. Mnóstwo, mnóstwo skarbów…

        - Co to za skarby? – Hesperowi oczy zabłysły na wieść o bezpańskich bogactwach.

        Ojciec roześmiał się ciepło.

        - Oczka ci się świecą, synku – pogładził chłopca po głowie – Pewnie widzisz już te wszystkie skrzynie ze złotem i klejnotami, które zostawili po sobie piraci. Tak, to też znajdziemy na wyspie Hollowstone, lecz prawdziwy skarb kryje się w jaskini przy brzegu.

        Dzieci milczały, w napięciu czekając na to, co dalej usłyszą; zachwycały się obrazami tworzącymi się w ich głowach.

        - Można tam wpłynąć tylko łodzią. Podobno na środku jeziora rośnie drzewo o liściach czerwonych jak krew i miękkiej, brunatnej korze. Mówi się, że jego sok zapewnia zdrowie na pięćdziesiąt lat! Żadna choroba nie jest ci straszna! 

        Zapał ostygł w sekundę. Vivian i Hesper spodziewali się usłyszeć o górach monet. Zdrowia oboje mieli w dostatku.

        - Teraz mnie nie rozumiecie, ale z czasem… z czasem sami dojdziecie do tego, jak bardzo jest to ważne.

        - Jak tam się dostać, tato? - zapytała Vivian po kilku minutach ciszy, podczas których ojciec wpatrywał się markotnie w horyzont. Z westchnieniem wyprostował plecy.

        - I to, moja córeczko, jest najtrudniejsze do wykonania… Otóż drogę na wyspę mogą wskazać jedynie duchy żeglujące po Morzu Dusz od początku istnienia. Kiedyś powstała pieśń, która przywołuje je i wszystkich, którzy spoczęli pod falami, chcąc napić się soku z drzewa Arbivon. 

        - Dlaczego ten sok nie daje nieśmiertelności. Ja nie chcę umierać! - zawołał rozczarowany Hesper, na co ojciec roześmiał się serdecznie. 

        - Prędzej, czy później wszystko obróci się w proch. Poza tym, gdzieś tam czeka na nas lepsze miejsce - powiedział, spoglądając w niebo.

        Wszystkich bywających w porcie ludzi Vivian i Hesper znali od najmłodszych lat. Kiedy przychodzili z ojcem, marynarze i ich żony głaskali ich czule po łowach, pytając o zdrowie. Przed wejściem na statek ojciec lubił uciąć sobie pogawędkę z kobietami żegnającymi mężów. Rodzeństwo oglądało wtedy kilkumetrowy, strzelisty monolit. Czytali na głos wyryty na nim cytat: Pamięci tym, co wybrali Morze i spoczęli na jego dnie. Pod spodem spisano nazwiska żeglarzy, którzy nie powrócili ze swoich wypraw i zostawili rodziny.

        Nocami ojciec chwytał za lupę i przy świetle kilku świeczek studiował mapy. Latami szukał informacji o Hollowstone. Wertował książki, wypytywał kolegów i co jakiś czas zagajał starego Hermita, nie skorego do wspominek. Jak trafił na właściwy trop, nigdy rodzinie nie ujawnił. Pewnego poranka wszedł do kuchni z tobołkiem na plecach i oznajmił, że zbiera załogę. Ucałował żonę, pokrzepił dzieci i rzucił na stół garść monet i zwinięty w rulon papier - testament mający wejść w życie po roku jego nieobecności. 

        Vivian co świt i po zmierzchu wyruszała z latarnią na plażę. Wypatrywała statków powracających do portu. Składała modły, by na którymś pokładzie wracał do niej jej ojciec. Bogowie jednak nie byli łaskawi. Dni mijały, ewoluując w tygodnie, miesiące, aż w końcu i lata. Dopiero skończywszy osiemnaście lat, Hesper przestał wypytywać w każde urodziny, czy tata zjawi się z prezentem. Dorosłość rodzeństwo osiągnęło pod okiem jedynie matczynym, pod okiem smutnym i wyczerpanym. Nazwisko Carsena Vissera zostało wyryte na monolicie na wieki.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...